Nietrudno odnieść wrażenie, że opinia publiczna bardziej odnotowała fakt odwołania premier Julii Swyrydenko, niż miałaby się nim jakoś szczególnie emocjonować. Jeżeli już, to bardziej w szerszym ujęciu sytuacji wokół prezydenta Zełenskiego, jako że w ostatnich latach urząd premiera na Ukrainie uległ ewidentnemu zmarginalizowaniu. Po odwołaniu zaznaczonego jeszcze mocno zarówno działalnością sprzed 2022 roku, jak i latami wojennych doświadczeń Denysa Szmyhala możemy mówić wręcz o sprowadzeniu go do roli zaszczytnej przybudówki władzy, niejako atrapy dla figuranta vel wysokiego rangą przedstawiciela państwa i jego głowy, a przy okazji administratora od brudnej roboty. Stanowiskiem cieszącym się o wiele większym poważaniem jest bez wątpienia newralgiczny dla kraju prowadzącego konflikt zbrojny minister obrony narodowej, również niespodziewanie dla wielu odwołany.
Zacznijmy może od tego, że Mychajło Fedorow to jest „jakiś tam” szef istotnego resortu. Przede wszystkim, nawet jeżeli dla wielu nie był jak dotąd symbolem, to dzięki decyzji Zełenskiego o jego dymisji miał szansę nim właśnie się stać. Bo oto jak to z perspektywy młodego człowieka wygląda. Na Ukrainie nie ma już wątpliwości, że wewnątrzpolityczne zawieszenie broni dobiega końca. Obecny prezydent i jego obóz czują jednak zagrożenie niekoniecznie ze strony starych sił politycznych, a nowych, zahartowanych w boju twarzy. Takich, które kojarzą się z dumą i sukcesami, a za którymi nie ciągną się śledztwa w sprawie korupcji w bezpośrednim otoczeniu, ani też niepopularne decyzje. Równocześnie naród, w którym opadł już początkowy entuzjazm, jak i nadzieje co do wielkiej kontrofensywy na miarę tego, co działo się na charkowszyźnie, na nowo łapie wiatr w żagle, po serii ciężkich zim, Bachmutów i Awdijiwek oraz niepewności co do międzynarodowego wsparcia. Widzi za to kwitnący przemysł zbrojeniowy, spektakularne sukcesy jednostek dronowych oraz to, że siłom zbrojnym udało się postawić zdecydowany opór łapiącemu zadyszkę najeźdźcy. Nie jest może wciąż idealnie, ale w końcu „jakoś”. Do przeżycia, aż chciałoby się powiedzieć, gdyby nie te lecące na głowę rakiety. Widać jednak pozytywne zmiany i można mieć nadzieję na przyszłość. Mija też przywiązanie do heroicznej postaci Zełenskiego, co również jest naturalne w demokratycznym społeczeństwie, a zwłaszcza, że ten i jego ludzie wiele zrobili, by szerokie masy do siebie zrazić. W tym wszystkim grucha wieść, że skonfliktowany z niemłodym już generałem Syrskim (którego wielu kojarzy z właśnie takim Bachmutem, czy przymusową mobilizacją) Mychajło Fedorow ma stracić tekę ministra obrony.
Rocznik 1991. Człowiek już nawet na poziomie aparycji daleki, jak tylko można od stereotypu poradzieckiego biurokraty. Energiczny, zachodni w manierze, z wizją i wymiernymi sukcesami, do tego niekojarzony jakoś szczególnie z partyjnymi naparzankami, choć przecież aktywnie działał w ugrupowaniu Sługa Narodu i dostał się z jego ramienia do parlamentu. Rozwój technologiczny i, koniec końców, spektakularne sukcesy systemów bezzałogowych kojarzą się odruchowo właśnie z kimś takim, jak on, bo już na pewno nie z Syrskim (rocznik 1965 plus reputacja i aparycja podręcznikowego trepa, do tego fama tego, kto podsiadł na stołku powszechnie szanowanego Załużnego). Podsumowując – ze strony prezydenta decyzja o zastąpieniu go, jeszcze w podobnych okolicznościach (i to jeszcze kim!) jest wizerunkowym blamażem. Być może jednak jego sztab wykalkulował sobie, że koniecznym, aby… No właśnie, nie wyrósł zbyt atrakcyjny konkurent? Być może poprzez analogiczny zabieg z Załużnym (zdymisjonowanym na etapie, w którym jeszcze nie pozwolił się sobą społeczeństwu zmęczyć, ani nie nałapał dość wiele krwawych bitew) wyhodował sobie zdolnego pokonać go (bądź desygnowanego przezeń następcę) rywala. Czyli że zatem kara za krnąbrność, zbytnią zuchwałość i samodzielność? Prędzej. Próba ochrony Syrskiego raczej nie była powodem samym sobie, ile chęć osłony swojego nominata, wyboru, któremu akurat przytrafiło się być generałem Syrskim.
W przestrzeni medialnej pojawiły się doniesienia, jakoby następcą Fedorowa miał zostać obecny minister spraw wewnętrznych, Ihor Kłymenko. Został nim po tragicznej śmierci swojego poprzednika, Denysa Monastyrskiego, w katastrofie lotniczej. Taki wybór niewątpliwie mógł być przez społeczeństwo odebrany jako postawienie na niezależnego eksperta – generał policji I rangi Kłymenko był bowiem od 2019 roku szefem tejże służby (zastąpił wtedy nominata z ery Poroszenki, Serhija Kniaziewa). Sęk w tym, że były policjant miał przez te lata dość czasu, by wtopić się w prezydencką ekipę, nie wspominając już nawet o tym, że jest on jedną z nielicznych postaci w strukturach siłowych, bądź też administracji, które trzymają się jeszcze od czasów sprzed pełnoskalowej inwazji, a nawet pną się do góry.
W gruncie rzeczy, większość z tych, którzy kierowali obroną Ukrainy w lutym 2022 roku jest już poza swoimi stanowiskami. I nie chodzi tu tylko o premierów, ministrów obrony, czy naczelnego dowódcę SZU, o potężnym Andriju Jermaku nie wspominając. Do stycznia bieżącego roku trzymali się jeszcze Serhij Dejneko, dowódca czynnie zaangażowanej w walkę Państwowej Służby Granicznej Ukrainy „est. 2019” (zastąpił go Wałerij Wawryniuk) oraz Kyryło Budanow, pilnie przekierowany w miejsce obciążonego śledztwem w sprawie korupcji Jermaka, wysoce popularny szef wywiadu wojskowego (wymienił go Ołeh Iwaszczenko). Od 2020 roku ostał się jeszcze niezatapialny dowódca marynarki wojennej Ołeksij Nejiżpapa, ale to głównie dlatego, że ta dość prędko pożegnała się z flotą nawodną (nie żeby ktoś w 2022 roku oczekiwał po niej innego losu), za to już z lądu zdołała posłać na dno krążownik „Moskwa” (za co też wynagrodzono go awansem do wiceadmirała).
Człowiekiem, który stanowi największy monument ukraińskiego wysiłku wojennego jest ten właśnie Ołeksandr Syrski, czterogwiazdkowy generał, najwyższy stopniem i stanowiskiem z ukraińskich wojskowy. Odparcie pełnowymiarowej agresji rozpoczynał jako dowódca wojsk lądowych, by w 2024 roku zastąpić skonfliktowanego z otoczeniem prezydenta naczelnego dowódcę, Wałerija Załużnego. Wymiana ta przerodziła się w szerszą czystkę współpracowników odwołanego. Poleciały głowy nazwisk takich, jak Jewhen Mojsiuk – zastępca Załużnego, wyjątkowo doświadczony oficer (i, prawdę mówiąc, całkiem sensowny kandydat na ewentualnego następcę Syrskiego), Mychajło Zabrodski – drugi zastępca, przywrócony do służby prosto z ławy poselskiej (zasiadał w Radzie Najwyższej, zgodnie z modą robienia przez bohaterów ATO karier parlamentarnych – patrz: Andrij Biłecki), Serhij Szaptała – szef Sztabu Generalnego, Serhij Najew – dowódca Sił Połączonych, Maksym Myrhorodski – dowódca wojsk desantowo-szturmowych, Ołeh Huljak – dowódca logistyki. Swoją drogą, skończył też urzędowanie pełniący obowiązki szefa niepodlegającej armii Państwowej Służby Ukrainy ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Wołodymyr Demczuk, ale to bardziej adnotacja. Poprzez awanse zwolniły się zaś stanowiska dowódcy wojsk lądowych (Syrski), obrony terytorialnej, którą zawiadujący Anatolij Barhyłewycz został na krótko nowym szefem Sztabu Generalnego i piechoty morskiej, której dowódcę Jurija Sodola przesunięto – również na krótko – do kierowania Dowództwem Sił Połączonych. Parę miesięcy później niejasności wokół utraty nowej maszyny F-16 kosztowały posadę dowódcę lotnictwa, Mykołę Ołeszczuka, zwolniono również dowódcę sił specjalnych SZU Serhija Łupanczuka oraz sił wsparcia Dmytra Geregę. Co ciekawe, większość z usuniętych generałów poszła w trwałą odstawkę. Jakkolwiek powrócił w zasadzie jedynie Mojsiuk, mianowany po drobnej przerwie jednym z wiceministrów obrony, Huljaka natomiast przekierowano do zadań administracyjnych w przemyśle obronnym. Nie trzeba było jednak wymieniać szeroko kadr, by jeszcze wcześniej wypowiedzenia dostali między innymi szef SBU Iwan Bakanow (jeszcze 2022 – notabene, człowiek spoza służb i bliski współpracownik Zełenskiego, dobrany według podobnych kryteriów, co u głównego bohatera serialu „Sługa narodu”), czy dowódca Gwardii Narodowej Ukrainy Jurij Łebid (2023).
Podczas wojny personalne przetasowania oraz roszady są na porządku dziennym, w tym konkretnym przypadku również po stronie rosyjskiej. I chociaż nieśmiertelny (z przyczyn ściśle politycznych), służący wciąż pomimo przekroczenia maksymalnego wieku Gierasimow pozostaje szefem Sztabu Generalnego, to na niższych szczeblach zmiany były już bardzo liczne. Z dowódców rodzajów sił zbrojnych i samodzielnych komponentów, którzy rozpoczynali wojnę (Salukow – wojska lądowe, Surowikin – siły powietrzno-kosmiczne, Jewmienow – marynarka wojenna, Sierdiukow – wojska powietrznodesantowe, Karakajew – wojska rakietowe) po dziś dzień utrzymał się raptem jeden (Karakajew). Również i wieloletni minister obrony Szojgu wypadł po drodze za burtę, robiąc miejsce mającemu usprawnić pracę resortu Biełousowowi. W międzyczasie Ukraina miała już następujących ministrów obrony: Ołeksij Reznikow (2022–2023, wcześniej od 2021), Rustem Umierow (2023–2025), Denys Szmyhal (2025–2026), Mychajło Fedorow (2026) oraz ktoś jeszcze, o kim może później. Dla szerszego oglądu sprawy, od objęcia prezydentury przez Zełenskiego byli jeszcze odziedziczony po Poroszence wojskowy Stepan Połtorak (2019, choć od 2014), jego własny nominat Andrij Zahorodniuk (2019–2020) i (z dedykacją dla wyborców, dla kontrastu do poprzedniego, nieudanego z perspektywy prezydenta cywila) emerytowany oficer Andrij Taran (2020–2021). Dość sporo, trzeba przyznać. Do tego stopnia, że pytanie, czy aby na pewno należy tutaj chwalić nieobstawanie na siłę przy konkretnych nazwiskach ciśnie się samo na usta.
Niewykluczone, że zastępując Fedorowa Kłymenką kierowano się podobną myślą, co gdy wypełniano nim lukę po Monastyrskim. Dla otoczenie prezydenta cały czas mógł on być „tym niezależnym z zewnątrz, spoza polityki”, ale przy okazji też „naszym, sprawdzonym”. Świadczyłoby to jednak o ograniczonym słuchu społecznym ekipy Zełenskiego. Zupełnie jak gdyby uznali, że to nic, że ich „czysty człowiek” pozostawał ministrem spraw wewnętrznych, gdy usiłowano ukrócić samodzielność organów antykorupcyjnych, panoszył się Jermak, później go odwoływano, a wreszcie również w związku z konfliktami z głową państwa ze stanowiskiem pożegnał się w styczniu tego roku (podobnie jak Dejneko) dowodzący (dość sprawnie) SBU Wasyl Maluk, jej funkcjonariusz z prawdziwego zdarzenia, następca Bakanowa. Swoją drogą, mechanizm zaklejania „profesjonalistami” dziur po różnego rodzaju wpadkach kadrowych wydaje się stałą pozycją w asortymencie władzy: Taran za Zahorodniuka, Budanow za Jermaka, Maluk za Bakanowa…
Nieco wcześniej pojawiła się wzmianka o jeszcze jednym ministrze obrony. W zasadzie to pełniącym obowiązki. Otóż po odwołaniu Fedorowa Kłymenki nie wyznaczono automatycznie do objęcia urzędu (pełnoprawnie, czy też nie). Zamiast tego, by zminimalizować wizerunkowe szkody, powtórzono manewr z nagłym przerzutem Budanowa i tak oto ukraińskim resorem obrony zaczął kierować Jewhenij Chmara. Co ciekawe, kilka miesięcy wcześniej dokładnie nim zastąpiono Maluka.
Chmara to pod wieloma względami wizerunkowy Budanow numer dwa. Może nie tak medialny, ale z pewnością też nie anonimowy. Dowodził tak zwaną Grupą Alfa, czyli częścią SBU przeznaczoną do zbrojnej walki przeciw Rosjanom i organizowaniem szczególnie trudnych oraz skomplikowanych – a przez to często widowiskowych – operacji specjalnych. Zresztą, repertuar tej formacji jest dość szeroki i nie ma większego sensu, by się tu o nim bardziej szczegółowo rozpisywać. Wystarczy wspomnieć, że wiele z tych rewelacji z frontu, o których rozpisują się światowe media powstaje przy współudziale Alfy.
Możemy jednak wątpić, czy w ten sposób Zełenski zdoła udobruchać oburzoną część społeczeństwa, zwłaszcza tych młodych, z którymi coraz bardziej mu nie po drodze. Z całą pewnością powinien wyciągnąć z tego nauczkę, bo o ile można kłócić się, ile czerwieni jest w pokazanej mu żółtej kartce, tak co do samego faktu jej pokazania ciężko mieć wątpliwości. Może jednak sądzi, że pewne ofiary i na tym polu są konieczne?
Samo utrzymanie władzy przez tyle lat musi męczyć i tępić niektóre zmysły. A w warunkach wojny? Nie ma się co dziwić, że Wołodymyr Zełenski i jego ludzie popełniają błędy. Wewnętrzne, ale i na arenie międzynarodowej. Gorzej jednak, że powtarzają je, zwłaszcza te, których można by było uniknąć. To, czy Chmara okrzepnie w resorcie obrony, czy jednak będzie na przeczekania, a potem zwolni miejsce Kłymence, bądź też komuś zupełnie innemu jest tutaj ze wszech miar kwestią drugorzędną.
Maciej Serżysko
