Jasełka w Liceum nr 24 im. Marii Konopnickiej we Lwowie fot. Aleksander Kuśnierz / Nowy Kurier Galicyjski

Jasełka w Liceum nr 24 im. Marii Konopnickiej we Lwowie

Święta Bożego Narodzenia co raz bliżej. W szkołach z polskim językiem nauczania na Ukrainie są wystawiane tradycyjne widowiska teatralne – jasełka. Uczniowie Liceum nr 24 im. Marii Konopnickiej we Lwowie przedstawili własną wersję narodzin Jezusa Chrystusa.

Dzięki wytężonej pracy nauczycieli i zaangażowaniu rodziców dzieci były pochłonięte treścią tego co się wydarzyło ponad dwa tysiące lat temu w Betlejem.

– Co roku czwarta klasa odpowiada za to, żeby zabrzmiała w naszej szkole kolęda, żeby było przedstawienie jasełkowe, żeby dzieci poczuły atmosferę Bożego Narodzenia – święta, które łączy rodziny w domu, ale też rodzinę szkolną – mówi Marianna Pyłyp, dyrektor Liceum nr 24 im. Marii Konopnickiej we Lwowie. – Najważniejsze są wartości, na których wychowujemy swoje dzieci, na których też wychowaliśmy się w swoich rodzinach. Kolęda, rodzinna atmosfera, dzielenie się opłatkiem.

Przygotowanie do jasełek to wspólna praca wychowawcy, uczniów i rodziców. Scenariusz i oprawę muzyczną przygotowała wychowawczyni klasy Helena Galwicka. O dekoracje i stroje zadbali rodzice.

– To nie jest ich pierwszy występ – wyjaśnia Helena Galwicka, wychowawczyni klasy 4 w Liceum nr 24 im. Marii Konopnickiej we Lwowie. – Te dzieci występują na scenie już od klasy pierwszej. Jasełka to bardzo poważne przedstawienie w ich życiu i dzieci naprawdę bardzo chętnie w przygotowania się zaangażowały. Przy czym wybierały sobie długie role. Bohaterów było więcej niż uczniów w klasie i niektóre dzieci musiały dwa razy się przebrać, żeby zagrać na przykład Czerwonego Kapturka i Pszczółkę Maję, Smerfetkę i Dziewczynkę z zapałkami. Jest to scenariusz dostosowany do dzieci młodszych, z bohaterami z bajek, dlatego był dla nich ciekawy i okazją by dobrze się zabawić.

– Przygotowaliśmy się dobrze, szybko, wspaniale. Wszystko było dobrze i fajnie wyszło – chwali się Mikołaj.

– Lekko, bardzo nieciężko, szybko było – stwierdza Daria.

– Wszystko mi się udało. Trzy tygodnie i nauczyłem się słów – mówi Staś.

– Grałem pastuszka i króla. Kiedy zobaczyłem mój tekst po raz pierwszy, myślałem, że będę długo się uczyć. Ale bardzo szybko się nauczyłem. I ładnie wystąpiłem – podsumowuje Marek.

– Ja też miałem dwie role. Też grałem króla i pastuszka – dodaje Andrzej.

– A ja grałem jedną rolę, Pinocchio – mówi Marian.

– Miałam dwie role – mówi Polina. – Zagrałam Dziewczynkę z zapałkami i Smerfetkę. Lubię święta za to, że są wesołe, za to, że wszyscy robią coś ciekawego. A przygotować się było nietrudno, dlatego że mi pomagali mama, tato, pani Helena i przyjaciele.

– Pomagali mi mama i tato – mówi Marian. – Tato też kiedyś uczył się w tej szkole. Mam starszego brata, on też uczy się w tej szkole. A jeszcze lubię grać w piłkę nożną. Wczoraj wróciłem z turnieju.

– Miałem do zagrania jedną rolę. Byłem starym rybakiem. Stresowałem, ale wszystko się udało. Wszystkiego najlepszego! – życzył nam Adrian.

fot. Aleksander Kuśnierz / Nowy Kurier Galicyjski

Po zakończeniu przedstawienia proboszcz kościoła św. Antoniego na Łyczakowie o. Sławomir Bystry OFMConv pobłogosławił opłatki, którymi wszyscy się dzielili i składali sobie życzenia.

fot. Aleksander Kuśnierz / Nowy Kurier Galicyjski

– Nam wszystkim chcę życzyć Przede wszystkim pokoju i spokoju – mówi Pani dyrektor Marianna Pyłyp. – To są chyba najszczersze i najcieplejsze życzenia, które mogę dzisiaj przekazać Czytelnikom Kuriera Galicyjskiego, całej wspólnocie szkolnej, rodzicom, absolwentom, przyjaciołom naszego liceum, sponsorom – ludziom dobrej woli, którzy w ciągu roku pomagają, wspierają naszą działalność. W Wigilię przy świątecznym stole będziemy wspominać też tych, którzy odeszli, w tym również naszą nieodżałowaną wieloletnią nauczycielkę Weronikę Apriłaszwili. Łączymy się jako jedna wspólnota chrześcijańska ludzi dobrej woli tych co uczą i tych co się uczą, bo życie to taka wielka szkoła dla przyszłych pokoleń. I mam nadzieję, że to szkoła, która łączy ziemię z niebem. W ten czas bożonarodzeniowy i noworoczny niech się spełniają wszystkie marzenia wszystkich ludzi.

Alina Wozijan

Z Kurierem Galicyjskim jest związana od 2013 r. Od 1995 roku z telewizją. Całe jej życie toczy się wokół tekstu, książki, tłumaczeń, mediów różnego rodzaju. Urodzona we Lwowie – jako pierwsza w rodzinie, która przeszła gehennę Syberii. Przodkowie od strony matki osiedlili się na terenach Żytomierszczyzny jeszcze na początku XVI w., od strony ojca - nad Morzem Czarnym. W tych żyłach płynie krew prawie pół Europy i co najmniej dziesiątej części Azji – honorowe dziedzictwo dawnej Rzeczypospolitej. W ciągu wieków cały ten tygiel polszczył się, pozostało nazwisko.

X