Gdzie chodzili Potoccy

Fragmenty stanisławowskich fortyfikacji miejskich, w pobliżu pałacu Potockich, odkopują studenci-historycy z Uniwersytetu Przykarpackiego.

Jak do tej pory, na głębokości trzech metrów odkopano fragmenty ceglanego sklepienia. W czasie prac znaleziono fragmenty ceramiki i naczyń szklanych. Niegdyś w tym miejscu mogło być śmietnisko, na które wyrzucano potłuczone naczynia.

„Szkło to różni się od współczesnego tzn. „patyną” – przypomina odblask masy perłowej, mieni się, – mówi kierownik prac archeologicznych Igor Koczkin. – Na naczyniach, wykonanych ręcznie, są różne wzory, które pochodzą prawdopodobnie z przełomu XVII-XVIII wieków. Nawet z ułamków naczynia możemy odtworzyć jego kształt i wymiary. Badamy też ułamki ceramiki i szkła”.

W zeszłym roku archeolodzy odkopali przejście podziemne. Było używane przez obrońców stanisławowskiej fortecy w XVII-XVIII wieku. „Jest to sklepiony korytarz, murowany z cegły, którym obrońcy wychodzili poza mury – mówi Wasyl Romaniec, prezes Stowarzyszenia „Kulturowa Spuścizna Przykarpacia”. – Przed fosą był taras. Odkopane fragmenty mogą być częścią fortyfikacji, ale żeby wyciągnąć ostateczne wnioski trzeba kopać jeszcze głębiej. Przy ścianie zachowały się dwie kazamaty – arsenał uzbrojenia i zapasów. Poniżej kazamat – rów moszczony cegłą. Jedną z kazamat już przebadano, kolejna jest opracowywana.

Każdą cegłę archeolodzy oczyszczają szpachelką i omiatają pędzlami. Ułamki naczyń osuszają na słońcu. Archeolodzy i historycy mają nadzieję na dalsze odkrycia, bo stanisławowska forteca kryje jeszcze wiele tajemnic. Na szczegółowe badania czekają też podziemia samego pałacu Potockich.

Sabina Różycka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X