11 kwietnia 2025 r. w Studiu Koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego odbyło się warszawskie prawykonanie II Symfonii Adama Sołtysa. Dzieło odniosło olbrzymi niekwestionowany sukces; o takim sukcesie – wręcz triumfie ! – marzy zapewne każdy twórca. Co ciekawe, wspomniane wydarzenie muzyczne wywołało niebywałe wprost zainteresowanie w stolicy – już w marcu bilety na koncert były w całości wysprzedane. Wypada więc zastanowić się nad niewątpliwym fenomenem tego wciąż jeszcze mało znanego dzieła.
II Symfonia powstawała w latach 1943–1945, w ponurej, pełnej lęków i zgrozy rzeczywistości II wojny światowej. Tragiczne wydarzenia tego okresu nie mogły nie odcisnąć swego piętna na jej muzycznej narracji. Jednakże, pomimo tragizmu sytuacji tych lat powstało dzieło przesiąknięte na wskroś optymizmem i niezachwianą wiarą w lepsze jutro.
II Symfonia skomponowana została z dużym rozmachem, na wielki skład orkiestry (m.in. z sześcioosobową obsadą instrumentów perkusyjnych, wyzyskaniem harfy, celesty, fortepianu). Wyrastając z tradycji późnego romantyzmu, dzieło to cechuje silna więź z rodzimym folklorem i wyzyskanie wielu nowoczesnych naówczas środków wyrazu.
W I części cyklu – Allegro Moderato – dominują obrazy dramatyczne. Już sam początek dzieła wprowadza nastrój niepokoju, poczucia zagrożenia, lęku przed czymś fatalnym i nieuniknionym. Występują tu jednak również świetliście subtelne wątki liryczne (poboczna grupa tematyczna), które jawią się niczym delikatne promyki nadziei. W zakończeniu I części wyraźnie już pobrzmiewa wiara w zwycięstwo dobra nad złem.
II część Symfonii – liryczne Adagio – stanowi jeden z najpiękniejszych, najbardziej natchnionych fragmentów symfonicznych w całej twórczości Adama Sołtysa. Adagio zachwyca bogactwem obrazów, uczuć, nastrojów zarówno pozytywnych jak i tych z odcieniem smutku, głębokiej nostalgii aż do przejmującego bólu z nutkami tragizmu. Swoistym choć krótkim epilogiem tej części jest pełen wyciszenia i głębokiej zadumy fragment o charakterze chorału. Być może to moment cichej, skruszonej i ufnej modlitwy…

Podstawową myślą muzyczną Allegretta – III części cyklu symfonicznego – jest ludowa (pochodząca z Kujaw) pieśń weselna Oj nie nasza dziewucha… Na podłożu tego lirycznego, z odcieniem smutku wątku melodycznego powstał uroczy symfoniczny kujawiak. Warto odnotować, iż kujawiak należy do najstarszych polskich tańców ludowych. Tworzą go trzy ogniwa: 1) chodzony, zbliżony do poloneza; 2) właściwy kujawiak, tańczony wolno, jako tzw. „odsibka” (od siebie, w prawo); 3) kujawiak przeistaczający się w żywego oberka, z przytupywaniem, hołubcami etc. tańczony jako „ksebka” (ku sobie, w lewo). Analogicznie (pod względem tempa) zestawione są ze sobą również ogniwa kujawiaka, tworzącego III część II Symfonii Adama Sołtysa.
Finał dzieła tworzą trzy segmenty. Początkowy, z odcieniem tragizmu – Adagio espressivo – kojarzyć się może z bolesnym, wciąż żywym wspomnieniem wydarzeń wojennych. W kolejnym segmencie krystalizują się motywy rytmiczne, nawiązujące do mazura i poloneza. To niejako stopniowe przebudzenie ducha i siły narodu, który wierzy w lepszą przyszłość. Końcowy segment – Tranquillo – jest swoistą apoteozą: poniesione ofiary nie poszły na marne; naród świętuje upragnione zwycięstwo. W orkiestrze triumfalnie brzmią motywy pieśni Przylecieli sokołowie, którą wcześniej spopularyzował Stanisław Moniuszko.
Przekaz II Symfonii – najważniejszego dzieła mojego Ojca – jest bardzo czytelny i jakże aktualny. Pomimo wojny i wszystkich związanych z nią okropności, należy pielęgnować w sobie nadzieję i wiarę w ostateczne zwycięstwo dobra nad złem.
Prawykonanie II Symfonii odbyło się 30 listopada 1946 r. we Lwowie w ramach „Koncertu symfonicznego muzyki polskiej”. Oprócz dzieła Adama Sołtysa zabrzmiała wtedy Rapsodia litewska Mieczysława Karłowicza, uwertura do opery „Halka” Stanisława Moniuszki oraz dwie arie z tejże opery. Całością dyrygował Adam Sołtys. Kompozytor Andrzej Nikodemowicz, uczeń Ojca (prywatnie mój Chrzestny) po latach wspominał z rozrzewnieniem o ogromnym wrażeniu, jakie wówczas wywarło na niego świeżo ukończone dzieło Nauczyciela. Sukces tego wydarzenia muzycznego był podobno ogromny. Ciekawostkę może stanowić fakt, iż Związek Kompozytorów Ukraińskich zabiegał, by dzieło wykonane zostało w Kijowie już wiosną 1946 r. Jednak z powodu nieznanych bliżej kontrowersji z tamtejszą Filharmonią, II Symfonia Adama Sołtysa zaprezentowana została w Kijowie dopiero w lutym 1947 r. W programie obok dzieła lwowskiego twórcy znalazł się wówczas Koncert fortepianowy f-moll Fryderyka Chopina oraz poemat symfoniczny Morskie Oko Zygmunta Noskowskiego.
Niczym grom z jasnego nieba stało się dla wielu ówczesnych twórców przyjęcie w 1948 r. uchwały KC WKP(b) o operze Wielka Przyjaźń Wano Muradelego, która zapoczątkowała ostrą i bezkompromisową walkę z tzw. formalizmem. Pomimo dużego, niekwestionowanego sukcesu II Symfonii Adama Sołtysa we Lwowie i w Kijowie, dzieło to trafiło do indeksu dzieł zakazanych do wykonania (za jakoby zbyt skomplikowane środki wyrazu, niezgodne z estetyką realizmu socjalistycznego). Był to niewątpliwie bolesny cios dla kruchej psychiki wyjątkowo wrażliwego muzyka. Pomimo tego artysta nie poddawał się. Po kilku latach (1 marca 1953) udało mu się nawet do programu „Koncertu muzyki polskiej” niejako „przemycić” dwie – mniej skomplikowane – części (I i III) swojej Symfonii; znalazły się one w sąsiedztwie „niewinnego” Koncertu fortepianowego f-moll Fryderyka Chopina, Uwertury Grzegorza Fitelberga oraz poematu symfonicznego Step Zygmunta Noskowskiego. Wart odnotowania jest fakt, iż koncert z 1 marca 1953 r. – był już właściwie pożegnalnym występem artysty; jego kariera dyrygencka trwała bez mała 40 lat (1914-1953). Toteż tłumnie zebrana – w sali dawnego Polskiego Towarzystwa Muzycznego – publiczność żegnała lwowskiego maestro – centralną niegdyś postać lwowskiego życia muzycznego – owacją na stojąco i długo niemilknącymi brawami i okrzykami. Nastąpił wtedy definitywny koniec pewnej epoki…
W całości II Symfonia Adama Sołtysa powróciła na estradę lwowską za sprawą uroczystych obchodów 70-tych urodzin artysty, które odbyły się w styczniu 1961 r. We wspomnieniach Ojciec odnotował: ”Bardzo nie chciałem tego jubileuszu, lecz Kotlarewski [ówczesny zastępca rektora Konserwatorium] i inni wbrew mojej woli urządzili uroczyste posiedzenie Rady Naukowej i mój koncert kompozytorski. Miałem jedynie trochę satysfakcji, że po tylu latach usłyszałem moją II Symfonię, chociaż dalece nie tak wykonaną, jak ja ją prowadziłem we Lwowie i w Kijowie w latach 1946 i 1947”. Na marginesie odnotuję, że dziełem Adama Sołtysa dyrygował wtedy Mykoła Kołessa.
By dzieło Adama Sołtysa ponownie zabrzmiało w Filharmonii Lwowskiej, należało cierpliwie czekać na kolejną „wielką” datę. Taką okazała się setna rocznica urodzin Adama Sołtysa (1890-1990). Przy tej właśnie okazji po raz pierwszy usłyszałam II Symfonię mojego Ojca. Pamiętam jak bardzo byłam wtedy wzruszona; w drugiej części dzieła – pięknym Adagio – nie mogłam wprost opanować płynących z oczu łez… Wtedy jednak przyjęłam to dzieło głównie przez pryzmat uczuć i emocji. Wszechstronnie poznać, zrozumieć i docenić wszystkie walory tego monumentalnie zakrojonego, wspaniałego utworu pomogła mi dopiero szczegółowa analiza muzykologiczna II Symfonii, którą realizowałam pod kierunkiem prof. dr hab. Ireny Poniatowskiej w ramach studiów doktoranckich na UW.
Kolejne realizacje II Symfonii Ojca miały miejsce już w Polsce (w Lublinie i w Gdańsku), pod batutą wybitnego dyrygenta, maestro Zygmunta Rycherta. Były to rzeczywiście wspaniałe, mistrzowskie interpretacje tego dzieła. Zresztą o wykonaniu II Symfonii w Gdańsku, które miało miejsce 19 marca 2016 r., pisałam na łamach „Kuriera Galicyjskiego”. Po tych niezapomnianych wydarzeniach muzycznych wykonanie (w tym samym 2016 r.) II Symfonii we Lwowie wydało mi się niestety, dość powierzchowne.

I wreszcie ostatnie, wspomniane już warszawskie prawykonanie II Symfonii, które tak naprawdę przeszło wszelkie moje oczekiwania. W Studiu Koncertowym Polskiego Radia dzieło zabrzmiało w wykonaniu Orkiestry Polskiej Opery Królewskiej pod mistrzowską batutą Katarzyny Tomali-Jedynak. Pani dyrygentka przygotowała utwór mojego Ojca naprawdę rzetelnie, jej interpretacja była przemyślana i sugestywna. Wyjątkowo długo nie milknące oklaski potwierdzały podwójny sukces: samego dzieła i utalentowanej pani dyrygentki. I znów jak kiedyś, przed 35 laty, słuchając II Symfonii byłam bardzo wzruszona, a z zakamarków pamięci wynurzały się bardzo już odległe lecz piękne wspomnienia…
W tym miejscu pragnę wyrazić swoją wdzięczność dr Michałowi Piekarskiemu za jego zabiegi i zaangażowanie, które w szczególnym stopniu przyczyniły się do warszawskiego prawykonania wspaniałego dzieła mojego Ojca.
Maria Ewa Sołtys
Tekst ukazał się w nr 8 (468), 29 kwietnia – 15 maja 2025
