Fale monstrualne

Fale monstrualne

Tajemnicze fale morskie
Już dawno temu mądrzy oceanografowie obliczyli, że maksymalna wysokość fal morskich może dochodzić jedynie do 18 metrów. Jest to wysokość, powyżej której fala załamie się pod własnym ciężarem, więc 18 metrów i kropka! Wiadomość ta poprzez prace licznych naukowców (które często powołują się jedna na drugą) szybko rozeszła się po świecie, stając się fundamentem wiedzy na ten temat. Marynarze natomiast mówili coś kompletnie innego. Według ich obserwacji, na morzu bywały fale wielokrotnie wyższe niż owe 18 metrów. Marynarze opowiadali o czymś, co znali bardzo dobrze. Wprawdzie nazywali te zjawiska po swojemu, ale ani im było w głowie wprowadzać kogoś w błąd. Według ich relacji na morzach powstawały nagle potworne fale, wysokie na kilkanaście pięter, prawie pionowe ściany wody, które niszczyły wszystko, co znalazło się na ich drodze. Często było to trzy takie fale, ustawione jedna za drugą, tak zwane „trzy siostry”, o potworności których nie dało się mówić bez trwogi.

Gwiazdobloki (Fot. bing.com)Ośmieszano ich wypowiedzi. Opowiadano, mrugając okiem, o słynnych żeglarskich łgarstwach: wężach morskich, syrenach i „Latających Holendrach”. Oburzano się, że tacy ludzie mają czelność kwestionować prace powstałe w światowej sławy ośrodkach naukowych. I nic dziwnego, że w konsekwencji nie uwierzono marynarzom, tylko naukowcom. Tryumfowała „nauka” i „naukowcy”, z których niejeden widział falę tylko wtedy, kiedy mu mydło wpadało do wanny. Strach było mówić na ten temat coś innego, niż chcieli słyszeć „naukowcy”, bo taki śmiałek natychmiast stawał się obiektem ataku całej „nowoczesnej nauki”. Szantaż naukowych idiotów trwał aż do 1 stycznia 1995 roku. To wtedy właśnie na platformę wiertniczą Draupner na Morzu Północnym u wybrzeża Norwegii wyszła nagle monstrualna fala wysokości 25 metrów, która zanim zdemolowała platformę, została przez jej pracowników sfilmowana i zmierzona kamerą laserową. Tu już niczego nie można było kwestionować. Wobec takich faktów niektórzy „naukowcy” zaraz zamknęli się, grzecznie wiedząc, że swoje dotychczasowe „prace naukowe” mogą sobie…

Fale monstrualne okazały się faktem, a nie głupim mitem pijanych marynarzy. Marynarze, obojętnie, trzeźwi, czy pijani, mówili jeszcze coś, co sprawdziło się właśnie koło platformy wiertniczej Draupner. Mówili więc, że fala monstrualna nie jest bynajmniej falą spowodowaną wiatrem. Pojawia się na morzu nie wiadomo skąd. Czasami nawet przy ładnej, spokojnej pogodzie, pośród zwyczajnych fal wiatrowych. „Naukowcy” niezłomni, ratowali swoje profesorskie twarze próbując dowieść, że zjawisko fal monstrualnych jest czymś marginalnym, zdarzającym się niezmiernie rzadko, ale zawiedli się srodze. Analiza zdjęć satelitarnych wykazała, że na losowo wybranym fragmencie oceanu w okresie trzech tygodni wystąpiło dziesięć fal monstrualnych o wysokości około 25 metrów. Następne obserwacje wykazały jeszcze większą ilość takich fal. Tego się nikt nie spodziewał. Fale monstrualne okazały się realnym zagrożeniem dla żeglugi.

No i proszę. Niby wszystko o świecie już wiemy, niby wszystko mamy opanowane, a prawie nikt nie wiedział o zjawisku mającym taki wymiar. A jak ktoś próbował o tym mówić, to się z niego robiło pijaka i wariata. Ku chwale nauki, ma się rozumieć. Fale monstrualne nie są związane z trzęsieniami ziemi, ani z prądami morskimi. Powstają nagle, w miejscach zupełnie nieprzewidywalnych. Najczęściej tworzą się na pełnym morzu. Przemieszczają się stosunkowo wolno, bo z prędkością około 40 kilometrów na godzinę. Najczęściej występują pojedynczo. Są bardzo strome, prawie pionowe. Zwieńczone pianą spływającą kaskadami z wierzchołka fali. Przed posuwającą się do przodu pionową ścianą wody tworzy się coś szczególnie okropnego, czyli tak zwana bruzda, stroma dolina – po prostu dziura w oceanie. Wrócimy jeszcze do tej dziury.

Budowaliśmy statki, mogące wytrzymać falę wysokości 15 metrów. Dlatego w konfrontacji z falą monstrualną zachowują się one jak dziecięce łódeczki z papieru. Podejście do budowy statków od niedawna zaczyna się jednak zmieniać i stocznie projektują swym statkom już inne burty, dzioby i pokłady. Statki przestają być już tak bezradne. Nadal są wielkie kłopoty ze zrozumieniem powstania takiej fali. Jednak trzeba przyznać, że pracuje się nad tym bardzo intensywnie. Okazało się, że fale monstrualne pojawiają się wtedy, gdy już istniejące fale doganiane są przez inne fale, co najmniej dwukrotnie szybsze od tych pierwszych. Tworzy się wtedy niespodzianie monstrum wysokości wieżowca, potrafiące zdruzgotać niejeden statek.

Idzie duuuża fala (Fot. vedderstrangeworld.tumblr.com)Jak można ustrzec się przed zderzeniem z taką falą? Nie wymyślono niczego innego, jak tylko ciągłą obserwację horyzontu. Na tle innych fal natychmiast da się zauważyć olbrzyma i jest pewna szansa, że statek zdoła zejść potworowi z drogi. A co będzie, gdy potwór wyrośnie nagle tuż przed statkiem? Pamiętajmy, że przed falą, jest w powierzchni morza jeszcze ten okropny dół. Zobaczmy co pisze ekspert, który ów dół nazywa bardzo głęboką i stroma doliną: „Statek, dochodzący do krawędzi takich dolin zaczyna gwałtownie przyspieszać płynąc „w dół”, po czym dziób statku wbija się w stromą ścianę wody po przeciwnej stronie doliny. Uderzenie dziobem w wodę może powodować rozległe uszkodzenia części dziobowej, a przetaczające się masy wód po pokładzie przyczyniają się do powstania poważnych uszkodzeń na pokładzie, niekiedy nawet nadbudówce i mostku. Siły wyporu znajdującej się „w zanurzeniu” części dziobowej są ogromne i na kadłub statku działają ogromne siły gnące, mogące przekroczyć wytrzymałość konstrukcji kadłuba”.

Co oznacza przekroczenie wytrzymałości konstrukcji kadłuba? Oznacza mianowicie to, że statek przełamuje się na pół. „Zamyka się”, jak chłopski kozik, podczas gdy dodatkowo wali się na niego dwunastopiętrowa masa wody. O prawdzie niech zaświadczy tragedia statku „Neptune Sapphire”, który w roku 1979 w podobnej sytuacji przełamał się jak zapałka. Rufa utrzymała się na wodzie przez pewien czas, dlatego załoga została uratowana przez śmigłowiec. Fala monstrualna zatapia statek w ciągu kilku sekund. Ileż dotąd było katastrof morskich, w których statki ginęły bez śladu? Kto zdąży w ciągu kilku sekund pójść do radiostacji i nadać sygnał S.O.S.? Zaczęto już nawet podejrzewać, że statki porywane są przez UFO! Fale monstrualne spowodowały zapewne wiele niewytłumaczalnych katastrof powstałych na przestrzeni całych dziesiątków lat.

28 października 1954 roku nasz statek pasażerski „Batory”, wracając z rejsu do Indii, znalazł się obok greckiej wyspy Kreta. Nagle przed statkiem wyrosła góra wodna wyższa od wysokości statku. Monstrualna fala przelała się poprzez statek, niszcząc nadbudówki i wybijając prawie wszystkie szyby na pokładach widokowych i werandach dla pasażerów. Fala spłukała wtedy do morza trzech marynarzy zajętych pracą na pokładzie, a czwartego tak poturbowała, że wkrótce zmarł w okrętowym szpitalu. Wielogodzinne poszukiwania zabranych przez falę nie dały rezultatu. Władze obarczyły odpowiedzialnością za ten incydent… kapitana „Batorego” Tadeusza Miessnera. Meissner został pozbawiony dowództwa i otrzymał zakaz pływania.

Obliczono, że pomiędzy rokiem 1969 i 1994 fale monstrualne mogły zatopić 200 ogromnych statków, każdy o długości ponad 200 metrów. Ile mniejszych statków zatopiły, wie chyba tylko sam Bóg.

Szymon Kazmierski
Tekst ukazał się w nr 23–24 (195–196) za 20 grudnia 2013–16 stycznia 2014

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X