Ciekawostki sprzed wieku

Ciekawostki sprzed wieku

Wertując gazety lwowskie sprzed wieku można znaleźć tam wiele interesujących informacji. Zadziwiające jest to, że wiele z nich są i dziś niezwykle aktualne. Oto kilka przykładów.

Cud techniki
Inżynierowie wiedeńscy dokonali niedawno prawdziwego cudu techniki. W przeciągu jednego dnia przesunęli na wózkach o 20 metrów most Brigitty na kanale Dunaju. Na miejscu tego mostu stanie drugi most (patrz ilustrację).

W latach po II wojnie tę technologię zaczęto stosować powszechnie. Np. w Warszawie w 1962 roku cofnięto o 21 metrów Kościół pw. Narodzenia Najświętszej Panny Marii, aby móc przełożyć obecną al. Solidarności.

Pogłoski: Czy znaleziono bibliotekę Iwana Groźnego?
Dwaj uczeni rosyjscy wygłosili ciekawy odczyt o „Tajemnicy podziemnej Moskwy”. Chodzi zasadniczo o odnalezieniu biblioteki Iwana Groźnego, ukrytej w jednym z licznych podziemi, znajdujących się w Moskwie. W Moskwie jest około 30 domów z 16 i 17 wieku, posiadających podziemne korytarze. Tam zaczęły się pierwsze tej biblioteki w podziemiach Moskwy, poszukiwania, podobnie jak w wieży Troickaja w Kremlinie i „dzielnicy chińskiej”.

Tych słynnych na całą Europę 800 tomów Iwana Groźnego, są bezcennym skarbem, zarówno ze względu na drogocenną okładkę ze złota i drogich kamieni, jak ze względu na tekst, ważny dla całego świata uczonych.

Kilka słów o nieodnalezionej do dziś bibliotece. Istnieje legenda mówiąca, że krewna ostatniego cesarza Konstantyna XI Zofia Paleolog wyszła za mąż za wielkiego księcia moskiewskiego Iwana IV (Groźnego) i ratując wyjątkowy księgozbiór bizantyjskich cesarzy w największej tajemnicy wywiozła z Konstantynopola do Moskwy 70 wozów z książkami. W rezultacie zbiór został nazwany „Biblioteką Iwana Groźnego”. Jedna z wersji jej zaginięcia mówi, że została ona zjedzona przez Polaków oblężonych na Kremlu, którzy gotowali z jej skór i pergaminów polewkę.

O podobnych do obecnych problemów mieszkańców naszego miasta może świadczyć poniższa informacja:

Wysokość honorarjów dla lekarzy we Lwowie
We Lwowie mało kto obecnie może poddać się systematycznemu leczeniu ze względu na wygórowane honorarja lekarskie, których opłacać może tylko człowiek bardzo bogaty, dla ludzi natomiast, żyjących z stałych pensji miesięcznych leczenie jest dziś zupełnie niedostępne. W zrozumieniu powagi sytuacji, która skazuje setki chorych na brak zupełny opieki lekarskiej i która powoduje masowe szerzenie się chorób, województwo lwowskie wydało w porozumieniu z Izbą lekarską cennik, do którego stosować się winni lekarze i pacjenci. Wolno jednak lekarzowi umówić się ze stroną o wyższe honorarium.

Lekarzy podzielono na 3 stopnie:
1) na mieszkających poza Lwowem;
2) na mieszkających w mieście;
3) na lekarzy specjalistów w mieście.

Cennik usług: wizyta w domu lekarza w godz. ord.: 1 – 6 złotych, 2 – 8 zł., 3 – 12 zł.

Wizyta w mieszkaniu chorego w dzień (trwająca wraz z drogą do pacjenta do 30 minut) 8, 12 i 16 złotych. Lekarzowi należy się zwrot kosztów, tj. dorożki, tramw. etc. W porze nocnej – należytość podwójna.

Udział w konsylium w dzień 10, 20, 30 zł., w nocy 20, 40, 60 zł.

Naszym zdaniem niektóre ceny, zawarte tu, są i obecnie zbyt wygórowane i nie odbiegają zbytnio od pobieranych dotychczas honorariów. Sprawa ta domaga się w dalszym ciągu gruntownej sanacji, zwłaszcza, że w razie odmowy pacjenta od opłaty honorarium może porady nie udzielić i chorego zostawić bez opieki.

Tu trochę statystyki z lat 30.: robotnik zarabiał około 1 zł na godzinę, nauczyciel 130–160 zł miesięcznie, pracownik umysłowy – około 300 zł, profesor – 1100 zł, średnie koszty utrzymania rodziny – 240–250 zł, cukier kosztował 3,6 zł, sól – 0,8 zł, krowa – do 500 zł, koń – do 1000 zł, a garnitur męski (drogi) – 1500 zł. Ale leczyć musiał się każdy, inaczej…

Paradoks – zima przed stu laty nie wiele odbiegała od tegorocznej, więc możemy przeczytać:

Jaka będzie tegoroczna wiosna?
Takiej zimy nie mieliśmy od 136 lat. Łagodny przebieg zimy tegorocznej, zagadkowe kaprysy i wybryki aury, raz pogodnej i słonecznej, innym razem deszczowej i ponurej, dają nie tylko obfity materiał do studiów dla uczonych, ale także pole do popisu przeróżnych wróżbitów i domorosłych mędrców, obdarzonych „talentem” odgadywania przyszłości.

Przeważnie godzą się oni na jedno, że wiosna tegoroczna będzie wczesna i wkrótce już rozzłoci horyzont zimowy naprawdę wiosennymi promieniami, a ziemi ześle cieple tchnienie budzącej się do nowego życia przyrody. Jeden z uczonych – kierownik instytutu meteorologicznego w Sztokholmie, dr. fil. Oestman ukończył w tych dniach studja swe nad ciepłymi okresami zimowymi i ich konsekwencjami dla pogody zimowej i wiosennej w latach od 1768 do 1923 roku. Wedle statystyki, przeprowadzanej przez dr. Oestmana zeszłoroczny grudzień był najcieplejszym w szeregu innych grudniów od roku 1789, uzyskał więc w swoim rodzaju wspaniały rekord.

Ponieważ średnia temperatura ubiegłego grudnia wykazywała 4,6 stopnia ponad stan normalny, więc meteorolog szwedzki wysuwa ze swoich obliczeń wniosek, że będziemy mieli bardzo łagodne miesiące luty i marzec, oraz wczesną i ciepłą wiosnę. Należy zatem mieć nadzieję, że także inne prognozy sprawdzą się i że naprawdę wkrótce już witać będziemy w murach lwiego grodu zwiastuna ciepła, słońca i radości – wiosnę, tak tęskno oczekiwaną przez pary zakochane i ginących, jak muchy z zimna i głodu emerytów.

I jeszcze jedno podobieństwo do Lwowa sprzed wieku:

Znak czasu – Lwów miastem żebraków
Jednym z objawów nędzy obecnej szerokich mas najuboższej ludności jest wzrastająca w sposób zastraszający we Lwowie liczba żebraków i w ogóle osób żyjących z jałmużny, a wstydzących się stanąć pod murem kościoła i bez ogródek rękę do przechodnia wyciągnąć. Lwów pod względem ilości żebraków zajmuje drugie miejsce po Warszawie w Polsce. Na każdej niemal ulicy, a szczególnie w śródmieściu, roi się wprost od nędzarzy, błagających przechodni o litość, a często wędrujących także po lokalach publ., restauracjach, kawiarniach i cukierniach. Niedostatek, jakieś straszne przejścia, ślady okropnych chorób, niedawno przebytych, malują się na twarzach tych nieszczęśliwych. Lecz jest także wielu takich, którzy z żebractwa uczynili sobie wcale intratne źródło dochodu. Gdy żebrak ma już pierwszy łatwo „zarobiony” grosz. Wędruje z kolei do wszystkich możliwych i niemożliwych redakcji pism, gdzie przedstawia swą nędzą w jeszcze jaskrawszym świetle. Wzruszony do łez redaktor ogłasza składkę i pseudożebrak znowu ma z czego żyć przez cały miesiąc. Potem żebrak taki stara się o poświadczenie, że jest np. emerytem i łazi po restauracjach, skarżąc się przy stolikach na nędzę zubożałej „inteligencji”. Naturalnie i to wzrusza. Tym sposobem żebractwo staje się odrębnym fachem i zawodem wielu jednostek.

Ale jest także nędza prawdziwa, ta, która razi kalectwem, ślepotą i chorobą, a mimo to najczęściej tai się za murami zaułków suteryn i ciemnych, nieopalonych nor…

Trzeba nad tem pomyśleć poważnie, bo plaga żebractwa stała się jedną z klęsk, dręczących miasto w niesłychany sposób, a wystawiających nam bardzo, a bardzo smutne świadectwo.

W ówczesnych gazetach były również materiały mające zachęcić do czytelnictwa i panie.

Historia szminki
Szminka jest wynalazkiem tak pierwotnym, jak… kobieta. Już córka Hioba malowała się do tego stopnia, że ją przezwano: „szminkową główką”. Babilończycy znali sztukę podmalowywania oczu, a Greczynki aż trzema kolorami (czarny, biały, czerwony) umiały ratować swoją piękność. Sztukę szminkowania przejęły Rzymianki, a średniowiecze, które całą kulturę cofnęło wstecz – o jednej szmince tylko nie zapomniało. Używanie szminki doszło do szczytu rozwoju w epoce renesansu, kiedy to każda wiejska baba musiała mieć na niedzielę świeżą szminkę.

Szminkowała się nie tylko Maria Medici w 14 wieku, ale i Elżbieta – królowa angielska dwieście lat później. W 17 wieku obowiązywało w Anglii nawet prawo, które unieważniało małżeństwo, jeżeli młoda żoneczka do tego stopnia potrafiła się umalować, że jej własny małżonek na drugi dzień po nocy poślubnej nie mógł rozpoznać swojej żony. Aż wreszcie, w r. 1779 parlament angielski oficjalnie zabronił używania szminki.

Mimo to szminka nie wygasła i dziś znowu święci tryumfy. Wyróżnione usta wyglądają kusząco i powodują więcej grzechów aniżeli wszystkie najbardziej wyszukane dekoltarze.

My, przedstawiciele męskiej części narodu, nie mamy nic przeciwko temu. Prosilibyśmy tylko, aby malujące się panie, wzorem malarzy kończących swoją pracę, zostawiały napis: „Baczność! Świeża farba”.

I coś jeszcze z tej dziedziny…

Niebezpieczeństwo wdzięków kobiecych.
Związek ochrony przeciwko wypadkom ulicznym w Japonii stwierdził – jak donoszą z Tokjo – po długich badaniach, że znaczna część wypadków samochodowych zdarza się wówczas, gdy samochodami jadą ładne kobiety. Wynika to stąd, jak wyjaśnia komisja, że „szoferzy w takich razach dużo uwagi poświęcają niebezpieczeństwu znajdującemu się za nimi, a za mało – przed nimi”.

Co by powiedzieli nasi pradziadkowie, gdyby przyszło im dziś prowadzić auto?

Kolejny temat niezwykle aktualny i dziś:

Święty Biurokracy – zmiłuj się nam nami
Dziennik Urzędowy min. W. R. i O. P. (Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego – red.) przyniósł nowy okólnik w sprawie współpracy nauczycielstwa z lekarzami szkolnymi.

Okólnik, długi jak zwykle, kończy się wprowadzeniem nowej karty higienicznej, nad którą lekarz będzie ślęczał godzinami, aby liczne rubryczki pozapełniać. Księga ta kosztuje 2 złote i przez 10 lat lekarze muszą pisać, zanim się skończy i będzie gotową do piwnicy lub na strych.

I wszystko to kiedy w klasie dusi się po 40–60 uczniów, kiedy nauczycielstwo, o ile żyje z pensji, od 20 każdego miesiąca nie ma już na obiad, kiedy budżet zakładu szkolnego nie ma funduszy na zakupienie gąbki, szczotki i najprymitywniejszych środków higienicznych utrzymania szkoły – ministerstwo zaleca wprowadzenie karty higienicznej i … broszury o higienie szkolnej.

To dziwne, dziecinne nierozumienie co najpierw, a co potem zrobić należy. Święty Biurokracy – zaprzestań swoich dowcipów.

I dalsze analogie z dniem dzisiejszym:

Lekarstwa muszą być tańsze
Okólnik Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zwróciło się do pp. wojewodów z okólnikiem o treści następującej: według rozporządzeni Ministerstwa Zdrowia na etykiecie każdego specyfiku farmaceutycznego wytwórca powinien podać cenę detaliczną w sposób widoczny dla nabywcy. Cena ta nie może przekraczać obowiązującej taksy aptekarskiej.

Okólnik zaleca pp. wojewodom wydać zarządzenie, aby wytwórcy specyfików farmaceutycznych oraz przedstawiciele fabryk zagranicznych zastosowali się to przytoczonego powyżej okólnika najdalej w ciągu miesiąca od dnia wejścia rozporządzenia.

Obecnie wobec stabilności naszej waluty i stałości taksy aptekarskiej przepis ten winien być w pełni wprowadzony w życie.

Opracował Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 3 (223) za 17-26 lutego 2015

X