Cena Afryki Fot. utro02.tv

Cena Afryki

W styczniu bieżącego roku prezydent Andrzej Duda odwiedził Kenię, Rwandę i Tanzanię. Po rocznej przerwie była to kolejna wizyta na tak wysokim szczeblu w krajach Afryki, a jako jej najważniejsze cele wskazywano rozwój współpracy bilateralnej, nie tylko politycznej, gospodarczej, ale i militarnej oraz walkę z rosyjską dezinformacją.

Jakkolwiek brzmi to zasadnie, to zwłaszcza w tym ostatnim przypadku stoimy, jak się zdaje, na przegranej pozycji. Rosyjski przekaz kierowany do Afrykanów jest „spersonalizowany” i zawiera treści antyimperialistyczne, antykolonialne, mówi o walce o „suwerenność” i narodowowyzwoleńczej, a wojna w Ukrainie jest przedstawiana jako część starcia z Zachodem oraz „wyzwolenia z ucisku”. Są to niewątpliwie treści bliskie mieszkańcom Afryki, a Rosja doskonale wie, w jakie struny uderzyć, by zrealizować swoje strategiczne cele.

Czy tego samego świadoma jest Polska? Na pewno relacje z Kenią układają się poprawnie, ale kraj ten zajmuje dopiero 94. miejsce jako nasz partner eksportowy i 97. w kategorii importu. Jako perspektywiczne sektory dla polskich firm na kenijskim rynku wskazywane są, jak podaje polski MSZ, usługi zdrowotne, sprzedaż i przetwórstwo żywności, sprzedaż maszyn rolniczych oraz sektor budowlany. Tanzanię z kolei postrzegamy przede wszystkim przez pryzmat turystki, głównie skierowanej na Zanzibar, ale udzielana też jest jej pomoc rozwojowa, a pani prezydent Sami Suluhu Hassan wydaje się być zainteresowana rozmowami o kwestiach klimatycznych.

W tym gronie na najważniejszego partnera Warszawy wyrasta Rwanda, skłonna do kupna polskiego uzbrojenia, w tym nie tylko karabinów, ale i przeciwlotniczych zestawów rakietowych, o co dba Polska Grupa Zbrojeniowa. Nie mniej jeśli porównać polski potencjał i naszą dynamikę relacji z krajami afrykańskimi z aktywnością Moskwy na tym obszarze, to może okazać się, że w broń będziemy wyposażać nie naszego, a rosyjskiego sojusznika.

Podróże ministra Siergieja Ławrowa do Afryki są stałym i ważnym elementem jego działalności i trudno szukać polityka, który z równym zaangażowaniem walczyłby o wpływy w tamtejszych krajach. Oczywiście, nie lekceważą tego ogromnego obszaru, o stale rosnącej liczbie ludności, a co za tym idzie odbiorców dóbr, Indie czy Turcja. Rosję wciąż „wyprzedzają” Chiny, choć tu Moskwa i Pekin znalazły dla siebie nieco odmienne nisze i nie zawsze wchodzą sobie w paradę. Nie mniej Rosjanie robią wszystko, by wygrać bój o wpływy z Zachodem i wydaje się, że są na dobrej drodze. Przede wszystkim dostrzegają i doceniają potencjał, jaki mają nawet stosunkowo niewielkie, a na pewno biedne kraje.

Dlatego po trzydziestu latach Rosja ponownie ma ambasadę w Wagadugu, stolicy Burkina Faso, przygotowywane jest otwarcie misji dyplomatycznych w Sierra Leone, Nigrze i Republice Sudanu Południowego. Można powiedzieć, że przecież 7 października 2021 roku Rwanda otworzyła ambasadę w Warszawie, a 1 grudnia 2022 roku powstała Ambasada RP w Kigali, ale, jak przyznaje polski MSZ, „polsko-rwandyjskie obroty handlowe utrzymują się na niewysokim poziomie”. Trudno też znaleźć wzmianki o polskim zainteresowaniu tamtejszymi zasobami.

Tymczasem Moskwa pamięta, że w Burkina Faso wydobywa się około 80% złota całego kontynentu afrykańskiego, choć sam kraj należy do bardzo biednych, brakuje w nim nowoczesnych technologii. Ponadto jeszcze niedawno szacowano, że blisko 40% terytorium państwa kontrolowane jest przez grupy terrorystyczne, co nie sprzyja inwestycjom. Pomoc w uporaniu się z nimi zaoferowała Francja, ale nie wywiązała się z porozumienia i wtedy władze w Wagadugu zaczęły szukać nowego partnera strategicznego. Padło na Moskwę.

Jak się okazało, wybór był słuszny, kontakty w sferze wojskowej zakończyły się sukcesem. Media doniosły, że dzięki pomocy Rosjan sytuacja w Burkina Faso ustabilizowała się, po czym do pracy przystąpili dyplomaci. Afrykańskie państwo otrzymało bezpłatną pomoc zbożową w pakiecie z Domem Rosyjskim i kursami języka rosyjskiego. Jeśli uwzględnimy fakt, że średni wiek mieszkańców wynosi obecnie nieco ponad 22 lata, a migracja dotyczy 25 000 osób rocznie, to znajomość rosyjskiego może być niezłą inwestycją w przyszłość. I to nie tylko dlatego, że coraz częściej pojawiają się doniesienia, że Rosja szuka najemników w Afryce, a mówiąc precyzyjniej „mięsa armatniego”. Ukraiński wywiad podaje, że oferta obejmuje 2000 dolarów stawki początkowej po podpisaniu kontraktu, następnie 2200 dolarów żołdu miesięcznie oraz możliwość uzyskania rosyjskiego obywatelstwa. Jak można przypuszczać, nieco mniejsze znaczenie ma tu ubezpieczenie zdrowotne.

Z pewnością większe możliwości, niż wykorzystanie żołnierzy, otwiera przez Rosją wykształcenie osób, które znając język i rosyjskie realia, będą mogły w przyszłości w znaczący sposób wpływać nie tylko na kształt relacji dwustronnych, ale też będą budować politykę własnego państwa, oczywiście, zgodnie z oczekiwaniami Kremla. Dość wspomnieć, że w Angoli nadal wiele kluczowych stanowisk zajmują byli absolwenci radzieckich uniwersytetów. Wśród nich są pracownicy tamtejszego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Angoli i przedstawiciele resortu wojskowego. Dlatego dziś powinniśmy uważnie słuchać, gdy Ławrow mówi, że Rosja zwiększa liczbę stypendiów, otwiera nowe filie rosyjskich uniwersytetów i szkół i tworzy w Afryce sieć otwartych ośrodków edukacyjnych. Ponadto pamiętać, że w Rosji studiuje blisko 35 000 afrykańskich studentów, w tym 7 000 korzysta z finansowania z budżetu federalnego.

Doskonałym przykładem współpracy z Rosją jest również Etiopia. Kraj ten pozostaje jednym z najbiedniejszych na świecie, a 39% jego ludności żyje poniżej granicy ubóstwa. Jednakże już w 2020 roku mówiono o etiopskim cudzie gospodarczym i najszybciej rosnącej gospodarce świata na przestrzeni dekady. Co ważniejsze, według oficjalnych danych w 2015 roku tamtejsza armia liczyła 182 500 żołnierzy służby czynnej, a 25 000000 osób zdolnych było do służby wojskowej. Jeśli o tym pamiętać, to perspektywy współpracy wojskowo-technicznej z Etiopią są niezwykle obiecujące. Jakby tego było mało, w sąsiednim Dżibuti, „afrykańskim przesmyku suwalskim”, jak niektórzy określają to miejsce na mapie, ulokowane są bazy wojskowe Stanów Zjednoczonych, Francji, Chin, Arabii Saudyjskiej, Włoch, Niemiec, Turcji, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Japonii. Trudno byłoby Rosji zlekceważyć takie miejsce, chociaż oficjalnie Kreml twierdzi, że chce w Etiopii uruchomić centrum technologii nuklearnej, opierając się na działającym tam reaktorze badawczym konstrukcji rosyjskiej, a na razie zajmuje się przywróceniem regularnych połączeń lotniczych między obu państwami.

Moskwa zakłada, że także Mozambik będzie potrzebował dostaw broni i podkreśla, że najlepszym dowodem „wieloletniej współpracy wojskowo-technicznej” jest flaga tego kraju, na której widnieje karabin szturmowy Kałasznikowa. Tym razem chce pomóc w walce z ekstremistami i terrorystami, bowiem na północy tego kraju pojawiła się grupa terrorystyczna „Al-Shabab”, która ogłosiła wierność Państwu Islamskiemu. Wzbudziło to niepokój w Federacji Rosyjskiej, która chcąc wesprzeć kraje afrykańskie zaprosiła je do współpracy w ramach bazy danych terrorystów, stworzonej przez FSB. Ileż to może przynieść służbom specjalnym korzyści możemy się tylko domyślać, a przy okazji Ławrow pielgrzymując do Mozambiku przypomina o tamtejszych zasobach gazu na szelfie. Podobno mogą się równać z tymi jakie znajdują się w Katarze.

Z kolei w Zimbabwe znajdują się obiecujące złoża platyny, zaliczane do największych na świecie, kuszą perspektywy wydobycia diamentów. A patrząc na kontynent kompleksowo, wielu analityków zauważa, że pod względem perspektywicznej atrakcyjności inwestycyjnej Afryka już zaczyna wyprzedzać Chiny i Indie, co potwierdza też Bank Światowy. Przypomnijmy, że to w Afryce znajduje się blisko 30% światowych zasobów naturalnych. Tam ulokowane jest 83% światowej produkcji platyny, „55–60% światowej produkcji kobaltu, koltanu, manganu, 46% diamentów, 43% palladu, 42% chromu i 40% złota, ponad 30% boksytu”, jak podają internetowe źródła. W 2023 roku rosyjsko-afrykańskie obroty handlowe wzrosły o 30% i wyniosły około 25 miliardów dolarów.

Jeśli dodać do tego fakt, że przez kontynent ten ustawicznie przelewają się kolejne fale konfliktów zbrojnych, głównie wojen domowych, jest on ostoją ekstremistów religijnych, miejscem przepływu uchodźców, nielegalnych migrantów, broni i narkotyków, z czym wiążą się zawsze ogromne pieniądze, to trudno się dziwić, że rośnie zainteresowanie Rosjan tym obszarem. Możliwość zarobku, nie tylko legalnego, z pewnością dla wielu jest równie kusząca, co dla Kremla pragnienie pozyskania oficjalnych sojuszników.

23 maja 2024 roku w siedzibie Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rosji świętowano kolejny już raz Dzień Afryki. Siergiej Ławrow powiedział wówczas, że „Rosję i Afrykę historycznie łączą bliskie więzi przyjaźni. W epoce wyzwolenia od kolonializmu ZSRR pomagał regionowi w walce o niepodległość, (…) zapewniał pomoc gospodarczą i techniczną w tworzeniu i rozwoju gospodarek narodowych oraz pomagał zapewnić niezawodne zdolności obronne”. Dodał także, że „Zmieniły się metody Zachodu, ale istota jego polityki wobec krajów Afryki pozostała ta sama – podporządkowanie wszystkich swojej woli, życie kosztem innych, stosowanie bardziej wyrafinowanych form wyzysku”. Federacja Rosyjska „W odróżnieniu od dawnych metropolii”, relacje z „afrykańskimi przyjaciółmi” buduje „w oparciu o równe i uczciwe partnerstwo – bez upolitycznienia, szantażu, nacisków i ingerencji w sprawy wewnętrzne”. Niejako w zamian cieszy się „odpowiedzialnym stanowiskiem w sprawie kryzysu ukraińskiego (…), pomimo obsesyjnych prób wciągnięcia krajów afrykańskich w rusofobiczną kampanię Zachodu”. Wydaje się więc, że Afryka w najbliższym czasie pozostanie obszarem walki ideologicznej, politycznej i gospodarczej między Zachodem a Moskwą i można tylko zadać sobie pytanie, na ile będzie to także walka militarna.

*

Z drugiej strony w Ugandzie podobno rysują się szanse współpracy pomiędzy najemnikami z Grupy Wagnera, dziś Africa Corps, podporządkowanymi ministerstwu obrony Rosji i GRU a Stanami Zjednoczonymi. USA usiłują bowiem pojmać Josepha Kony`ego, samozwańczego proroka, oskarżonego przez Trybunał w Hadze o zbrodnie przeciw ludzkości, w tym uprowadzenie tysięcy dzieci, bezwzględnie wykorzystywanych w walce i seksualnie. W 2022 roku Waszyngton zaoferował 5 000 000 dolarów nagrody za głowę zbrodniarza.

Podobno Wagnerowcy są już na jego tropie i zapowiadają, że wkrótce zgłoszą się po pieniądze. Moment ich wypłaty będzie niewątpliwie symboliczny.

Agnieszka Sawicz

Tekst ukazał się w nr 11 (447), 14 – 27 czerwca 2024

Prof. dr hab. Agnieszka Sawicz pracuje na Wydziale Historycznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, a z Kurierem Galicyjskim współpracuje od 2009 r. Zajmuje się historią współczesnej Ukrainy, polityką rosyjską i z pasją śledzi wszelkie fałszywe informacje. Lubi irlandzką muzykę, gorzką czekoladę i górskie wyprawy. Od 2013 r. jest też etatową wiedźmą, autorką ukazujących się w wirtualnej przestrzeni „Zapisków Wiedźmy”.

X