Agaton Giller w Galicji Teren, gdzie stał budynek Kopernickich, w którym mieszkał Agaton Giller. Obecnie – teren Liceum matematyczno-przyrodniczego (z archiwum autora)

Agaton Giller w Galicji

Agaton Giller – wybitny polski polityk, jeden z przywódców powstania styczniowego, dziennikarz, pisarz i historyk.

Imię tej postaci jest w Polsce o wiele bardziej znane niż na Ukrainie. Profesor historii z Kalisza Michał Jarnecki w ubiegłym roku opublikował dwie wspaniałe monografie: „Agaton Giller (1831-1887)” w ramach cyklu „Kaliszanie” oraz „Powstanie styczniowe w oczach Agatona Gillera”. Natomiast wcześniej, w roku 1938 J. Zieliński opublikował broszurę zatytułowaną „A. Giller w Stanisławowie”.

Urodził się nasz bohater 10 stycznia 1831 roku w miejscowości Opatówek w pow. kaliskim w Wielkopolsce w rodzinie burmistrza Jana Kantego Gillera i Franciszki ze Szpadkowskich. Agaton był przedostatnim dzieckiem w rodzinie.

W owym czasie Polska utraciła swoją państwowość. W wyniku rozbiorów tereny Rzeczypospolitej podzieliły pomiędzy siebie Rosja, Prusy i Austria. Kaliskie podlegało pod zabór rosyjski, gdzie akurat wybuchło powstanie listopadowe przeciwko władzy imperium, i jak poprzedni zryw pod wodzą Tadeusza Kościuszki poniosło klęskę, w wyniku czego większość autonomii na terenach zaboru została skasowana. Powstanie wpłynęło jednak na wzrost świadomości narodowej Polaków i wzmogło dążenie do odrodzenia narodowej państwowości, szerzenie się idei demokratycznych, pragnienie reform socjalnych społeczeństwa. Polacy z trzech zaborów pragnęli znów zjednoczyć się w jednym niepodległym państwie w granicach sprzed 1772 roku.

Ówczesna młodzież polska przepojona była duchem powstania. Wyjątkiem nie był Agaton, który szczególnie przejął się ideą odrodzenia Polski. Studiował w Kaliszu, Warszawie i Łomży. Pogłębiał zdolność samokształcenia przez studiowanie polskiej historii i literatury. W okresie Wiosny Ludów 1848-1849 młody, lecz odważny idealista próbował przedostać się na Węgry, aby wesprzeć rewolucję. Jednak w Raciborzu został aresztowany przez pruskich żandarmów i najbliższe 9 miesięcy spędził w miejscowym więzieniu. Zwolniony został w lutym 1850 roku. Powraca na tereny podległej Rosji Polski i tu pod przybranym nazwiskiem pracuje jako guwernant w domach zamożnych właścicieli ziemskich. Wówczas to ukazują się w „Dzienniku Polskim” jego pierwsze artykuły, podpisywane pseudonimem Agaton Piller. Z czasem ta działalność zapewnia mu utrzymanie.

W 1852 roku wyjeżdża do Krakowa i studiuje jako wolny student historię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jednak zostaje wykryty przez austriacką policję jako nielegalny emigrant i rewolucjonista. Jako poddany Imperium Rosyjskiego, 10 kwietnia 1853 roku zostaje przekazany rosyjskim żandarmom. Osadzono go w warszawskiej cytadeli i oskarżono o działalność antyrosyjską. Zgodnie z wyrokiem sądu miał zostać zesłany na katorgę do batalionów karnych na wschodzie Syberii. Przez następne 16 i pół miesięcy pieszo w kajdanach pokonał cały „etap”. Po zwolnieniu w 1858 roku, zmuszony był do osiedlenia się w Irkucku i tu zakłada polską szkołę, w której sam wykłada.

Do Polski powraca w 1860 roku. Działa jako dziennikarz i z tego się utrzymuje. Od lutego 1861 roku do czerwca 1863 był redaktorem naczelnym „Czytelni Niedzielnej”. W tym czasie bierze udział w przygotowaniach do powstania 1863 roku na terenach zaboru rosyjskiego. Zostaje członkiem Centralnego Komitetu Narodowego (CKN). Odradza radykalnych działań, proponowanych przez stronnictwo „czerwonych”, dotyczących natychmiastowego wybuchu powstania. Nawoływał liberalnych „białych” do wyrzeczenia się iluzji pokojowego przebiegu reform. Uważał, że sukces można osiągnąć jedynie przy pomocy dobrze przygotowanych i uzgodnionych działań wojennych. Był autorem utworzenia podziemnych struktur państwowych. We wrześniu 1862 roku Giller wspólnie z Zygmuntem Padlewskim wyruszyli do Londynu. Spotkał się tam z Aleksandrem Hercenem, redaktorem rosyjskiego demokratycznego pisma „Kołokoł” (Dzwon). Po wybuchu powstania opuścił CKN, uważając rozpoczęcie działań za przedwczesne i niedostatecznie przygotowane. Niebawem wszedł jednak do rządu powstania, gdzie odpowiadał za wydział prasy i propagandy, redagując powstańcze gazety „Strażnica”, „Ruch” i „Wiadomości z pola bitwy”. Wspólnie z Gerwazym Gzowskim koordynował stosunki z Galicją i polskimi terenami pod zaborem pruskim.

Po upadku powstania styczniowego wyemigrował do Saksonii, z czasem do Szwajcarii, gdzie przebywał do 1867 roku. Poddał tam ideę utworzenia Polskiego Muzeum Narodowego, którą w 1870 roku zrealizował hrabia Władysław Plater w Raperswilu. W tym czasie publikuje „Podróż więźnia etapami do Syberii” i „Opisanie zabajkalskiej krainy”. Oba te dzieła do dziś mają wartość naukową.

W 1867 roku Giller przenosi się do Paryża i wydaje gazety „Ojczyzna” i „Kurier Polski”. W Paryżu powstają pierwsze cztery tomy, zaplanowanego na 10 tomów, dzieła „Historia powstania narodu Polskiego w latach 1861-1864”. Zakłada też Towarzystwo wspierania Polaków studiujących na emigracji. W 1870 roku przenosi się do Galicji. Początkowo współpracuje z „Gazetą Narodowa” i „Ruchem Literackim”. Za swoją narodową aktywność zostaje jednak wydalony poza Austrię.

W 1878 roku osiada znów w Raperswilu i pracuje w Muzeum Narodowym. Wystąpił wówczas z myślą założenia Państwowej skarbnicy narodowej. Idea ta już po jego śmierci została wcielona w życie.

Zesłanie na Syberię i przeżycia z czasów konspiracji i powstania nadszarpnęły zdrowie Agatona Gillera – chorował na astmę, reumatyzm, zaczęły się kłopoty ze wzrokiem. Aby poprawić zdrowie, w czasie pobytu w Szwajcarii kilkakrotnie jeździł do słonecznych Włoch, do ulubionego Neapolu. W tych podróżach wspierany był finansowo przez Polaków, zamieszkujących półwysep Apeniński, w tym przez rzeźbiarza i poetę Teofila Lenartowicza. We Włoszech odwiedził Bolonię i Florencję, w Rzymie bazylikę św. Piotra.

Teren, gdzie stał budynek Kopernickich, w którym mieszkał Agaton Giller. Obecnie – teren Liceum matematyczno-przyrodniczego (z archiwum autora)

Pragnął jednak powrotu do Polski. Przy pomocy przyjaciół udaje mu się uzyskać pozwolenie na przyjazd do Galicji. We wrześniu 1884 roku przyjeżdża do Stanisławowa i zamieszkuje u swej siostry Agrypiny Giller-Kopernickiej i jej męża Franciszka Kopernickiego, również byłego powstańca i dyrektora Stanisławowskiego Oddziału Kasy Oszczędności. Franciszek Kopernicki był oficerem armii rosyjskiej, który z chwilą wybuchu powstania przeszedł na stronę powstańców. Po upadku powstania Koperniccy początkowo osiedlili się w Mołdawii, stamtąd zaś przenieśli się do Lwowa, a następnie do Stanisławowa. Nie byle jakie trudności musiał pokonać Giller, aby móc zamieszkać w Stanisławowie – musiał co kwartał zwracać się z prośbą do władz o przedłużenie mu pobytu w Galicji. Rodzina Kopernickich mieszkała w parterowym budynku u zbiegu obecnych ulic Franki i Dragomanowa obok Liceum przyrodniczo-matematycznego. Jak wspomina krajoznawca Leonid Orzeł, budynek ten jeszcze istniał w latach 60. XX wieku. Wykorzystywany był przez ówczesną szkołę średnią nr 2, jako pomieszczenia gospodarcze. Później został rozebrany. Obecnie ten teren należy do Liceum i jest obsadzony tujami.

Ponieważ Giller posiadał aktywny i bezpośredni sposób bycia, bardzo szybko zintegrował się z lokalnym środowiskiem. Wówczas burmistrzem był doktor prawa Ignacy Kamiński. Jako weteran powstania 1863 roku szybko zaprzyjaźnił się z Gillerem. Najprawdopodobniej to on pomógł mu w otrzymaniu możliwości pobytu w grodzie Rewery. Postawa tej cieszącej się autorytetem postaci polskiej społeczności miasta pomogła przezwyciężyć jego prowincjonalność. Było to korzystne dla całego miasta, bowiem inne grupy narodowe, konkurujące z Polakami, starały się dotrzymać im kroku i przejęły od nich wiele dobrego. J. Zieliński przytacza interesujący fakt, świadczący o stosunku do Gillera miejscowej ludności. Gdy w 1886 roku miało miejsce uroczyste przeniesienie prochów Wiktorii z Leszczyńskich Potockiej z katedry grekokatolickiej do krypty pod kolegiatą, na uroczystym akcie tego wydarzenia obok podpisów przedstawicieli władz i znanych mieszkańców figuruje również jego podpis, jako jedynego spoza miejscowej elity.

Agaton Giller był pomysłodawcą i głównym założycielem „Kuriera Stanisławowskiego”, którego pierwszy numer ukazał się 4 kwietnia 1886 roku. W małym pokoju przy dzisiejszej ul. Baczyńskiego 2 zebrała się niewielka grupa założycieli gazety. Tutaj też mieściła się pierwsza redakcja pisma. Następnie redakcja w latach 1889-1891 działała w siedzibie obecnego Muzeum Oleksy Dowbusza przy ul. Mazepy 1. Poprzednie gazety założone w roku 1848 i 1870 oraz późniejsze nie przetrwały dwóch lat. „Kurier Stanisławowski” był pierwszą miejską gazetą, która ukazywała się nieprzerwanie aż do przyjścia sowietów w 1939 roku. Jeden z założycieli gazety, dr Artur Nimhin, z czasem burmistrz Stanisławowa, tak wspominał rolę Gillera w wydaniu gazety: „… On kierował naszymi pierwszymi krokami w zawodzie dziennikarskim i jemu zawdzięczamy, że już pierwsze numery „Kuriera” spotkały się z bardzo sympatycznym przyjęciem w dziennikarstwie polskim…”. Agaton Giller pisywał też korespondencje do „Rocznika Samborskiego”, lwowskiej „Gazety Narodowej” czy „Kuriera Polskiego” w Paryżu, a nawet do „Gazety Polskiej” w Chicago.

Mający rzutki charakter, Agaton Giller jeździł po Galicji, pomimo słabego zdrowia. W styczniu-lutym 1885 roku przebywał przez miesiąc we Lwowie u swego chorego towarzysza Tadeusza Żulińskiego. 15 lutego policja zmusiła go do powrotu do Stanisławowa. W lipcu tegoż roku był na ślubie siostrzenicy w Krakowie i wracał przez Lwów. Zimą 1885-1886 roku dwukrotnie znów odwiedza Lwów: jeden raz z wizytą u lekarza dr Muchelka, drugi – by wygłosić prelekcje o powstaniu styczniowym. Latem 1886 i zimą 1887 znów jest we Lwowie. W czasie tych pobytów zatrzymywał się przeważnie u swego przyjaciela Mieczysława Weryho-Darowskiego (1810-1889), weterana powstania listopadowego. Swego czasu, mając jeszcze poglądy socjalistyczne, założył we Lwowie towarzystwo „Gwiazda”, w celu łączenia młodzieży pracującej „dla nauki i odpoczynku”, co zgadzało się z wizją Gillera krzewienia oświaty i wychowania patriotyczno-demokratycznego. Podczas pobytu we Lwowie wyjeżdżał na kilka dni w Karpaty, bywał w Kołomyi, gdzie tradycyjnie zatrzymywał się u uczestników powstania.

Po raz pierwszy odwiedził Kołomyję w październiku 1854 roku. Podejmował go jego dobry znajomy z powstania, inżynier Franciszek Longchamps. Giller był w kontakcie z nafciarzami ze Słobody Rungurskiej, interesował się ich życiem i nowym w tym czasie procesem wydobywania kopalin. Spotkał również w okolicach Kołomyi galicyjskiego pioniera pracy organicznej, przemysłowca Stanisława Szczepanowskiego, właściciela kopalni nafty w Peczeniżynie i Słobodzie Rungurskiej.

W 1886 roku rozpoczął w Stanisławowie pracę nad dziełem o powstaniu styczniowym, ale różne inne zajęcia nie pozwoliły mu go ukończyć. To, co zdążył opracować, ukazało się we Lwowie w roku 1888, już po jego śmierci, pod tytułem „Ogólna charakterystyka powstania styczniowego”. Wiadomo też, że starał się o obywatelstwo Austro-Węgier, co dawałoby mu więcej swobody w podróżowaniu, ale stale spotykał się z odmową. Administracja krajowa zajmowała niejednoznaczną pozycję co do niezwykle aktywnej – pomimo choroby – osoby Gillera. Namiestnictwo we Lwowie i starosta stanisławowski okazywali mu tolerancję i zrozumienie, ale nie cieszył się on sympatią naczelnika policji we Lwowie, niejakiego Krzaczkowskiego, na którego Giller nieraz skarżył się w listach. Gdy, według zdania policji, za długo zatrzymywał się w stolicy kraju, wydawano mu nakaz opuszczenia Lwowa w ciągu 24 godzin.

Poczucie krzywdy, wyrządzanej mu przez policję, i zachęta ze strony hrabiego Platera mogły wpłynąć na decyzję powrotu Agatona do Szwajcarii. Gillera denerwowało to, że Polacy coraz bardziej koncentrują się na drobnych przyziemnych sprawach. Zaostrzyły się również kłopoty finansowe. W Raperswilu sprawy wyglądały inaczej: nie było tam barier administracyjnych dla podróżowania po kraju. Chociaż naczelnik lwowskiej policji i namiestnictwo nie wnosiły podania o jego deportację, a starostwo stanisławowskie przedłużyło mu 21 grudnia 1885 pozwolenie na pobyt na kolejne pół roku, Giller postanawia wyjechać do Szwajcarii.

Zachował się jeden z ostatnich listów Gillera z dnia 11 lipca 1887 roku, zaadresowany do Edwarda Gniewosza, pełen melancholii. Pisał on, że „nigdy przyroda tak do mnie nie uśmiechała się, jak teraz, gdy bez nadziei pewnego powrotu, wyruszam pod obce niebo, pomiędzy obcych ludzi. Mam tu ogródek, a w nim rozkwitły maki – wiesz jak je lubię. Rozkwitły tak pięknie, że jak dziecko rozkoszuję się nimi. Znasz mnie, że nie przywykłem płakać, ale gdy jestem w tym ogrodzie, łzy same mimo woli cisną się na oczy”. Dwa dni później, po zażyciu ochładzającej wanny, wystawionej do ogrodu, Giller przeziębił się i zachorował na zapalenie płuc.

Może by wyzdrowiał i wyleczył się, ale uparł się, że będzie siedzieć w ogrodzie i pisać, patrząc na maki. Z tych dni pochodzi chyba ostatni jego list do M. Darowskiego, w którym skarży się przyjacielowi na swe bolączki. 17 lipca po obiedzie poczuł się znacznie gorzej, tak, że nawet nie mógł utrzymać łyżki. Ostrożnie przesadzono go na fotel. Zmarł nocą o godz. 1. 18 lipca 1888 roku.

Wiadomość o śmierci Gillera szybko rozeszła się w mieście. Magistrat podjął decyzję, nie bez wsparcia burmistrza, o zorganizowaniu pogrzebu na koszt miasta. Rząd napisał odezwę, w której wyznaczył pogrzeb na dzień 20 lipca na godz. 6 po południu. Opis pogrzebu pozostawił przyjaciel Agatona, dziennikarz z Sambora Gotfryd Kohn, który w tym czasie przebywał w Stanisławowie na zjeździe nauczycielskim. Oto jego fragment:

„Dzień 20 lipca w Stanisławowie bez przesady nazwany być może dniem Agatona Gillera. Już od samego południa przygotowania do pogrzebu zasłużonego tego męża kolosalne przybierały rozmiary, plakaty pośmiertne wysiały po wszystkich ulicach, chorągwie czarne z literami A.G. powiewały ze szczytu Ratusza i ze wszystkich znaczniejszych domów, a delegacje przybyły z bliska i z daleka, aby oddać należytą cześć temu bojownikowi Polski, uczcić pamięć wielkiego męża, znakomitego historyka i gorącego patrioty, jakiego społeczeństwo straciło w osobie Gillera. I powiemy bez przesady, że tegoż dnia nie tylko stanisławowianie nosili w sercach żałobę, ale że cały kraj, każdy, kto czuł i umiał mówić po polsku, sercem i duchem był obecny na tej olbrzymiej demonstracji narodowej.”

Balsamowaniem ciała (pamiętajmy, że była to pełnia lata) zajął się dr Konarzewski z Halicza. Procesja pogrzebowa rozpoczęła się od budynku Kopernickich przy ul. Kamińskiego 7 i przeszła ulicami Kamińskiego, Romanowskiego, Zabłotowskiej do ul. Ormiańskiej i przez Rynek do Kolegiaty. Po mszy kondukt ruszył ulicą Karpińskiego do Sapieżyńskiej, prowadzącej na cmentarz miejski (obecnie Skwer Pamięci za hotelem „Nadija”).

Kondukt prowadziła orkiestra Miejskiej ochotniczej straży ogniowej, za nimi szły dziewczynki z miejskich Domów dziecka i uczniowie z burs. Następnie ciągnęły korporacje i towarzystwa oraz delegacje młodzieży szkolnej, niosące wieńce. Dalej szło duchowieństwo i przedstawiciele kahału i jechał karawan z trumną. Po obu stronach karawanu kroczyli koledzy Gillera ze świecami w ręku i weterani powstania listopadowego. Dopiero potem szła rodzina zmarłego i przedstawiciele Rady miasta, urzędnicy, profesorowie uczelni i mieszczanie. Procesję zamykała też Straż ogniowa. Ostatnie słowo nad trumną wygłosili burmistrz dr Kamiński, Leon Syroczyński, w imieniu dziennikarzy polskich przemawiał Jan Gniewosz, a w imieniu młodzieży – student Politechniki Stroka, w imieniu weteranów 1831 roku – M. Darowski. Jak opisywał „Kurier Stanisławowski”, uroczystość trwała 5 godzin i wzięło w niej udział około 8 tys. osób.

Wkrótce powstał Komitet Budowy Pomnika Agatona Gillera, na czele którego stanął wieloletni burmistrz dr Ignacy Kamiński. Początkowo stworzeniem pomnika, według planów władz, miał zająć się przyjaciel Gillera, poeta i rzeźbiarz Teofil Lenartowicz. Jednak jego ambitny projekt z ustawionymi w przeciwstawnych kierunkach drogowskazami, wskazującymi na Syberię i Paryż oraz 85-etapowymi punktami przewyższał możliwości finansowe Komitetu. Dlatego w ciągu niespełna trzech lat zrealizowano inny projekt. 15 czerwca 1890 roku miało miejsce uroczyste przeniesienie szczątków Agatona Gillera do nowego grobowca, którego autorami byli architekt Halicki i rzeźbiarz Tomasz Dykas. Mogiłę wieńczyła postać płaczącej kobiety, symbolizującej Ojczyznę. Na cokole umiejscowiono medalion z podobizną zmarłego.

Po śmierci Gillera na budynku Kopernickich odsłonięto marmurową tablicę pamiątkową. W 1944 roku, wkrótce po zajęciu miasta przez sowietów, jakiś żołnierz Armii Czerwonej zniszczył tę tablicę uderzeniem kolby karabinu. Wydało mu się, że tablica poświęcona jest… Adolfowi Hitlerowi.

Iwanofrankiwski cmentarz „za teatrem”, założony w 1782 roku, jest starszy od warszawskich Powązek i lwowskiego Łyczakowa. W latach 70. XX w. na polskich i ukraińskich grobach wandale niszczyli krzyże. Prawdopodobnie wówczas rozbito również rzeźbę na grobie Agatona Gillera. W latach 1980–1982 cmentarz ten specjalnie był systematycznie dewastowany. Pochówki członków rodzin jeszcze żyjących zostały przeniesione na nowy miejski cmentarz do wioski Czukałówka, a te, o które nie miał się kto upomnieć – do dziś spoczywają pod alejkami Skweru Pamięci.

W 1981 roku (według innych danych w 1980) staraniem Związku Narodowego Polskiego w Ameryce, którego patronem był Agaton Giller, gdyż to on w 1880 roku doradził założenie Związku, szczątki wybitnego Polaka zostały przeniesione na Powązki w Warszawie. Z czasem na nowym nagrobku umiejscowiono medalion z jego podobizną autorstwa Pawła Rubaszewskiego, potomka mieszkańca Stanisławowa i uczestnika przeniesienia zwłok Gillera Adama Rubaszewskiego. Dzięki odtworzonej kompozycji jego warszawski nagrobek bardzo przypomina ten pierwotny ze Stanisławowa.

W II Rzeczypospolitej Giller miał swoje ulice w Stanisławowie i Lwowie. Nie zapomniano o nim w rodzinnym Opatówku, gdzie do dziś działa biblioteka im. Braci Gillerów i Gimnazjum im. Agatona i Stefana Gillerów. Pamięć o Agatonie Gillerze żyje w Polsce na szczeblu lokalnym, co wcale nie pomniejsza jego roli w historii Polski. Iwano-Frankiwsk też miał szczęście być związanym z życiem tej nieprzeciętnej postaci, dlatego powinna ona pozostać w pamięci społeczności, szczególnie tej, która rozmawia po polsku.

Petro Hawryłyszyn
Tekst ukazał się w nr 19 (359), 16–29 października 2020

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X