W dniach 17–21 czerwca na Ukraińskim Uniwersytecie Katolickim we Lwowie odbyła się Letnia Akademia Przekładu i Komunikacji Międzykulturowej poświęcona współczesnej literaturze polskiej. Głównym bohaterem warsztatów translatorskich był Sławomir Mrożek – klasyk dwudziestowiecznej prozy polskiej, którego twórczość wciąż pozostaje mało znana w Ukrainie. Projekt edukacyjno-kulturalny został zrealizowany przy wsparciu Instytutu Polskiego w Kijowie i we współpracy z Katedrą Filologii Polskiej Lwowskiego Uniwersytetu Narodowego im. Iwana Franki.

Pomysłodawcą Akademii jest Ostap Sływynski, poeta, prozaik, tłumacz, wykładowca Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie.
– Pomysł na Akademię Przekładu jest pomysłem dawnym – powiedział dla Kuriera Galicyjskiego Ostap Sływynski. – Moje wieloletnie marzenie, żeby powstała we Lwowie, właśnie na Uniwersytecie Katolickim, który jak mi się wydaje jest dobrą do takich rzeczy placówką. To przestrzeń, w której młodzi ludzie wieku studenckiego, ale też niedawni absolwenci, zainteresowani tłumaczeniem na język ukraiński, mogą się spotykać, szkolić, rozmawiać, bawić, bo Akademia Przekładu to również spektakle teatralne, które studenci przygotowują w trakcie zajęć. Chciałem, żeby tu powstał ośrodek tłumaczenia literackiego. Szkoleniowy, ale też intelektualny, dyskusyjny. W tym roku organizujemy to po raz drugi. Zasada jest taka, że co roku Akademia jest poświęcona innej kulturze, innemu językowi. W tym roku jest to literatura polska. Wydawałoby się, że tłumaczy literatury polskiej jest w Ukrainie wystarczająca liczba, ale tak nie jest. Wczoraj mieliśmy bardzo ciekawą dyskusję z tłumaczami literatury polskiej na język ukraiński Andrijem Pawłyszynem, Ołeną Szeremet i Jurijem Zawadskim. Są mentorami, pracują z młodymi uczestniczkami. Mamy same dziewczyny, 25 dziewczyn. W trakcie rozmowy wymienialiśmy nazwiska polskich pisarzy, których dzieła nie były dotąd tłumaczone, a powinny ukazać się po ukraińsku. Dziesiątki nazwisk nam przyszły do głowy. I to najważniejsze nazwisko, nad którym pracujemy teraz w trakcie Akademii, czyli Sławomir Mrożek. Może paradoksalnym się wydać to, że ten klasyk polskiej literatury XX wieku jest słabo przedstawiony po ukraińsku. Zwłaszcza jego proza – opowiadania i powieści. Napisał dwie powieści, autobiografię, które nie są przetłumaczone na język ukraiński. Z wyjątkiem niektórych opowiadań, eseistyki i kilku dramatów.

Julia Konowałyk na Ukraińskim Uniwersytecie Katolickim studiuje filologię, a na Uniwersytecie im. Iwana Franki we Lwowie – teatrologię.
– Zgłosiłam się do udziału w Akademii, ponieważ zafascynowała mnie twórczość Sławomira Mrożka, szczególnie jego osiągnięcia jako dramaturga teatru absurdu – stylu, który osobiście bardzo lubię – wyjaśniła. – Zdecydowałam się wziąć udział również dlatego, że w przyszłości chciałabym pracować jako tłumaczka literatury – zwłaszcza teatralnej.

Profesor Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu Katarzyna Kuczyńska-Koschany jest literaturoznawczynią, autorką prozy poetyckiej. Pomimo wojny na Ukrainie często uczestniczy tam w różnych wydarzeniach.
– Nie jestem wprost lwowianką, ale jestem lwowianką w tym znaczeniu, że stąd pochodzę mentalnie – powiedziała Katarzyna Kuczyńska-Koschany po wykładzie na Akademii. – Moja babcia, mama mojego ojca urodziła się we Lwowie 17 lipca 1914 roku. W Stanisławowie, czyli dzisiejszym Iwano-Frankiwsku skończyła szkołę średnią sióstr urszulanek. Nauczyła się tam świetnie francuskiego, którego mnie potem uczyła. No i była bardzo wymagającą osobą, która narysowała mi horyzont Lwowa jako miasta jedynego na świecie. Wielokulturowego, otwartego, wspaniałego. Przeżyła tutaj dramatyczne chwile w czasie, gdy urodziła mojego tatę. Tata był ochrzczony zresztą w tym samym kościele co Zbigniew Herbert, kościele św. Antoniego. Byłam tam. Potem zaczęła się wojna niemiecko-radziecka i musieli w czerwcu uciekać. Uciekali bardzo długo i w końcu trafili do Poznania, całą wojnę tułając się. To było jej pierwsze dziecko. I tata, i babcia bardzo pielęgnowali tę pamięć. I kiedy tylko Ukraina odzyskała niepodległość, tata jeszcze zdążył przyjechać do Lwowa, ale babcia już nie. Tata działał w Towarzystwie, które kultywowało pamięć o Lwowie. Więc nasłuchałam się takich historii bardzo dużo i wydaje mi się, że to mnie jakoś wyposażyło w pewien rodzaj solidarności. My, tęskniąc do Lwowa jako miasta, nigdy nie kwestionowaliśmy tego, że jesteśmy z Ukraińcami. Tak, jesteśmy po waszej stronie. Mój tata, który teraz jest bardzo chory, choruje na Parkinsona i na raka, zawsze mi bardzo kibicuje, kiedy tu przyjeżdżam. Przyjeżdżam już od 2012 roku. Byłam tu też zaraz po Majdanie. I potem w kolejnych latach. Teraz w czasie wojny jestem po raz drugi, a w listopadzie przyjadę trzeci raz. Mam cudowne zaplecze – moich rodziców, którzy mi bardzo kibicują, żebym tu przyjeżdżała. Ale ja uważam, że to mój obowiązek, a nie jakaś odwaga. Uważam że odważni to wy jesteście. Odważni są Ukraińcy. I trochę o tym chciałam powiedzieć też w moim dzisiejszym wykładzie. Mówiłam o trzech autorach i mówiłam o zjawisku afazji, czyli utracie mowy. Tracimy mowę, kiedy przeżywamy jakiś szok, przeżywamy jakąś traumę. Wybuch wojny i to nagle, a wiemy, że tak było w 2022 roku, był ogromnym szokiem. I to szokiem zbiorowym. Ale każdy przeżywa go inaczej. Inaczej przeżywa ktoś, kto przeżył poprzednią wojnę, inaczej ktoś, dla kogo to jest pierwsza wojna. Inaczej go przeżywa małe dziecko, które niewiele rozumie, i tak dalej. Wojna nie jest jedynym szokiem, kiedy się traci mowę. To może być tragedia prywatna. To może być udar, jak to było u Sławomira Mrożka. To może być utrata bliskich. To może być czyjś wyjazd. Starałam się mówić o sytuacji, kiedy na pewien czas tracimy możliwość komunikacji. Tracimy mowę, a potem ją odzyskujemy. I co nam pomaga w tym odzyskiwaniu? Moja teza brzmi, że pomaga nam w tym poezja. Że może nam pomagać w tym poezja. Sam akt pisania. I tak się dzieje w terapii po udarze, po urazie, kiedy jakieś zwoje mózgowe muszą się odnowić. Muszą zacząć działać na nowo. Ale tak się też dzieje po szoku, w którym niekoniecznie dosłownie tracimy mowę.
Podczas naszej rozmowy zauważyłem, że profesor w trakcie wykładu sięgnęła do twórczości Serhija Żadana.
– Tak, bo Żadan jest moim zdaniem w tej chwili największym żyjącym poetą ukraińskim – wyjaśniła. – On mi trochę przypomina poetów polskich walczących w czasie II wojny światowej. Byli poetami i walczyli. U nas wtedy mówiono, że Polska strzela do wroga brylantami. To co ma najcenniejszego oddaje. Żadan kogoś takiego przypomina. To, że został w Charkowie, że robi tam to co robi. I jednocześnie cały czas pisze.

W ciągu czterech dni doświadczeni tłumacze z Polski i z Ukrainy pracowali z uczestnikami Akademii nad przekładami literackimi oraz uczestniczyli w dyskusjach. Chętnie dzielili się doświadczeniem.

Swoimi refleksjami z Kurierem Galicyjskim podzielił się też Andrij Pawłyszyn, tłumacz literatury polskiej, wykładowca Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego.
– W zeszłym roku głównym tematem były tłumaczenia z języka hiszpańskiego, mamy tu taką grupę tłumaczy – powiedział Andrij Pawłyszyn. – Uczyli młodych, zachęcali ich do takich tłumaczeń. W tym roku Ostap Sływynski wystąpił z inicjatywą przeprowadzenia takich warsztatów poświęconych tłumaczeniom z języka polskiego. Zgłosiły się na te warsztaty w większości studentki filologii polskiej we Lwowie, z Uniwersytetu Narodowego im. Iwana Franki, również z innych uczelni lwowskich. Są to młodzi ludzie z jeszcze bardzo niskim poziomem wiedzy w języku polskim, ale chcą się kształcić, uczą się szybko, są utalentowani i dobrze rokują. Niestety, nasze zakłady filologiczne uczą przede wszystkim gramatyki, a tłumaczenie to osobny rozdział sztuki. Wymaga intuicji, rozeznania, wiedzy i wielu-wielu innych rzeczy niepowiązanych z gramatyką. W tym roku to grupa fachowych tłumaczy z języka polskiego, którą prowadzi Ostap Sływynski, wybitny tłumacz z języka polskiego na język ukraiński, i wierszy i prozy, w dużej części utworów noblistki Olgi Tokarczuk. Zaproponowaliśmy w tym roku przetłumaczyć jakąś garść opowiadań Sławomira Mrożka. Bo ten wybitny, bardzo ciekawy zasłużony autor polski nie jest szczerze mówiąc u nas znany. Dwie małe książeczki. Może nie najważniejsze jego utwory. Przy okazji powiem, że przyjechała porozmawiać o nim autorka jego biografii. I oczywiście przeprowadzić warsztaty w najszerszym zakresie. Translują te teksty, szlifują, ulepszają z tym, żeby na końcu opublikować je na stronie Uniwersytetu Katolickiego i żeby one zaistniały w przestrzeni kulturologicznej. Jesteśmy bardzo wdzięczni za wsparcie Instytutowi Polskiemu w Kijowie. Bo widzimy, że w świecie współczesnym przemoc do niczego nie prowadzi, że najlepsze wyniki daje rozeznanie, wyrozumiałość i wgłębienie się w kontekst pewnych zjawisk. Jednym z ważnych tematów, które tu są omawiane stale, także w innych kontekstach i staram się go podejmować, to jest temat rozszerzenia wiedzy Ukraińców o literaturze i kulturze polskiej a poprzez instrumenty oświaty rozszerzenie liczby poznanych tekstów polskich pisarzy. Bardzo ważne jest również, aby więcej o literaturze i kulturze polskiej dowiedzieli się studenci na uczelniach, gdyż Polska to bardzo ważny sąsiad, bardzo bliski nam, z podobnym sposobem myślenia i chociaż pozostaje w cieniu takich ogromnych, rozległych cywilizacji jak amerykańska, angielska, niemiecka, francuska, bardzo często daje nam korzystniejsze zasoby dla poznania siebie i świata – podkreślił Andrij Pawłyszyn.
Już całkiem niedługo będziemy mogli przeczytać dziewięć tekstów Sławomira Mrożka, niemal wszystkie przetłumaczone na język ukraiński po raz pierwszy. Podczas Akademii ze sceny zabrzmiał także nowy ukraiński przekład dramatu Mrożka „Wdowy”.
Konstanty Czawaga






