Legendy starego Stanisławowa. Część 102 Ul. Bożnicza, mal. Emilian Dubrawa, 1935 r.

Legendy starego Stanisławowa. Część 102

Krótka ulica z długą historią

Z pośród ponad 530 ulic naszego miasta najkrótszą jest ul. Trusza, której długość stanowi 65 m, a ponadto jest ona najwęższą – mierzy tylko 6 m. Dlatego nigdy nie miała chodników. Przed stu laty stanisławowskie gazety donosiły, że dwa fiakry nie mogły się tu rozminąć. Teraz to samo dotyczy samochodów, mimo iż korków na tej ulicy nie uświadczysz – jest przeznaczona dla pieszych.

Ale ta króciutka ulica ma długą historię i powstała czy nie od razu po założeniu miasta. Początkowo nazywała się Bożnicza, bo prowadziła do starej synagogi, stojącej na miejscu skweru Ruskiej Trójcy. Niemieccy okupanci zniszczyli synagogę i ulicę nazwali Ciemną. Po wojnie nazywała się Krótką, aż w 1960 r. otrzymała imię rosyjskiego aktora Wasilija Kaczałowa. W 1995 r. znów ją przemianowano, tym razem na cześć wybitnego ukraińskiego malarza Iwana Trusza.

Ciekawe jest to, że należy do niej tylko jedna kamienica – nr 4. Reszta budynków wychodzi na tę ulicę bocznymi ścianami i posiadają one inne adresy. Istnieje również obraz z widokiem na tę ulicę. Nie, autorem jego nie jest Iwan Trusz. Namalował go stanisławowski malarz Emil Dubrawa w 1935 r.

Dziś ulicy przywrócono nazwę Bożnicza.

Wszystko zaczęło się od gołębi. Zdjęcie ze źródeł internetowych

Błękitna

Ulice są przeważnie nazywane na cześć wybitnych działaczy historycznych lub szczególnych wydarzeń. Ale czasami nazwy bywają, mówiąc oględnie, niezrozumiałe. Dotyczy to przede wszystkim ul. Gołubaja (Błekitna). Istnieje od początku XX w. i leży w granicach współczesnych ulic Sahajdacznego i Kwitki-Osnowianenki. Na starych mapach figuruje jako ul. Gołębia. Po wojnie ktoś nazwał ją Gołubaja (Błękitna). Dlaczego – to zagadka. Najpewniej ktoś z władz miejskich nie miał pod ręką słownika polsko-ukraińskiego.

Oprócz Gołubej, miasto miało jeszcze dwie błękitne ulice. Jedną z nich później przemianowano na Sirka, a druga do dziś istnieje w Krechowcach. W 1995 r. władze miasta powzięły niezrozumiałą decyzję. W prasie ukazała się notatka o przemianowaniu ul. Gołuboj na… Błękitną. Najprawdopodobniej ostatnia wersja była po prostu ukrainizacją rosyjskiej nazwy, a może w ten sposób miasto chciało walczyć z osobami o nietradycyjnej orientacji. Trudno powiedzieć.

Nazwa jednak się nie przyjęła. Na wszystkich tablicach i drogowskazach ulica nadal figuruje, jako Gołubaja. Wreszcie w 2010 r. urzędnicy przypomnieli sobie, że mieszkała na niej słynna w Ukrainie autorka książki kulinarnej Daria Cwek i kolorową ulicę nazwano jej imieniem.

W kontakcie

Patronem Uniwersytetu Przykarpackiego jest pisarz Wasyl Stefanyk. Na jego cześć na dziedzińcu uczelni w 1995 r. odsłonięto pomnik autorstwa znanego lwowskiego rzeźbiarza Emanuela Myśko. Pomnik w zupełności zadowolił dyrekcję uczelni. Wprawdzie zadziwia miejsce jego ustawienia – w kącie wewnętrznego dziedzińca. Ale to nie ważne.

Pomnik Wasyla Stefanyka. Zdjęcie autora

Pisarz przedstawiony jest w pozycji siedzącej, w głębokim zamyśleniu – głowę oparł na prawej ręce. W XXI w., gdy rozwój techniczny skoczył do przodu – studenci zareagowali na to natychmiast i żartobliwie określili, że Stefanyk rozmawia przez telefon komórkowy. Niektórzy żartownisie nawet wiedzą do kogo dzwoni – do autora swej biografii Stepana Prociuka.

Tajemniczy stadion

Na mapach Frankiwska na południe od ul. Gwardii Narodowej oznaczony jest duży stadion, który niewiele różni się od głównej areny miasta – stadionu „Ruch”. Ale jest to jakiś dziwny stadion. Nie odbywają się na nim żadne zawody, nie trenują sportowcy, jednak dostać się tam jest bardzo trudno – leży na terenie jednostki wojskowej.

Fragment mapy Frankiwska z zaznaczonym „stadionem”

W 1995 r. udało mi się trafić na teren tej jednostki. I jakież było moje zdziwienie, gdy zamiast stadionu zobaczyłem olbrzymi plac ćwiczeń, na którym dziesiątki żołnierzy szlifowało krok marszowy. Ponieważ w czasach sowieckich wszystko, co wiązało się z wojskiem, było tajne, to i ten plac był tajny – oznaczony jako „stadion”. Z lotu ptaka jednak dobrze widać było, że nie ma tam żadnego stadionu.

Oznaczenie tajności było na tyle mocne, że gdy jednostka została rozformowana, ziemię sprzedano, plac zarósł chwastami, ale na nowych mapach nadal oznaczano go jako „stadion”.

Tak „stadion” wygląda w rzeczywistości. Zdjęcie autora

PS W 2010 r. na terenie jednostki zaczęto budowę dzielnicy mieszkaniowej „Parkowe miasteczko”.

Co nieco o dziedziczności

Kiedyś przed hotelem „Ukraina” stał olbrzymi pomnik Lenina. Odlana ze spiżu figura miała 7 m wysokości. Ponadto pomnik stał na wysokim postumencie. Uważany był za najwyższy pomnik wodza proletariatu w tym terenie.

Pomnik Lenina przed hotelem „Ukraina”. Radziecka pocztówka z kolekcji autora

Jednak czasy się zmieniły. W 1990 r. wodza światowego proletariatu obalono z postumentu, zaś figurę przeniesiono do magazynu komunalnego przedsiębiorstwa „Kwatera”.

Po pięciu latach postanowiono postawić przed hotelem – teraz już „Nadija” – pomnik Iwana Franki. Spiżową figurę miano odlać we Lwowie, ale materiał powinien był dostarczyć zamawiający. Czasy były niepewne, szalała inflacja, brakowało pieniędzy praktycznie na wszystko. Spiżu szukano gdzie się dało, aż tu ktoś wspomniał o Leninie. Materiału wystarczało z nawiązką, więc wodza wysłano na przetopienie.

Pomnik I. Franki ma ciekawą historię. Zdjęcie ze źródeł internetowych

Pomnik I. Franki odsłonięto w 1995 r. Stoi tam do dziś. Wspominając jaki spiż „płynie” w jego żyłach, niektórzy dowcipnisie nazywają go Iwanem Władimirowiczem.

Iwan Bondarew

Tekst ukazał się w nr 3 (463), 14 – 27 lutego 2024

X