Niewiele jest w naszej historii postaci tak nietuzinkowych, a zarazem tak symbolicznych jak pułkownik i rzemieślnik zarazem, Marcin Maciej Borelowski ps. „Lelewel”. Ten wywodzący się z ludu patriota był prawdziwym objawieniem Powstania Styczniowego (1863–1864), jednego z najważniejszych zrywów niepodległościowych w dziejach Rzeczypospolitej. W dobie, gdy nadal żyjemy w cieniu dramatycznych wydarzeń za naszą wschodnią granicą – w czasie bestialskiej napaści Rosji na niepodległą Ukrainę – warto przywołać postać, która w XIX wieku stanowiła inspirację dla wielu warstw społeczeństwa.
Borelowski udowodnił, że w dążeniu do wolności nie liczy się pochodzenie, stan majątkowy ani wojskowe tradycje. Liczą się determinacja, poświęcenie i gotowość do pracy na rzecz dobra wspólnego. Dlatego też ów „bohater z ludu” wpłynął na sposób myślenia kolejnych pokoleń – tak w Galicji, jak i w Królestwie Polskim czy nawet na Litwie i Ukrainie. Dziś historia jego życia i śmierci skłania do refleksji nad uniwersalnym przesłaniem, że wolność i suwerenność to wartości, o które należy nieustannie się troszczyć – niezależnie od politycznych okoliczności i aktualnej sytuacji międzynarodowej.
Droga do styczniowego zrywu
Powstanie Styczniowe wybuchło w momencie, w którym społeczne napięcia w Imperium Rosyjskim i całym regionie osiągnęły punkt kulminacyjny. W Królestwie Polskim od przełomu lat 50. i 60. XIX wieku narastał ferment: organizowano masowe manifestacje patriotyczne, nabożeństwa żałobne i wiece, podczas których wyrażano sprzeciw wobec carskiego ucisku. Nie było to zresztą jedynie zjawisko polskie – w wielu częściach Imperium „narodowa wiosna” przybierała na sile.
Wszyscy mieli nadzieję, że klęska Rosji w wojnie krymskiej (1853–1856) zmusi cara do choćby częściowych ustępstw wobec podbitych narodów. Tymczasem brutalne represje i tak zwana „branka” do wojska rosyjskiego zaplanowana przez namiestnika Aleksandra Wielopolskiego przesądziły o wybuchu zrywu. W nocy z 22 na 23 stycznia 1863 roku młodzi konspiratorzy i miłośnicy wolności chwycili za broń. Do walki przystępowali przedstawiciele praktycznie wszystkich warstw społecznych: zarówno potomkowie znanych rodów szlacheckich, jak i chłopi oraz rzemieślnicy.
Powstanie szybko rozlało się na tereny Litwy, Białorusi i Ukrainy – dawnych ziem Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Wzajemne przenikanie się tradycji i kultur, a także wspólne doświadczenie ucisku carskiego wytworzyło na chwilę wyjątkową wspólnotę losu. Tę wielonarodową perspektywę podkreślał symbol powstańczego Rządu Narodowego: Orzeł Biały, Pogoń i Archanioł Michał. W tym nurcie należy postrzegać również Marcina Borelowskiego, dla którego najważniejsza była wolność – tak dla Polaków, jak i wszystkich innych narodów ciemiężonych przez carat.
Rzemieślnik, patriota i lider – narodziny niezwykłej biografii
Marcin Maciej Borelowski urodził się 29 października 1829 roku w Półwsi Zwierzynieckiej pod Krakowem, w rodzinie rzemieślniczej. Jego ojciec był murarzem, matka zaś wywodziła się z rodu Noworytów. Warunki życia młodego Marcina nie były łatwe – wcześnie stracił rodziców, dlatego opiekę nad nim przejęło starsze rodzeństwo.
Przyszły pułkownik już jako dziecko wyróżniał się energią i pasją, co z czasem przełożyło się na liczne zainteresowania. Chłonął książki historyczne, w tym dzieła Joachima Lelewela, wybitnego polskiego uczonego i ideologa niepodległości. Pod wpływem jego republikańskich i demokratycznych pism przyjął później pseudonim „Lelewel”.
W latach młodzieńczych zdobył wykształcenie rzemieślnicze: terminował jako blacharz w Krakowie, potem wyruszył na wędrówki czeladnicze po Austrii, Węgrzech i Niemczech. Umiejętności techniczne połączył z pasją do nauki języków obcych i w efekcie stał się człowiekiem niezwykle wszechstronnym. Wszechstronność ta miała mu się przydać, gdy z żarliwego patrioty zmieniał się stopniowo w znakomitego organizatora konspiracji.
Już w 1846 roku, podczas Powstania Krakowskiego, młody Borelowski angażował się w działalność niepodległościową, za co spotkała go surowa kara chłosty. Doświadczenie to nie złamało go jednak – wręcz przeciwnie, utwierdziło w przekonaniu o konieczności walki z zaborcą. Po krótkich epizodach pracy w objazdowym teatrze w Tarnowie i Rzeszowie osiadł wreszcie w tym ostatnim, gdzie otworzył własny warsztat blacharski i studniarski. Tam też zaczął na poważnie rozwijać konspiracyjną siatkę rekrutującą się głównie spośród rzemieślników.
Warszawskie początki wielkiej konspiracji
Choć Rzeszów przyjął „Lelewela” z sympatią, wkrótce okazało się, że centrum organizowania powstańczego ruchu przesuwa się do Warszawy – tam narastały manifestacje patriotyczne, tam zaczęto tworzyć struktury przyszłego zrywu. Borelowski zdecydował się więc na przenosiny do stolicy Królestwa Polskiego.
W Warszawie też prowadził zakład blacharski i studniarski. Swoje umiejętności wykorzystywał jednak nie tylko do zarabiania na życie, ale także do wsparcia powstania, które wybuchło w 1863 roku. Wraz z drukarzami przygotowywał ulotki, odezwy Rządu Narodowego, organizował patriotyczne wiece i rocznicowe obchody, w których licznie uczestniczyli stołeczni rzemieślnicy.
Co znamienne, „Lelewel” potrafił zjednywać sobie zarówno ludzi młodych, dopiero stających na progu dorosłego życia, jak i doświadczonych majstrów, mających za sobą długie lata pracy w warsztatach. W efekcie utworzył siatkę liczącą setki, a może nawet tysiące czeladników i robotników chętnych do konspiracyjnej działalności. Zaangażował się przy tym w rozbudowę tzw. policji narodowej, przekształconej później w Żandarmerię Narodową.
Dokonywał też rzeczy, które mogły się wydawać niemożliwe: samodzielnie wyrabiał czcionki do tajnych drukarni, organizował fabryki kos i lanc, negocjował zakupy broni. Równocześnie zdobywał poparcie mieszczan i chłopów, uświadamiając im, że powstanie to sprawa całego narodu. Już wtedy, w roku poprzedzającym wybuch zrywu, mówił otwarcie, że „wolna Polska nie może istnieć bez wolnego chłopa”.
W ogniu powstania styczniowego
Powstanie wybuchło w styczniu 1863 roku, częściowo przyspieszone przymusowym poborem („branką”) przygotowanym przez władze carskie. „Lelewel” szybko stał się jednym z czołowych dowódców oddziałów powstańczych, pełniąc funkcję komisarza wojennego województwa podlaskiego, a potem dowódcy oddziału partyzanckiego na Lubelszczyźnie.
Z racji zasług i autorytetu, jakim cieszył się wśród rzemieślników, Centralny Komitet Narodowy mianował go pułkownikiem. Było to awansowanie niespotykane w tamtej epoce – trudno bowiem było wyobrazić sobie, by wywodzący się z ludu majster blacharski osiągnął tak wysoką rangę. A jednak zdolności organizacyjne i przywódcze Borelowskiego, a przede wszystkim jego niezłomna postawa, budziły podziw nawet w kręgach szlacheckich.
Jego oddziały walczyły na Podlasiu, Lubelszczyźnie i w regionie Biłgoraja, wielokrotnie rozbijając rosyjskie garnizony, zdobywając broń i konie, a następnie kryjąc się w lasach. Dzięki licznym kontaktom i wsparciu, jakiego udzielały mu komitety działające w Galicji (np. w Rzeszowie, Przemyślu, a zwłaszcza w majątku Pawlikowskich w Medyce), niemal po każdej przegranej potyczce był w stanie ponownie formować nowe oddziały i wracać do walki.
Pamięć i świadectwa tamtych dni potwierdzają, że „Lelewel” był nie tylko odważny, lecz także wyjątkowo troszczył się o podkomendnych. Wedle relacji, starał się, by powstańcy byli godnie wyposażeni, zachęcał do ćwiczeń wojskowych, a za wzór stawiał legendę kosynierów spod Racławic i postać Tadeusza Kościuszki. Jego podejście sprzyjało silnej integracji ludzi z różnych grup: ubogich chłopów, rzemieślników czy drobnej szlachty.
Bitwy i śmierć pod Batorzem – narodziny legendy
Borelowski stoczył wiele bitew i potyczek. Do najbardziej znanych należały starcia:
Pod Krasnobrodem (24 marca 1863 r.), gdzie został ciężko pobity, ale mimo to uratował część swoich ludzi i wycofał się w lasy.
Pod Borowymi Młynami (16 kwietnia 1863 r.), gdzie oddział powstańczy musiał się cofnąć wobec kilkukrotnej przewagi carskiej.
Pierwsza bitwa pod Chruśliną (30 maja 1863 r.), w której dowodzone przez niego wojska odparły atak i odniosły zwycięstwo.
Panasówka (3 września 1863 r.) – ważna i zwycięska potyczka, która wzmocniła morale polskich sił.
Ostatnim akordem działalności zbrojnej „Lelewela” była bitwa pod Batorzem, na Sowiej Górze, stoczona 6 lub 7 września 1863 r. Tu właśnie doszło do tragicznego starcia z przeważającymi siłami rosyjskimi, podpartymi informacjami od szpiegów. Dowódca, ugodzony najpierw w nogę, nie ustąpił. Dopiero druga kula, która trafiła go w brzuch, pozbawiła go życia. „Bijcie chłopcy Moskala, a za moją duszę dajcie na mszę świętą!” – miał zakrzyknąć tuż przed śmiercią.
Śmierć Borelowskiego stała się momentem przełomowym tej potyczki: zdezorientowani powstańcy wycofali się lub rozproszyli. Ciało ich dowódcy – człowieka „zwyczajnego” pochodzenia, lecz o niezłomnym duchu – zostało pochowane w zbiorowej mogile razem z ciałami kilkudziesięciu innych poległych. Legenda „Lelewela” zaczęła żyć własnym życiem.

Dziedzictwo i pamięć – sztafeta pokoleń
W niedługim czasie postać „Lelewela” stała się szeroko rozpoznawalnym symbolem rzemieślnika-patrioty. Imię Borelowskiego nadawano ulicom w wielu miastach: w Lublinie, Krakowie, Przemyślu, Częstochowie, Chrzanowie, Biłgoraju, Janowie Lubelskim i Nowym Sączu. Już przed I wojną światową w Rzeszowie ufundowano tablicę upamiętniającą go na gmachu „Sokoła”.
W setną rocznicę powstania władze i społeczeństwo polskie odnowiły pamięć o „Lelewelu”, odsłaniając pamiątkowe tablice w wielu miejscowościach, między innymi w Chrzanowie. Postać ta pojawiała się w poezji i prozie, powstawały liczne wspomnienia i wiersze – odnotowano literackie dzieła Marii Konopnickiej, Walerii Szalay czy Teofila Lenartowicza, w których nawiązania do bohaterskiego majstra z Półwsi Zwierzynieckiej były niezwykle poruszające.
Do dzisiaj Borelowski uosabia przekonanie, że w walce o wolność nie potrzeba szlacheckich herbów czy wielkiego majątku. Jest żywym dowodem na to, iż każdy, kto ma w sercu miłość do Ojczyzny, może dokonać rzeczy niezwykłych. Dla pokolenia Legionów Piłsudskiego przykład „Lelewela” stanowił inspirację i swoistą spuściznę moralną. W II Rzeczypospolitej legenda Borelowskiego splotła się z legendą innych lokalnych bohaterów (np. Leopolda Lisa-Kuli z Rzeszowa) w barwną mozaikę pamięci o narodzie, który wciąż walczy o swoją niepodległość.
Aktualne przesłanie w obliczu wojny
Historia lubi zataczać koło. Choć dzisiaj możemy świętować odzyskanie niepodległości przez Polskę ponad sto lat temu, to jednak na Ukrainie rozgrywa się kolejny rozdział dramatycznej konfrontacji z tym samym zaborcą co przed laty. Zamiary imperium rosyjskiego nie uległy zasadniczym zmianom – wciąż dąży do podporządkowania sobie suwerennych państw i narodów.
Postawa powstańców styczniowych, w tym „Lelewela”, przypomina nam o obowiązku solidarności, empatii i wsparcia wobec tych, którzy walczą o swoją wolność. W czasach, gdy ukraińscy żołnierze bronią swojej ziemi przed rosyjską inwazją, przykład Borelowskiego – rzemieślnika, który stając na czele kilkuset, a niekiedy nawet blisko tysiąca ludzi, miał odwagę powstać przeciw potężnej armii carskiej – urasta do rangi wzoru.
Symboliczny staje się również fakt, że w 1863 roku w oddziałach powstańczych walczyli obok Polaków również Litwini, Białorusini czy Rusini (dziś powiedzielibyśmy – Ukraińcy). Wielu z nich nie znało nawet dobrze języka polskiego, ale łączyła ich wizja wolności oraz niechęć do carskiego samodzierżawia. Tak jak wówczas, dziś również stoimy po stronie narodu, który nie chce ugiąć się przed brutalną siłą.
Patrząc z perspektywy czasu, trudno nie dostrzec, jak głęboko i mocno przesłanie Powstania Styczniowego wciąż rezonuje w naszych sercach. To wyraźny sygnał, że historie minione nie stanowią jedynie wspomnienia o dawno przebrzmiałych wydarzeniach, lecz niosą w sobie żywą energię oraz inspirację dla współczesnych pokoleń.
Marcin Maciej Borelowski, przybierając pseudonim „Lelewel” od nazwiska wielkiego polskiego historyka i demokraty, dokonał swoistego wyłomu w hierarchii społecznej XIX wieku. Jego charyzma, niezłomność, a przy tym skromne, rzemieślnicze pochodzenie ukazywały, że o dumie narodu decyduje nie rodowód, lecz gotowość do służby wspólnocie.
Dziś, gdy Polska i Ukraina budują relacje oparte na wspólnej, trudnej historii i podobnym dążeniu do wolności, warto pamiętać o takich bohaterach jak „Lelewel”. Ich legenda wykracza daleko poza granice jednego państwa i jednego stulecia. W chwilach najcięższych prób potrafi dodać odwagi i wlać w serca przekonanie, że pragnienie wolności bywa silniejsze niż najpotężniejsza armia.
Dla nas, współczesnych, przesłanie „Lelewela” jest wyjątkowo czytelne. Wyrosło z tej samej troski o los zwykłych ludzi i praw człowieka, z tego samego buntu przeciwko niesprawiedliwości i ciemiężeniu. Nie potrzebował królewskiego herbu, by stworzyć skuteczną formację powstańczą – wystarczył mu hart ducha, wola działania i przekonanie, że naród, który pragnie żyć w wolności, może przeciwstawić się nawet największemu imperium.
Niech więc pamięć o Marcinie „Lelewelu” Borelowskim dodaje nam sił, gdy w naszych czasach staramy się, podobnie jak on, nie stać obojętnie wobec cierpienia i przemocy. Wspomnienie tego niezwykłego bohatera styczniowej nocy przypomina, że czasem to właśnie „mały człowiek” – skromny rzemieślnik z warsztatu w Rzeszowie – potrafi zmienić bieg historii. I że wolność, choć okupiona krwią i ofiarą, ma nieprzemijającą wartość, w imię której kolejne pokolenia muszą być gotowe stanąć do walki, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Artur Żak
