Adam Królikiewicz – pierwszy polski medalista olimpijski w konkurencji indywidualnej Rtm. Adam Królikiewicz (od lewej), mjr Michał Toczek, por. Kazimierz Szosland (z prawej) podczas treningu. NAC

Adam Królikiewicz – pierwszy polski medalista olimpijski w konkurencji indywidualnej

W związku z 100. rocznicą zdobycia pierwszego medalu olimpijskiego dla Polski, w uznaniu zasług i wyjątkowego znaczenia występów polskich sportowców na igrzyskach, rok 2024 został ogłoszony przez Sejm Rokiem Polskich Olimpijczyków.

Rozmowa Anny Gordijewskiej z dziennikarzem Janem Jaremką, autorem wielu tekstów na temat historii sportu we Lwowie.

Jan Jaremko. Fot. Anna Gordijewska / Nowy Kurier Galicyjski

Adam Łukasz Królikiewicz był zdobywcą brązowego medalu na Igrzyskach Olimpijskich w 1924 roku. Major pułku szwoleżerów. Brał udział w trzech wojnach – obu światowych i polsko-bolszewickiej – za co otrzymał Order Virtuti Militari. Za tymi suchymi danymi encyklopedycznymi kryje się pasjonujący los jeszcze jednego lwowianina.

Był on pierwszym polskim medalistą olimpijskim w konkurencji indywidualnej. Był to medal brązowy zdobyty w ostatnim dniu Igrzysk Olimpijskich w Paryżu w obecności następcy tronu Wielkiej Brytanii Edwarda VII, prezydenta Francji Gastona Doumergue’a, prezydenta Komitetu Olimpijskiego Coubertina i wielu innych znanych osobistości, którzy byli w tym ostatnim dniu na Igrzyskach. Adam Królikowski wyszedł na boisko – trzeba było pokonać 14 przeszkód. Na boisku, na swoim koniu Pikadorze pokonał wszystkie 14 przeszkód, tylko dwie i pół zbił. Zdobył 10 punktów karnych. To mu pomogło zdobyć medal brązowy. Przed nim byli Szwajcar i Włoch. Był to pierwszy medal olimpijski dla sportowca ze Lwowa z obecnego kompletu 46 medali uzyskanych przez kolejne pokolenia lwowskich sportowców.

Adam Królikiewicz urodził się 130 lat temu we Lwowie. Z dumą w sercu zawsze mówił, że jest Lwowianinem.

Urodził się 9 grudnia 1894 roku. Miał siedmioro braci i jedną siostrę. Był jednym z najstarszych wśród rodzeństwa. Kiedy skończył szkołę pojechał do Niemiec, do miasteczka Mittenwald, gdzie była wyższa szkoła techniczna. Chciał zostać inżynierem.

Adam Królikiewicz, jeździec, porucznik WP – fotografia sytuacyjna (skacze przez przeszkodę podczas zawodów hippicznych 1 Pułk Szwoleżerów Józefa Piłsudskiego). NAC

Ale tak się nie stało.

To był 1913 rok, za rok zaczęła się wojna. Już 2 sierpnia wrócił do Lwowa i został włączony do pułku kawalerzystów. Było dość dziwnym, że lwowianin, chłopak, który nie wiedział z której strony podejść do konia, został włączony do tego pułku. Ale to był pułk Józefa Piłsudskiego. Pod nim nawet zabito jego pierwszego konia, znalazł innego. I wojnę przeszedł w stopniu kaprala.

Można powiedzieć, że jego miłość do jazdy konnej, do jeździectwa zaczęła się na wojnie. Nie myślał, że później zostanie sportowcem i pierwszym z Polaków w tej dyscyplinie.

Myślę też, iż jest to bardzo ważne, że na tej wojnie poznał się na koniach, w warunkach, gdy koń mu był jak brat, który ratował w najtrudniejszych sytuacjach. Polubił konie i po wojnie wstąpił do szkoły jeździeckiej w Warszawie. Dołączył do grupy sportowców, którzy występowali w zawodach międzynarodowych. W 1920 r. polscy jeźdźcy przygotowali się do igrzysk olimpijskich w Antwerpii. Ale toczyła się wojna polsko-bolszewicka i polska drużyna tam nie pojechała. Pierwszy występ drużyny polskiej odbył się w 1924 r., kiedy Królikiewicz był już dojrzałym jeźdźcem, co pomogło mu zdobyć ten medal.

A jak potoczyło się jego życie dalej?

Został przy koniu. Wiele lat potem wykładał w centrum przygotowania jeździectwa, był nawet kierownikiem. Otrzymał stopień majora. Wtedy jeździectwo należało do wojska. Wojsko i sport przenikały się wtedy nawzajem. Przygotowywał wielu jeźdźców. Czterech później występowało w Igrzyskach olimpijskich w jeździectwie.

Jeźdźcy z polskiej ekipy. Stoją od lewej: rtm. Adam Królikiewicz, mjr Michał Toczek, por. Kazimierz Szosland. NAC

Kto był jego najbardziej znanym uczniem?

Najbardziej znanym z jego uczniów był chyba gen. Tadeusz Komorowski „Bór”, który w czasie wojny był dowódcą Armii Krajowej, a po wojnie premierem rządu polskiego na uchodźctwie. Poza nim był też Michał Gutowski. Podczas wojny dosłużył się do pułkownika. Byli jeźdźcami tak wysokiej klasy, że mogli występować w drużynie polskiej na igrzyskach olimpijskich.

Gdzie go zastała druga wojna światowa?

W Gnieźnie. Tam było centrum szkolenia jeździectwa. Trafił do niemieckiego obozu jenieckiego, skąd uciekł i dotarł do Krakowa. Tam zamieszkał na swoje ostatnie lata. W Krakowie udzielał się w podziemiu i przeżył tam wojnę. Jego córka Krystyna Królikiewicz też była bardzo aktywna i pracowała w podziemiu. Jest faktem, że gestapo ją aresztowało, ale ojciec ją uratował dzięki temu, że wśród gestapowców znalazł Niemca, z którym kiedyś występował w zawodach sportowych. Później pracowała jako aktorka w wielu teatrach. Jej syn też został aktorem.

A 20 lat po wojnie Adam Królikiewicz znów dosiadł konia, żeby wziąć udział w bitwie. Ale tym razem w bitwie w reżyserii Andrzeja Wajdy, który kręcił film historyczny „Popioły”, zaś role główne zagrali Beata Tyszkiewicz, Daniel Olbrychski.

Zaproszony został jako wybitny znawca jeździectwa. W tym filmie było dużo scen wojskowych. On kierował kawalerią, co na planie filmowym nie jest takie proste. W filmie możemy go widzieć na koniu przebranego za żołnierza wojska francuskiego Napoleona. Niestety jednego poranka po deszczu jego koń się potknął, wyrzucił jeźdźca i go przydusił. Królikiewicz doznał wielu urazów. Zmarł w Konstancinie w szpitalu.

Polska ekipa w Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu przed wyjazdem do Nicei i Rzymu. Widoczni od lewej: rtm. Adam Królikiewicz, mjr Michał Toczek, rtm. Edmund Chojecki, rtm. Zdzisław Dziadulski, inspektor grupy por. Leon Kon, rtm. Henryk Dobrzański, rtm. Michał Antoniewicz, por. Kazimierz Szosland. NAC

Pan jest autorem wielu tekstów o sporcie we Lwowie i nie tylko. Pisze Pan swoje teksty po ukraińsku i po polsku. Kilka lat temu ukazał się w Kurierze Galicyjskim artykuł pt. „Od konia i zginął”. Taki bardzo chwytliwy tytuł.

To był 2016 rok, również rok olimpijski. Wspominaliśmy wtedy o różnych olimpijczykach. Przywołałem też sylwetkę Królikiewicza. Taki dałem tytuł, bo naprawdę zginął od konia…

…które tak uwielbiał przez całe życie…

Tak. Bardzo lubił. Miał dwa konie – Pikadora i Jaśka. Napisał o nich książkę, w której nazwał ich braćmi, najbliższymi kolegami. Pikador, na którym zdobył medal olimpijski, był koniem wojskowym. Przybył z Ameryki na pierwszą wojnę światową. To nie był koń rasowy, ale był bardzo mądry i wykonywał wszystkie polecenia jeźdźca.

Królikiewicz pozostawił wspomnienia, opisał swoje życie i swoje konie. We Lwowie nie zapomniano o pierwszym medalu w historii polskiego sportu.

W tym roku minęła 100. rocznica zdobycia tego medalu. Lwowski wydział Komitetu Olimpijskiego Ukrainy zdecydował, że trzeba upamiętnić Królikiewicza. 24 lipca tego roku zrobiliśmy uroczyste spotkanie, na które zaprosiliśmy wnuka Adama Królikiewicza Cezarego Harasimowicza. Przyjechał do Lwowa, w swoim słowie powiedział, że dziadek bardzo dziękował Ukraińcom, którzy mu pomagali. Jednym z jego asystentów był Ukrainiec. Pomógł mu wskazówkami gdy w 1939 roku przyszli sowieci, a z drugiej strony Niemcy. W ten sposób mu uratował życie.

Co jeszcze opowiadał o swoim znanym dziadku?

To co mu opowiadała matka, Krystyna Królikiewicz-Harasimowicz, aktorka wielu teatrów polskich. Kiedy urodził się jej syn, pracowała w Łodzi. Przeżyła lat 96, umarła kilka lat temu. Wiele opowiadała mu o dziadku i był bardzo tymi opowieściami zachwycony. O jego dziadku wielu ludzi pamięta i wiele napisano.

Adam Królikiewicz był zdobywcą pierwszego brązowego medalu dla Polski. A ilu lwowian i w jakich dziedzinach występowało na igrzyskach olimpijskich?

Przed wojną igrzyska odbyły się w latach 1924, 1928, 1932 i 1936, były letnie i zimowe. Mamy 23 nazwiska olimpijczyków ze Lwowa. Z nich jeszcze dwóch zdobyło medale brązowe w szermierce. Byli to Tadeusz Friedrich i Antoni Franz. Friedrich po wojnie był znanym fotografem, pisałem o nim w Kurierze Galicyjskim. Otrzymałem wtedy list z Krakowa od jego córki z podziękowaniem. Myślę, że lwowiacy będą o nich pamiętać. Ogólnie od początku XX wieku sportowcy ze Lwowa zdobyli już 49 różnych medali, w tym 10 złotych. Ostatnie na ten czas medale zdobyły kobiety – zapaśniczka Iryna Merłeni (złota medalistka z 2004 roku – red.) i Jana Szemiakina w szermierce w 2012 roku w Londynie. Mamy się czym pochwalić. Jeździectwo przed wojną było bardzo popularnym sportem, a po wojnie szermierka.

Skąd Pan czerpie tyle wiadomości? Kiedyś usłyszałam, że Jan Jaremko o sporcie wie wszystko i jest encyklopedią sportu lwowskiego.

Wszystko to raczej za dużo powiedziane. Biegałem, grałem w siatkówkę, interesował mnie sport. Kiedy jeszcze byłem uczniem szkoły, matka mi dawała 3 ruble na to bym kupił sobie bułeczkę, a ja te pieniądze odkładałem i potem szedłem do księgarni i kupowałem książki. Interesowała mnie bardzo historia sportu. Znajomość języka polskiego pozwalała mi czytać więcej, niż dawała sowiecka literatura. Stąd też moja wiedza. Napisałem kilka książek: 100 sportowców Lwowa, 100 piłkarzy Lwowa.

Sport jest Pana zamiłowaniem, chociaż z zawodu jest Pan inżynierem.

Skończyłem elektromechanikę na Politechnice Lwowskiej. 33 lata pracowałem w energetyce. Uczestniczyłem w likwidacji skutków katastrofy w Czarnobylu. Potem skończyłem pracę inżyniera, a zamiłowanie do sportu pozostało. Pracowałem w wydziale olimpijskim obwodu lwowskiego. Pisałem i wydawałem książki, bo już miałem więcej czasu. Wydałem 7 książek. Razem z kolegami zrealizowaliśmy serię o sporcie lwowskim, którą teraz można znaleźć w prawie każdej lwowskiej bibliotece.

A jeszcze Pan rysuje szkice.

Zrobiłem wiele tysięcy szkiców sportowców. Malowałem na karteczkach 9 x 12 cm i kiedy kogoś z tych sportowców spotkałem, prosiłem o podpis. I mam ponad 500 autografów bardzo znanych współczesnych sportowców. Oczywiście większość z terenów i okresu Związku Sowieckiego. Niestety nie mam autografu Kuchara, który zmarł w 1981 roku. Z Polaków mam podpis Wiesława Maniaka, mistrza Europy w biegu na krótkie dystanse. Spotkałem go w 1982 roku w Kurczatowie, jest to miasto, które teraz wojsko ukraińskie zdobywa pod Kurskiem. Tam jest elektrownia jądrowa, którą budowali Polacy. On tam pracował jako inżynier, pomagała mu znajomość języków. Spotkałem go w księgarni i poznałem ze zdjęć. Podszedłem. On pyta: a skąd Pan mnie zna? Też jestem ze Lwowa. Mam jego autograf.

Czyli, Panie Janie, „ni ma jak Lwów”! Bardzo dziękuję Panu za tę rozmowę.

Rozmawiała Anna Gordijewska

Tekst ukazał się w nr 22 (458), 29 listopada – 16 grudnia 2024

Anna Gordijewska. Polka, urodzona we Lwowie. Absolwentka polskiej szkoły nr 10 im. św. Marii Magdaleny we Lwowie. Ukończyła wydział dziennikarstwa w Lwowskiej Akademii Drukarstwa. W latach 1995-1997 Podyplomowe Studium Komunikowania Społecznego i Dziennikarstwa na KUL. Prowadziła programy w polskim "Radiu Lwów". Nadawała korespondencje radiowe o tematyce lwowskiej i kresowej współpracując z rozgłośniami w Polsce i za granicą. Od 2013 roku redaktor - prasa, radio, TV - w Kurierze Galicyjskim, reżyser filmów dokumentalnych "Studio Lwów" Kuriera Galicyjskiego. Od września 2019 roku pracuje w programie dla TVP Polonia "Studio Lwów". Otrzymała nagrody: Odznaka "Zasłużony dla Kultury Polskiej", 2007 r ., Złoty Krzyż Zasługi, 2018 r.

X