Trajektoria wsparcia fot. ze zbiorów autora

Trajektoria wsparcia

Zagrożenie trwa niemalże cały czas. W tym miejscu alarmy wyją głośno, uniemożliwiają rozmowę. Telefony także odpowiadają częstymi powiadomieniami o niebezpieczeństwie mogącym nadejść z góry. Wschód Ukrainy.

Dźwig podnosi z naczepy ciężkie elementy rządowej pomocy humanitarnej. Ludzie robią swoje, nikt za bardzo nie zwraca uwagi na dźwięki syren. Z drugiej strony cóż można zrobić? Cały czas się chować? Przyzwyczailiśmy się, tak żyjemy, tak pracujemy – mówi mi pracownik strategicznej instytucji. Jakiś czas temu była zbombardowana.

Nie straszno? – pyta mnie ukraiński celnik na granicy, po tym jak mówię dokąd jadę. Kawałek wcześniej przed mostem na Bugu w podobnym tonie, sprawdzając paszport, rozmawiał ze mną polski strażnik graniczny.

Droga w kierunku na Sarny na ogół pusta, wokoło lasy. Gdzieniegdzie na samotnej, szutrowej drodze, odchodzącej w bok do jakiejś wioski, mignie stara żiguli albo pojedynczy człowiek. Kilometry uciekają i za jakiś czas Borodzianka otwiera się zniszczonymi przez rosyjskie czołgi blokami. Wypalone niczym oczodoły kondygnacje pozbawione frontowych ścian. Dwa lata temu w takim jednym, zrujnowanym mieszkaniu, chyba na czwartym piętrze wisiał na rurach zwykły, użebrowany kaloryfer. Wszystko runęło, on pozostał jakimś cudem, ledwo się trzymając w powietrzu. Życie odeszło, umarło a grzejnik jakiś czas trwał usilnie jakby wbrew temu czego doświadczył w 2022 roku.

fot. ze zbiorów autora

Kijów, Połtawa. GPS w telefonie i w drugiej nawigacji nie działa prawidłowo. Im dalej na wschód, samochodów jakby mniej, dużych ciężarówek również. W podświadomości wrażenie, że coś unosi się w powietrzu. Jakieś trudne do określenia odczucie. Umysł staje się bardziej wyczulony. Co jakiś czas auto mija cmentarze z flagami Ukrainy przy świeżych grobach. Na drogach widać wiele pojazdów w barwach olive lub moro. Często mają pomalowane nawet szyby z boku i z tyłu. Pozostaje tylko niewielki prostokątny fragment dla zachowania widoczności ze środka.

Kiedy jestem na obwodnicy Charkowa, przypomina mi się Tatiana. Mieszka na Saltiwce, dużym charkowskim osiedlu. Dzielnica położona na północnym wschodzie miasta, najbliżej rosyjskiej granicy, cały czas doświadcza brutalnych ataków ze strony najeźdźcy. Kobieta pomaga bezdomnym i niechcianym zwierzętom, szuka im nowych domów, również w Polsce. Dla mnie też ma długowłosego, rudego kota o imieniu Murcello. Parę miesięcy temu podczas ewakuacji, ktoś zabrał go z Wołczańska i następnie przekazał Tatianie. Kocisko ważyło wtedy dwa kilogramy i miało duże ubytki w sierści. Dziś Wołczańska już praktycznie nie ma. Jest miastem ruin i gruzu.

Dziur w jezdni przybywa. Mijam targowisko przy drodze w jakiejś wiosce. Co rusz okoliczni ludzie przybywają na zakupy, starając się żyć normalnie pośród alarmów, rakiet i dronów z trajektorią lotu nad głowami.

Tuż przed miejscem docelowym, żołnierze na blockpoście wymagają zgody na wjazd. Po dłuższej chwili wtaczam powoli pomiędzy betonowymi szykanami ciężarówkę spod znaku szwedzkiej marki. Pięćset koni mechanicznych sprawnie przyciągnęło dwadzieścia dwie tony ważnej pomocy. Polska pomaga, dziękuję wam bardzo – mówi do mnie przechodząca starsza kobieta – moja córka mieszka w Charkowie, nie chce się wyprowadzić. Martwię się, bo tam ciągle ruscy bombardują – dodaje z troską w głosie. Niedaleko jest Kupiańsk, Izjum, Łymań. W tym pierwszym trwa ewakuacja mieszkańców. Dźwig odjeżdża, zamykam drzwi w naczepie, wszystko poszło dobrze. Alarm ucichł. Nic nie spadło.

***

Rudy Murcello przyjechał do Polski tydzień później, prosto z Charkowa. W samochodzie, w klatce obok, ładny Cavalier patrzy głęboko w oczy. Po trzech dniach podróży zwierzęta, które przybyły wraz z kotem do swoich nowych domów, naciskały na drzwiczki boksów. Potrzebowały towarzystwa człowieka. Jeden pies w typie niedużego charta siedział wycofany w głębi. Pochodził z przyfrontowego Chersonia.

„Żyjemy, chociaż wleciało do domu bardzo blisko” – napisała mi Tatiana krótki czas temu. Do wiadomości dołącza foto. Jest pogodna na zdjęciu w towarzystwie psów i kotów. Nie poddaje się, nadal walczy o nowe, dobre miejsca dla zwierząt.

Marek Tutak

Tekst ukazał się w nr 21 (457), 15 – 28 listopada 2024

X