Nie od dziś wiadomo, może jeszcze nie wszystkim, że polskie Kresy łączą z Argentyną bliskie związki. Na większą skalę więzy te zainicjowali pod koniec XIX i na początku XX w. emigranci z ziem Rzeczypospolitej pod zaborem austro-węgierskim, w tym z Ziemi Lwowskiej. Ich kontynuatorami byli liczni emigranci z okresu dwudziestolecia międzywojennego, którzy całymi rodzinami, sąsiedzkimi gromadami, wyruszali skuszeni opowieściami o nadziałach ziemi i dostatku panującym w Argentynie. Ostatnim akordem tych wędrówek stało się przybycie sybiraków, polskich wojskowych i rodzin polskich z Kresów II RP uwięzionych w latach 1939–1941 w radzieckich łagrach. Uznani w akcie łaski przez władze ZSRR za amnestionowanych, zostali zwolnieni z obozów pracy niewolniczej i podążyli wszelkimi możliwymi sposobami do formującej się w ZSRR armii polskiej, przy czym oprócz zdolnych do służby wojskowej mężczyzn do punktów zbornych docierali również skrajnie wycieńczeni cywile: kobiety z dziećmi, starcy, chorzy.
To z nich rekrutuje się większość powojennej polskiej emigracji w Argentynie, a jednemu z rzeszy emigrantów pragnę poświęcić w tym artykule więcej miejsca.
Impuls do przyjrzenia się postaciom łączącym Lwów i Argentynę dał mi pobyt na Ukrainie w sierpniu br., w przededniu 23. rocznicy ogłoszenia niepodległości i na dwa dni przed rosyjskim bombardowaniem miasta.
Spośród wielu przybyłych ze Lwowa, ówczesnego województwa i ziem sąsiednich mogę wymienić Walerię Fuksę (urodzoną w 1914 r. w Stryju i przybyłą do Argentyny w 1949 r.), absolwentkę filologii polskiej na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, wielką społeczniczkę; Szymona Flisa (urodzonego w 1896 r. i przybyłego do Argentyny w 1924 r.) absolwenta Państwowej Szkoły Przemysłowej we Lwowie legitymującego się świadectwem ukończenia w 1921 r. kursu dla palaczy i maszynistów obsługi maszyn stałych („uczęszczał bardzo pilnie”); Mariana Solarskiego (urodzonego w 1903 r. w Chorostkowie i przybyłego do Argentyny w 1948 r.) legitymującego się świadectwem egzaminu państwowego dla pomocników w służbie leśnej, ochronnej i technicznej wydanego przez Urząd Wojewódzki Lwowski w 1927 r., osiadłego później wraz z żoną Janiną z Piotrowskich w gospodarstwie leśnym w Hadyńkowicach w woj. tarnopolskim.
Poszukiwanie informacji wiąże się bezpośrednio z uruchomioną niedawno bazą danych, powstałą dzięki udostępnieniu nam przez potomków polskich emigrantów archiwów domowych. Z nich to naprawdę dowiadujemy się, ilu przybyło z polskich Kresów.
Ograniczona miejscem, obieram więc na bohatera tego artykułu Leonarda Wanke, którego historia dobrze ilustruje losy wielu. Wnioski wyciągajmy sami; prosimy także, by Czytelnicy dzielili się nimi z redakcją.

Leonard Wanke urodził się 17 września 1912 r. we Lwowie. Ukończył studia medyczne na Uniwersytecie Lwowskim 15 czerwca 1937 r. i został lekarzem patologiem. Wykładał w Zakładzie Anatomii Patologicznej we Lwowie. Był więźniem łagrów sowieckich, a po uwolnieniu – lekarzem porucznikiem w 3. Szpitalu Wojskowym. Po wojnie znalazł się w Wielkiej Brytanii, skąd wyjechał do Argentyny. Zgodnie z zaświadczeniem datowanym na 1 marca 1946 r. w Wielkiej Brytanii uzyskał następujące odznaczenia: The Star War 1939–45, Africa Star i Italy Star. W Argentynie pracował przez 9 lat jako pomocniczy lekarz patolog w Szpitalu Angel Rofo. Nostryfikował uniwersytecki dyplom lekarski 9 listopada 1968 r. w La Placie i pracował nadal w Szpitalu Rofo, ale już jako kierownik Oddziału Patologii oraz wykładał anatomię patologiczną. Był renomowanym lekarzem patologiem, uznanym i szanowanym przez innych lekarzy. W 1983 r. wyszła drukiem jego książka pt. ,,Polonia y su Mision Historica” (,,Polska i jej misja historyczna”), wydana przez Ediciones del Aguila Coronada. Zmarł 18 września 2012 r.
Refleksja, która mi się nasuwa jest taka, że uznany, prestiżowy lwowski lekarz i naukowiec, a zarazem oficer z doświadczeniem wojennym, dopiero w wieku 56 lat nostryfikował w Argentynie dyplom akademii medycznej, a uprzednio przez lata był lekarzem pomocniczym (sic!).
Jakie Wam nasuwają się refleksje? Wiem ze słyszenia, że dr Wanke był wielkim społecznikiem i leczył potrzebujących bez oczekiwania czegoś w zamian. Może ktoś z Czytelników jeszcze go pamięta, bo zmarł w 2012 r. w wieku 100 lat?
Więcej informacji:
https://www.familiaspolacas.com.ar/page2.php?view=13#galeria
Monika Wawrzyńczak
Tekst ukazał się w nr 21 (457), 15 – 28 listopada 2024
