Na terenie lwowskiego skansenu w schronie przeciwlotniczym sali wystawowej 7 września została otwarta wystawa „Archiwum Bolesława Fariona. Portrety dawnego Roztocza w negatywach lubaczowskiego fotografa”. Ekspozycja jest częścią polsko-ukraińskiego projektu „Granica, która łączy. Transgraniczne transfery kultury w dobie wojny”. Projekt realizowany jest dzięki wsparciu Centrum Dialogu im. Juliusza Mieroszewskiego, powiatu lubaczowskiego i województwa podkarpackiego.
Dookoła na ścianach mnóstwo zdjęć czarnobiałych. Wszystkie są niepodpisane. Możemy się tylko domyślać, że zostały zrobione przez prowincjonalnego fotografa do czyjejś legitymacji, do dowodów osobistych czy książeczek wojskowych. Utrwalał swoją kamerą również ówczesne życie codzienne w miasteczku i na wsi. W ekspozycji są zdjęcia rodzin na podwórkach swoich domostw, podczas wesel i pogrzebów.

Piotr Zubowski, dyrektor Muzeum Kresów w Lubaczowie w wywiadzie dla Kuriera wyjaśnił:
– Sam Bolesław Farion, którego zdjęcia prezentujemy na tej wystawie to lubaczowski fotograf, który urodził się w 1926 roku w Lubaczowie. Zmarł w roku w 1980. W latach 50, 60 i 70 prowadził zakład fotograficzny w Lubaczowie i zasadniczo tyle na temat samego fotografa wiemy. Jednak, co zdecydowanie bardzo istotne to negatywy, które po tym zakładzie fotograficznym się zachowały i które znajdują się w kolekcji naszego muzeum. Negatywy, które zostały zabezpieczone w trakcie rozbiórki drewnianego domu fotografa w 1992 roku i które trafiły do naszego muzeum, a po trzydziestu latach zostały poddane digitalizacji. Powstała strona internetowa https://archiwumfariona.pl/ i na tej stronie internetowej prezentujemy ponad dwa tysiące zdjęć. Zdjęć z samego zakładu fotograficznego. Są to portrety mieszkańców Lubaczowa, wsi wokół Lubaczowa, są też zdjęcia, które pokazują jak wieś ziemi lubaczowskiej, na pograniczu ówczesnym polsko-sowieckim, dzisiaj polsko-ukraińskim wyglądała w latach 50., 60., 70. A więc jest tam drewniana zabudowa, są zwyczaje, obrzędy, maszyny rolnicze, różne stroje, w jakie ci mieszkańcy wsi się ubierali. Po prostu pokazana jest wieś taką, jaka była prawie 50 lat temu. Jest to więc niezwykle cenny materiał i historyczny, i etnograficzny, i kulturowy, czyli taki, który pod względem współpracy na pograniczu polsko-ukraińskim może tę współpracę zacieśniać, i do którego możemy z naszymi partnerami ze Lwowa, z Ukrainy wspólnie się odnosić. Realizuję tę wystawę wspólnie z Muzeum we Lwowie w ramach projektu „Granica, która łączy. Transgraniczne transfery kultury w dobie wojny”. Ideą projektu ze strony Lubaczowskiego Muzeum było przywiezienie do Lwowa naszej wystawy i koncert. Nasi zaś partnerzy ze Lwowa też przygotowali wystawę i koncert u nas. 21 września w Radrużu w zespole cerkiewnym zostanie otwarta wystawa ikon z Ukraińskiego Katolickiego Uniwersytetu i odbędzie się koncert zespołu „Kurbasy” ze Lwowa.

Odnalezione archiwum Bolesława Fariona opracowali Małgorzata Cichocka-Stelmaska i Tomasz Stelmaski, absolwenci Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie.
– Zajmowałam się w tym projekcie digitalizacją i konserwacją negatywów – powiedziała Małgorzata Cichocka-Stelmaska. – Negatywy były w okropnym stanie. Dostaliśmy je w kartonowym pudełku, bardzo mocno zwinięte w zwoje, które były zapleśniałe, całe w kurzu, całe w błocie, więc części negatywów niestety nie udało się odzyskać tak, żeby cokolwiek było na nich widoczne. One były po prostu posklejane, ale udało się wiele negatywów oczyścić. To były godziny pracy konserwatorskiej, żeby można było jakkolwiek odczytać z nich to, co zawierały. A później digitalizacja czyli odczytywanie kadru od dołu na podświetlonym specjalnym stole i zapis aparatem z góry. Przesuwaliśmy każde zdjęcie po kolei, fotografowaliśmy, staraliśmy się zobaczyć co tam jest.
Prawie ze śmietnika powstało dzieło sztuki.
– Chcieliśmy zrobić dzieło autonomiczne, inspirowane jakoś dziełem tego fotografa, ponieważ chcieliśmy po pierwsze stworzyć pewną opowieść, która może jest dziełem artystycznym – zaznaczył Tomasz Stelmaski. – Opowieść na temat fotografa. Opowieść, która jest interpretacją jego dzieła. Opowieść, w której staramy się pozytywnie zinterpretować błędy w jego fotografiach. Takie jak często pojawiający się cień na zdjęciach. Na portretach osób, który z jednej strony jest błędem fotograficznym, my zaś pomyśleliśmy: a może on w ten sposób chciał się jakoś podpisać. Może chciał się jakoś zaznaczyć. Strona internetowa, którą zrobiliśmy i która jest nośnikiem całego zbioru tysiąca dwustu fotografii, jest w pewien sposób dziełem artystycznym. Została zaprojektowana przez artystę-grafika Baltazara Fajto z Krakowa. Chcieliśmy aby cała identyfikacja projektu była też pewnego rodzaju dziełem artystycznym, bo chcieliśmy estetyką tej wystawy, estetyką projektu sprawić, aby te zdjęcia miały niezwykłą oprawę. Oprawę nie tylko przystającą do zwykłego fotografa, zapomnianego fotografa, ale ukazującą estetykę artysty. Estetykę, która podkreślałaby jego twórczość i wartość tych fotografii. W katalogu chcieliśmy zawrzeć przynajmniej część tych fotografii, bo na pierwszym etapie projektu udało się nam zarchiwizować 1200. Aktualnie dzięki kolejnej dotacji z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP udało nam się kontynuować proces digitalizacji. Na ten moment wiemy, że prawdopodobnie jeszcze kolejne dwa tysiące zdjęć, które mogą pojawić się w tym archiwum i w najbliższym czasie, w najbliższych miesiącach skrzętnie będziemy je jakoś udostępniać.
Piotr Zubowski dodał, że kilkadziesiąt osób odnalazło na tych zdjęciach swoich krewnych i znajomych. Wpatrywali się w te zdjęcia też lwowianie.
– Dla mnie te zdjęcia to nic nowego, bo robiłem takie same – powiedział Marian Frużyński, prezes Katolickiego Uniwersytetu III Wieku we Lwowie. – Ludzie na nich są tacy sami. Gdy patrzę na te zdjęcia i porównuję z lwowskimi, to widzę że ludzie na nich są bardzo podobni.
Kuratorem wystawy ze strony ukraińskiej jest Roman Zilinko, kierownik Działu Wystaw lwowskiego skansenu.
– Sam pomysł tej wystawy pochodzi z naszej znajomości, przyjaźni z Muzeum w Lubaczowie – powiedział. – Od dawna przyjaźnię się z Tomkiem Kośkiem, który teraz współpracuje z tym muzeum. Poznaliśmy się z towarzystwem z muzeum jakiś rok temu. Z naszym dyrektorem Michałem Zakopcem mieliśmy możliwość odwiedzić wystawę wybitnego ukraińskiego malarza i grafika Osypa Kuryłasa w Radrużu, którą oni przygotowali. I od tego czasu pojawiła się chęć opracowania jakichś wspólnych wydarzeń, wspólnych projektów. Pierwszym takim wydarzeniem jest właśnie otwarcie wystawy zdjęć Bolesława Fariona. A planujemy jeszcze jakieś wystawy również w Lubaczowie, w Radrużu, ale chyba już w następnym roku. Co nas łączy? Oczywiście pogranicze. Łączy nas kultura pogranicza, kultura ukraińska ze strony Polski, z Lubaczowa. Jest dla nas interesujące, że Muzeum w Lubaczowie opiekuje się teraz cerkwią w Radrużu. My z kolei mamy na swoim terenie największy zbiór architektury drewnianej, cerkiewnej. Mamy kościół drewniany tu na terenie skansenu i możemy sporo zrobić wspólnie również dla zachowania tej spuścizny pogranicza, czy tu we Lwowie, czy tam w Lubaczowie.

Daria Kosiek z zespołu „Wernyhora” z Polski zaprezentowała kilka piosenek polskich i ukraińskich ziemi lubaczowskiej, Bojkowszczyzny i Łemkowszczyzny.
Można też nabyć katalogi wystawy. Polscy i ukraińscy organizatorzy zaproponowali je w celu zbiórki pomocy lwowskim rodzinom, które ucierpiały od rosyjskiego ataku rakietowego.
Wystawa we lwowskim skansenie jest czynna do końca września.
Konstanty Czawaga
Tekst ukazał się w nr 17 (453), 17 – 26 września 2024



