– Przeżyliśmy straszną noc – mówi lwowianka Pani Ołena. – Około godz. 5 nad ranem leciała rakieta w kierunku centrum miasta. Widziałam jak leciała i potem wybuch. Wyszłam na balkon i zobaczyłam chmurę powybuchową, potem płomienie. Tuż po chwili drugie uderzenie. Znów płomienie… Trzecie. Płonęło od strony dworca kolejowego. Pomyśleliśmy, że w dworzec uderzyło. Wszystko płonęło. Jeszcze staliśmy na balkonie i zobaczyliśmy lecącą rakietę – taka długa i czarna. Uderzyła. I to był ostatni wybuch. To było straszne! Płomienie, wszystko płonie, czarny dym. To wszystko trwało około godziny. Ludzie na ulicy biegli do schronów. Mąż mówi: trzeba gdzieś się schronić. Strasznie było. Okna się trzęsły, dobrze że były otwarte, więc się nie potłukły. Drzwi lodówki same się otworzyły. Wszystkie drzwi w domu pootwierały się same. To była okropna noc.
– Dzisiaj w nocy Lwów został zaatakowany przez rakiety i drony – mówi mer miasta Lwowa Andrij Sadowy. – Najwięcej zniszczeń w okolicach kościoła św. Elżbiety i Olgi. Wszystko to zabytki historyczne, trudno będzie je odbudować, bo tu mają być stosowane inne reguły. Bardziej szkoda, że straciliśmy aż siedmiu mieszkańców miasta. To jest katastrofalne. Zostały uszkodzone dwie szkoły, dzieci nie mają gdzie teraz się uczyć. W wielu mieszkaniach trzeba będzie wymienić okna. To wszystko zrobimy. Ten budynek został całkowicie zniszczony – tylko fasada została, w środku już nic nie ma. Szczęśliwym trafem mieszkanka tego mieszkania – kobieta z dzieckiem – przebywała tej nocy u rodziny. Gdyby została w domu – nie przeżyłaby.
– Wskutek rosyjskiego ataku rakietowego we Lwowie wybuchło wiele pożarów, nastąpiło wiele rujnacji – mówi Mykoła Humeniuk, zastępca szefa głównego departamentu ds. sytuacji nadzwyczajnych. – Zaangażowano ponad 130 ratowników i ponad 30 jednostek wyspecjalizowanych maszyn ratowniczych. Uskładnia prace poszukiwawcze to, że w jednym miejscu jest bardzo głęboko zawalone i ratownicy działają w ograniczonej przestrzeni.
– Zawsze byliśmy przekonani, że nasza ulica jest bardzo cicha, nigdy tu nic się nie działo – mówi Myron Kołodko. – W nocy zaczął się atak, słyszeliśmy strzelanie. Około godz. 6 nad ranem poczułem bardzo mocny wybuch i mnie z balkonu wrzuciło do pokoju. W tym miejscu (pokazuje) spał młodszy syn, dwie sekundy wcześniej on się obudził i dołączył do nas, a po chwili tu wszędzie już były drobne odłamki. Dziękujemy Panu Bogu, że żyjemy (placze). To wszystko nie ważne, grunt że żyjemy i nie jesteśmy ranni. Sąsiadka z góry przykryła syna swoim ciałem, dostała urazu pleców. Cała ściana jest poniszczona drobnymi odłamkami. Nasze zwierzęta domowe jdzieś zniknęły, nie możemy je znaleźć.
– Tuż po godz. 5 nastąpił silny wybuch – mówi Olga. – Tu trafiły odłamki przeniesione przez falę wybuchową, jeden trafił w telewizor, drugi w kanapę. Wszystko zostało potłuczone. Nad ranem usłyszeliśmy jakiś inny alarm, nie taki jak zawsze – było przeczucie, że musi coś się stać. Widzieliśmy, że obrona powietrzna pracuje od tej strony (pokazuje), tam było może pięć, może sześć wybuchów. A potem od tej strony widzieliśmy jak zestrzeliwano, i bardzo mocnych dwa wybuchy. Gdy usłyszałam pierwszy wybuch, pobiegłam do przedpokoju, i po chwili nastąpił drugi wybuch.
Małżeństwo Halina i Krzysztof Rumińscy, członkowie Towarzystwa Opieki nad Grobami Wojskowymi we Lwowie, mieszkają dosłownie naprzeciw zniszczonej kamienicy.
– Zbudziłam się od dość głuchego odgłosu – mówi Halina Rumińska. – Myśleliśmy, że zbiera się na burzę. Mąż wyszedł na balkon by zabrać krzesło. Dosłownie chwilę później usłyszeliśmy mocne uderzenie. Spałam akurat pod oknem i dosłownie cała zostałam zasypana szkłem. Wstałam, nawet nie zdążyłam zorientować co się dzieje. Było naprawdę silne uderzenie. Strzepnęłam ze swojej kołdry te wszystkie odłamki szkła, powoli wyszłam i zaczęłam się rozglądać. Był taki kurz, że nie było nic widać, dopiero jak ten kurz zaczął opadać, zorientowaliśmy się że trafiło właśnie w ten budynek naprzeciwko. Wszystkie okna mamy wybite. To są jeszcze stare drewniane podwójne okna, nie mamy żadnego całego. Mam figurkę Matki Boskiej przy oknie – to ona mnie obroniła. I taką mamy przygodę. Służby miasta już nas odwiedziły i obiecały pomóc nam we wstawieniu okien. Trudno bez okien – przecież niedługo przyjdzie zima.
Rozmawiała Anna Gordijewska
Zmasowany rosyjski atak na Lwów. Są ofiary śmiertelne i ranni















