Wspomnienie Zbigniewa Chrzanowskiego o Piotrze Hausvaterze, założycielu powojennego Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie.
W dniu 21 czerwca mija sześćdziesiąta rocznica śmierci mojego mistrza, profesora, nauczyciela Piotra Hausvatera. I choć to jest już odległa data, to wspomnienie tego wydarzenia jest dla mnie cały czas bardzo świeże i wszystko zostaje w mojej pamięci.
Wiadomość o śmierci dotarła do mnie akurat wtedy, gdy byłem w Moskwie i otrzymywałem dyplom reżyserski po ukończeniu tamtejszej szkoły teatralnej, w której studiowałem przez 6 lat. Był to dla mnie niezwykły zbieg okoliczności: z jednej strony uroczystość kończąca studia i potwierdzająca moją profesję, a z drugiej – śmierć człowieka, który bez wątpienia przyczynił się do wyboru tej mojej drogi życiowej. Jemu zawdzięczam przede wszystkim znakomitą edukację literacką.
Piotr Hausvater był nauczycielem języka i literatury polskiej we lwowskiej szkole nr 24 z polskim językiem wykładowym. Dostarczana nam przez niego wiedza znacznie wykraczała poza program szkolny i była, powiedziałbym, nietypowa, bo uwzględniała jego zamiłowanie do słowa, do literatury i poezji. A poza tym myśmy się bardzo zaprzyjaźnili na bazie szkolnego teatru, w którym brałem udział, a on był kierownikiem i inspirował nas wszystkich zainteresowaniami teatralnymi. Edukacja Piotra Hausvatera była jakby zwieńczeniem.
Mieszkał w bardzo pięknej okolicy, na końcu trasy tramwajowej „dwójki”, przy ulicy Okrężnej. W tym jego pełnym zabytków mieszkaniu odbywały się pierwsze próby teatralne przyszłego zespołu, który stał się Polskim Teatrem Ludowym we Lwowie. W jego pokoju wisiały na ścianach piękne i bardzo cenne obrazy, dzieła wybitnych mistrzów. Później niektóre z nich trafiły do Lwowskiej Galerii Obrazów, bo zmuszony był w ten sposób uzupełniać swoją skromną emeryturę. Tam, u Piotra Hausvatera pobierałem też pierwsze lekcje z historii sztuki, tam uczyłem się rodzajów i stylów malarstwa.
Ostatnie chwile z Piotrem Hausvaterem, do których w tej chwili wracam poprzez rocznicę jego śmierci, to ostatnia przed moim wyjazdem do Moskwy wizyta u niego. Nigdy tej wizyty nie zapomnę. Dzieliłem się z nim swoimi sukcesami, bo właśnie musiałem złożyć egzamin, którym była realizacja sztuki na scenie teatru we Lwowie. Z moskiewskiej szkoły teatralnej przyjechała do Lwowa komisja profesorów i oglądała sztuki, które wyreżyserowałem, a były to „Śluby Panieńskie” Aleksandra Fredry i „Panna Maliczewska” Gabrieli Zapolskiej.
Tymi wrażeniami dzieliłem się z Piotrem Hausvaterem. Zastałem go już wtedy bardzo chorego, osłabionego, leżącego w łóżku, ale gdy słuchał moich wynurzeń artystycznych, to widziałem błysk w jego oczach. Pamiętam też, że nad jego łóżkiem wisiał wspaniały obraz Józefa Chełmońskiego „Bociany odleciały”.
Wiadomość o śmierci Piotra Hausvatera dotarła do mnie podczas uroczystości rozdania dyplomów. Pamiętam, że był to upalny czerwiec, było bardzo duszno i gorąco. Wszyscy byliśmy szczęśliwi z dyplomami w ręku, bo otwierała się przed nami jakby nowa karta naszego życiorysu. A przed nim zamknęła się jego piękna karta wybitnego pedagoga, znawcy literatury, sztuki, malarstwa i teatru przede wszystkim. Bo również dzielił się z nami historią lwowskiego teatru.
W przedwojennym Lwowie pracował jako nauczyciel, uzupełniał swoją skromną nauczycielską pensję pracując dorywczo jako muzyk w Teatrze Wielkim we Lwowie. Pięknie grał na skrzypcach, był bardzo muzykalnym człowiekiem. Nie ukrywam, że właśnie jemu zawdzięczam pewną swoją wrażliwość muzyczną.
Pamiętał wszystkie wybitne spektakle, które odbyły się na scenie lwowskiego Teatru Wielkiego z kreacjami m.in. Ireny Solskiej, Ludwika Solskiego czy Karola Adwentowicza. No i tym wszystkim dzielił się również ze mną. Tak więc znajomość historii przedwojennego Teatru Polskiego we Lwowie też jemu zawdzięczam. Później mogłem sobie tę wiedzę tylko uzupełniać lekturą, ale już byłem bardzo w tym temacie zorientowany
Odległa to data odejścia Piotra Hausvatera, ale ciągle bardzo pamiętna dla mnie. Kiedy wróciłem do Lwowa, od razu pojechałem na Cmentarz Łyczakowski, gdzie został pochowany, zresztą razem ze swoim synem przedwcześnie zmarłym w okresie wojny. Tak się złożyło, że jego mogiła znajduje się opodal nagrobka jednego z najwybitniejszych reżyserów i dyrektorów lwowskiego teatru w zaborze austriackim – Jana Nepomucena Kamińskiego. Jego postać również przybliżył nam Piotr Hausvater.
Składając na jego grobie kwiaty, zarówno wtedy, jak i w kolejnych latach, próbowałem symbolicznie dziękować mu za to wszystko, co zrobił dla nas. Mówię w liczbie mnogiej, bo myślę cały czas o stworzonym przez niego w 1958 roku polskim teatrze, który do dziś dnia funkcjonuje. On stworzył ten teatr będąc już na emeryturze. I właściwie jemu to zawdzięczamy. Na grobie Piotra Hausvatera ufundowaliśmy tablicę, na której widnieje napis, że jest on twórcą powojennego polskiego teatru we Lwowie.
Zbigniew Chrzanowski
