Mariusz Polowy jest nauczycielem języka polskiego w szkole nr 5 w Biłgoraju na Lubelszczyźnie. Spotkaliśmy się na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie, dokąd w kwietniu 2026 roku zawitał po raz kolejny. W celu całkiem konkretnym – do grobu Wacława Żmudzkiego, którym opiekuje się Biłgorajskie Towarzystwo Literackie.
Wacław Żmudzki pochodził z Zamojszczyzny, urodził się 14 sierpnia 1872 roku w Rudniku koło Krasnegostawu, zaś wkrótce po urodzeniu syna rodzice przeprowadzili się do Biłgoraju. Jednak przez całe życie dorosłe kariera zawodowa Wacława Żmudzkiego związana była ze Lwowem, gdzie osiedlił się w 1896 roku i gdzie zmarł w 1924 roku. Był bankowcem, zrobił we Lwowie karierę. Był też literatem, autorem powieści i opowiadań powstałych pod wpływem twórczości Jana Kasprowicza, z którym utrzymywał kontakty twórcze. Jednak w historii literatury lwowskiej postać Wacława Żmudzkiego została absolutnie zapomniana.

Członkowie Towarzystwa Literackiego w Biłgoraju postanowili wskrzesić pamięć o swoim ziomku, odszukać i uporządkować jego grób we Lwowie na Cmentarzu Łyczakowskim. Nie było to zadanie łatwe. Mariusz Polowy tak opisuje to przedsięwzięcie: „Przybyliśmy do Lwowa na Cmentarz Łyczakowski i z wielkim trudem odnaleźliśmy grób Żmudzkiego i jego żony Marii z Parniewskich. Znajdował się w krzakach-samosiejkach, bardzo zniszczony, pod samym murem Cmentarza Orląt. Większość starych polskich grobów wokoło była już przekopana i powstały nowe ukraińskie pochówki. Miejsce pochówku udało się uratować w ostatniej chwili. Biłgorajskie Towarzystwo Literackie opracowało projekt nowego pomnika, na którym umieszczono odnalezioną tabliczkę ze starego nagrobka”.
Po śmierci męża w 1924 roku Maria Żmudzka została we Lwowie i po wojnie nie wyjechała do Polski. Zmarła w 1964 roku. Na zachowanej odlanej z metalu tabliczce napis: „Tu spoczywa ś.p. Maria z Parniewskich Żmudzka, ur. 1878, zm. 9.8.1964. Prosi o modlitwę”. Niżej na nowym pomniku na krzyżu jest też marmurowa tabliczka poświęcona Wacławowi Żmudzkiemu.

Mariusz Polowy objaśnia dalej: „Na cel budowy nowego pomnika powstała w Biłgoraju ogólnomiejska zbiórka i tylko w taki sposób udało się nam zebrać pieniądze na ten pomnik. Bardzo udzielał się w tej sprawie Andrzej Czacharowski, regionalista, członek Biłgorajskiego Towarzystwa Regionalnego i pasjonat lokalnej kultury, który jako pierwszy zainteresował się życiem i twórczością Wacława Żmudzkiego, a następnie zaszczepił we mnie swoją fascynację. Udało się odtworzyć biografię tego człowieka. Przed tym wiadomo było tylko pięć zdań na jego temat”.
Otóż, po ukończeniu gimnazjum Wacław Żmudzki studiował prawo na „rosyjskim” Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim, skąd w 1894 roku został wydalony za udział w ogólnonarodowej manifestacji z okazji setnej rocznicy insurekcji kościuszkowskiej i zesłany w głąb Rosji. Po odbyciu kary kontynuował naukę w estońskim Dorpacie. Tam po krótkim czasie stanął na czele organizacji studenckiej Koło Młodzieży Polskiej, zaangażował się w zachowanie tradycji narodowych. W maju 1896 roku Żmudzki wdał się w bójkę z jednym z profesorów uczelni, po czym zbiegł na teren zaboru austriackiego, do Lwowa, gdzie znalazł schronienie u Zdzisława Dębickiego, przyjaciela z okresu studiów warszawskich, poety, pisarza i publicysty. Pod jego wpływem Żmudzki rozpoczął karierę literacką.
Tymczasem rozwijała się też kariera zawodowa Wacława Żmudzkiego w bankowości. Pracował we Lwowie w Banku Zaliczkowym. W kwietniu 1909 roku postanowił wystąpić z zarządu tego banku i wkrótce współtworzył jedną z największych placówek finansowych na terenie Galicji – Galicyjski Bank Kupiecki (Bank Kupiectwa Polskiego) z siedzibą we Lwowie. Na czele nowego banku stał Edmund Riedel, znany lwowski kupiec i przedsiębiorca. Wacław Żmudzki objął stanowisko jednego z dyrektorów banku. Intensywny rozwój banku i kariery Żmudzkiego przerwały upadek Austro-Węgier i wydarzenia listopada 1918 roku we Lwowie. Żmudzki brał aktywny udział w działalności Polskiego Komitetu Narodowego, zaś jego żona Maria Żmudzka aktywnie działała jako wolontariuszka, niosła pomoc rannym i głodnym pracując jako opiekunka kuchni dla rodzin legionistów. Jedyny syn Żmudzkich Wacław Feliks mający wówczas 16 lat, uczeń siódmej klasy lwowskiego gimnazjum, wstąpił do jednego z oddziałów polskich i 18 listopada 1918 roku zginął w okolicznościach tragicznych. Został pochowany na Cmentarzu Orląt.
Pomyślny rozwój działalności Wacława Żmudzkiego w Banku Kupiectwa Polskiego przerwała tzw. „afera bankowa”, czyli malwersacje, których rzekomo dopuścili się dyrektorzy tego banku i które dotyczyły ogromnych kwot. Afera wzbudziła opinię publiczną, o niej dyskutowano na kworum sejmowym. Wśród innych aresztowano też Wacława Żmudzkiego, który nie brał udziału w ciemnych machinacjach i nic o tym nie wiedział. Śledztwo zakończyło się procesem sądowym w sądzie warszawskim. O tej aferze szeroko pisała prasa lwowska i warszawska. Informację o wyrokach podało między innymi lwowskie „Słowo Polskie”: „W sprawie o niedozwolone operacje w Banku Kupiectwa Polskiego w Warszawie zapadł wyrok, którego mocą skazano oskarżonych Feliksa Mazurkiewicza na 3 miesiące aresztu, Józefa Zatchera na 2 tygodnie aresztu i grzywnę w kwocie 100.000 Mkz zamianą na 6 miesięcy aresztu w razie niemożności ściągnięcia tej grzywny i Wacława Żmudzkiego na grzywnę w kwocie 10.000 Mkz z zamianą na areszt jednomiesięczny w razie niemożliwości ściągnięcia tej grzywny”.
Inne czasopismo lwowskie, mianowicie „Wiek Nowy”, pisało że „w sądzie pokoju w Warszawie zapadł wyrok w sprawie Banku Kupieckiego Polskiego. Wyrokiem sądu zostali skazani za przekroczenie rozporządzenia o obrocie walutami Feliks Mazurkiewicz na jeden tydzień aresztu, Józef Zatcher na 100.000 marek grzywny i trzy miesiące więzienia, Wacław Żmudzki na 10.000 marek grzywny. Oprócz tego wszyscy trzej mają ponieść koszta rozprawy sądowej”.
Wyrok dla Wacława Żmudzkiego był nie tylko mniej dotkliwy niż dla innych figurantów sprawy, lecz faktycznie wskazywał na brak jego bezpośredniej winy w tej całej aferze. Tym niemniej kariera Wacława Żmudzkiego była złamana, a zdrowie i stan psychiczny mocno nadszarpnięte. Co prawda objął on dyrektorstwo w innym nowym Małopolskim Banku Kupieckim, „stosunkowo niewielkiej instytucji, o znacznie skromniejszych możliwościach i niewielkiej renomie”.

Katastrofa nastąpiła 11 marca 1924 roku. Wacław Żmudzki zmarł w wieku 53 lat. „Kurier Lwowski” z dnia 14 marca tegoż roku odezwał się na jego śmierć krótką wzmianką: „Z karty żałobnej. We Lwowie zmarł w 53 roku życia Wacław Żmudzki, dyrektor Małopolskiego Banku Kupieckiego. Pogrzeb dziś o godzinie 4 popołudniu z Kaplicy Boimów. Śp. Wacław Żmudzki był też autorem kilku powieści. Przed blisko 20 laty poświęcił się zawodowi bankowemu, pracował czas dłuższy w Banku Zaliczkowym, a przed wojną był jednym z założycieli i dyrektorem Banku Kupieckiego”. W umieszczonej klepsydrze czytamy też, że śmierć nastąpiła „po krótkich a ciężkich cierpieniach. Obrząd pogrzebowy odbędzie się w czwartek dnia 13 marca 1924 roku o godzinie 4 popołudniu z Kaplicy Boimów na Cmentarz Łyczakowski”. Klepsydrę podpisała Rada Nadzorcza Małopolskiego Banku Kupieckiego.
Mariusz Polowy mówi: „Maria Żmudzka, dopóki żyła, opiekowała się skromnym grobem męża. Po jej śmierci 9 czerwca 1964 roku trumnę z jej ciałem złożono w tymże grobie. Lecz później opieki zabrakło. Przez lata nagrobek Żmudzkich uległ niemal całkowitemu zniszczeniu. Z inicjatywy Biłgorajskiego Towarzystwa Literackiego i dzięki wsparciu finansowemu społeczeństwa Biłgoraja udało się oczyścić zapomniane miejsce i wykonać nowy nagrobek, który uroczyście poświęcono 12 września 2014 roku”.
W swoich poszukiwaniach informacji o życiu i twórczości Wacława Żmudzkiego Mariusz Polowy odszukał wszystkie literackie publikacje W. Żmudzkiego sprzed I wojny światowej, opracował je i wydał w 2018 roku pod tytułem „Wacław Żmudzki. Nowele. Utwory zebrane”. Opatrzył też wstępem, podał życiorys autora i skomentował walory artystyczno-literackie jego utworów. Przytoczył też kilka ciekawostek z życia Wacława Żmudzkiego, wśród których znajdujemy fakt, że po jego śmierci funkcję dyrektora Małopolskiego Banku Kupieckiego objął dr Bolesław Herbert, ojciec poety Zbigniewa Herberta, a w 1933 roku rodzina Herbertów zajęła mieszkanie po Żmudzkich przy ulicy Obozowej 5 we Lwowie.

Jeszcze kilka słów o tragicznej śmierci Orlątka Lwowskiego Wacława Feliksa Żmudzkiego, jedynaka Wacława i Marii Żmudzkich. Mariusz Polowy opowiada: „Kiedy wybuchły walki o Lwów, chłopak miał zaledwie 16 lat. Podobnie jak wielu jego rówieśników zgłosił się do jednego z oddziałów polskich. 18 listopada powracał na noc do domu i był aresztowany przez żołnierzy ukraińskich. Razem z innymi jeńcami został popędzony do obozu w Złoczowie, 50 kilometrów od Lwowa. Tam już przyszedł ciężko chory i został oddany do szpitala. Nie chciał brać jednak leków od swych wrogów, a gdy dopuszczono doń księdza spowiednika, najprzytomniej podał jak się nazywa, imię matki otrzymane na chrzcie i rodowe, aby rodzice nie łudzili się daremnie, że żyje”.
Rodzice nie od razu dowiedzieli się o śmierci syna. Działania wojenne przerwały łączność między Lwowem a Złoczowem. Ludzi poszukujących swoich bliskich, znajdujących się w sytuacji podobnej do sytuacji rodziny Żmudzkich, było sporo. Wtedy przedstawicielki polskiej służby sanitarnej wolontariuszki Maria Dulębianka, Teodozja hr. Dzieduszycka i Maria Opieńska postanowiły organizować w imieniu Tymczasowego Komitetu Rządowego misję humanitarną i odwiedzić obozy dla internowanych jeńców polskich i na miejscu poznać panujące tam warunki, zebrać informację o więźniach oraz o zmarłych. Z tej podróży przywieźli też informacje o losie Wacława Feliksa Żmudzkiego.
Profesor S.S. Nicieja tak opisał tę niebezpieczną i fatalną dla sanitariuszek podróż: „26 stycznia 1919 roku wyruszyły w niebezpieczną podróż do Stanisławowa, Kołomyi, Czortkowa, Tarnopola i Złoczowa. Miały za zadanie zlustrować obozy dla internowanych, poznać panujące tam warunki i ulżyć cierpieniom nękanych głodem i epidemiami jeńców polskich więzionych przez Ukraińców. Był to czas niezwykle ostrych mrozów. Podróż odbywały końmi wśród zasp śnieżnych, permanentnie narażane na niebezpieczeństwo, które zawsze może spotkać kobiety przebijający się przez nieustabilizowany obszar frontowy, wypełniony częstokroć niezdyscyplinowanym wojskiem. Po wielu przejściach, po nocach spędzonych w brudnych małomiasteczkowych karczmach i na kwaterach u przypadkowych ludzi, wysłanniczki zlustrowały wszystkie znajdujący się po drodze obozy. 16 lutego 1919 roku dotarły do Mikuliniec, gdzie w zrujnowanych salach pałacu hrabiów Reyów na barłogach ze słomy leżało w gorączce kilkudziesięciu jeńców polskich chorych na tyfus plamisty. Oprócz przywiezionej skromnej ilości lekarstw wysłanniczki mogły zaoferować chorym tylko słowa pociechy. 23 lutego powróciły do Lwowa, alarmując polską opinię publiczną zwłaszcza dramatyczną sytuacją chorych (…) Witano je we Lwowie entuzjastycznie, jak bohaterki. Niestety, kilka dni później wszystkie trzy zostały złamane tyfusem plamistym, którym zaraziły się w Mikulińcach. 7 marca 1919 roku zmarła Dulębianka, dzień później zatrzymało się serce Teodozji Dzieduszyckiej”.
Groby bohaterskich sanitariuszek znajdują się na Cmentarzu Orląt, w kwaterze II, tuż przed katakumbami. Obok nich pochowano też Wacława Feliksa Żmudzkiego (kwatera II, grób 60). Na krzyżu tabliczka z napisem: „Wacław Feliks Żmudzki, uczeń 7 klasy gimnazjum lwowskiego, zabity 18 listopada 1918 r. 1902-1918”.
Jurij Smirnow
