Wspomnienia o pisarzach
W czasie swej wychodźczej wędrówki H. Naglerowa stworzyła jeszcze jeden zbiór. Był to cykl „Wspomnienia o pisarzach”.
Autorka przygotowała je wyłącznie na podstawie własnej pamięci. W czasie swego pobytu wraz z mężem w Warszawie w latach 1919–1939 uczestniczyła w życiu stołecznej elity literackiej. Poznała wielu znakomitych twórców. Teraz, sięgając do swej pamięci, zarysowała ich artystyczne i duchowe portrety. Powstające teksty publikowała na łamach czołowych pism kulturalnych 2. Korpusu, jak np. „Orzeł Biały”.
Po przybyciu do Londynu zabiegała o to, by te wspomnienia odpowiednio scalić i wydać książkowo. Na razie bezskutecznie. Dopiero po jej śmierci opublikowała je londyńska Oficyna Poetów i Malarzy. Pisarka nie pozostawiła jednak szczegółowych zaleceń w sprawie kolejności zamieszczenia w książce jej tekstów. Maria Danilewiczowa, która na zlecenie Oficyny przygotowywała dzieło do druku, przyjęła porządek chronologiczny, a więc według dat urodzenia wspominanych pisarzy.
Pierwszy szkic nosi tytuł: „Sybirak – legionista – prezes”. Zdaniem Naglerowej zbyt szybko zaliczono twórczość Wacława Sieroszewskiego do kanonu literatury syberyjskiej, martyrologicznej, do dzieł szanowanych, ale coraz rzadziej czytanych. Uważna lektura jego utworów dowodzi, że powyższe ujęcie było uproszczeniem. Autor w swych tekstach zrezygnował ze zbytniego eksponowania cierpienia, a także z wszelkich akcentów mistycznych w duchu „Anhellego” Juliusza Słowackiego. Ukazał w swych utworach zesłańczą codzienność – zwłaszcza warunki mieszkaniowe i zabiegi w celu uzyskania produktów spożywczych. Położył nacisk na relacje między zesłańcami a stałymi mieszkańcami Syberii. W niektórych utworach to właśnie oni, miejscowi Azjaci, są głównymi bohaterami jego powieści i opowiadań. Ukazał zarazem sytuacje, w których pewne wartości mogą łączyć ludzi o różnym pochodzeniu narodowym i społecznym, odmiennych religiach, i zajmujących się rozmaitymi zawodami.
Wiele lat później, gdy już powrócił do Polski, zaskoczył swych czytelników nowym przedsięwzięciem. Dawny zesłaniec, teraz już człowiek w podeszłym wieku, wstąpił do Legionów Józefa Piłsudskiego i przywdział mundur żołnierski. Był już zbyt stary, by uczestniczyć w działaniach bojowych. Reprezentował natomiast Legiony w kontaktach z różnymi środowiskami społecznymi oraz instytucjami. Jego przeszłość zesłańca, działacza robotniczego i niepodległościowego odgrywała istotną rolę w propagowaniu idei Legionów oraz orientacji politycznej Józefa Piłsudskiego.
W okresie II Rzeczypospolitej został prezesem nowo powstałego Związku Zawodowego Literatów Polskich oraz Polskiej Akademii Literatury. Pełnił godnie te wysokie stanowiska.
Mądrze łagodził spory między niektórymi członkami. Starał się przezwyciężyć spory ideowe. Spokojnie, wyrozumiale traktował ataki wymierzone właśnie w niego. Był człowiekiem tolerancyjnym i pełnym dobroci.
Według informacji, które dotarły wówczas do Autorki, Wacław Sieroszewski zmarł w Warszawie w czasie okupacji niemieckiej.
Kolejne wspomnienie to „Cierpienie i zwycięstwo Pisarza”. Jest ono poświęcone Stefanowi Żeromskiemu. Pisarka poznała autora „Przedwiośnia” na kilka lat przez jego śmiercią. Podkreśliła w swym szkicu jego stały, ostry sprzeciw przeciw wszelkiemu złu, zakłamaniu. „Zawsze tak się spieszył, chwytał na gorąco (…) teraz buntował Cezarego Barykę przeciw temu, co nie realizowało się jako program społeczny, co nawracało do dawnych grzechów, błędów i egoizmu. Znowu przecież groziła Judymowi bezdomność. Żeromski, nieskłonny do wyrozumiałości, gromił, karcił, groził, wołał na alarm”. Był też w tych ostatnich latach swego życia inicjatorem różnych przedsięwzięć społecznych. Kładł nacisk na samoorganizację zawodową inteligencji polskiej. Odegrał wybitną rolę w zakładaniu Związku Zawodowego Literatów Polskich, którym później kierował Wacław Sieroszewski. Utwory Żeromskiego były wówczas w Polsce poczytne, zwłaszcza wśród młodych odbiorców.
Zwięzłe, ale wymowne uwagi wiążą się z postacią Andrzeja Struga. Pisarka nadała im tytuł: „Bezkompromisowy”. Andrzej Strug był twórcą o wielkim autorytecie moralnym, podobnie jak H. Sienkiewicz, B. Prus, W. Sieroszewski, W. Reymont, S. Żeromski. Był działaczem Polskiej Partii Socjalistycznej, jej odłamu niepodległościowego. Utrwalił rewolucję 1905 r. w znanych utworach: „Ludzie podziemni” oraz „Dzieje jednego pocisku”. Po wygaśnięciu rewolucji nadal uczestniczył w życiu partyjnym, w konspiracji lewicowej i niepodległościowej. Wielokrotnie dał przy tym dowody swej konsekwentnej uczciwości. Potępiał wszelkie zło bez względu na orientację i powiązania partyjne osoby, która wyrządzała innym krzywdę.
Wydarzenia związane z I wojną światową stanowią osnowę jego kolejnych utworów, jak np. słynne powieści „Odznaka za wierną służbę” i „Mogiła nieznanego żołnierza”.
W odrodzonej Polsce był prezesem Warszawskiego Oddziału Związku Zawodowego Literatów Polskich. Do końca swego życia pozostał wierny wzorom moralnym, którym służył.
Interesujące uwagi zawarła H. Naglerowa w swym szkicu „Pisał, nie spiesząc się”, poświęconym Wacławowi Berentowi.
W pierwszych latach II Rzeczypospolitej traktowano twórczość Wacława Berenta jako relikt modernizmu, secesji, dążeń artystycznych charakterystycznych dla okresu Młodej Polski. Zapisał się w ówczesnym dorobku kulturalnym jako autor powieści „Próchno” (1903), rozprawy filozoficznej „Źródła i ujścia nietzscheanizmu” (1906) czy kolejnego utworu „Ozimina” (1911), ujmującego inaczej niż Strug rewolucję 1905 roku. Czas przełomu średniowiecza i renesansu uwzględnił w opowieści historycznej „Żywe kamienie” (1918).
Wybrał ponadto samotność literacką i towarzyską. H. Naglerowa, która niejednokrotnie spotykała W. Berenta, opisała jej przejawy. Unikał on reklamy, kontaktów z czasopismami. Nie brał udziału w stołecznych imprezach kulturalnych. Przez długi okres spotykał się tylko regularnie w pewnej staromiejskiej kawiarni z dwoma pisarzami: Or-Otem (Arturem Oppmanem) i Leopoldem Staffem, który przeniósł się ze Lwowa do Warszawy.
Gdy Or-Ot odszedł na zawsze w 1931 r., W. Berent przestał bywać we wspomnianej kawiarni i nie spotykał się z L. Staffem. Wkrótce opuścił też Warszawę i zamieszkał w jakiejś podstołecznej miejscowości. Czynił wiele, by o nim zapomniano.
Wtedy właśnie przyszło zaskoczenie. H. Naglerowa słusznie twierdziła, ze „pisał wolno, nie spiesząc się”, ale to, co tworzył, było nadal odkrywcze. W drugiej połowie lat trzydziestych XX wieku. Były to dwie opowieści o głębokich treściach historiozoficznych: „Nurt” (1938) i „Zmierzch wodzów” (1939).
Oba utwory ukazały się u progu II wojny światowej. Zabrakło czasu, by odegrały ważną rolę w krajowym życiu literackim. Stały się jednak ważnym wydarzeniem w kręgu kulturalnym 2. Korpusu. Świadczy o tym „Trójgłos o autorze Nurtu”, zamieszczonym na łamach „Orła Białego”, czołowego czasopisma 2. Korpusu.
Gustaw Herling-Grudziński w swym eseju „Opowieść o wodzu tułaczu” starał się odpowiedzieć na pytanie, na czym polega aktualność dzieł W. Berenta na wychodźczym szlaku, w jaki sposób należałoby odczytać je na nowo.
„Nurt” należałoby interpretować jako przekaz artystyczny o powstawaniu społeczeństwa obywatelskiego w Legionach gen Jana Henryka Dąbrowskiego. Prosty żołnierz, do niedawna chłop pańszczyźniany, dowiadywał się w tym wojsku, że jest pełnoprawnym obywatelem Rzeczypospolitej, że przysługują mu prawa człowieka. W tym samym czasie oficerowie Legionów podejmowali studia nad geografią i kulturą Włoch, poznawali zabytki tego kraju. Wykorzystywali czas wojny i pobyt na obczyźnie w celach samokształceniowych. Kształtowała się w Legionach H. Dąbrowskiego nowa formacja inteligencji polskiej, która odegra doniosłą rolę w historii XIX i pierwszej płowy XX wieku.
Obecnie kształtuje się również w 2. Korpusie, w tym wędrownym wojsku, nowa formacja niezależnej inteligencji polskiej. Przeciwstawi się ona rozległej ofensywie ideologii komunistycznej, usilnej indoktrynacji, która objęła również Polskę. Dlatego wciąż aktualne są przemyślenia historiozoficzne i przekazy artystyczne W. Berenta. „W półtora wieku po epopei kondotierskiej Dąbrowskiego pojawiły się na tychże samych włoskich dróżkach, zaludniły te same włoskie miasta i osady nowe legie polskie. Czy zdołają tym razem przenieść na wolną ziemię twórcze napięcie Europy podziemnej, czy może znowu pokolenia całe czekać będą, aż w nowej inkarnacji niewygasłego romantyzmu skruszy ono ostatecznie skorupę zbyt racjonalistycznego świata”.
Omówiony poprzednio szkic H. Naglerowej łączył się z esejem G. Herlinga-Grudzińskiego. Jej uwagi o metodzie twórczej W. Berenta, o tym, jak potrafił zaskakiwać nowymi utworami publiczność literacką, stanowią dopełnienie rozważań radiotelegrafisty spod Monte Cassino. Z odmiennej perspektywy ujął dorobek pisarza Enrico Damiani swym szkicu „Żywe kamienie Berenta”. Podkreślał wartość „Żywych kamieni” jako dzieła ukazującego wielki przełom w kulturze europejskiej – przejście od późnego średniowiecza do renesansu. Analizował osobliwości stylu Berenta, zwłaszcza jego słownictwa. Opisywał trudności w przekładzie pewnych wyrazów i zwrotów na język włoski. Trwały już prace redakcyjne zmierzające do przygotowania tego dzieła do druku.
Należałoby jeszcze podkreślić – „Trójgłos o autorze Nurtu”, opublikowany na łamach „Orła Białego”, był ważnym wydarzeniem w dziejach kultury polskiej na wychodźstwie.
Kolejny fragment, „Autor Pałuby”, jest poświęcony Karolowi Irzykowskiemu. H. Naglerowa nie zabiegała, by przedstawić i ocenić cały dorobek pisarza. Zwróciła uwagę na kilka osobliwych zjawisk, związanych z jego działalnością i twórczością.
Ważną okolicznością było galicyjskie pochodzenie pisarza, które utrudniało mu adaptację w stołecznej Warszawie. Zasługuje zarazem na podkreślenie gorąca obrona po rewolucji 1905 r. Stanisława Brzozowskiego, niesłusznie oskarżanego o współpracę z rosyjską ochraną.
Dalsze uwagi poświęciła nowatorskim cechom „Pałuby”, zwłaszcza wnikliwemu ukazaniu psychiki bohaterów, ich podświadomych zachowań. Zapisała się trwale w historii krytyki literackiej demaskatorska, polemiczna postawa K. Irzykowskiego wobec niektórych grup literackich, reklamujących swe rzekome, niezwykłe odkrycia artystyczne. Znane też były jego polemiki z Tadeuszem Boyem-Żeleńskim. Zarzucał mu tanie efekty publicystyczne – stwierdzenia nieścisłe, ogólnikowe, niezgodne z prawdą. W przekonaniu Irzykowskiego wiązało się to ze zbytnią pewnością siebie autora przywykłego do łatwych sukcesów.
Powyższa polemiczność wystąpiła również w relacjach krytyka z lewicą. Początkowo był jej bliskim współpracownikiem. Publikował w znanym piśmie „Robotnik”. Później z różnych przyczyn ideowych doszło do zerwania. Niekiedy niespodziewanie zmieniał swe stanowisko. Był przeciwnikiem powstania Polskiej Akademii Literatury. Postulował inne rozwiązanie, integrujące środowisko pisarskie. Po jakimś czasie wstąpił jednak do PAL.
Naglerowa jako autorka dobrze znająca Irzykowskiego, wiedziała o jego mniej znanych poczynaniach. Ten tak polemiczny pisarz bywał w podwarszawskich Laskach, w Zakładzie dla Ociemniałych prowadzonym przez siostry franciszkanki. Uczestniczył tam w zebraniach dyskusyjnych, prowadzonych przez kapelana sióstr – ks. Władysława Korniłowicza. Przybywali na nie intelektualiści warszawscy o różnych poglądach ideowych, niejednokrotnie krytyczni wobec Kościoła katolickiego. Na tych zebraniach pojawiał się również młody wówczas duchowny – ks. Stefan Wyszyński.
W czasie okupacji niemieckiej K. Irzykowski przebywał w Warszawie. Zraniony podczas Powstania Warszawskiego przez strzelca niemieckiego, zmarł w podwarszawskim szpitalu.
Znajomość ze znanymi pisarzami umożliwiła Autorce napisanie kolejnego wspomnienia – „Przyjaciel z innego wymiaru”. Poświęciła je Bolesławowi Leśmianowi.
Wczesna twórczość Bolesława Leśmiana, np. „Sad rozstajny” (1912), była mało znana w ówczesnej Galicji. Co więcej, nawet w Warszawie, a więc w tym samym zaborze, traktowano ją jako zjawisko marginalne. Publiczność literacka oceniała go z pewnym pobłażaniem jako prowincjonalnego pisarza.
B. Leśmian, prawnik z wykształcenia, pracował jako notariusz w Hrubieszowie, następnie w Zamościu. Publikował studia z zakresu estetyki, różnorodne baśnie, (np. „Przygody Sindbada Żeglarza” (1913), a także zbiory wierszy: „Łąka” (1920), „Napój cienisty” (1936), „Dziejjba leśna” (1938). Jego poezja była wielkim odkryciem artystycznym ze względu na swą symbolikę, słownictwo, humor niejednokrotnie o ludowym rodowodzie, refleksje o życiu i śmierci, zaskakujące w swym bogactwie i różnorodności obrazy artystyczne. Poeta nie związał się zarazem z żadną grupą artystyczną działającą w ówczesnym okresie w Polsce. Pozostawał wciąż poetą „z innego wymiaru”.
W 1935 r. przeniósł się z Zamościa do Warszawy. Było to ważne wydarzenie, chociaż nastąpiło już u schyłku jego życia. Do niedawna prowincjonalny twórca, nawiązał w stolicy wiele interesujących kontaktów. Spotykał się z Miriamem (Zenonem Przesmyckim), a także z Leopoldem Staffem i Karolem Irzykowskim. Jego bliskim znajomym był też Józef Fisch, ojciec Herminii. B Leśmian był też bywalcem teatrów warszawskich. W tym krótkim, końcowym już okresie okazał się niezwykle aktywnym uczestnikiem życia literackiego. Nadal jednak nie wiązał się organizacyjnie czy programowo z jakąś grupą artystyczną. Był wciąż poetą „z innego wymiaru”. Zmarł w 1937 r.
Do eseju H. Naglerowej można by dodać pewną uwagę uzupełniającą. Bolesław Leśmian odniósł wielkie pośmiertne zwycięstwo. Po II wojnie światowej, począwszy od lat pięćdziesiątych XX wieku, poezja Leśmiana cieszyła się wielką poczytnością. Budziła zainteresowanie tysięcy nowych odbiorców. Zaliczono twórcę do klasyków literatury polskiej XX wieku.
Podobnie nietypową sytuację literacką ukazała Pisarka we wspomnieniu „Człowiek znika bez śladu”. Jest ono poświęcone Marii Wielopolskiej Jehanne.
Pochodziła z rodziny ziemiańskiej zamieszkałej na Kijowszczyźnie. Po zawarciu małżeństwa jej miejscem pobytu stał się Lwów. Swe utwory drukowała w „Gazecie Lwowskiej”. Wzbudziła szersze zainteresowanie powieścią obyczajową „Faunessy” (1913). Jej akcja rozgrywa się w środowisku arystokratycznym i zaznacza się w niej krytyka snobizmu, sztuczności w postępowaniu postaci.
Wydarzeniem przełomowym w jej twórczości była powieść historyczna „Kryjaki” ze wstępem Stefana Żeromskiego (1913). Tematem książki są walki ostatniego oddziału partyzanckiego w czasie Powstania Styczniowego, dowodzonego przez księdza Stanisława Brzóskę. Uczestniczyli w nim przede wszystkim chłopi z Podlasia. Publikacja utworu wiązała się z pięćdziesiątą rocznicą wybuchu Powstania Styczniowego. Obchodzono ją uroczyście w ówczesnej Galicji.
W czasie I wojny światowej wspierała Legiony Józefa Piłsudskiego. Podjęła pracę w wojskowym szpitalu legionowym. Działała w różny sposób na rzecz ówczesnej lewicy niepodległościowej. Potępiała antysemityzm, a w swym wystąpieniu w Teatrze Miejskim we Lwowie demaskowała fałszerstwa propagandy rosyjskiej, jak np. „Protokoły mędrców Syjonu”. Napisali ten tekst agenci carskiej ochrany. W niektórych kręgach towarzyskich nazywano M. Wielopolską „czerwoną hrabiną”.
Po I wojnie światowej mieszkała w Sierosławiu pod Poznaniem, a od 1927 r. w Warszawie. Zaprzyjaźniła się wtedy z Autorką wspomnień. Kontynuowała swą twórczość literacką. W okresie II Rzeczypospolitej napisała i opublikowała m.in. zbiór nowel „Kontryfałowe lichtarze u św. Agnieszki” (1922) oraz opowieść obyczajową „Femina” (1924). Wraz z Zofią Nałkowską przygotowała „Księgę o przyjaciołach” (1927), zawierającą portrety ich ukochanych zwierząt. Do końca II Rzeczypospolitej współpracowała z sanacyjnym „Kurierem Porannym”. Upowszechniała zasługi J. Piłsudskiego, jednak ostro skrytykowała książkę „Ścieżka obok drogi” Kazimiery Iłłakowiczówny, która była sekretarką Marszałka. Podobnie potępiła postawę ideową niektórych poetów – Władysława Broniewskiego, Juliana Tuwima, Antoniego Słonimskiego.
M. Wielopolska za swe osiągnięcia polityczne i artystyczne została odznaczona Krzyżem Niepodległości. W przekonaniu Autorki wspomnień, M. Wielopolska w drugiej połowie lat trzydziestych odczuwała mocno rosnące zagrożenie Polski. Twierdziła, że wojna jest nieunikniona, będzie kataklizmem dla Ojczyzny. Zamknie pewien okres w życiu narodu, utraconych wartości nie uda się odzyskać.
W czasie kampanii wrześniowej, podobnie jak tysiące ludzi, wyruszyła na ziemie wschodnie ówczesnej Polski. Wydawało się, że właśnie tam uda się bezpiecznie przetrwać wojnę. Wskutek tego M. Wielopolska znalazła się na terenach zagarniętych przez ZSRR. Władze sowieckie wkrótce aresztowały „czerwoną hrabinę” i wywiozły ją gdzieś na wschód. Nie wiadomo, co z nią się stało, do H. Naglerowej nie dotarły jakiekolwiek informacje o tej sprawie. Imperium sowieckie to była otchłań, w której człowiek mógł przepaść bez śladu.
Do twórców bliskich H. Naglerowej należał Juliusz Kaden Bandrowski. Jest on bohaterem szkicu „Czy nie za szybko zapomniany?”.
H. Naglerowa starała się ująć w tym tekście kilka ważnych spraw. Tematem rozważań jest jego twórczość literacka, w tym pierwsze utwory, np. „Niezguła”, „Proch” czy „Zawody” (pozycje wydane w 1911 r.). Wkrótce J. Kaden-Bandrowski wystąpił w innej roli. Jako porucznik I Brygady Legionów J. Piłsudskiego uczestniczył w jej operacjach bojowych. Utrwalał je w swych książkach reportażowych i wspomnieniowych: „Piłsudczycy” (1915), „Iskry” (1915), „Mogiły” (1916).
Rozwinął swą twórczość w okresie międzywojennym. Fascynował publiczność literacką powieściami politycznymi. Łączył w swych utworach jakże odmienne elementy: młodopolskie tradycje artystyczne, a zarazem ekspresyjność czy nawet brutalność wypowiedzi, skrótowość w charakterystyce bohaterów. Ich zachowania są tu ważniejsze od wszelkich analiz psychologicznych. Powyższe powieści polityczne tworzą słynny cykl: „Generał Barcz” (1922–1923), „Czarne skrzydła” (1924–1929), „Mateusz Bigda” (1933). Niektórzy krytycy porównywali pod względem kompozycyjnym ten zbiór do słynnej powieści-rzeki „Noce i dnie” Marii Dąbrowskiej.
Odmienny charakter miały liryczno-nastrojowe utwory „Miasto mojej matki” i „W cieniu zapomnianej olszyny”. Pisarz adresował je przede wszystkim do młodzieży. H. Naglerowa poznała Kadena przede wszystkim jako organizatora życia literackiego, kierownika ważnych instytucji kulturalnych. Należał do inicjatorów powołania Polskiej Akademii Literatury. Był działaczem PEN Clubu i działaczem ZZLP. Współpracował systematycznie z Teatrami Warszawskimi.
Można by przypomnieć wiele innych osiągnięć artystycznych i organizacyjnych Kadena. Jak zaznaczyła H. Naglerowa, to właśnie w niektórych środowiskach na wychodźstwie zaczęto wszelkie zasługi J. Kadena Bandrowskiego odsuwać konsekwentnie na dalszy plan, wręcz bagatelizować. Wiązało się to z niechęcią do piłsudczyków, których obciążano odpowiedzialnością za klęskę Polski w kampanii wrześniowej. Powyższe oskarżenia rozciągnięto też na J. Kadena Bandrowskiego, pisarza reprezentującego ideologię dawnej formacji legionowo-peowiackiej, jako autora upowszechniającego kult Marszałka, jako dygnitarza związanego z sanacją.
J. Kaden Bandrowski poniósł śmieć w Warszawie 8.VIII.1944, a więc w czasie toczących się już powstańczych walk.
Bohaterką ostatniego wspomnienia H. Naglerowej jest Maria Dąbrowska. Nadała mu tytuł: „Z rodu polskich humanitarystów”. Jak już wspomniano, H. Naglerowa poznała M. Dąbrowską w latach trzydziestych. M. Dąbrowska wydawała kolejne tomy „Nocy i dni”, H. Naglerowa pracowała nad cyklem „Krauzowie i inni”. Autorka wspomnienia obdarzała M. Dąbrowską szacunkiem i przyjaźnią. Twierdziła, że Dąbrowska reprezentuje najwyższe wartości polskiej myśli humanistycznej, jak Andrzej Frycz-Modrzewski, Stanisław Konarski, Stanisław Staszic, Edward Abramowski czy inni dawni pisarze, współtwórcy kultury polskiej.
Po raz ostatni spotkała Marię Dąbrowską w grudniu 1939 r. w okupowanym przez Sowietów Lwowie. Dobrze zapamiętała wyrażane przez nią poglądy, zwłaszcza pewne nadzieje na przyszłość. „Ciągle wierzyła w samoistny ludzki ład, który ostoi się okupacji, wypracuje formę współżycia z władzami sowieckimi. Zrozumiałam wtedy, że Maria Dąbrowska zaufała dobroczynnemu działaniu czasu”. ( …) „Człowiek w każdej rzeczy może znaleźć coś dobrego”.
Maria Dąbrowska, tak zasłużona pisarka, zasługująca wciąż na szacunek humanistka, tym razem wielce się myliła. Bieg wydarzeń politycznych wykazał, że jej rachuby na powstanie pewnych form współżycia z władzami sowieckimi, są całkowicie fałszywe. Wkrótce zdołała opuścić sowiecką strefę okupacyjną i dotarła do Warszawy.
Oskar Stanisław Czarnik
Tekst ukazał się w nr 4 (488), 27 lutego – 16 marca 2026
