Było ciepło, serdecznie i tak po lwowsku, że aż serce rosło. We Lwowie odbyło się spotkanie opłatkowe Rodziny Rodzin, w którym udział wzięli członkowie stowarzyszenia ze Lwowa i Mościsk, duchowieństwo, przedstawiciele Konsulatu RP we Lwowie, polskich środowisk oraz goście z Polski.
– Bardzo jesteśmy szczęśliwi. Pierwszy raz w tym Centrum zgromadziło się tak wiele polskich rodzin, polskiego pochodzenia. Poczułyśmy się jak jedna wielka rodzina. Przepiękne kolędy, nasze dzieciaczki, kapela „Lwowska Fala” i wspaniałe wystąpienie Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie. Każdy ubogacił to spotkanie – mówiła prezes Rodziny Rodzin Halina Wencak. – Szczególnie wzruszające były reakcje starszego pokolenia i gości z Polski. Widziałam wzruszenie w oczach babć i prababć. To pokazuje, jak bardzo takie spotkania są nam potrzebne – dodała.
fot. Aleksander Kuśnierz / Nowy Kurier Galicyjski
– Udało się. Zorganizowaliśmy razem z Rodziną Rodzin spotkanie opłatkowe w Centrum Kultury Polskiej. To spotkanie jest wyrazem jedności i wspólnoty Polaków ze Lwowa, umacnia nas w tej polskości i kultywuje nasze tradycje, historię oraz zwyczaje – podkreślała Agata Sakowicz, dyrektor Centrum Kultury Polskiej we Lwowie. – Chcemy, aby było to miejsce dla każdego Polaka ze Lwowa i dla każdej organizacji, które wspólnie tworzą to Centrum – dodała.
Szczególne miejsce w programie zajęło wystąpienie Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie z fragmentem „Lwowskiej szopki”. Jak przypominała Jadwiga Pechaty, historia przedstawienia sięga już ponad dwadzieścia lat.
– Już się pozmieniali kolędnicy, troszkę odmłodnieli. Zresztą oni cały czas się odnawiają. Niektórzy kolędnicy już kolędują w chórze niebieskim, ale jeszcze trochę naszych starych kolędników zostało. Pomyśleliśmy, że ta szopka byłaby bardzo dobrym elementem dla uświetnienia dzisiejszego spotkania, ponieważ bardzo dużo jest ludzi, którzy nie znają tych tekstów. A to są teksty stare, autorstwa Witolda Szolgini, zamieszczone w książkach „Tamten Lwów” – powiedziała Jadwiga Pechaty. – Chcieliśmy, żeby ludzie usłyszeli i wiedzieli, że coś takiego było, że kolędnicy chodzili po domach, że kolędnicy chodzili po dzielnicach, śpiewali. No i naturalnie zdarzały się różne ciekawe sytuacje.
fot. Aleksander Kuśnierz / Nowy Kurier Galicyjski
Z biegiem lat zmienił się język, zmienił się też lwowski bałak, a dzisiejsze kolędowanie wygląda nieco inaczej niż przed laty. – Dlatego chcielibyśmy, żeby ta szopka przypominała, że to wszystko jest w naszej historii i dziedzictwie – podkreśliła Jadwiga Pechaty.
Następnie wystąpiły dzieci z Rodziny Rodzin pod kierownictwem Wiktorii Kompanowicz. Mali artyści z katedry, kościoła św. Antoniego oraz parafii w Zboiskach i Sokolnikach trzymali opłatki, recytowali wiersze i wprowadzali lwowski humor.
fot. Aleksander Kuśnierz / Nowy Kurier Galicyjski
– Odsuńmy wszelkie smutki i zgryzoty, bo prawdziwy batiar choćby los mu nie sprzyjał, serce musi mieć zawsze pogodne i pełne nadziei. Podajmy sobie ręce na znak pokoju, bo we Lwowie zgoda i otwarte serce to rzecz święta. Daj Wam Boziu zdrowia, i to nie byle jakiego! Żebyście byli twardzi jak lwowskie bruki i radośni jak batiar po dobrej kolacji! Żeby Nowy Rok był lepszy niż pączki u Zalewskiego – słodki, puszysty i z niespodzianką w środku – życzyli młodzi artyści.
Ksiądz Jerzy Limanówka, Palotyn, ojciec duchowny Rodziny Rodzin, który specjalnie przyjechał na to spotkanie, podzielił się swoimi wrażeniami.
– Z wielką przyjemnością przyjąłem zaproszenie na opłatek Rodziny Rodzin, tym bardziej, że jesteśmy związani i czujemy się emocjonalnie odpowiedzialni za tę Rodzinę Rodzin, więc wybraliśmy się mimo niesprzyjającej pogody i trochę po drodze przychodziła taka myśl, że choć padało i było ślisko, to się przywlokło to śnieżysko – powiedział. – Ale tutaj to przyjęcie gorące Rodziny Rodzin wszystko topi – wszelkie mrozy, zimna i lody. Faktycznie jestem bardzo szczęśliwy, że przyjechałem. I przede wszystkim raduje mnie piękne zaangażowanie dzieci i młodzieży oraz przepiękna odegrana grupa kolędnicza, lwowska i z akcentem, akcentująca pewne niuanse pomiędzy dzielnicami Lwowa. To wszystko jest przepiękne i robi wrażenie – dodał.
W imieniu arcybiskupa metropolity lwowskiego Mieczysława Mokrzyckiego opłatki pobłogosławił o. Sławomir Zieliński OFM.
fot. Aleksander Kuśnierz / Nowy Kurier Galicyjski
Po występach artystycznych sala wypełniła się wspólnym śpiewem. Kolędowali wszyscy razem: dzieci, młodzież, dorośli i seniorzy. Jedna kolęda przechodziła w drugą, a przy akompaniamencie Kapeli „Lwowska Fala” wspólne śpiewanie zamieniało się w prawdziwe lwowskie kolędowanie: szczere, radosne i pełne wzruszeń.
– Była lwowska atmosfera, stroje batiarskie, gwara, teatralne granie. Jest młodzież, która umie bałakać po lwowsku, umie zaśpiewać i pokolędować po naszemu. Mamy przyszłość – podkreślał Edward Sosulski.
Na zakończenie prezes Halina Wencak zwróciła się do całej wspólnoty: „Życzę wszystkim Polakom, byśmy – czy nas coś różni, czy nie – trzymali się razem i pokazywali, że jesteśmy mniejszością, ale taką fajną, z sercem i z przyszłością”.
A jak by lwowiak podsumował: było fajnie, było „syrdeczni” i było po naszemu, po lwowsku. Bo wiadomo, że Lwów zawsze był miastem z sercem i tradycją. I oby takich spotkań było jak najwięcej, bo kiedy Polacy we Lwowie są razem, to i trudne i ponure czasy w cieniu wojny są łatwiejsze do przetrwania. Ta joj!
Anna Gordijewska






























































