Pod koniec 2025 roku Fundacja Folkowisko z województwa podkarpackiego, w ramach projektu finansowanego przez Senat RP, zorganizowała we Lwowie oraz w miejscowości Nahaczów koło Jaworowa w obwodzie lwowskim cykl spotkań z pisarzami pogranicza polsko-ukraińskiego.
– Projekt dotyczy integracji Polaków i jest to szeroko rozumiana integracja – wyjaśnił Dariusz Bobak, prezes Fundacji Folkowisko. – W naszym rozumieniu także ze społecznością ukraińską. Chcemy budować mosty między naszymi społecznościami. Jednym z takich mostów są spotkania z polskimi pisarzami poruszającymi sprawy, które są ważne zarówno dla Polaków, jak i dla Ukraińców.
Doskonałym przykładem jest dzisiejsze spotkanie z Grażyną Bochenek. Doskonałym przykładem było wcześniejsze spotkanie z małżeństwem Kuźmińskich, autorami etnokryminałów, którzy opowiadają w sposób popularny o głębokich społecznych kwestiach, dotyczących mniejszości zamieszkujących Polski. Tutaj też było spotkanie z profesorem Bohdanem Hudiem, historykiem, badaczem kwestii, które są istotne zarówno dla nas, Polaków, jak i dla Ukraińców. A więc mamy nadzieję, że ten projekt będzie taką cegiełką, będzie kontynuować budowę mostów. Było spotkanie ze Zbigniewem Dmitrocą, który pisze opowiadania, bajki dla dzieci, wydane po ukraińsku. Jeśli od początku zadbamy o to, żeby dzieci rozumiały różnorodność, rozumiały to, że musimy współpracować, że jesteśmy przyjaciółmi, to kolejne pokolenie będzie o wiele lepszym, o wiele przyjaźniejszym, o wiele bardziej otwartym. Pracujmy nad sobą, pracujmy też nad dziećmi.

Te spotkania odbywają się w kilku miejscach, ale chyba najważniejszym dla nas miejscem jest Lwowskie Fotomuzeum. To jest niezwykłe miejsce w sercu Lwowa ze świetnymi eksponatami i też ze świetnym szefem. Udostępnia nam miejsce i jest otwarty na problemy, które poruszamy. Bardzo jesteśmy za to wdzięczni i mamy nadzieję, że te nasze spotkania uda się kontynuować w przyszłym roku. Nahaczów to jest dla nas bardzo specjalne miejsce. Od momentu inwazji Rosji na Ukrainę Fundacja Folkowisko zaczęła nieść pomoc po ukraińskiej stronie granicy. Zaprzyjaźniliśmy z mieszkańcami powiatu jaworowskiego i poznaliśmy też wspaniałe społeczeństwo Nahaczowa, wsi położonej kilka kilometrów od granicy. Tam udało się nam odremontować stary budynek po kołchozie. Teraz w tym budynku jest przychodnia zdrowia, ale także znajduje się Centrum Edukacji Transgranicznej. Jest to projekt, w którym staramy się dla miejscowych dzieci i młodzieży organizować różne zajęcia. Uczymy ich języka angielskiego, uczymy ich języka polskiego. Organizujemy różnego rodzaju zabawy, gry integrujące. Organizujemy także wydarzenia – spotkania, koncerty. W tym miejscu powstało też Centrum Integracji dla Polaków w Ukrainie. I bardzo, bardzo nam zależy na tym projekcie. Chcemy, żeby był kontynuowany. Zrobimy wszystko żeby on tam trwał. I jeśli by ktoś chciał do nas zajrzeć, zapraszamy do Nahaczowa.
Lwowskie Fotomuzeum znajduje się przy ul. Kopernika 17, w piwnicy Pałacu Sztuki.
– Wojna wprowadziła swoją korektę, ponieważ nasi polscy goście nie zawsze decydują się przyjechać do Lwowa, wciąż jest to miasto narażone na zagrożenia – powiedział Roman Metelski, dyrektor Lwowskiego Fotomuzeum. – Jednak Lwowskie Fotomuzeum znajduje się w oficjalnym schronie, co stanowi dodatkową gwarancję bezpieczeństwa. Daje to również możliwość nieprzerywania wydarzeń podczas alarmów powietrznych. A w przypadku braku prądu, dzięki naszym przyjaciołom z Łotwy, którzy przekazali nam stację zasilania EcoFlow, możemy organizować spotkania nawet wtedy, gdy energia elektryczna jest odłączona.
Ostatnim wydarzeniem w ubiegłym roku było spotkanie z Grażyną Bochenek z Rzeszowa, autorką książki „San. Rzeka, która łączy. Rzeka, która dzieli”. Opowiadała o spotkaniach z ludźmi różnych narodowości i wyznań, zakorzenionych tam od dziada-pradziada, a także z tymi, kto zamieszkał nad Sanem po II wojnie światowej.

– Pomysł na książkę „San. Rzeka, która łączy. Rzeka, która dzieli” nie był mój – mówi w naszej rozmowie Grażyna Bochenek. – Wyszedł z wydawnictwa „Mando”, od redaktora prowadzącego tego wydawnictwa, który pochodzi z Podkarpacia, ale od wielu lat mieszka w Krakowie i bliski jest jemu temat związany z pograniczem i z Podkarpaciem, ale patrzy na niego trochę oczami z zewnątrz. I myślę sobie, że jest ważne takie jego spojrzenie wewnętrzne i zewnętrzne jednocześnie. Wydawało mi się, że już tyle na temat pogranicza powiedziano, że trudno dodać coś nowego. Że historycznie bardzo dużo na ten temat wiemy. Natomiast myślę, że trzeba uwzględnić historię, ale opowiadając o tym, czym dzisiaj jest pogranicze i czym dzisiaj jest rzeka San, i kto dzisiaj nad Sanem mieszka. Jak historia na tych ludzi wpływała. To okazało się bardzo ciekawe dla mnie i dlatego ten temat podjęłam.
Jest to historia przede wszystkim o ludziach dziś związanych z Sanem, ale z uwzględnieniem tego co było historią. Często dramatyczną, tragiczną. Czasami wydaje się, że historia była, minęła, że to już zakończony rozdział. Ale okazuje się, że nie. Że historia, przeszłość, zarówno w tym wymiarze społecznym, ale też indywidualnym bardzo mocno wpływa na ludzi. I o tym chciałam opowiedzieć. Kto jest swój, a kto jest obcy? To jest bardzo ciekawe pytanie. Uważam, że to że my w jakimś miejscu czujemy się u siebie, nie znaczy, że inni też nie mogą czuć się u siebie. I że ziemia nie może być po prostu wspólna, nie może być wspólnym doświadczeniem. W tych swoich opowieściach uwzględniam bardzo różne głosy. Są to głosy Ukraińców, głosy Bojków, bo niektórzy czują się Bojkami, nie koniecznie czują się Ukraińcami. Uwzględniam głosy żydowskie, których nie ma już na tym terenie, ale potomkowie rodzin żydowskich żyją gdzieś na świecie i myślą o tych miejscach, z których pochodzili ich rodzice czy dziadkowie. Uwzględniłam też opowieści greckie, bo pojawiła się tu przecież społeczność greckich uchodźców z wojny domowej tuż po drugiej wojnie i została bardzo dobrze przyjęta. Oczywiście są też opowieści polskie. Dużo nas dzieli, ale jednocześnie sporo nas łączy. A to jak sobie odpowiadamy na pytanie: swój czy obcy? – to jest bardzo-bardzo ważne pytanie. I jakie prawa dajemy tym, kogo uważamy za swoich, a tym, których uważamy za obcych, i co to znaczy.
Uprzedzenia, które mieli dziadkowie czy rodzice, wydaje mi się zbyt mocno odciskają się na późniejszych pokoleniach. Czasem nawet jeśli nie są wprost wyrażane. Nawet jeśli troszeczkę podskórnie wypływają w różnych sytuacjach, bardzo mocno wpływają na te młodsze pokolenia. I to wymaga trochę wysiłku i takiej świadomej decyzji żeby się na czymś zastanowić. Wymaga pewnej refleksji. Co robimy z tym dziedzictwem? Kiedy na przykład ci którzy uciekali przed rzezią wołyńską traktują wszystkich Ukraińców jako sprawców i uważają, że Ukraińcy są narodem pełnym złych ludzi. Są takie głosy. Albo też są Ukraińcy, którzy doświadczyli czegoś złego ze strony Polaków i też stosują odpowiedzialność zbiorową. Odpowiedzialność zbiorowa do niczego nas nie prowadzi. Sytuacja też nie była nigdy czarno-biała. To były złożone historie. Więc ta rodzinna historia wymaga namysłu, zastanowienia się – co z niej wziąć? Nie mówię o tym, żeby zapominać o trudnych rzeczach. Absolutnie nie można o nich zapomnieć, bo one są w ludziach. One wymagają jakiegoś przemyślenia i przepracowania, ale nie koniecznie brać tak bezrefleksyjnie, tylko coś z tym zrobić. A przede wszystkim to co mi się wydaje ważnym, żeby usłyszeć nawzajem różnych historii. Nie skupiać się tylko na historii swojej, tylko tych innych. Dawnych sąsiadów na przykład. Zobaczyć co w nich było takiego samego, ale co było innego. Ja bardzo lubię słuchać różnych historii i staram się też nie oceniać i nie chcę dla swoich czytelników oceniać. Zostawiam ocenę osobom czytającym. Chcę żeby zobaczyli różnorodność tych historii i zdziwili się pewnymi faktami i nad nimi zastanowili się po prostu – zaznaczyła Grażyna Bochenek.
W 2026 roku Fundacja Folkowisko z Podkarpacia planuje kontynuację spotkań z pisarzami pogranicza we Lwowie, Nahaczowie oraz w innych przygranicznych miejscowościach na Ukrainie.
Konstanty Czawaga






