Legendy starego Stanisławowa. Część 118 Twarz na chmurach. Zdjęcie Igora Wasiuty

Legendy starego Stanisławowa. Część 118

Twarz na chmurach

Ten dziwny przypadek miał miejsce 21 lutego 2014 r. Mieszkaniec Frankiwska Igor Wasiuta idąc deptakiem, na skrzyżowaniu z ul. Szaszkiewicza zauważył grupę ludzi – około 25 osób – którzy modlili się o pokój na Ukrainie. Przypomnę: sytuacja była bardzo dramatyczna: na Majdanie w Kijowie jeszcze nie wyschła krew rozstrzeliwanych przez snajperów ludzi, którzy niebawem wejdą do historii jako „Niebiańska Sotnia”. W serca wielu ludzi zakradł się niepokój i niepewność jutra.

Igor dołączył do modlitwy, a gdy spojrzał w górę, zobaczył niezwykły obraz. Chmury nad deptakiem ułożyły się w dziwną konfigurację i przypominały ludzką twarz. Z niebios na mieszkańców miasta spoglądał siwobrody Stwórca. Taki widok trwał około minuty, potem wiatr rozwiał chmury, ale Igor zdążył sfotografować ten niezwykły widok na telefonie.

Twarz na chmurach. Kolaż Igora Wasiuty

Co to było? Złożoność atmosferycznych potoków, czy jakiś znak z góry? Cokolwiek to było, dalsze wydarzenia wykazały, że nic dobrego ten znak dla Ukrainy nie zapowiadał.

Ławeczka zakochanych

27 czerwca 2014 r. nasze miasto zostało upiększone jeszcze jednym dziełem sztuki – „Ławeczką zakochanych”. Stoi ona koło hotelu „Nadija” i miejsce to zostało wybrane nadzwyczaj dobrze. W sąsiedniej restauracji często odbywają się wesela, więc młodzi chętnie fotografują się na ławeczce.

Słynna „Ławeczka miłości” przy hotelu „Nadija”. Zdjęcie autora

Ławkę zaprojektowali studenci katedry sztuki dekoracyjnej Instytutu Sztuki. Kompozycja składa się z dwóch krzyżujących się drzew, symbolizujących połączenie losów zakochanej pary. Wykorzystano dębowe kłody i wcale nie było to proste. Studenci udali się w Karpaty, gdzie stary molfar wskazał im miejsce Siły ze zwalonym dębem – symbolem wiecznej miłości, małżeństwa i rodzinnego szczęścia. Potem mag „naładował” ławeczkę mocą i teraz wypromieniowuje ona energię miłości.

Siadając na niej, należy jednak pamiętać, że magia molfara to rzecz potężna i nieodwracalna. Opowiadają o pewnym wydarzeniu, które miało miejsce kilka miesięcy po jej zainstalowaniu. Pewnego dnia dwaj przyjaciele postanowili strzelić po piwku. Ponieważ nie znaleźli innego miejsca, usadowili się na „Ławeczce zakochanych”. Niebawem stali się… więcej niż przyjaciółmi.

Hotel Franz

Zasady reklamy są dość proste i działają skutecznie od wielu lat. Wszyscy rozumieją, że gdy na szyldzie sklepu narysowano bułkę, to sprzedaje się tam chleb, a gdy kiełbasę – to wędliny. To się tyczy także nazw. Na przykład przed lwowską restauracją Masoch stoi, zgodnie z logiką, figura pisarza Sachera-Masocha. W tej kwestii właściciele pewnego zakładu we Frankiwsku strzelili gafę.

Cesarz Franciszek Józef I przy hotelu „Franz”. Zdjęcie autora

W listopadzie 2014 r. na pl. Szeptyckiego otwarto hotel o nazwie „Franz”. To imię nosił cesarz austriacki, rządzący państwem na początku XIX w. Jednak właściciele hotelu umieścili czemuś na schodach figurę jego wnuka – cesarza Franciszka Józefa I, żyjącego o wiele później. Chyba nie znali pewnych niuansów.

Spiżowy cesarz kryje jednak pewną tajemnicę. Po prawej stronie jego piersi, pod wstążką orderu jest szpara, do której można wrzucić monetę. Zebrane pieniądze planuje się z czasem wykorzystać na odnowienie figury. Męczy mnie jednak pytanie – figura jest odlana w całości, więc jak będą wydobywać te monety?

Papież może poczekać

Mer miasta Rusłan Marcinkiw stale określa Iwano-Frankiwsk jako miasto chrześcijańskie. W święta religijne wszyscy urzędnicy miejscy w haftowanych koszulach idą tłumnie do katedry. Dlaczego tylko do katedry? Świątyń w mieście jest wiele, a ich liczba stale rośnie. Z pomnikiem jednak Ojcu Świętemu są czemuś problemy.

Daniło Knyszuk koło modelu pomnika Jana Pawła II. Zdjęcie Daniło Knyszuk

W 2008 r. ul. Budowlańców przemianowano na ul. Jana Pawła II. Niebawem w urzędzie miejskim powstał projekt, by na skwerze przy tej ulicy ustawić pomnik papieża. Pod patronatem ówczesnego mera Wiktora Anuszkiewicziusa przeprowadzono wieloetapowy konkurs na najlepszy projekt. Pod koniec 2014 r. nareszcie wyznaczono zwycięzcę. Został nim rzeźbiarz Daniło Knyszuk, mieszkający w Kijowie. Oprawę architektoniczną skweru wykonał architekt Wołodymyr Martyniuk.

Artysta zaproponował wykonać postać papieża w dwóch wariantach – w białym marmurze lub jasnoszarym granicie. W każdym przypadku miał to być jasny kolor materiału, bowiem do postaci Jana Pawła II nie pasuje ciemny spiż. Urzędnicy „białego domu” poprosili o kosztorys. Figura z białego włoskiego marmuru kosztowałaby około 100 tys. dolarów USA, zaś z ukraińskiego granitu z kamieniołomów w okolicy Humania byłaby dwa razy tańsza. Artysta przekazał oba kosztorysy urzędnikom. Tam wędrowały one pomiędzy kolejnymi wydziałami, merem i znów wydziałami i… w końcu zawisły gdzieś w próżni.

W tym czasie artysta zaczął rzeźbić gipsowy model pomnika o wysokości 3 m. konieczny do późniejszego wykonania rzeźby w marmurze lub granicie – jak mówią artyści „punktację”.

W 2020 r. z okazji stulecia urodzin Jana Pawła II artysta przewiózł model do Frankiwska. Tu znów zaczęły się wędrówki po gabinetach władzy. Nowy mer Rusłan Marcinkiw zgody nie wyraził, jeden zaś z jego zastępców stwierdził – „na razie…”. Danyło Knyszuk zwracał się też do hierarchów cerkiewnych, ale oprócz listów z wyrazami „poparcia” nic nie uzyskał.

Dziś model pomnika Jana Pawła II stoi w domu rodziców artysty przy ul. Botanicznej. Gips chłonie wilgoć, więc figurę owinięto folią. Ale mimo to na gipsie tworzy się kondensat. Może jakiś czas figura jeszcze postoi, ale potem… trzeba będzie robić ją od nowa, i kto będzie to robił? Artysta się zarzekł, że nie chce już mieć nic do czynienia z władzami, projekt pomnika chce jednak doprowadzić do końca.

Władze miasta mają trzy wyjścia: znaleźć fundusze na budowę pomnika, kontynuować grę w milczenie lub… przywrócić ulicy nazwę Budowlańców.

Mobilizacja

Z chwilą wybuchu wojny z Rosją ta historia nie wydaje się być unikalną, bo podobne wypadki się zdarzają. Ale przed dziesięciu laty, gdy pisałem te słowa, coś takiego byłoby uznane za nonsens…

We frankiwskiej brygadzie lotnictwa strategicznego służył niejaki młodszy sierżant S. Od kilku lat był na kontrakcie. Swoją służbę w tej słynnej jednostce rozpoczynał jako sierżant, ale nie ma to żadnego znaczenia dla naszej opowieści.

Pochodził z Kałusza. W styczniu 2015 r. w Ukrainie zaczęła się czwarta fala mobilizacji i mężczyzna otrzymał wezwanie na komisariat. Zgodnie z aktualnym ustawodawstwem czarno na białym pisało, że podlega on mobilizacji na służbę wojskową i w pewnym terminie powinien stawić się w komisariacie.

Defilada wojskowa. Zdjęcie ze źródeł internetowych

Początkowo sierżant pomyślał, że to żart. Jak mogą go wzywać na służbę, gdy JUŻ służy. Jednak potem otrzymał drugie i trzecie wezwanie na komisariat. Po szóstym – jego sprawę przekazano do sądu, jako osoby unikającej służby wojskowej. Musiał więc zebrać stosy papierów i udowadniać w wojskowej prokuraturze, że wcale nie unika służby wojskowej, bo jest w służbie czynnej.

Gdyby pana S. powoływał do służby inny komisariat, byłoby to zrozumiałe. Ale do służby we frankiwskiej dywizji kierował go ten sam komisariat z Kałusza. W ten sposób kałuski komisariat po raz drugi powoływał do służby tego samego obywatela.

Iwan Bondarew

Tekst ukazał się w nr 23-24 (483-484), 19 grudnia 2025 – 15 stycznia 2026

X