Wolontariuszki z polskimi paszportami Olga Solarz i Ania Kudzia, fot. Igor Rewaga / Nowy Kurier Galicyjski

Wolontariuszki z polskimi paszportami

„Być wolontariuszem w Ukrainie z polskim paszportem: za, przeciw, pułapki” – dyskusja pod takim tytułem z udziałem dwóch znanych polskich wolontariuszek Olgi Solarz i Ani Kudzi została zorganizowana podczas XXXII Forum Wydawców we Lwowie

Olga Solarz to doktor etnologii, antropolożka, założycielka i prezeska Fundacji „Magia Karpat”. Była aktywną uczestniczką Pomarańczowej Rewolucji oraz Rewolucji Godności w Kijowie. Od samego początku wojny rosyjsko-ukraińskiej organizuje i przekazuje wsparcie humanitarne dla żołnierzy ukraińskich i ludności cywilnej w strefie przyfrontowej. O pierwszym roku pełnoskalowej wojny w Ukrainie napisała książke-reportaż Dzikie Pole. Wojenna opowieść.

– Pierwszy raz na „zerówkę” trafiłam jeszcze w 2014 roku – wyjaśniła dla Kuriera Galicyjskiego Olga Solarz. – Wojna w czternastym roku była zupełnie inną wojną, niż w dwudziestym drugim, dwudziestym trzecim czy nawet dwudziestym piątym. Dzisiaj na „zerówkę” już bym na pewno nie trafiła, dlatego że przestrzeń co nalmniej 10 kilomentrów od samej linii starcia kontrolują drony. Zatem dzisiaj już żaden wolontariusz nie trafi na „zerówkę”. To już oczywiste i zupełnie nie ma już takiej potrzeby. Natomiast w czternastym roku, w piętnastym można było. Nie do końca swobodnie, trzeba było jakby zyskać zaufanie żołnierzy, którzy mogli na tę „zerówkę” zawieźć. Jeszcze w dwudziestym drugim i dwudziestym trzecim bywałam na „zerówce” i to też oczywiście związane było z tym, ze dokumentowałam. Miałam zaufanie żołnierzy. Wiedzieli, że nie wykorzystam tego przeciwko nim. Że wszystkie filmy, zdjęcia, które robię, wykorzystuję w dobrym celu, po pierwsze, po to by zbierać pieniądze dla żołnierzy. Na ich konkretne potrzeby. A po drugie, dlatego, że chcę napisać książkę. Więc dla mnie było istotne, żeby odczuć dokładnie te emocje, te nastroje. Też strach. I żeby być po prostu bardziej wiarogodną, bo trudno napisać książkę o wojnie nie odczuwając tej wojny w szpiku kości.

Przed wejściem do Muzeum Narodowego we Lwowie można zobaczyć kamienną rzeźbę – babę połowiecką, która przez wieki stała na kurhanie Stróżowa mogiła nieopodal miejscowości Wielka Nowosiółka na Donbasie. Została rozstrzelana przez Rosjan. Ponad 200 jej kamiennych fragmentów były wywiezione dzięki staraniom Olgi Solarz i żołnierzy Sił Zbrojnych Ukrainy i złożone na powrót w figurę. Polska wolontariuszka wiele czasu poświęca żywym babciom, starszym kobietom pozostałym na terenach dawnego Dzikiego Pola.

Olga Solarz, fot. Igor Rewaga / Nowy Kurier Galicyjski

– Te babcie, dziadkowie też są bardzo różni, co trzeba wziąć pod uwagę – mówiła dalej Olga Solarz. – Są bardzo prości, nigdy nigdzie nie wyjeżdżali. Urodzili w tej wsi, do końca w niej mieszkali. Ale też są osoby z zewnątrz. Są osoby ze średnim, wyższym wykształceniem. Są osoby, które latach 50. przyjechały do kołchozu pracować. Na przykład z ziemi lwowskiej była taka babcia Fenia, której pomagałam. Urodziła się jeszcze przed wojną w Polsce, więc ona wiedziała, gdzie jest Polska. Ale były też osoby, które nie kojarzyły, już też z racji wieku. Ale dla nich było istotne to, że ktoś przyjeżdża, pomaga. Że jest w stanie usiąść, porozmawiać, pobyć. Bo tak naprawdę dla tych starszych osób najbardziej istotna jest obecność drugiej osoby.

Czy będą kolejne opowieści z wypraw wolontariuszki na wojnę? – zapytałem.

– Będzie druga część „Dzikiego pola”, piszę już ją – stwierdziła Olga Solarz. – Napisałam już dwa pierwszych rozdziały. Za dwa tygodnie znowu jadę na front. Mam tam swoją literacką rezydencję. Pisze mi się tam najlepiej i będę pisała dalej.

Polska konserwator kamienia Anna Kudzia pomimo wojny pracuje we Lwowie. Również aktywnie zajmuje się wolontariatem. W ramach akcji Ukraina Pomagamy zbiera środki na apteczki taktyczne oraz sprzęt medyczny dla żołnierzy ukraińskich. Jeździ z pomocą humanitarną na front. Wspierają ją Polacy i Ukraińcy.

Ania Kudzia, fot. Igor Rewaga / Nowy Kurier Galicyjski

– Teraz już czwarty rok wojny. Mogę powiedzieć, że ten wolontariat to całe moje życie po prostu – powiedziała Ania Kudzia. – Na pewno bardzo ważna część mojego życia. Kiedy wybuchła pełnoskalowa wojna, nie sądziłam, że przyjdzie mi wejść na taką ścieżkę życia. Zawsze chciałam pomagać. Zawsze gdzieś tam w środku miałam taką potrzebę, żeby udzielać się w różnych takich akcjach pomocowych, ale tutaj dotknęło mnie na tyle bezpośrednio, że faktycznie w tej takiej spontanicznej, impulsywnej pomocy na początku przerodziło się to już w pełnoetatową wolontariacką prace. Uważam też, że ten wolontariat na pewno jest jakimś świadectwem nas, Polaków tutaj w Ukrainie i tego, że cały czas właśnie cały czas Ukrainę podtrzymujemy, że jesteśmy za Ukrainą i że chcemy, żeby właśnie te stosunki polsko-ukraińskie były co raz lepsze. Więc myślę, że jesteśmy takimi przedstawicielami, ambasadorami Polski. Nie tylko ja, a i mnóstwo wolontariuszy z Polski, którzy cały czas pomagają. Cały czas jesteśmy w trakcie zbierania funduszy i mamy teraz akurat bardzo gorący czas w pracy dotyczącej konserwacji zabytków. Ostatnie pogodne dni, więc musimy jeszcze skończyć projekty. Cmentarz Łyczakowski, klasztor benedyktynek czekają. Codziennie tam jesteśmy. Ale za dwa-trzy tygodni jedziemy, bo chłopcy bardzo czekają na samochód, który już tu przywieźliśmy. Załatwiamy ostatnie formalności. Zbieramy ostatni pieniążki, żeby ten samochód wypełnić i będziemy jechać.

Polskie wolontariuszki wspierają i doceniają Polacy i Ukraińcy.

Roman Kabaczij, pracownik Narodowego Muzeum Historii Ukrainy w II Wojnie Światowej w Kijowie w naszej rozmowie zaznaczył:

Roman Kabaczij, fot. Igor Rewaga / Nowy Kurier Galicyjski

– Znając język, znając to środowisko mogę opowiadać o różnych typach polskiego wolontariatu dla Ukrainy – mówi Roman Kabaczij. – Zbierają Ukraińcy w Polsce, potomkowie tych co doświadczyli akcji „Wisła”, Związek Ukraińców w Polsce, zbierają obywatele Polski, którzy jak Ania po prostu przyszła z konkretnego zawodu i musiała się przestawić na wolontariat. I takich ludzi jest dużo. Są trudności, widzę, że muszą co raz więcej się przykładać, żeby zebrać na jedno czy na drugie. I bardzo cieszę się, kiedy im się udaje. Widzę, jak one się cieszą, gdy te busy jadą na front. Albo jak Olga pomaga nie tylko żołnierzom, ale i cywilom na linii frontowej. Te uśmiechy, ta radość, którą wolontariusze niosą ludziom, mają w sobie pozytywne działanie.

Książka Olgi Solarz „Dzikie pole” będzie przetłumaczona na język ukraińskim. Ania Kudzia po powrocie ze strefy wojennej razem z przyjaciółką wolontariuszką Natalią Jastrzębską organizują kolejną aukcję Ukraina Pomagamy, gdzie zaprezentują skrzynki po amunicji, które dostały nowe życie.

Konstanty Czawaga

Przez całe życie pracuje jako reporter, jest podróżnikiem i poszukiwaczem ciekawych osobowości do reportaży i wywiadów. Skupiony głównie na tematach związanych z relacjami polsko-ukraińskimi i życiem religijnym. Zamiłowany w Huculszczyźnie i Bukowinie, gdzie ładuje swoje akumulatory.

X