Z Leną Semenową, przewodniczką oprowadzającą Polaków po Kijowie, założycielką Asocjacji Polskich Przewodników Ukrainy, autorką polskojęzycznego bloga turystycznego „Ukraina w małym palcu”, administratorką strony Facebookowej Ogólnoukraińskiego Zespołu Polonistów rozmawiał Eugeniusz Sało.
Kursujesz pomiędzy Winnicą a Kijowem. Gdzie obecnie jesteś?
Aktualnie jestem na wsi w obwodzie winnickim, niedaleko samej Winnicy. Czasem żartuję, że żyję jak polska szlachta, mam rezydencję letnią i zimową. Zimą jadę do miasta, zazwyczaj do Kijowa, czasem do Iwano-Frankiwska. Lato spędzam w letniej rezydencji na Winniczyźnie. To mała wieś, gdzie prowadzę agroturystykę. Mieszkam tu i przyjmuję gości. Naszą lokalną atrakcją jest Krater Meteorytowy, taka ciekawostka.
Co uprawiasz w swojej agroturystyce?
Mieszkam tu jak zwykła wiejska kobieta, mam działkę, uprawiam warzywa, głównie pomidory. Przy okazji przyjmuję turystów odwiedzających krater.
Jak zmieniło się Twoje życie od lutego 2022 roku?
Zmieniło się, jak u wszystkich. Ale nie mogę narzekać. Jestem zdrowa, żyję i mam wszystko, co najważniejsze. Zmieniła się oczywiście moja działalność, bo pracuję w turystyce międzynarodowej. Liczba turystów, szczególnie z Polski, bardzo spadła. Moja ulubiona praca, oprowadzanie po Kijowie, praktycznie zamarła. Wcześniej miałam grupę co tydzień, teraz może raz czy dwa razy w roku. To niewiele, ale i tak nie jest to najgorsze, co przyniosła wojna. Obecnie częściej mieszkam na wsi, bo jest spokojniej, można się wyspać. W Kijowie czasem nawet nie da się przetrwać nocy.
Jak to się stało, że zaczęłaś oprowadzać Polaków po Kijowie? Skąd się wzięło Twoje zainteresowanie Polską i językiem polskim?
Nie mam korzeni, ale to była miłość od pierwszego wejrzenia. Kiedy pierwszy raz przyjechałam do Polski, zakochałam się w tym kraju i języku. Studiowałam na Kijowskim Uniwersytecie im. Tarasa Szewczenki na wydziale geografii i jako drugi język wybrałam polski. Byłam najlepsza w grupie, bo po prostu fascynował mnie ten język. Pracę dyplomową pisałam o turystyce w Polsce, to było 17 lat temu. Później przeprowadziłam się na Winniczyznę. Ktoś usłyszał, że znam polski, i zaproszono mnie do pracy w szkole. Przez pięć lat uczyłam tam jako polonistka, mimo że jestem z wykształcenia geografem.
Po tych latach zrozumiałam, że chcę połączyć polonistykę, geografię i turystykę. Pomyślałam, że oprowadzanie Polaków po Kijowie to idealne zajęcie, bo studiowałam tam i kocham to miasto. To moje powołanie, wynikające z połączenia wszystkich moich umiejętności. Od ośmiu lat jestem przewodniczką po Kijowie i rozwijam tę działalność.
Założyłam też Asocjację Polskojęzycznych Przewodników Ukrainy. Chciałam, aby w każdym mieście w Ukrainie turysta mógł znaleźć przewodnika mówiącego po polsku. Przed wojną zorganizowałam kurs przewodnicki, uczestniczyło w nim około 40 osób. Niestety wielu przewodników wyjechało po wybuchu wojny, a działalność asocjacji została zawieszona. Jeśli ktoś dziś potrzebuje przewodnika w innym mieście, może się do mnie zwrócić, pomogę.
fot. Lena Semenowa
Jakie są dalsze plany działalności Asocjacji Polskich Przewodników Ukrainy?
Chcę szkolić nowych przewodników, by działali nie tylko we Lwowie, Kijowie czy Odessie, ale i w mniejszych, ciekawych miastach.
Czy pamiętasz swoje pierwsze oprowadzanie? Jakie były wtedy emocje?
Tak, pamiętam. Moje pierwsze w ogóle i pierwsze po Kijowie. To pierwsze było w Użhorodzie, gdzie byłam tylko raz. Jeszcze się wtedy uczyłam, ale znajoma poprosiła o pomoc. Bałam się, ale się zgodziłam. To była grupa szkolna, więc mniej stresu. Poszło dobrze, zatrudnili mnie drugi raz, zarobiłam, uwierzyłam w siebie.
Natomiast pierwsza wycieczka po Kijowie to było już duże wyzwanie, 30 osób z fabryki śmigłowców w Świdniku. Trzy dni oprowadzania, więc poprosiłam koleżankę o wsparcie. Po wszystkim też mnie zatrudnili ponownie. Było ciężko, ale satysfakcja ogromna. Z pierwszego wynagrodzenia kupiłam zimową kurtkę i noszę ją do dziś.
Tworzysz również stronę facebookową Ogólnoukraiński Zespół Polonistów. Jakie treści tam publikujesz i do kogo są one kierowane?
To grupa na Facebooku z 10-letnią historią i 5 tysiącami członków – nauczycieli, studentów, miłośników języka polskiego. Publikuję tam informacje o konkursach, szkoleniach, programach, ofertach pracy, ciekawostkach językowych. Grupa łączy ludzi. Wielu polonistów poznało się właśnie tam.
Jaka jest dziś sytuacja nauczania języka polskiego w Ukrainie? Czy mimo trudnych realiów młodzi ludzie wciąż chętnie się go uczą?
Nie mam pełnego obrazu, więc ciężko mi jest powiedzieć. Ale osobiście nadal mam uczniów, około 5–7 regularnych. Wiele osób wyjechało do Polski, więc potrzeba nauki języka polskiego pozostała. Tylko uczniowie są dziś bardziej rozproszeni. Mamy wielu nauczycieli, szkół, firm.
Dlaczego postanowiłaś pisać blog po polsku o Ukrainie? Do kogo jest on skierowany i jakie tematy najbardziej interesują czytelników?
To efekt trwającej wojny. Jest mniej wycieczek, więc więcej czasu. Od dawna marzyłam o stworzeniu portalu informacyjno-turystycznego po polsku. Niestety, brakuje rzetelnych informacji, zwłaszcza po polsku. Dzięki wsparciu Fundacji Wolność i Demokracja realizuję projekt. Blog nazywa się „Ukraina w małym palcu”, gdzie opisuję regiony, zabytki, polskie ślady. Na razie opisałam już 13 regionów Ukrainy.
Wszystko tworzysz na miejscu?
Tak. Każdy artykuł to podróż, rozmowy z mieszkańcami, zdjęcia, wizyty w muzeach. To są autorskie, aktualne treści, często w formie reportażu.
Który wyjazd wspominasz najlepiej?
Najbardziej lubię opisywać mało znane miejsca. Szczególnie zapamiętałam pałac w Antonówce. Świetnie zachowany, dziś jest to zakład psychoneurologiczny. Ciekawy był też pałac, który dziś należy do wspólnoty religijnej Kryształowców. Zaprosili mnie do siebie, nocowałam tam, jadłam z nimi, rozmawiałam, naprawdę ciekawe doświadczenie. Ukraina ma mnóstwo takich perełek, niestety często w złym stanie.
Gdzie można znaleźć twojego bloga?
Nazywa się „Ukraina w małym palcu”, zapraszam serdecznie do czytania i oglądania.
Czy turystyka w Ukrainie, nawet w czasie wojny, ma według Ciebie sens? Jaką rolę może dziś odgrywać?
Oczywiście. To część gospodarki, daje pracę i oddech psychiczny. Dla Ukraińców to też sposób, by zmienić otoczenie, odpocząć trochę. Dla obcokrajowców, może warto poczekać na koniec wojny. Ale niektóre regiony są względnie bezpieczne. Miałam dwóch turystów z Polski, którzy przyjechali, aby zobaczyć naszą rzeczywistość. Zobaczyć jak wyglądają alarmy powietrzne i latają drony. Jeden chciał nawet pojechać na front, ale odmówiłam mu tego pomysłu.
Gdybyś mogła jednym zdaniem zaprosić Polaków do poznawania Ukrainy, nawet teraz, w czasie wojny, to co byś powiedziała?
Jeśli jeszcze nie zwiedzaliście największego i najodważniejszego kraju Europy – Ukrainy. Kraju, który walczy i powstrzymuje największą pomyłkę w historii czyli Rosję. Jeśli jeszcze nie byliście tutaj, to zapraszam!
Dziękuję za rozmowę.
Nagraną rozmowę mogą Państwo posłuchać w podcaście „Wojenna codzienność mieszkańców Ukrainy” na kanale YouTube Radio Kurier Galicyjski.





