We Lwowie Narodowe Czytanie Jana Kochanowskiego odbyło się w niezwykłej scenerii Ogrodu Botanicznego Lwowskiego Narodowego Uniwersytetu imienia Iwana Franki. Utwory Mistrza z Czarnolasu w oryginale w języku polskim, jak również w tłumaczeniu na język ukraiński przybliżyli licznej publiczności dyplomaci, aktorzy, poeci, muzealnicy. W postać Jana Kochanowskiego wcielił się dyrektor Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie Zbigniew Chrzanowski. Organizatorem wydarzenia był Konsulat Generalny RP we Lwowie.

– Narodowe Czytania w Polsce są powszechnym popularnym wydarzeniem w wielu miejscowościach – powiedział w wywiadzie dla Kuriera Galicyjskiego Marek Radziwon, konsul generalny RP we Lwowie. – Dlatego uznaliśmy, że we Lwowie czytanie poezji też powinno się odbyć. Nie prelekcje, nie wykłady, nie dyskusje, ale czytanie poezji. I to mi się wydaje prawdziwą wartością. Natomiast istotnie było naszym pomysłem, żeby to zorganizować w Ogrodach Botanicznych, pod prawdziwą lipą, jak to u Kochanowskiego. I z młodym pokoleniem polskich muzyków jazzowych. Kilka osób mówiło o tym, że poezja Kochanowskiego to nie zabytek. Nie tylko historia z dalekiej przeszłości dla literaturoznawców i historyków literatury, ale poezja. Jeśli ją czytać na serio i jeśli jej słuchać na serio, to jest to współczesny tekst. Myślę też, że słychać to było w naszych dzisiejszych czytaniach. Amatorskich, ale przyjemnych. Słychać to też pewnie w muzyce zaproszonych polskich muzyków jazzowych. Że to jest żywe i że to jest inspirujące.
fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski
Poezja Jana Kochanowskiego brzmiała w interpretacji znanych postaci świata kultury z Polski i Ukrainy. Aktor Tadeusz Chudecki przyjechał z Warszawy.
– Ja po prostu od urodzenia kocham Lwów – powiedział w naszej rozmowie. – Jak otrzymałem propozycję, żeby przyjechać, to od razu, bez żadnego zastanowienia poodwoływałem różne inne rzeczy i pomyślałem, że to pretekst żeby w tym szczególnym dla państwa i smutnym czasie tutaj przyjechać. Jestem bardzo wzruszony, bo Lwów to moja druga ojczyzna. I naprawdę wielokrotnie tutaj bywałem jeszcze przed wojną i myślę, że teraz, po tym pobycie będę znowu przybywał, bo myślę, że nie ma się czego bać i trzeba po prostu żyć normalnie. Dziękuję konsulatu polskiemu, który w tych ciężkich czasach – wydawałoby się niesprzyjających ku temu, żeby organizować takie widowiska, takie piękne imprezy – tak ładnie to zorganizował i przygotował. Jestem po prostu zaszczycony, że mogę tu być.
Poezje Jana Kochanowskiego czytał również Ostap Sływynski, ukraiński poeta, tłumacz, badacz literatury, wykładowca Ukraińskiego Katolickiego Uniwersytetu we Lwowie.
– W Ukrainie poezja Kochanowskiego jest słabo znana. Twórczość Kochanowskiego należy do kanonu literatury polskiej w Polsce, a wiem, że kanon narodowy różni się w każdym kraju – powiedział Ostap Sływynski. – Byłem ciekaw jak wygląda ten kanon literatury polskiej w Ukrainie. Jest Słowacki, jest Sienkiewicz. Od czasu do czasu pojawiają się inne postacie, ale Kochanowskiego niestety nie ma. Jest nieznany. Dawno temu przekładał wiersze Kochanowskiego Dmytro Pawłyczko, jeden z najbardziej płodnych tłumaczy polskiej poezji w Ukrainie. Od Kochanowskiego zaczyna się jego słynna 50 poetów polskich: Antologia Poezji Polskiej w ukraińskim tłumaczeniu. Ale trzeba jakby taką renowację tych tłumaczeń zrobić. Ktoś musi za to zabrać się, przetłumaczyć ponownie Kochanowskiego. W świecie translatorskim jest zasada, że mniej-więcej dwadzieścia lat trzeba tłumaczenie wznawiać, bo tekst źródłowy się nie zmienia, ale zmienia się nasza wrażliwość czytelnicza.
fot. Aleksander Kuśnierz / Nowy Kurier Galicyjski
Wiera Meniok, kierownik Polonistycznego Centrum Naukowo-Informacyjnego im. Ihora Menioka i dyrektor Międzynarodowego Festiwalu Brunona Szulca w Drohobyczu uczestniczyła w tym czytaniu po raz pierwszy.
– Po raz pierwszy uczestniczę w Czytaniach Narodowych i to nie byłe poezji, nie były kogo, tylko Kochanowskiego – zaznaczyła Wiera Meniok. – I pod tą lipą, i na tej łące, i wszystko jakby Kochanowski sam to wszystko wyreżyserował. Bardzo jestem wdzięczna za zaproszenie. Okazało się, że jest to niesamowicie wspaniała impreza, która przekroczyła nawet moje najśmielsze oczekiwania. Ten tren, siódmy, który dzisiaj czytałam, jest smutny. To jest uniwersalny obraz żałoby. Ogromnej żałoby z powodu śmierci najbliższej osoby. I to odbija się echem w naszych dniach. Tego co się dzieje teraz w Ukrainie, czego doświadczamy codziennie. To jest bardzo zmysłowy obraz. Uniwersalny. Nie chodzi o konkretnego ojca i konkretną zmarłą córeczkę, jest to symbolika uniwersalna. Ojciec patrzy na zmarłe ciało, na zwłoki najbliższej jego sercu osoby. Jest to obraz bardzo zmysłowy, nawet cielesny i dlatego tak przejmujący. W tym trenie czytamy o tym, jak ubrana jest Urszulka. Te wszystkie wstążki, ten letniczek, sukieneczka we wzory – już to wszystko nie jest potrzebne. Dlatego, że posag i ona zostaną złożone w jednej skrzyńce, czyli w jednej trumnie. To bardzo smutne. Tym nie mniej Kochanowski pełen jest też optymizmu i ten optymizm dzisiaj odczuwaliśmy pod tą lipą. Razem z Kochanowskim – czyli wspaniałym dyrektorem, pięknym aktorem Chrzanowskim, który wcielił się w Jana Kochanowskiego. To od nas zależy czy zwycięży smutek i udręka, a czy zwycięży życie, ta zieleń, ta lipa i optymizm. Myślę, że Jan Kochanowski, który jest ponad czasami i ponad granicami, chciałby, żeby zwyciężyła ta lipa i ta zieleń, i to życie. I to, że jesteśmy razem. Ponieważ dla mnie Kochanowski w Polsce jest jakby spokrewniony bardzo mocno z Iwanem Kotlarewskim. Kochanowski to ojciec literackiego języka polskiego. Kotlarewski jest ojcem literackiego języka ukraińskiego. I zależało im na tym, żeby i Polacy, i Ukraińcy dzisiaj, w tak trudnym momencie dla Ukrainy uczestniczyli w tak pięknym wydarzeniu, które też jest ponad granicami, bo łączy.
fot. Aleksander Kuśnierz / Nowy Kurier Galicyjski
Zespół Magdaleny Howorskiej z Polski zaproponował zgromadzonym w Ogrodzie Botanicznym koncert jazzowy inspirowany Pieśnią świętojańską o Sobótce.
– Projekt powstał z inicjatywy Muzeum w Czarnolesie – powiedziała po występie Magdalena Howorska. – Gdyby nie pan dyrektor Muzeum Jana Kochanowskiego w Czarnolesie i jego producenckie zacięcie to w ogóle by się nie wydarzyło. Kochanowski to przede wszystkim bliskość do natury, do człowieka, czyli wszystko co jest w moim sercu. I ta ludowość. Skrzyknęłam najfajniejszych chłopców jazzowych, żeby taki projekt zrobić. Serce się raduje, że znaleźliście dla nas miejsce tutaj w Ogrodzie Botanicznym na czytaniu i że ten występ tak świetnie przyjęty. Bardzo dziękujemy. Te melodie pojawiły się od razu, jak czytałam teksty. Wyszło to bardzo organicznie i bardzo szybko. I bardzo z mojego serca. Te teksty przez muzykę są uwspółcześnione. Pracuję też z młodzieżą. Z materiałem Kochanowskiego w Czarnolesie prowadzimy zajęcia teatralne i próbuję odczarować dla młodzieży te trudne treny, trudne niezrozumiałe fraszki. Okazuje się, że to jest po naszemu. Tylko trzeba usiąść i nad tym się pochylić. I otworzyć głowę i serce. I faktycznie młodzież zaczyna rozumieć.
Narodowe Czytania poezji Jana Kochanowskiego odbyły się też w wielu miejscowościach na Ukrainie. Zostały zorganizowane przez towarzystwa kultury polskiej oraz polskie szkoły i ośrodki nauczania języka polskiego.
Konstanty Czawaga























































