Postanowienia jałtańskie z lutego 1945 roku zawarte między Związkiem Sowieckim a zachodnimi aliantami Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią wytyczyły nowe granice Polski bez rozmów i konsultacji z tymi, których te decyzje dotyczyły. To w kurorcie nad Morzem Czarnym podjęto decyzję o utracie przez Rzeczpospolitą jej wschodnich terenów na rzecz Litewskiej SRS, Białoruskiej SRS i Ukraińskiej SRS, de facto tereny te znalazły się w obrębie granic Związku Sowieckiego. Dopiero półtora roku później działający pod protektoratem Moskwy Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej 16 sierpnia 1945 roku podpisał umowę z ZSRS o granicy między tymi państwami. Wcześniej obowiązywało jedynie porozumienie pomiędzy tymi stronami zawarte 27 lipca 1944 roku.
Wśród największych ośrodków miejskich związanych z historią Polski, gdzie dominowała polska ludność, były miasta Wilno i Lwów. Ten ostatni ośrodek miejski był trzecim co do wielkości miastem przedwojennej Rzeczpospolitej. Liczył wtedy 312 tys. mieszkańców, wśród których było 155 tys. Polaków, 100 tys. Żydów, 50 tys. Ukraińców. Wobec przeprowadzonej przez Niemców w czasie II wojny światowej zagłady Żydów dominacja Polaków w mieście stała się jeszcze bardziej widoczna. W 1943 roku 62% mieszkańców grodu nad Pełtwią to byli Polacy, 30% Ukraińcy.
W dniach 22–27 lipca 1944 roku Armia Czerwona wspomagana przez miejscowe struktury Armii Krajowej zdobyła Lwów. Choć w tym momencie kraje zachodnie za jedyną legalną władzę w Polsce uznawały Rząd Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie tzw. rząd londyński, to jednak Sowieci wkrótce potem przystąpili do akcji odpolszczania Lwowa. Już 3 sierpnia 1944 roku szef obkomu Komunistycznej Partii Ukrainy Iwan Gruszeckij informował swego przełożonego I sekretarza tego ugrupowania politycznego Nikitę Chruszczowa, że zdecydowana większość mieszkańców miasta to Polacy, co stało w sprzeczności z lansowaną propagandową wersją o dominacji tu żywiołu ukraińskiego. Gruszecki sugerował przesiedlenie Polaków i szybką ukrainizację Lwowa (Markowski, 2018). Kulminacją akcji represyjnej były masowe, obliczane na kilkanaście tysięcy areszty polskiej inteligencji w mieście, przeprowadzone w dniach 3–4 stycznia 1945 roku, gdy trwała jeszcze wojna, było to przed konferencją w Jałcie, Stalin i jego współpracownicy mieli jednak dokładnie wytyczony cel, który konsekwentnie realizowali. Jednocześnie Moskwa prowadziła masową akcję sprowadzania do Lwowa Rosjan, Ukraińców z głębi swojego kraju. Proporcje pomiędzy dawnymi mieszkańcami miasta a ludnością napływową zaczęły się gwałtownie zmieniać. Kiedy padł Berlin i zakończyła się II wojna światowa w Europie natychmiast zaczęła działać Polska Komisja Ewakuacyjna, której zadaniem było wydawanie we współpracy z władzami sowieckimi kart ewakuacyjnych, rejestracja przesiedleńców i ich mienia, które podlegało ewakuacji. Polscy lwowianie zareagowali biernością i nie chcieli opuszczać miasta, z którym wielu ludzi było związanych od pokoleń. W związku z tym nie rejestrowali się i nie odbierali kart ewakuacyjnych. Nawet cofnięcie uznania rządowi londyńskiemu 5 lipca 1945 roku, a następnie uznanie przez kraje Zachodu Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej 28 sierpnia tego samego roku, nie zmieniło nastawienia lwowian. Nadal wierzyli, że niemożliwym jest, aby Lwów nie pozostał przy Polsce. Wobec takiego dictum do Lwowa został skierowany Stanisław Grabski, przedwojenny polityk związany z Narodową Demokracją, a w tym czasie bliski współpracownik Stanisława Mikołajczyka, wicepremiera Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej. W czasie dwóch wizyt mieście „Semper Fidelis” w końcu września i na początku sierpnia spotykał się m.in. z przedstawicielami lwowskiej inteligencji, z mieszkańcami miasta przekonując, aby ratowali polskie dziedzictwo już w nowych granicach Polski Ludowej. 11 października 1945 roku Grabski był we Lwowie po raz trzeci, próbując negocjować wywiezienie do Polski przynajmniej części zbiorów muzealnych i archiwalnych. Lecz jego misja spełzła na niczym.
Ruszyły natomiast pierwsze transporty ekspatriacyjne. Dla ogółu mieszkańców najważniejsze były postawy przedstawicieli Kościoła katolickiego i inteligencji. 31 października wyjechał ze Lwowa liczący 85 wagonów duży transport przesiedleńczy na czele z profesorem Robertem Szewalskim. Ostatni duży transport polskiej inteligencji lwowskiej wyjechał z miasta w czerwcu 1946 roku, zabierając ze sobą m.in. wielu profesorów, którzy byli poddani represjom sowieckim, po aresztowaniu pracowali ciężko fizycznie w zagłębiu Donieckim. 26 kwietnia 1946 roku miasto opuścił metropolita lwowski arcybiskup Eugeniusz Baziak, wcześniej aresztowany przez NKWD i zmuszony do ekspatriacji. Tе wyjazdy zmieniły nastawienie polskiej ludności Lwowa. Coraz więcej osób dostrzegało groźbę życia w państwie sowieckim. Od maja 1945 roku do listopada roku następnego ze Lwowa wyjechało ok. 130 tys. osób, nie tylko Polaków, bo i ocalali z Holocaustu Żydzi, niekiedy Rosjanie i Ukraińcy. Według Stepana Makarczuka, w tej liczbie było 78,5 tys. Polaków (Макарчук, 2002).
Władze sowieckie systematycznie zamykały rzymskokatolickie świątynie w mieście. Wyjeżdżały całe parafie. Ci, którzy pozostawali, kładli kwiaty przy zamkniętych kościołach, niekiedy klęczeli przed nimi w cichej modlitwie. 29 listopada 1946 roku Polska Komisja Ewakuacyjna zakończyła działalność i nazajutrz wyjechała z miasta. W obwodzie lwowskim pozostało 27 tys. Polaków, w samym mieście stołecznym ok. 12 tys. (Fastnacht-Stupnicka, 2010; Hryciuk, 2005). Z czasem do tej grupy dołączyło kilkuset, około dwa – trzy tysiące osób uwolnionych z lagrów, a nie mających już szansy wyjechać w nowe granice Polski.
Polskie domy ostoją polskości
Tym, co odróżnia Lwów od innych ważnych ośrodków przedwojennej polskiej inteligencji jest to, że tu w przeciwieństwie do Wilna, czy toutes proportion gardee Grodna, Lidy, Brześcia, Tarnopola, Stanisławowa, wśród tych, którzy zdecydowali się zostać w swoim miejscu urodzenia, czy długoletniego zamieszkania, zauważalny procent to ludzie posiadający wyższe wykształcenie i utrzymujący się z pracy intelektu. Nieliczni z nich mogli pracować w swoich zawodach, na uczelniach wyższych, byli to głównie wykładowcy Politechniki, pojedyncze osoby pracowały w archiwach, bibliotekach, uczelniach medycznych lub przyrodniczych. Spośród grona kilkunastu profesorów różnych specjalności większość mieszkała w swoich prywatnych domach. W nich, co naturalne, przechowywali swoje zbiory naukowe, rodzinne, nierzadko te domy z czasem stały się ostojami lwowskiej polskości.
W tym kontekście trzeba zauważyć, że wielu pozostałych w mieście Polaków utraciło swoje dotychczasowe domy lub mieszkania. W ich domostwach urządzano siedziby placówek państwowych lub miejskich. W innych wypadkach do ich mieszkań dokwaterowano obce osoby. Zazwyczaj Rosjan, urzędników państwowych, oficerów wojska sowieckiego i służb specjalnych, lekarzy, przesiedleńców z głębi Rosji lub Ukrainy. Nierzadkie były przypadki, gdy po aresztowaniu Polaków, skazaniu i wywiezieniu na Sybir, ich mieszkania przejmowała na własność władza sowiecka, kwaterując w nich wymienione wcześniej grupy osób.
W sowieckim Lwowie, wobec likwidacji polskich instytucji życia publicznego, na dobrą sprawę w mieście zostały jedynie trzy szkoły z polskim językiem nauczanіа, a od 1962 roku już tylko dwie takie placówki. W tej sytuacji rolę podtrzymywania kultury, języka i religii przejęły prywatne domy miejscowych Polaków. Ich rola była fundamentalna w tworzeniu niezależnych od władz ośrodków wolnej myśli, przechowania tradycji i zwyczajów, w nauczaniu następnych pokoleń mieszkańców Lwowa nieskażonych ideologią, języka i kultury Niniejszy artykuł prezentuje najważniejsze z nich.
Mozerowie i Adamscy
Profesor inżynier Wilhelm Mozer (1889–1958) był specjalistą w zakresu budowy maszyn parowych, autorem książek o projektowaniu i konstrukcji parowozów. W latach 1928–1929 pełnił funkcję dziekana Wydziału Mechanicznego Politechniki Lwowskiej. Pod jego kierownictwem powstał jesienią 1918 roku polski pociąg pancerny. Rodzina Mozerów, pochodzenia austriackiego, związała swe losy z miastem „Semper Fidelis” w końcu XVIII wieku. Profesor posiadał w mieście stojące obok siebie dwa domy przy dawnej ulicy Szumlańskich. Starszy wybudowała matka Wilhelma Antonina z Hammermeistrów-Voglów, nowszy on sam, w okresie międzywojennym (Kozubel, 2021, s. 419). Zgromadził w nim bogaty zbiór rysunków technicznych, głównie dotyczący budowy parowozów. W związku małżeńskim ze Stefanią z domu Hilerowicz profesor miał ośmioro dzieci – dwóch synów i sześć córek.

Spośród nich we Lwowie ostatecznie pozostała Teresa Mozer (1925–2020), która wyszła za mąż za Stanisława Adamskiego (1916–1999). Oboje w czasie okupacji byli żołnierzami Armii Krajowej, jednak poznali się dopiero kilka lat po zakończeniu II wojny światowej, kiedy Stanisław (prawdziwe rodowe nazwisko Kruczkowski) został zwolniony z łagru w 1948 roku i wrócił do Lwowa. W czasie pobytu w lagrze poznał, a potem zaprzyjaźnił się z franciszkaninem o. Rafałem Kiernickim (1912–1995), późniejszym długoletnim proboszczem katedry lwowskiej, od 1991 roku biskupem pomocniczym tutejszej archidiecezji. Po uwolnieniu obaj prowadzili szeroko zakrojoną akcję pomocową skierowaną do uwięzionych żołnierzy AK, a także represjonowanego duchowieństwa katolickiego.
Inna znajomość, zawarta już po powrocie z łagrów, odegrała bardzo istotną rolę w życiu Stanisława. Była to bliska współpraca z ostatnim dyrektorem Ossolineum prof. Mieczysławem Gębarowiczem, trwająca aż do śmierci profesora w 1984 roku. To Adamski pośredniczył wielokrotnie w przekazywaniu do Polski dzieł sztuki zachowanych przez profesora. Dowodem zaufania ze strony profesora było uczynienie Stanisława Adamskiego, aktem notarialnym ze stycznia 1977 roku, generalnym spadkobiercą jego zbiorów. Rodzina Adamskich po śmierci profesora Gębarowicza we wrześniu 1984 roku potajemnie przeniosła spuściznę zmarłego do swego domu, aby ratować ją przed zniszczeniem lub wykorzystaniem nieopublikowanych tekstów profesora przez innych autorów. Po latach ówczesny dyrektor Ossolineum we Wrocławiu dr Adolf Juzwenko stwierdził, że „gdyby nie Adamski, spuścizna po profesorze najprawdopodobniej uległaby zniszczeniu”. Za ten wysiłek Stanisław Adamski otrzymał medal Zakładu Narodowego im. Ossolińskich.
Profesor Wilhelm Mozer zmarł w 1958 roku w czasie swojej podróży do syna zamieszkałego w Gdańsku. Teresa i Stanisław Adamscy stworzyli w swoich domach żywy ośrodek polskości. Wypełniały je liczne rodzinne pamiątki, stylowe meble, kolekcja obrazów, a także bogaty zbiór książek. Stanisław jako kolekcjoner wyszukiwał w lwowskich antykwariatach wartościowe przedmioty, ratując je przed zniszczeniem. Niekiedy pamiątki przekazywali do domu Adamskich wyjeżdżający na stałe ze Lwowa Polacy (Harupa, 2007, ss. 69–81). Tu gromadzili się lwowscy przyjaciele, tu przyjeżdżali, z latami coraz liczniej, rodacy z Polski.
Regularnie przy ulicy Szumlańskich odbywały się zajęcia z języka polskiego prowadzone przez posiadającą przedwojenne wykształcenie polonistkę Zofię Panek. Stanisław Adamski wspominał: „W domu odbywały się w czasie spotkań przy herbatce, służącej jako zasłona dymna, odczyty, prelekcje z okazji obchodów świąt państwowych 3 Maja, 11 Listopada czy też rocznic powstań, zrywów narodu w walce z zaborcami, wykłady znanych profesorów z zakresu historii, geografii, literatury, nie omijając tematów aktualnej sytuacji politycznej, wydarzeń w świecie, naturalnie, co w tym czasie było potrzebne dla podtrzymania ducha niezłomnego trwania na placówce” (Hlebowicz, 2021, s. 299).

Gdy troje dzieci Adamskich (Stefan, Marcin, Monika) trochę podrosło, zaczęto w domu organizować obchody świąt kościelnych i narodowych, wystawiano jasełka i odbywano próby młodzieżowych zespołów tanecznych i wokalnych. Należy się zgodzić z opinią Anny Fastnacht-Stupnickiej, że „ta domowa, zakonspirowana działalność uformowała powojenne pokolenie Polaków, którzy dzisiaj w zupełnie odmiennych, choć też niełatwych warunkach pozostają wierni swemu miastu” (Fastnacht-Stupnicka, 2010, s. 238).
Córka Adamskich Monika Owczarek tak wspomina swój dom z okresu dzieciństwa: „U nas drzwi się nie zamykały. Przychodziły panie działające przy kościele, organizowały dla dzieci spowiedź, uczyły. Wciąż przewijali się ludzie przyjeżdżający z Polski, odbywały się spotkania, trzeba to było zabezpieczyć, zatuszować. Nie było wsypy. […] Nasza rodzina tym się charakteryzowała, że myśmy (rodzeństwo Stefan, Marcin i Monika) w latach szkolnych nie byli październiątkami ani pionierami, ani komsomolcami. Rodzice nas tłumaczyli, że jesteśmy słabymi uczniami, więc dlaczego mamy te organizacje plamić” (Fastnacht-Stupnicka, 2010, s. 280).
W czasie pobytu rodziny w Krakowie troje dzieci Adamskich w pałacu biskupim bierzmował kardynał metropolita krakowski Karol Wojtyła.
Gdy w końcu lat osiemdziesiątych i na początku dziewięćdziesiątych powstały warunki do legalnej działalności Polaków w ZSRS, w domu Adamskich organizowano pierwsze spotkania Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej. Potem, gdy zainspirowani działalnością polskich Klubów Inteligencji Katolickiej powołali oni do życia Klub Myśli Katolickiej, na początku lat dziewięćdziesiątych wszystkie jego posiedzenia odbywały się w tym miejscu. Tutaj przygotowywał spotkania z gośćmi z Polski, wykłady i dyskusje, pomoc charytatywną dla starszych, chorych i samotnych. Gościnny dom zazwyczaj wypełniały paczki, stosy książek, lub ktoś wchodził i wychodził. Teresa Mozer-Adamska była prezesem klubu, kontynuowała jego działalność także po śmierci męża w 1999 roku. Również w tym miejscu na początku lat dziewięćdziesiątych odradzało się polskie harcerstwo, w którego działania aktywnie włączyli się Stefan Adamski i jego żona Krystyna.
Sześć niezwykłych sióstr
Decyzja o pozostaniu we Lwowie po wojnie była decyzją niełatwą. Po jej podjęciu i trwaniu na posterunku w roli strażnika języka, kultury, religii często towarzyszył inny niełatwy wybór. Rezygnacja z założenia własnej rodziny, aby w całości skupić się na tajnym nauczaniu, pomocy innym, zaangażowaniu w ukryte życie religijne. Takiego wyboru dokonały niezwykłe siostry, które w dużej mierze przyczyniły się do podtrzymania tożsamości Polaków we Lwowie w warunkach opresji sowieckiej. Były to Izabela (1885–1970) i Janina (1888–1970) Ledóchowskie, Krystyna (1918–1997) i Zofia (1914–1975) Panek, Irena (1919–2013) i Jadwiga (1926–2020) Zappe.
Siostry Ledóchowskie pochodzące ze znanej arystokratycznej rodziny urodziły się w Frydrykowie nad Zbruczem (Krzyżowski, 2024, ss. 524–532). Po przewrocie bolszewickim ich ojciec Leon został zamordowany, wdowa wraz z trzema córkami, w tym najmłodszą Marią (ur. 1891) wyjechały do Lwowa. Zamieszkały we Lwowie w kamienicy należącej do dalszych krewnych z rodziny Sobańskich. Kamienica usytuowana przy ul. Kleinowskiej 7, po wojnie przemianowana na ul. Kameniariw, ze względu na architekturę, bogatą fasadę, bogato urządzone wnętrza z licznymi dziełami sztuki nazywana była pałacem. Matka wraz córkami Izabelą i Marią skupiły się na prowadzeniu domu. Janina, gruntownie wykształcona, m.in. na Sorbonie, podjęła pracę w gimnazjach lwowskich ucząc angielskiego i francuskiego. W czasie okupacji nadal była wykładowcą języków obcych we Lwowskim Instytucie Politechnicznym (dawna Politechnika Lwowska) na Wydziale Rolniczo-Leśnym, następnie pracowała w Instytucie Technologicznym we Lwowie. Po wojnie związała się na krótko z Lwowskim Instytutem Rolniczym (dawna Akademia Rolnicza w Dublanach), gdzie wykładała w katedrze języków obcych (1950–1951).
Już w czasie kolejnych okupacji Lwowa dom przy Kleinowskiej stał się ostoją dla wielu uchodźców wojennych. Od 1943 roku przebywało w nim wielu Polaków z Wołynia, uciekających przed ludobójstwem Ukraińskiej Powstańczej Armii.

W 1944 roku zmarła najmłodsza z sióstr Maria, niespełna dwa lata później matka Maria, z domu Świeykowska. Starsze siostry podjęły decyzję o pozostaniu w mieście. Aby uratować dom przed niepożądanymi lokatorami podzieliły go na mieszkania, a współmieszkańcami zostali m.in. Janina Zamojska, Kazimiera i Witold Wróblewscy, państwo Bartoszewscy. Misja domu jako miejsca przechowywania ofiar represji nadal była kontynuowana. W 1948 roku zamieszkali tutaj wysiedleni z klasztoru w Mościskach redemptoryści ojcowie Marcin Karaś i Kazimierz Lendzion. Ponieważ obaj nie otrzymali zgody na pracę duszpasterską we Lwowie, w tym pałacu, w innych domach, sprawowali potajemne msze św. W domu przy ulicy przemianowanej już na Kameniariw przechowywane były ornaty, inne szaty kościelne, sprzęty liturgiczne. W tym czasie dom pań Ledóchowskich pełnił również rolę centrum pomocy osobom uwięzionym i przebywającym w łagrach. Wspólnie z Kazimierą Ulanicką (po mężu Wróblewską) i Heleną Wolską siostry przygotowywały i wysyłały paczki z żywnością, lekarstwami, odzieżą i artykułami niezbędnymi do życia. Stąd także prowadzono ożywioną korespondencję, na ile pozwalała sowiecka cenzura, z więźniami, co było dla nich niezwykle istotnym podtrzymaniem duchowym. Na skutek donosów dom był nachodzony przez funkcjonariuszy sowieckich służb specjalnych, na szczęście nigdy niczego nie znaleziono, co obciążyłoby właścicielki, lokatorów lub osoby współpracujące przy akcji pomocowej.
Z gościny pałacu sióstr Ledóchowskich korzystało w kolejnych latach wielu ludzi, którzy wracali z łagrów. Byli wśród nich legendarni duszpasterze z Kazachstanu ks. Bronisław Drzepecki i ks. Józef Kuczyński (Krętosz, 2003). Tu zamieszkał żołnierz AK Witold Wróblewski. Ten ostatni, który przebywał w jednym łagrze z ks. Drzepeckim, tak wspominał po latach jego bytność w domu pań Ledóchowskich: „Zarówno żona, jak i panie Janina i Izabela serdecznie powitały ks. Drzepeckiego. Szaty liturgiczne potrzebne do mszy św. były zawsze w domu pań Ledóchowskich. Skorzystaliśmy z posługi ks. Drzepeckiego i uczestniczyliśmy w wieczornej mszy św.” (Krętosz, 2010, ss. 219–238). Po ustaniu masowych represji, po śmierci Stalina kamienica przy Kameniariw zamieniła się w tajne centrum edukacyjne. Janina uczyła polską młodzież języków obcych. Corocznie organizowano w domu jasełka, co było zakazane. W tym ostatnim dziele siostry Ledóchowskie współpracowały blisko z siostrami Ireną i Jadwigą Zappe.
Dzieło sióstr Ledóchowskich po ich śmierci w 1974 roku w kamienicy przy dawnej Kleinowskiej podtrzymywała Janina Zamojska (1922–2015). Z wykształcenia pielęgniarka, przez 42 lata pracowała w pracowni przeciwgruźliczej. Przez wiele kolejnych lat pałac był bezpieczną przystanią dla wielu potrzebujących dachu nad głową czy materialnego wsparcia (Pełczyński, Wołczański, 2022, ss. 572–576). Grupa osób wspierających innych nazwała się Szara Brać Nieustającej Pomocy i działała we współpracy z proboszczem katedry lwowskiej o. Rafałem Kiernickim. Należały do niej, prócz Zamojskiej, Janina Fastnacht, Maria Klamut, Krystyna i Zofia Panek. Janina Zamojska przez wiele lat czynnie wspierała działania katedry łacińskiej we Lwowie, była ostatnim prezesem tutejszego komitetu kościelnego.

Rodzina Panek przeprowadziła się z Rzeszowa do Lwowa w 1936 roku (Krzyżowski, 2024, ss. 566–575). Krystyna i Zofia Pankówny ukończyły filologię klasyczną na UJK, a po wojnie muzykologię w Państwowej Szkole Muzycznej we Lwowie. Zofia pracowała zawodowo jako księgowa, bibliotekarz, archiwista. Krystyna była zatrudniona w Filii Centralnego Państwowego Archiwum Historycznego USRS w dziale publikacji na stanowisku pracownika naukowego, gdzie pracowała do przejścia na emeryturę w 1973 roku. Siostry mieszkały w domu przy ulicy Jana Kochanowskiego 36, w czasach sowieckich noszącej nazwę Majakowskiego, a obecnie Łewyćkiego. Stąd wychodziła pomoc dla wielu represjonowanych Polaków. Jednym z nich był Wiesław Krawczyński, żołnierz AK, który opisał w swoich wspomnieniach jak wielkie znaczenie dla uwięzionych miała taka pomoc: „W paczce był maleńki skrawek opłatka, którym podzieliliśmy się, przyniosłem też kilka sucharów i cukier oraz puszkę ze smalcem. Józek Godzisz postarał się o jakieś rybki i rozpoczęliśmy wigilię, z bożym błogosławieństwem. Przystąpiliśmy do smarowania czarnego chleba obozowego smalcem z puszki. I nagle pod smalcem coś zaszeleściło. Z ogromnym napięciem znaleźliśmy owiniętą w papier pergaminowy książeczkę pt. Cztery Ewangelie Pana Naszego Jezusa Chrystusa, wydaną w Mikołowie w 1937 r. nakładem księży Salwatorianów. Na okładce wewnętrznej dedykacja: „Wiesławowi, Najdroższemu Braciszkowi, tę malutką lecz najcenniejszą książeczkę, z życzeniami, by była Jego Vademecum zarówno dziś w ciężkich chwilach w Abieź, jak i w pogodnych w przyszłości, ofiarują przybrane siostry Zosia i Krysia. Lwów, 24 XI 1947 r.” (Krawczyński, 2010, ss. 78–79).
W okresie powojennym w mieszkaniu sióstr Panek mieszkał w latach 1948–1970 wspomniany już wcześniej o. Kiernicki, tam też znajdowała się jego prywatna biblioteka (Krętosz, 2003, s. 162). Obie siostry były bardzo mocno zaangażowane w nielegalną katechizację dzieci, uczyły także łaciny kandydatów do kapłaństwa, którzy nie mogli legalnie rozpocząć nauki w seminarium duchownym w Rydze.
Mieszkanie sióstr Panek służyło przez wiele lat jako miejsce spotkań polskiej lwowskiej inteligencji. Pod pozorem uroczystości imieninowych lub urodzinowych odbywały się tu regularne wykłady lub spotkania patriotyczne w rocznice ważnych wydarzeń z historii Polski. Na początku lat 70. wykład dla zgromadzonych miał ks. Mieczysław Brzozowski z KUL. W jego trakcie wkroczyła do mieszkania milicja. Prelegentowi udało się opuścić lokal tylnym wyjściem, uczestników spotkania nie dotknęły większe represje, ale na pewien czas trzeba było spotkania zawiesić i wzmóc czujność przy organizowaniu kolejnych.
Siostry Panek na dużą skalę zajmowały się kształceniem młodego pokolenia lwowiaków. Prócz jasełek organizowały spotkania ze św. Mikołajem dla najmłodszych, tworzyły przedstawienia o treści patriotycznej, a także koncerty muzyczne z wykorzystaniem miejscowego folkloru. Zofia Panek stworzyła nawet rękopiśmienny śpiewnik z około 100 utworami. W ich mieszkaniu w 1971 roku powstała koncepcja zawiązania chóru katedralnego, w czym miał duży udział stały uczestnik spotkań prof. Andrzej Nikodemowicz, kompozytor i wykładowca lwowskiego konserwatorium (Krętosz, 2003, s. 67). W okresie wakacyjnym siostry organizowały pobyty letnie dla dzieci polskiej inteligencji, co w ZSRS było surowo zakazane. Po 1970 roku organizowały wyjazdy starszej młodzieży do Polski, gdzie odwiedzano najważniejsze zabytki i nieco swobodniej prowadzono lekcje patriotyzmu.

Historia rodziny Zappe dobrze odzwierciedla tragiczne losy Polaków ze Lwowa w okresie II wojny światowej. Dwie siostry Ireny i Jadwigi zostały zamordowane przez Ukraińską Powstańczą Armię. Kolejna została wywieziona za działalność niepodległościową zaraz na początku okupacji sowieckiej. Po powrocie z łagrów w 1945 roku, razem z dwoma braćmi nie wyobrażała sobie dalszego życia pod panowaniem Sowietów. Irena i Jadwiga natomiast zostały we Lwowie, żeby opiekować się wiekowymi rodzicami. Irena w 1941 roku ukończyła studia z zakresu geologii, a już po wojnie weterynarię. W końcu podjęła pracę na uczelni weterynaryjnej we Lwowie jako laborantka, gdzie pracowała do emerytury. Jadwiga ukończyła studia politechniczne. Rodzice nie chcieli jednak, żeby podjęła pracę inżyniera, bo to w warunkach ZSRS oznaczałoby wyjazdy w głąb tego ogromnego kraju. Ostatecznie podjęła pracę w dawnym Ossolineum, po wojnie nazwanym Biblioteką im. Stefanyka. Rodzina zamieszkała przy ulicy Potockiego, którą po wojnie przemianowano na Puszkina, obecnie Czuprynki. To tutaj obie siostry przygotowywały do I Komunii tysiące, dosłownie tysiące polskich, ale i ukraińskich dzieci. Nauczanie religii w ZSRS było zabronione. Gdy Jadwiga groźnie się poparzyła, przez 10 miesięcy nie mogła wychodzić z domu. Wtedy trafiły do niej pierwsze dzieci. I tak się zaczęło i trwało niemal do późnej starości obu pań. Już w wolnej Ukrainie, gdy we Lwowie pojawiły się zakonnice i przejęły nauczanie religii, siostry Zappe przygotowywały do I Komunii dorosłych.
W okresie największych prześladowań religii trzeba było nieraz zmieniać miejsca nauczania. Drugim domem, gdzie regularnie odbywały się zajęcia było mieszkanie rodziny Derunow, mama była Polką, tata Rosjaninem. Sami mieli kilkoro dzieci, z których dwóch synów Władysław i Celestyn zostało potem księżmi rzymskokatolickimi.
Z czasem na naukę religii trafiało coraz więcej dzieci z rodzin mieszanych narodowościowo. Siostry były zawsze konsekwentne, prowadziły nauczanie w języku polskim. W tym dziele siostry wspomagała ich mama Janina, która uczyła dzieci nie znające języka polskiego. Z czasem siostry Zappe stwierdziły, że muszą dokształcić się z historii Polski, dostrzegły bowiem konieczność poszerzenia zakresu nauki o ten przedmiot. Pierwsza lekcja zawsze była poświęcona zasadom konspiracji: żeby nie przychodzić do pań w dużych grupach, poza rodzicami nie wspominać nikomu o tym nauczaniu, w niezbędnym komunikowaniu posługiwać się pseudonimami i kryptonimami. Na panią Jadwigę mówili „Zajączek”, bo była bardzo delikatną osobą, na panią Irenę mniej subtelnie „Koń”, bo była z wykształcenia weterynarzem, a do tego była kobietą niezwykle pracowitą. W 1976 roku niepełnosprawny intelektualnie chłopiec, jeden z uczestników tajnych spotkań, doniósł władzom o nauczaniu prowadzonym przez siostry Zappe. 2 czerwca do mieszkania przy ulicy Potockiego wpadła milicja i przeprowadziła rewizję. Zarówno siostrom, innym nauczającym, jak samym dzieciom i młodzieży groziły surowe konsekwencje, w przypadku dorosłych nawet kilkanaście lat łagrów. Śledztwo trwało do października, na szczęście na przesłuchaniach się skończyło. Na pewien czas trzeba jednak było przerwać nauczanie.
Grono wychowanków sióstr Zappe jest, jak już wspomniałem wcześniej, bardzo liczne. Niektóre z dzieci, które były sierotami, mieszkały w domu przy ulicy Potockiego. Niektóre osoby, które się tu poznały, zawarły ze sobą związki małżeńskie jak np. Irena i Janusz Horbaniowie.
Inną ważną formą edukacji były corocznie organizowane przez siostry jasełka. Sztuka ta wymagała jeszcze większego zaangażowania i bardziej ścisłej konspiracji. Należało stworzyć stroje i dekoracje, siostry pisały teksty dla poszczególnych ról. Taki teatr domowy o treściach religijnych odbywający się w warunkach państwa radykalnie prześladującego jakąkolwiek wiarę w Boga, głęboko zapadał w pamięć jego uczestników i formował ich w niezłomnej postawie na długie lata. Co ciekawe, w warunkach wolnej już Ukrainy, owe słynne jasełka zostały przeniesione do polskiej szkoły nr 10 we Lwowie. Z czasem oprócz jasełek były przygotowywane inne sztuki teatralne o treściach historycznych, do których scenariusze pisała Jadwiga Zappe.
U sióstr Zappe przez dłuższy czas mieszkał legendarny wędrowny duszpasterz, kapucyn o. Serafin Kaszuba (1910–1977). Nie posiadający stałego miejsca zameldowania wędrował po Ukrainie, Rosji, Kazachstanie, żeby nieść opuszczonym katolikom Słowo Boże i sakramenty. Gdy zachorował we Lwowie Irena i Jadwiga zabrały go ze szpitala i zamieszkał w ich mieszkaniu. Odprawiał u nich nielegalne msze św.
„Straszny dwór”
Opisany szczegółowo przez prof. Elżbietę Smułkową dom przy ulicy Snopkowskiej 11. Ulica zachowała jako jedna z nielicznych swoją przedwojenną nazwę, to przypadek szczególny (Smułkowa, 2019). Zainicjowany przez dr Irenę Pelczarską, do jego lokatorek dołączyły niebawem Janina Sosabowska i Maria Skierska. Wszystkie trzy panie z przeszłością konspiracyjną w czasie II wojny światowej, niezamężne, zaangażowane katoliczki, całe swoje życie poświęcające dla innych. Nazwa „Straszny Dwór”, która przyjęła się w środowisku lwowskich Polaków, wynikła z ciągłego „dziania się” w tym domu. Nieustannie coś się tutaj załatwiało, komuś pomagało, „ciągle straszyło” według określenia Marii Skierskiej, stąd nazwa. Układ tego domu był specyficzny. Przed wojną były tu mieszkania pracowników Poczty Polskiej, stąd ze wspólnego holu wchodziło się do pojedynczych pokoi. Trzy mieszkanki Snopkowskiej zajmowały kilka pomieszczeń, od sutereny poczynając, przez parter do I piętra. Przez ten dom przewinęło się wielu gości z Polski odwiedzających Lwów w czasach sowieckich, wielu miejscowych interesantów, a nawet pacjentów wyżej wymienionych pań.
Pelczarska i Sosabowska zamieszkały tu od 1945 roku, Skierska dołączyła do nich trzy lata później. Kim były lokatorki „Strasznego Dworu”, z pewnością nie tak bardzo znane jak prof. M. Gębarowicz czy dr Wacław Olszewicz. Irena Pelczarska (1911–1990) w 1934 roku ukończyła medycynę na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, w roku 1938 uzyskała doktorat z fizjopatologii. Była uczennicą prof. Wincentego Czerneckiego, który podobnie jak ona pozostał po wojnie we Lwowie. W tym okresie była działaczką harcerską, a potem równolegle Stowarzyszenia Katolickiej Młodzieży Akademickiej „Odrodzenie”. W czasie działań II wojny światowej, zaangażowana w działalność konspiracyjną, prowadziła kursy szkoleniowe z sanitariatu we Lwowie i okolicznych miejscowościach. Nie wyjechała z miasta nad Pełtwią w okresie masowej ekspatriacji uważając, że na miejscu może być bardziej przydatna niż w nowych granicach Polski. Została aresztowana przez NKWD w 1945 roku, około pół roku spędziła we lwowskim więzieniu. Tam spotkała i zawiązała przyjaźń z Janiną Sosabowską.
Będąc zwykłym lekarzem w przychodni roztoczyła szeroką opiekę nad ludźmi starszymi, Polakami, wymagającymi pomocy medycznej. Władze sowieckie początkowo nie uznały jej doktoratu, dopiero w 1954 roku uzyskała go ponownie. Przez lata ofiarnie opiekowała się wiekowymi kapłanami lwowskimi ks. Ignacym Chwirutem, ks. Karolem Jastrzębskim, dojeżdżała do Złoczowa, by leczyć tajnego biskupa Jana Cieńskiego. Pacjentami zajmowała się holistycznie, sama wykonując im dodatkowe badania, w tym prześwietlenia rentgenowskie, co z pewnością wpłynęło na jej zdrowie. Nie tylko jednak na pomocy lekarskiej polegała jej aktywność i zaangażowanie. To były również wychowanie polskiej młodzieży ze Lwowa, opieka nad tutejszymi grobami wybitnych Polaków, wieloletnia praca kierowania komitetem kościelnym katedry lwowskiej. W tym ostatnim zaangażowaniu, którego podjęła się w 1974 roku, była wielkim wsparciem dla ówczesnego proboszcza katedry o. Rafała Kiernickiego. Nadzorowała remonty, zdobywanie funduszów i materiałów budowlanych, prowadziła niełatwe rozmowy z ateistycznymi władzami sowieckimi (Smułkowa, 2022, ss. 497–505).
Maria Skierska (1916–2002) była z zawodu laborantką medyczną. Przed wojną studiowała matematykę i astronomię na UJK, jednak wybuch wojny uniemożliwił jej ukończenie ich dyplomem. W czasie kolejnych okupacji zaangażowana była w prace Delegatury Rządu RP na Okręg Lwowski. Była kierownikiem kolportażu wydawnictw podziemnych, w końcu wojny pracowała w dziale sporządzania fałszywych dokumentów. Aresztowana przez NKWD w lipcu 1945 roku za pomoc w przemycaniu ludzi zagrożonych uwięzieniem. Zwolniona w październiku tego roku z powodu braku dowodów winy. Po wojnie pracowała jako laborantka w medycynie (Smułkowa, 2022, ss. 531–538).
Janina Sosabowska (1925–2007) podobnie jak jej dwie współlokatorki ze Snopkowskiej, po wojnie pracowała w służbie medycznej. Była laborantką i pielęgniarką. Jej wujem był gen. Stanisław Sosabowski. W czasie okupacji zaangażowana w działalność niepodległościową, była łączniczką Sztabu Okręgu Lwowskiego Armii Krajowej. Aresztowana w lipcu 1945 roku, w więzieniu poznała swoje przyszłe współlokatorki (Smułkowa, 2022, ss. 544–549).
„Straszny Dwór” przez kilka dziesiątek lat drugiej połowy XX wieku stanowił oazę polskości, pomocy udzielanej wszystkim potrzebującym, głównie jednak miejscowym Polakom, był miejscem gdzie gościnność łączyła się z troską o język polski i wiarę katolicką. Dzieje tego domu zapisane zostały w satyrycznych wierszykach autorstwa domowników i w dowcipnych rysunkach Haliny Biernackiej. Dom przy Snopkowskiej przez wiele lat był przystanią dla polskich naukowców przybywających do Lwowa, w tym młodych stypendystów. Stąd wielokrotnie wyruszano na zwiedzanie Lwowa, odkrywając przybyszom z kraju różne tajemnice miasta „Semper Fidelis”. Wśród licznego grona gości z Polski można wymienić profesorów: Elżbietę Smułkową, Ewę Wolnicz-Pawłowską, Zdzisława Budzyńskiego. Z tego mieszkania szły także przygotowania do corocznego święta Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego, gdzie panie ze Snopkowskiej gromadziły kwiaty, wstążki, znicze by we właściwe dni wyruszać na lwowskie nekropolie z misją utrwalania pamięci po zmarłych tutejszych wielkich Polakach.
Dr Mosing i jego uczniowie
Znany mikrobiolog dr Henryk Mosing (1910–1999) w 1968 roku kupił mieszkanie przy dawnej ul. Kochanowskiego 82, obecnie to Łewyćkiego (Hlebowicz, 2021, ss. 407–417). Niedaleko od mieszkania sióstr Panek. Mosing, uczeń prof. Rudolfa Weigla, kontynuował badania i odkrycia swego mistrza. Był wybitnym specjalistą w zakresie leczenia tyfusu plamistego. W chwili zakupu mieszkania niewiele osób w całym ZSRS wiedziało, że od siedmiu lat lekarz posiada święcenia kapłańskie udzielone mu potajemnie w 1961 roku w podwarszawskich Laskach przez prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego. Choć służby specjalne ZSRS niemal od początku wiedziały o tych święceniach, w zakresie rozpracowania Mosinga KGВ ściśle współpracowało z polską SB, nawet w tym celu wysłano z Polski do Lwowa dwóch tajnych współpracowników o pseudonimach „Mathis” i „Technik”, to jednak nie przeszkodziło lekarzowi-duchownemu rozwijać swej ukrytej działalności (Zamiatała, 2017, ss. 183–209).
W swoim nowym mieszkaniu ks. dr Mosing przyjmował pacjentów, ale i rozpoczął tajne spotkania formacyjne. W 1973 roku, za namową ówczesnego metropolity krakowskiego kard. Karola Wojtyły, działania te przekształciły się w nielegalnie działający Instytut Pomocników Kościoła pw. św. Wawrzyńca. Ośrodek ten równolegle formował mężczyzn do przyszłego kapłaństwa, jak i osoby świeckie, dając im mocne podstawy chrześcijańskie. Wspólną dewizą była łacińska maksyma Adiuva et ora, disce et labora („Pomagaj i módl się, ucz się i pracuj”). Tajna grupa stworzyła swój statut, zarys konstytucji duchowej, regulamin, a za hymn przyjęła pieśń „Musimy siać”. Ponieważ część słuchaczy pochodziła spoza Lwowa, w trakcie nauki mieszkali w domu przy Kochanowskiego 82, Warunki były bardzo skromne. Spano na podłodze, jadano ascetyczne posiłki. Wszystkie wykłady, poza nauką łaciny, odbywały się w języku polskim. Oblicza się, że przez tę formację przeszło około dwieście osób. W 1978 roku Instytut został zatwierdzony przez biskupa z Lubaczowa Mariana Rechowicza jako jednostka w diecezji lwowskiej. Od tego momentu Instytut Pomocników Kościoła pw. św. Wawrzyńca mógł przedstawiać kandydatów do święceń kapłańskich i diakonatu (Świderska, 2018, ss. 97–98). Z tego grona wyszło kilku przyszłych księży, w tym m.in. obecny biskup pomocniczy archidiecezji lwowskiej ks. Leon Mały, jego brat ks. Piotr Mały czy wybitny spowiednik ks. Bronisław Baranowski. Instytut św. Wawrzyńca istniał do upadku ZSRS.
Inne lwowskie domy
Niedaleko od mieszkania sióstr Zappe, przy ulicy Potockiego 76, ob. ulica Czuprynki, w trzypiętrowej kamienicy mieszkał najpierw jej budowniczy architekt Marian Nikodemowicz (1890–1952), a potem jego syn Andrzej (1925–2017), profesor lwowskiego konserwatorium, kompozytor, pianista i pedagog. Tutaj przez wiele lat organizowano nie tylko spotkania muzyczne, ale i wieczory o treści historyczno-patriotycznej. Andrzej Nikodemowicz za swoją niezłomną postawę religijną, ale i zaangażowanie w prace Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie, został w 1973 roku usunięty z uczelni, pięć lat później odebrano mu jego rodzinne mieszkanie (Fastnacht-Stupnicka, 2010, s. 281). Prześladowany nieustannie przez władze sowieckie zdecydował się w 1980 roku na stały wyjazd do Polski. Zamieszkał w Lublinie, podjął pracę wykładowcy na KUL i UMCS, tam też zmarł.
Ważnym adresem wśród lwowskich Polaków była willa znajdująca się przy dawnej ulicy Sobieszczyzna, obecnie to ulica Barwińskich, należąca do Marii Pokiziak. Ta nauczycielka szkół średnich, malarka, filantropka, odegrała istotną rolę jako opiekunka duchownych katolickich wracających z łagrów do Lwowa (Wołczański, 2024, ss. 588–598).
Wybitny architekt, autor wielu projektów budynków użyteczności publicznej i prywatnej we Lwowie, Piotr Tarnawiecki zamieszkał w czerwcu 1939 roku wraz z rodziną w nowo zbudowanym domu przy ulicy Pełczyńskiej 41, obecnie to ulica Witowskiego. W latach powojennych rodzina nadal tu zamieszkiwała, w tym jego dwie córki – Maria, wybitny muzyk, i Helena, lekarz internista (Banaszkiewicz, 2024, ss. 627–634).
***
Z pewnością zaprezentowane w tym artykule historie powojennych polskich domów nie wyczerpują tematu. Należy mieć nadzieję, że zachowane, a nieopublikowane dotąd wspomnienia Polaków z miasta „Semper Fidelis” uzupełnią z czasem ten zapis. Bez źródeł narracyjnych nie jest możliwe opisanie tej historii. Pewne jest, że bez kilkunastu ważnych adresów lwowskich, bez zaangażowania ich właścicieli lub najemców w nielegalną z punktu widzenia ówczesnego prawa działalność, przetrwanie polskiej kultury, języka i religii w mieście nad Pełtwią w okresie władzy sowieckiej 1944–1991 byłoby niepomiernie mniejsze. Trafnie w literackim języku oddała to zjawisko Anna Fastnacht-Stupnicka w swojej mającej fundamentalne znaczenie dla powojennego polskiego Lwowa książce reporterskiej: „W starych domach lwowskich Polaków czas jakby płynął wolniej i mniej niszczycielsko. Nie wymiótł starych mebli i obrazów, modnych przed wojną huculskich kilimów, zostawił w kuchniach kaflowe piece węglowe, które stoją w zgodzie z gazowymi kuchenkami, zachował gdzieniegdzie witraże w oknach sygnowane przez krakowską pracownię Żeleńskiego, nagromadził polskich książek mnóstwo, dziewiętnastowiecznych i z okresu międzywojennego, dodał do nich powojenne i najnowsze, systematycznie sprowadzane z Polski. W tych domach najstarsze i najmłodsze pokolenie mówi piękną polszczyzną, z charakterystyczną, miłą dla ucha intonacją, z nieco archaicznym czasami szykiem zdań, słowem wypartym już z naszego języka potocznego, a we Lwowie wciąż żywym, bo uproszczona i zubożała polszczyzna jeszcze nie zdominowała tutejszej mowy. (…) Strażnicy polskości. Wytrzymali więzienia, zsyłki, szykany, inwigilację. Ochronili język, religię, cmentarze, pamięć o przeszłości” (Fastnacht-Stupnicka, 2010, ss. 6–7).
Adam Hlebowicz
Instytut Pamięci Narodowej
