W hołdzie kawalerii Rzeczypospolitej z Bobrownik nad Wieprzem koło Dęblina 6 sierpnia wyruszyła 16. konna pielgrzymka szlakiem sanktuariów diecezji siedleckiej, by 14 sierpnia, w wigilię uroczystości Wniebowzięcia NMP i Święta Wojska Polskiego dotrzeć do Kodnia, do Sanktuarium Matki Bożej Kodeńskiej Królowej Podlasia. W mundurach galowych, konno uczestnicy pielgrzymki wprowadzili cudowny obraz MB Kodeńskiej na ołtarz polowy na zamku sapieżyńskim.
fot. Alina Wozijan / Nowy Kurier Galicyjski
Każdego roku oddając hołd kawalerii polskiej jeźdźcy jadą z inną intencją, w tym roku – by upamiętnić 80. rocznicę wybuchu powstania warszawskiego oraz 150. rocznicę męczeństwa unitów podlaskich.
Są to niezwiązani z mundurem ludzie, którzy na co dzień pracują w różnych pokojowych profesjach. Niektórzy mieszkają w innych krajach, ale w sierpniu przyjeżdżają do Polski by w siodle i z modlitwą spędzić swoje wakacje. Motorem pielgrzymek i ich dowódcą przez te wszystkie lata jest ks. ppor. Dariusz Cabaj.
– Zaczęło się w 2008 roku w Wiśniewie pod Warszawą – opowiada zastępca dowódcy ks. Maciej Majek, ojciec duchowny Wyższego Seminarium diecezji siedleckiej, którego lwowiacy nieraz mogą spotkać w kościele św. Marii Magdaleny, przyjeżdża odwiedzić i wspomóc Misjonarzy Oblatów pełniących duchową służbę na Ukrainie. – Osoby zamiłowane w koniach chciały przekuć to bardziej na religijny wymiar, patriotyczny, bardziej zorganizowany. Ks. Dariusz zaprosił swoich znajomych z różnych miejscowości do wspólnego pielgrzymowania, wówczas jednodniowego z Tucznej do Kodnia. W hołdzie powstańcom styczniowym, dlatego że to właśnie szlachta z Tucznej i z Huszczy 21 stycznia 1863 roku zdobyła garnizon rosyjski zwycięską bitwą pod Sycyną.

– Potem, kiedy ks. Dariusz został przeniesiony na kolejną parafię, tym razem nad Wieprz, ta pielgrzymka z konieczności rozrosła się o 100 km w trasie – kontynuuje ks. Maciej Majek. – Powiększyliśmy nasz zasób historii, zasób wiedzy o sanktuaria, jak na przykład bazylika w Woli Gułowskiej dedykowana MB Patronce Żołnierzy Września. Znajduje się tam też Muzeum Czynu Bojowego Kleeberczyków – ostatniej bitwy kampanii wrześniowej 1939 roku. Jesteśmy tam bardzo mile widziani jako spadkobiercy tradycji kawaleryjskich, jako ci, którzy kontynuują w praktyczny sposób te tradycje, tym bardziej poparte systematycznymi sierpniowymi wizytami.
Ks. Dariusz Cabaj w swej parafii ma siodła z okresu walk pierwszej wojny światowej i walk z bolszewikami. – To austriackie, to pruskie, a to polskie – pokazuje swoje małe „muzeum”.


Jedną z tych, którzy po raz pierwszy w tym roku wzięli udział w pielgrzymce, była ubiegłoroczna absolwentka lwowskiej szkoły im. Marii Magdaleny Regina Peszek. Jechała właśnie w siodle „polskim”, mówi, że jest bardzo wygodne.
Spośród uczestników jest bardzo dużo młodzieży. Jeźdźców wspomaga służba techniczna, która pomaga w czyszczeniu koni, karmieniu, pojeniu. Zawsze jest obecny weterynarz i kowal. I oczywiście – akordeon i trąbki. Wszyscy uczestnicy na początku pielgrzymki zakładają stroje wojskowe i nie zdejmują do końca. Warunki polowe – śpiwory, karimaty. Podzieleni są na plutony, każdy pluton wykonuje odpowiednie zadania. Wśród obowiązków jest też pilnowanie koni w nocy.

– W naszych pielgrzymkach udział bierze już około 50 osób – opowiada dalej ks. Maciej Majek. – Są to rodziny z dziećmi, dziadkowie z wnuczkami – osoby zakochane w jeździectwie i zakochane w Ojczyźnie, chcące podczas pielgrzymki w siodle modlić się, mieć czas na przemyślenia, na refleksje.
Trasa konnych pielgrzymów nie przebiega na mapie w prostej linii. Jadą przez pola, łąki i sady. Są to prywatne tereny należące do rolników. Ale w każdej kolejnej miejscowości ludzie przygotowują się na spotkanie, a nawet chyba idą w zawody – kto lepiej przyjmie i lepiej nakarmi pielgrzymów. Panie gotują lokalne specjały i pieką ciasta, panowie z okolicznych wsi zwożą całe rodziny, wieczorem przy ognisku wszyscy śpiewają pieśni patriotyczne, o godz. 21.00 apel jasnogórski. Po apelu rozjeżdżają się do domów.
– Otóż wydłużyliśmy trasę pielgrzymki do około 400 km i naszym celem jest przede wszystkim modlitwa za poległych, modlitwa o pokój oraz krzewienie i promowanie zdrowej kultury jeździeckiej opartej o nasze tradycje kawaleryjskie, o nasze tradycje narodowe – mówi ks. Maciej Majek. – Bardzo wiele rodzin angażuje się w to, do tego stopnia, że zawierają się związki małżeńskie. Uczestniczymy również w pogrzebach – są to wydarzenia, które nieodzownie łączą się z życiem człowieka – na mszę św. zjeżdżamy się wszyscy w mundurach, staramy się jak najbardziej wspomagać osoby w żałobie. Tworzymy swego rodzaju rodzinę. Spotykamy się też na opłatkach kawaleryjskich, bierzemy udział w rajdach 3 Maja czy 11 listopada. Tworzymy zgraną, mam nadzieję, rodzinę, w której każdy z nas ma swoje miejsce, a ci którzy chociaż raz się zarazili obecnością w naszej pielgrzymce, czego dowodem jest ilość osób, które dzisiaj przyjechały i które niekoniecznie jeżdżą konno, ale też żywią do nas zdrową sympatię i chęć bycia z nami przynajmniej przez jeden wieczór. Integrujemy się na mszach św., na codziennych modlitwach w siodle. Staramy się też dawać świadectwo naszym zachowaniem, kulturą. Przez całą pielgrzymkę jesteśmy w naszych strojach, nie jesteśmy w klapkach, bo nie jesteśmy w tym momencie tu po to żeby tylko wypoczywać, ale po to, żeby się modlić i dawać świadectwo wiary i prawdzie – również prawdzie historycznej.
Ostatni odcinek pokonują wzdłuż granicy polsko-białoruskiej. Na trasie pielgrzymki były również sanktuaria unickie. Pratulin, Terespol, Kostomłoty. Oddany został hołd postawie błogosławionych męczenników podlaskich, którzy 150 lat temu ponieśli męczeńską śmierć w obronie wiary.
– Mamy takie wielkie marzenie, żeby jeszcze móc dojechać konno do Jazłowca – zwierza się ks. Maciej Majek. – Polscy kawalerzyści jeszcze jako młodzi chłopcy złożyli obietnicę MB Jazłowieckiej, że jeżeli przeżyją wojnę polsko-bolszewicką, to konno przyjadą do niej na 8 grudnia, złożą tam lance i ofiarę swojego życia. A takim protoplastą tej obietnicy w okresie międzywojnia był poległy 29 września 1939 roku niedaleko stąd, pod Krasnobrodem, w bitwie o przeprawę na Wieprzu (nieopodal Woli Gułowskiej – red.) mjr Władysław Nowacki, ułan 14 pułku Ułanów Jazłowieckich stacjonujących na Łyczakowie we Lwowie. To jego osoba zainspirowała nasze konne pielgrzymki.
Alina Wozijan












