Na zaproszenie organizacji kresowych z Częstochowy i Zielonej Góry, w Polsce przebywała lwowska poetka – Stanisława Nowosad. Czas jak dzban wypełniony po same brzegi. Dzban pełen dobra, słońca, jasnych dni i długich, czerwcowych nocy. Swą podróż Stasia rozpoczęła w Częstochowie, gdzie wszystko perfekcyjnie zorganizowali Monika i Rafał Matuszewscy.
Przebogaty grafik spotkań z rodakami, a to pierwsze miało miejsce w Zespole Szkół Samochodowych. Obawy, czy dzisiejsza młodzież zechce ,,zanurzyć się” w dawnym Lwowie, okazały się bezpodstawne. Młodzi ludzie w ciszy i z wielkim zainteresowaniem wysłuchali lwowskich historii, tych z czasów wojny i tych późniejszych. Stasia doskonale ukazała wielkość Kresów, ich ogromne znaczenie dla kultury i nauki nie tylko polskiej, ale i światowej:
– Kresy to wielka rzecz i każdy Polak powinien poznać ich osobliwe piękno, zapraszam więc do Lwowa, gdzie pozostało wiele śladów polskości – powiedziała lwowianka, która następnie spotkała się z członkami Towarzystwa Miłośników Lwowa oraz pacjentami hospicjum, którzy zasypali gościa pytaniami o obecną sytuację na Ukrainie. Pytano o rzeczy codzienne – alarmy, schrony, zaopatrzenie w sklepach, o ceny żywności, itd. Do głosu doszła również poezja; wiersze – kamyki w rzece – popłynęły jeden za drugim, ciesząc słuchaczy swym urokiem i pięknem. A oto jeden z tych, który spotkał się z bardzo gorącym przyjęciem:
Jak pięknym słowem jest – POLSKA
Polska – to Wielka Rzecz,
Niech wolno mi będzie tak z lwowska
Ojczyźnie złożyć pieśń.
Rodaku – Polaku to wiedz!
Pieśń utęsknienia, żałości,
Że za granicą jest,
Pieśń nieśmiertelnej miłości,
Polska – to Wielka Rzecz!
Rodaku – Polaku to wiedz!
Nam serca dzwonią drżeniem,
Na mowy ojczystej dźwięk
I pieszczą się jej brzmieniem,
Polska – to Wielka Rzecz!
Rodaku – Polaku to wiedz!
Stasia była też gościem w Muzeum Bitwy pod Mokrą oraz w Muzeum Kresowym, a także udzieliła wywiadu w Radiu Jasna Góra, gdzie mocno zaakcentowała potrzebę współpracy Radia jasnogórskiego z Radiem Lwów. Na koniec pobytu odwiedziny u Sióstr Honoratek, które ściśle współpracują z siostrzanymi placówkami na Kresach; wiele wspólnych tematów, momenty wzruszenia i oczywiście chwile z poezją…

Zieloną Górę od Lwowa dzieli 700 km, a od Częstochowy tylko o 300 km mniej. Pomimo tej odległości Stasia odwiedziła nas ponownie. Wcześniej, podczas jej pobytów u nas zawiązało się wiele ciepłych kontaktów, a to w księgarni, a to w parafii, a to w kameralnym gronie, bo zawsze ktoś wpadł na kawę, chcąc poznać poetkę ze Lwowa. Stasia ujmuje ludzi wielka skromnością, pokorą, uśmiechem, a także gruntowną znajomością polskiej literatury i historii.
Pobyt na ziemi lubuskiej rozpoczął się od Wieczoru Poezji w gminie Czarna, na który przybyły m.in. seniorki urodzone we wsi Żabka na Wołyniu. Wiersze o Lwowie, wiersze o Polsce recytowane przez ich autorkę, a potem popłynęły wspomnienia, momentami bardzo smutne. Wołynianki – choć w mrocznych latach wojny – dzieci, zapamiętały wiele z tamtych czasów i otworzyły swe serca, dzieląc się historiami rodzinnymi. Stasia potrafi słuchać, jest ciekawa ludzi i ich losów, więc wieczór przerodził się w noc, a i tak wiele do o-powiedzenia zostało na przyszłość.
W naszym mieście nie ma już Towarzystwa Miłośników Lwowa, które niegdyś działało bardzo prężnie, ale żyją jeszcze jego członkowie i to oni zorganizowali kolejne spotkanie. Tym razem byli to kresowiacy związani z Truskawcem i Kosowem Huculskim. Lwów – Truskawiec – Stanisławów – wokół tych miejsc potoczyła się gorąca dyskusja, pełna odniesień do czasów przedwojennych, wojennych, ale też i współczesnych. Stasia opowiedziała o dzisiejszej sytuacji na Ukrainie, podkreślając, że wszyscy są ogromnie zmęczeni wojną i czekają na upragniony pokój; pokazała też zdjęcia jak przed atakiem powietrznym zabezpieczone są lwowskie zabytki. Sięgając wstecz, okazało się, że kresowiacy mają wspólnych znajomych, dziś rozrzuconych po świecie, a kiedyś związanych z ziemią lwowską i drohobycką.

Pomiędzy spotkaniami – wywiad do ,,Głosu z Winnicy”, do „Radia Zachód” i jeszcze na koniec ponownie Wołyń, tym razem Łuck, skąd pochodzi ponad 90-letnia pani Halina, która wraz z kresowiakami zaprosiła Stasię na spotkanie w swym pięknym sadzie. Wiele pytań, głównie o Polaków w dzisiejszym Lwowie, jak żyją, jak sobie radzą, ilu ich jest? Czy jest polska szkoła, polskie przedszkole? Pani Halina doskonale pamięta z Łucka ks. Bukowińskiego, a przecież podczas swych podróży zatrzymywał się on we lwowskim domu Stasi. Stasia z kolei opowiedziała o ojcu Rafale i dr. Mosingu, kapłanach równie wielkiego ducha jak ks. Władysław. Sobótkowy wieczór, gawędy kresowe przeplatane wierszami janowymi, wiankowymi, czerwcowymi… Chwilo trwaj!
Niestety, chwile mają to do siebie, że mijają bardzo szybko i czas pobytu Stasi w Ojczyźnie dobiegł końca.
Pozostały wspomnienia i nadzieja na kolejne spotkania we Lwowie lub Zielonej Górze, o której nasz gość rok temu napisał taki oto urokliwy wiersz:
Zaczarowana Zielona Góra
Jest takie miasto Zielona Góra, tonie w zieleni każdy dom, chmura.
Wierzchołki krzewów mieszkają w niebie, pachnie powietrze,
więc wchłaniasz w siebie.
Wierzchołki krzewów pną się wysoko i urokliwe domki jak klocki wokół.
Takie ciekawe, barwne domki, jak kolorowe świąteczne bombki.
Zielona Góra, Zielona Góra, zimowy obłok, jesienna chmura
I oto nagle – zdumienie, cuda!
Słyszysz? To płynie wiosny pierwsza etiuda.
Już mija zima w Zielonej Górze, coraz pogodniej i dzionka dłużej,
w Zielonej Górze już świeci słońce, bo tu mieszkają serca gorące.
Serca związane blisko z Kresami, takich cudownych przyjaciół mamy.
Jak piękna wiosna w Zielonej Górze, wierzchołki sosen kwitną na chmurze.
Wiele się dzieje tu rzeczy dobrych, bywał tu dawno Tadeusz Olbrycht,
W zaciszu miasta ulica taka, mianem Olbrychta, zacnego Polaka.
W nauce polskiej ma miejsce wielkie, kochał i leczył zwierzęta wszelkie.
Dziś ma ulicę, a tu mieszkają ci, co w swym sercu Lwów cały mają.
Wierzchołki krzewów mieszkają w chmurach,
więc hurra, hurra Zielona Góra!
Zielona Góra zaczarowana!
Zielona Góra jakże kochana!
Monika i Rafał Matuszewscy
