Lwowska Pohulanka – las w mieście Dworek Węglińskiego na Pohulance, grafika, drukarnia Pillera, Forgotten Galizja

Lwowska Pohulanka – las w mieście

Podczas takiej fali upałów, która nawiedziła Lwów pod koniec czerwca, trudno w mieście znaleźć ochłodę. Chociaż Lwów jest miastem bardzo zielonym – liczne parki, skwer, czy zadrzewione ulice dają nieco cienia. Gorzej z odpoczynkiem nad wodą. W tym czasie nie dało się bez wody wytrzymać przy temperaturach około 40℃. Ale jest takie miejsce, dokąd można dotrzeć tramwajem i spośród miejskiego zgiełku trafić do przedwiecznego bukowego lasu, gdzie szumią strumyczki, są podmokłe łąki i ochłodę dają ludziom oczka wodne. To lwowska Pohulanka.

Jadąc ulicą Łyczakowską tramwajami nr 1 lub 7 do końca czy wędrując dawną ulicą Kochanowskiego od centrum miasta w kierunki wschodnim, wejdziemy w ulicę Pohulanka i przy jej końcu trafimy do pięknego bukowego lasu, podszytego roślinnością niskopienną. Park ten z zadbaną aleją, i ścieżkami, wijącymi się malowniczo pośród wzgórz jest dziś ulubionym miejscem lwowiaków na odpoczynek, spacery, pikniki.

Park Leśny Pohulanka we Lwowie to zielony zakątek z bogatą historią. Źródła wskazują, że niegdyś były tu pola i majątki podmiejskie, a później znany browar i park rekreacyjny.

Przyjemnie jest wypocząć nad wodą w cieniu drzew, fot. Krzysztof Szymański / Nowy Kurier Galicyjski

Pohulanka ma bogatą i długą historię. W XVII wieku właścicielem tutejszych ziem był lwowski burmistrz Jan Attelmajer, który w 1641 roku za niewielką sumę 6 złotych rocznie wydzierżawił pola miejskie, sięgające niemal Snopkowa i Winnik. Osiedlił tu dzierżawców i założył pasiekę, zwaną „pasieka Attelmajera”. Stąd wzięła się nazwa dzisiejszej dzielnicy i ulicy Pasieczna.

Spadkobiercą Attelmajera był jego zięć Maciej Kuczankowicz. W 1672 roku majątek został doszczętnie zniszczony przez Turków. W połowie XVIII wieku jeden z kolejnych właścicieli, Jan Złotorowicz, zdołał wykupić okoliczne ziemie. Po śmierci Złotorowicza majątek i ziemie zostały podzielone między Atanasiewiczów i Dobruckich.

To właśnie od Dobruckich w 1789 roku dolną część majątku, bliższą miastu – dzisiejszy park Pohulanka – nabył „radny apelacyjny” Krzysztof Deyma. W 1799 roku od rodziny Deymów nabył ją Alojzy Dziewiątkowski za 18 000 złotych.

Nawet w jesiennej mgle Pohulanka ma swój urok, fot. Krzysztof Szymański / Nowy Kurier Galicyjski

W 1810 roku za 20 000 złotych teren ten stał się własnością adwokata Franciszka Węglińskiego, znanego we Lwowie z przedsiębiorczości. Węgliński był człowiekiem utalentowanym, pogodnym, towarzyskim, a zarazem bogatym. Urzeczony pięknem okolicy, wybudował u stóp wzgórz swój dworek. Ponieważ był człowiekiem towarzyskim, gromadził wokół siebie liczne towarzystwo, pisarzy, artystów i wiódł z nimi wesołe życie w swoim „lasku Węglińskim”, nazwanym wtedy od jego imienia. To właśnie za czasów Węglinskiego okolica ta zaczęła być nazywana „Pohulanką”. Przyjeżdżało się tu żeby po lwowsku – „pohulać”

W 1821 roku restaurator lwowski Johann Diestl otrzymał Pohulankę od spadkobierców Węglińskiego za 5060 dukatów holenderskich i założył tam „ogródek piwny”. Przy tej okazji możemy zacytować Adama Krajewskiego, varsavianisty i autora publikacji o historii warszawskiej gastronomii: „Zwyczaj ogrodów restauracyjnych przywędrował do nas z Zachodu wraz z niemieckimi urzędnikami (…) Minęło niecałe pół wieku, a zwyczaj ten, jak wiele innych niemieckich, tak się tu zaaklimatyzował, że jak grzyby po deszczu wyrosły tu rozmaite miejsca towarzyskich rozrywek, mniej lub bardziej oddalone od centrum miasta”.

Obraz Pohulanki z tych czasów przedstawił Franciszek Jaworski: „W 1825 roku pewien przypadkowy podróżnik tak opisuje swój spacer po tych stronach: „W restauratorze panował ruch, liczne towarzystwo piło piwo. Eleganccy mieszkańcy miasta, zwani „fanfaronami”, ubrani byli według najnowszej mody: ich kapelusze były w chustce, szyje w chustkach, surduty w „kratkę” lub podszyte chińską chustką, spodnie w gumki – wyglądali jak cyrkowe arlekiny. Nasz podróżnik i jego towarzysze szli stromymi ścieżkami gaju, przyglądali się uważnie źródłom bijącym z ziemi, a potem szli dalej. Przedzieraliśmy się przez gęste zarośla i stanęliśmy na szczycie góry porośniętej wysokimi drzewami, która góruje nad Pohulanką. Jakiż boski krajobraz otworzył się przed naszymi oczami. Wysokie góry dookoła, dolina wysadzana drzewami pośrodku, spośród której niedostrzegalnie wyłaniała się wieżyczka małej kapliczki. Wokół panowała ogłuszająca cisza, którą przerywało jedynie chrząkanie żab swoim dysharmonijnym dźwiękiem. W tym miejscu, na szczycie góry porośniętej leśnym mchem, zapomnieliśmy o stosunkach stolicy, o obowiązkach majątku i z przepełnionymi sercami, w milczeniu, bo prawdziwy podziw nie używa słów, patrzyliśmy to na siebie, to na gałęzie drzew, które zdawały się niechętnie kołysać na łagodnym wietrze. Zerwaliśmy kilka pięknych owoców flory na pamiątkę i z tęsknotą opuściliśmy ten uroczy zakątek, gdzie urok natury uśmiechał się do nas z każdego liścia, odbijał się w każdym kwiecie, gdzie nasze umysły były wolne od pożądania i spokojne jak wody pobliskiego stawu, które nawet nie zmarszczyły swojej szklanej powierzchni”.

W 1848 roku nowy właściciel, Johann Klein, otrzymawszy Pohulankę od spadkobierców Distla za 15 500 złotych renskich, rozebrał stare zabudowania Węglińskiego i Diestla, częściowo osuszył staw i wybudował na jego miejscu browar. W tym czasie Pohulanka przyciągała mieszczan głównie piwem Kleina, uważanym za najlepsze we Lwowie. Spożywano je na miejscu, w restauracji słynącej również z pasztecików i smażonych kurczaków. Na Pohulance można było spróbować lodów produkowanych w letnim pawilonie domu oraz wyrobów cukierniczych.

Wraz z pojawieniem się wokół zakładów przemysłowych i rozpoczęciem intensywnego rozwoju okolicznych terenów, Pohulanka nieco straciła na znaczeniu jako teren rekreacyjny. Podczas I wojny światowej buki zostały wycięte na opał, a ścieżki zarosły. Pohulanka zdziczała.

A jednak Pohulanka pozostała miejscem na tyle popularnym, że doczekała swoich kilku wersów w piosenkach:

„U nas na Pohulance
W domu gościnność znana
Wesołość i tańce
I najlepsza śmietana”

– śpiewano wówczas w teatrze, w obrazku dramatycznym Suchorowskiego pt. „Hanusia z Pohulanki”.

Po II wojnie światowej na zboczach wzgórz Pohulanki usytuowano rozlewnię win, gdzie butelkowano zakarpackie i mołdawskie wina (nieczynna od chwili rozpadu Związku Sowieckiego). Zakład ten utworzono w 1948 r. na miejscu znanego w XIX w. browaru Jana Kleina. Od rozlewni zaczynała się strefa parkowa. Po lewej stronie, na zboczu zachowała się ozdobiona płaskorzeźbami rusałek kamienna grota – zbiornik wody z 1839 r. Stąd w XIX w. woda źródlana była dostarczana wodociągiem do śródmieścia. Obecnie niestety to wszystko jest w ruinie, jedynie osoby mieszkające obok przychodzą do źródełka po czystą – podobno z jonami srebra – wodę do picia.

W 1949 r. Pohulanka została formalnie powiększona do 100 ha powierzchni. Stała się w ten sposób dużym parkiem leśnym, którego podstawę stanowią resztki lasów bukowych na północno-wschodniej granicy zasięgu występowania buka na tych terenach. Jesienią u ich stóp możemy znaleźć bukowe orzechy, które są niezwykle smaczne. Oprócz buków rosną tu dęby i graby. W dolinie, skąd wypływa potok Pasieka, utworzono kaskadę sztucznych stawów. Na północnym pogórzu parku leśnego, w gęstwinie lasu, kryje się prawdziwy folwark o kilku dziedzińcach, pośród którego stoi niewielka świątynia – jest to dawny klasztor zakonu Sióstr Benedyktynek Ormiańskich, wzniesiony w 1897 r. w neoromańskim stylu na miejscu pierwotnego drewnianego ormiańskiego kościółka z XVIII w. Po II wojnie światowej kościół został zamknięty i popadał w ruinę. W 1997-1998 dokonano renowacji i ponownie poświęcono świątynię jako cerkiew Matki Boskiej Nieustającej Pomocy.

Cerkiew Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, googlmap.com

Dziś asfaltowaną drogą wędrujemy przez ten las, dający cień w letnie upały, a tereny narciarskie zimą. W dawnych czasach wybudowano tu nawet skocznię narciarską, na której ćwiczyli sportowcy. Ale niestety jest teraz w całkowitej ruinie, zarosła krzewami i nawet jej elementy nie są widoczne wśród zieleni.

Na głównej polanie jest kaskada jezior. Obecnie są „ucywilizowane” – obłożono je bryłami kamienia, przerzucono mostki i zasadzono dekoracyjną roślinność wodną. Dawniej były tu trzy jeziora, otoczone wałami ziemnymi, gdzie można było kąpać się w lecie i ślizgać na lodzie zimą. Wodę do jezior pobiera się z potoku Pasieka, który wycieka z okolicznych pagórków, a którego dopływy stanowią liczne źródełka. Ta asfaltowa droga prowadzi aż do ulicy Pasiecznej, biegnącej szczytami okolicznych wzgórz.

Co dnia można spotkać tu spacerowiczów, matki z dziećmi, osoby ćwiczące biegi czy jogę. Pohulanka daje cień, chłód i wytchnienie tym, którzy nie mogą wyjechać z miasta lub mieszkają blisko i spragnieni są ciszy pośród miejskiego hałasu.

Opracował Krzysztof Szymański

X