Przekroczone granice
Drugi zbiór w edycji londyńskiego Veritasu nosi tytuł „Przekroczone granice” i zawiera interesujące wartości dokumentacyjne. Autorka opowiedziała wiele o swych więziennych przeżyciach, zwłaszcza o przesłuchaniach. Zabiegi literackie polegały na wyborze charakterystycznych zdarzeń, zręcznym przytoczeniu dialogów, do nadania całości cyklu pewnych ram kompozycyjnych.
Pierwsze opowiadanie nosi tytuł całego zbioru – „Przekroczone granice”. Zawiera nawiązanie do pewnego wydarzenia w dzieciństwie Autorki. Granicę przebiegającą kilkaset metrów za domem patrolowali regularnie pieszo i konno żołnierze rosyjscy. Rzadko pojawiali się na grzbiecie granicznego wzgórza żandarmi austriaccy.
Pewnej zimy doszło do zaskakującego zdarzenia. Szalała burza śnieżna. Silny wiatr potęgował odczucie chłodu, przenikającego każde odzienie. Wtedy właśnie do okien dworu zastukał uzbrojony żołnierz rosyjski. Przeraził mimowolnie Herminię, która była jeszcze dzieckiem. Przemarznięty strażnik poprosił o jakiś ciepły napój. Przyjęto go przyjaźnie. Wypił w kuchni szklankę gorącej herbaty. Nieco już rozgrzany, powrócił do swej służby na granicy.
Było to przekroczenie przyjazne. Następne miały już wrogi charakter, tak jak podczas napaści sowieckiej we wrześniu 1939 r. i podczas okupacji sowieckiej, gdy enkawudyści przekraczali progi tysięcy mieszkań. „Bo czyż nie tak się stało, że błahe kiedyś wydarzenie ujawniło swój zatajony sens w spotęgowanym i uwielokrotnionym powtórzeniu? Przekroczyli granice, weszli do naszych domów…”.
Akcja następnego utworu – „Rozmowy literackie w śledztwie” – rozgrywa się już po tym wrogim przekroczeniu granicy. W nocy z 23 na 24 stycznia 1940 NKWD aresztowało we Lwowie wielu pisarzy o poglądach lewicowych, prawicowych lub innych. Nastąpiło to wwyniku różnych denuncjacji, „czystki” książek w bibliotekach publicznych oraz informacji uzyskanych z innych źródeł.
Jak już wspomniano, wśród aresztowanych była również Herminia Naglerowa. Osadzono ją w więzieniu przy ulicy Zamarstynowskiej we Lwowie. Śledczy w tym więzieniu otwarcie stwierdzili, że złożyli na nią donosy dwaj literaci polscy – Jerzy Borejsza i Jerzy Putrament.
Miejscowy „sędzia” śledczy Kiwman odczytał Autorce donośnym, pełnym oburzenia głosem przekład na język rosyjski jej opowiadania „Gałązka bzu” z tomu „Ludzie prawdziwi”, opublikowanym niegdyś przez firmę Gebethner i Wolff. Za napisanie tego utworu skazano Pisarkę na 8 lat karnego pobytu w łagrze.
Śledczy pytał Autorkę o losy i adresy pisarzy polskich znajdujących się na Zachodzie, jak np. Julian Tuwim, który znalazł schronienie w USA. Utrzymywał przy tym, że Tuwim jest pisarzem żydowskim, a nie polskim. Doszło do sporu między funkcjonariuszem NKWD a Naglerową, która niezmiennie utrzymywała, że Tuwim jest pisarzem na wskroś polskim o żydowskim rodowodzie.
Pod koniec 1940 roku Pisarkę wraz z grupą 21 innych kobiet wywieziono do więzienia w Czernihowie na Ukrainie. Wznowiono przesłuchania. Enkawudyści chcieli uzyskać informacje o niektórych pisarzach, jak Broniewski, Salzman, Peiper, Wat i Ważyk. Wyraźnie zdążali do tego, by stworzyć wśród literatów polskich system donosicielski, dostarczający regularnie wiadomości o pewnych osobach. Naglerowa nie dała się wciągnąć do tej gry, Pytana o ocenę twórczości pewnych pisarzy, odesłała enkawudystów do opinii, wyrażonych jawnie przez Wandę Wasilewską.
Powyższa kwestia powraca znów w utworze „Samopoczucie”. Akcja znów rozgrywa się w więzieniu zamarstynowskim. „Sędzia” Kiwman zaproponował wprost Naglerowej: Przyznaj się do winy, wyraź skruchę, ukorz się, obiecaj poprawą. Wtedy kara będzie lżejsza, a może nawet darowana. „My cenimy ludzi intelektu i pióra i nie chcemy, żeby marnowali się w więzieniu. Trzeba tylko naprawić to, co się stało i odwołać. Napisaliście nieprawdę o Czeka. Przyznajcie się do tego. To właśnie trzeba napisać na tych kartkach. Tylko to, nic więcej. Napiszecie, pójdziecie na wolność”.
Pisarka odrzuciła tę propozycję. Kiwman po chwili ją ponowił. Bez skutku. Mimo zdecydowanej postawy Naglerowej powyższą propozycja znów się pojawiła. Tym razem złożyło ją dwóch enkawudystów w więzieniu w Horodni. Jeden z nich, inspektor, sprawiał wrażenie dawnego rosyjskiego inteligenta, wysługującego się bolszewikom, drugi był politrukiem o mongolskich rysach twarzy.
Inspektor od razu podkreślił, że wzorem dla Więźniarki powinna być Wanda Wasilewska, która dużo zarabia, uzyskała pełne poparcie władz ZSRR, traktujących ją jako najlepszą pisarkę polską. Dobra opinia władz to źródło „dobrego samopoczucia” niezbędnego w życiu. Motyw „dobrego samopoczucia” powraca wielokrotnie w tym utworze. Może je uzyskać również Naglerowa. Trzeba jednak przeprosić państwo sowieckie za napisanie niegdyś szkodliwego opowiadania. W toku przesłuchania wcisnął Pisarce do rąk kolejny tom dzieł zbiorowych Włodzimierza Lenina. Lektura tego dzieła pozwoli jej podjąć właściwą decyzję i uzyskać „dobre samopoczucie”.
Naglerowa wspomniała przekornie, że nie uzyskała w kontaktach z władzami sowieckimi „dobrego samopoczucia”. Jeszcze przed wojną niektórzy pisarze polscy udali się do ZSRR, by tam znaleźć schronienie i możliwość swobodnej komunistycznej działalności. Był to Drzewiecki, Jasieński, Stande, Wandurski. Wbrew tym oczekiwaniom spotkały ich represje – więzienie i śmierć.
Wtedy wtrącił się „politruk” o azjatyckim wyglądzie. „To szpiegi, których nam tu nasłano. Polskie szpiegi”. Wrzasnął też uprzejmy dotąd w rozmowie „inteligent” – „Swołocz! Nam tu nie trzeba waszych łże-komunistów. Siedzą u nas w tiurmach wasze Waty, Broniewscy i jak im tam po otczestwie i matuszce!
Krzyczał, tupał nogami, walił w stół po arkuszach białego papieru, po skrawku bibuły”. Odłożył na półkę tom dzieł Lenina. Więźniarka okazał się niegodna, by go czytać.
Przesłuchanie było skończone.
Omawiane tu sprawy pojawiają się również w utworze „Duch Borysa Pilniaka”. Pisarka nie zachowała przy tym chronologicznej kolejności zdarzeń.
Rozgrywają się one początkowo znów w więzieniu zamarstynowskim. W toku kolejnego przesłuchania dochodzi do sporu między śledczym a Naglerową. Pisarka twierdziła, że w czasie wielu przesłuchań enkawudysci stosują tortury. Niektóre kobiety wracają do jej celi czarne od bicia. Kiwman krótko zaprzeczał, po chwili przyznał jednak szczerze: „My potrafimy tak zbić, że pobity przez dwa miesiące nie może się ruszyć”.
W czasie dalszego przesłuchania Kiwman przeszedł do swych „literaturoznawczych” popisów. Dowodził bowiem, jak mało wartościowa była literatura polska oraz jak wysoki poziom osiągnęło piśmiennictwo sowieckie. Następnie ubolewał nad tym, iż dzieła pisarzy sowieckich były rzekomo całkowicie nieznane w przedwojennej kapitalistycznej Polsce.
Naglerowa znów zaprzeczyła. Przypomniała, jak wiele utworów pisarzy sowieckich opublikowano w polskim tłumaczeniu. Podała jako przykład twórczość Borysa Pilniaka. Był niegdyś poczytny i wysoko ceniony przez władze.
Wywołała tym stwierdzeniem wściekłość „sędziego”. NKWD orzekło przecież, że był on szpiegiem niemieckim i należało go rozstrzelać.
Po zwolnieniu z łagru Pisarka krótko przebywała w Moskwie i rozmawiała kilkakrotnie ze znaną komunistką polską Heleną Usiejewicz. Była ona córką Feliksa Kona. Obecnie została redaktorką „Nowych Widnokręgów”, prokomunistycznego pisma polskiego wychodzącego w ZSRR. W przeciwieństwie do śledczego Kiwmana, wyrażała się pochlebnie o niektórych osiągnięciach literatury polskiej, zawłaszcza o twórczości A. Mickiewicza.
Wtedy Naglerowa zapytała swą rozmówczynię o losy Borysa Pilniaka, tak cenionego niegdyś w ZSRR i w Polsce, m.in. za dzieło „Wołga wpada do Morza Kaspijskiego”. Usiejewicz wiedziała zapewne, że Pilniaka oskarżono niesłusznie.
Nie liczą się jednak fakty, nie jest ważna prawda. Ważne są interesy państwa sowieckiego, w tym prowadzona przez władze propaganda. Skoro głosi ona, że Pilniak był szpiegiem i należało go rozstrzelać, to według Usiejewicz należy powyższe stwierdzenie bezkrytycznie przyjąć.
Pół roku później Pisarka znalazła się na pokładzie statku, płynącego przez Morze Kaspijskie z sowieckiego Krasnowodska do portu w Iranie. „Wśród wbitych w bezwład ludzi duch Pilniaka stał na dziobie i płakał, zazdroszcząc nam wyzwolenia”.
Opowiadanie „Humor nie w porę” znów nawiązuje do pobytu Autorki w więzieniu na lwowskim Zamarstynowie. Śledczy Szewczenko dowiedział się, że Naglerowa w 1935 r. uczestniczyła w delegacji Związku Zawodowego Pisarzy Polskich, która odwiedziła Finlandię w celu ożywienia polsko-fińskich kontaktów kulturalnych.
Fukcjonariusz NKWD nie uwierzył, iż wyjazd służył tylko takiemu celowi. „Wtedy Szewczenko pouczył mnie, że to wcale nie było tak niewinne. – Kontakty – zapytał – przeciw komu? Pisarze są narzędziem polityki państwa. Pisarze są jakby forpocztą działań politycznych. Wyjeżdżając do Finlandii, otrzymałam niewątpliwie pewne zlecenia. Pouczono mnie, co mam mówić, jak się zachować. Tak, musiałam chyba przejść jakiś kurs przygotowawczy, aby nie pobłądzić w niektórych delikatnych sprawach”.
Śledczy Szewczenko nie uwierzył, że takich zamierzeń i przygotowań nie prowadzono. Nie uwierzył też, iż pisarze nie musieli składać sprawozdania w odpowiednim urzędzie. Przecież to niemożliwe, by delegacja polska rozmawiała z gospodarzami tylko o kulturze i nie podejmowała żadnych działań wywiadowczych i propagandowych.
Pisarka odpowiedziała, że jedynym jej sprawozdaniem były trzy artykuły, opublikowane w polskich czasopismach kulturalnych.
Szewczenko uznał to stwierdzenie za niestosowny humor, za żart obraźliwy dla państwa sowieckiego. Przestrzegł rozmówczynię, że takie żarty mogą źle się dla niej skończyć.
Ktoś doniósł władzom w więzieniu zamarstyowskim, że sponiewierane kobiety wciąż jeszcze rozmawiają o wartościach moralnych, o wyborach politycznych, o postawie Polaków wobec państwa sowieckiego. Kiwman zażądał od Naglerowej w czasie kolejnego przesłuchania, by poinformowała go o tej sprawie.
Pisarka odpowiedziała, że kobiety w celi opowiadają sobie różne baśnie i bajki, np. o Czerwonym Kapturku i Królewnie Śnieżce. Ta odpowiedź oburzyła śledczego. Opowieści o Czerwonym Kapturku i Królewnie Śnieżce (i tym podobne) są wielce szkodliwe pod względem politycznym. Są wytworami propagandowymi burżuazyjnego państwa. Szkodzą dzieciom. Warto przyjąć wzory sowieckiego piśmiennictwa dla dzieci. Prócz rozrywki przynosi ono małoletnim słuchaczom lub czytelnikom wiadomości o rozwoju ZSRR, o potrzebie pracy na rzecz tego państwa, o zbliżającym się zwycięstwie komunizmu we wszystkich krajach świata. Taką właśnie literaturę należy przyjąć, rozwijać i upowszechniać w celu właściwego wychowania polskich dzieci.
W toku kolejnego przesłuchania śledczy Kiwman pytał Autorkę o Dołęgę-Mostowicza, który zresztą już nie żył. Naglerowa nie wiedziała o jego śmierci. Odpowiedziała ostrożnie, że Dołęga-Mostowicz był znany ze swego krytycznego stanowiska wobec władz sanacyjnych. Nie ograniczało to jednak rozpowszechniania jego utworów, drukowanych w Polsce w tysiącach egzemplarzy. Śledczy nie mógł uwierzyć, że w II Rzeczypospolitej pisarz opozycyjny mógł dalej działać – tworzyć i publikować swe książki, i to w tak wysokich nakładach.
W czasie kolejnego przesłuchania śledczy Kiwman znów pytał o rozmowy więźniarek w celi. Tym razem Naglerowa nie wymieniła opowieści o Czerwonym Kapturku, o krasnoludkach i królewnie Śnieżce. Budziła ona wielkie zgorszenie funkcjonariusza NKWD. Pisarka wspomniała, że jej towarzyszki opowiadają sobie treść utworu „Słone jezioro” Pierre Benoita. Był to literat francuski prawdopodobnie z przełomu XIX i XX wieku, autor powieści popularnych adresowanych do mało ambitnych czytelników.
Więźniarki stwierdziły, że jest to opowieść tandetna i nie zapewnia dobrej rozrywki. Kiwman zapewne „Słonego jeziora” nie czytał. Tym razem jednak w pełni zgodził się z opinią Naglerowej. Negatywną ocenę francuskiego utworu, funkcjonującego w obiegu literatury popularnej, uznał za swój sukces w oddziaływaniu na aresztantki..
Opowiadanie „Kłamstwo” zamyka cykl utworów dotyczących relacji między więźniami a sowieckimi organami śledczymi. Idzie tu o rolę kłamstwa w tej właśnie konfrontacji. Kłamał śledczy, gdy twierdził, że wszystko wie o aresztowanej osobie, że zna nawet drobne szczegóły z jej dotychczasowego życia. Nakazywał swym podwładnym, by jej podrzucać jakieś sfałszowane grypsy. Miały one jeszcze bardziej pognębić psychicznie więźnia.
Kolejni funkcjonariusze NKWD kłamali obiecując, że gdy Pisarka potępi własną dotychczasową twórczość, wyrazi skruchę i chęć poprawy, uzyska niezwykłe korzyści. Zamieszka na stałe w głębi ZSRR, zarobi setki tysięcy rubli dzięki napisaniu nowych utworów w duchu sowieckim, dobrze ocenianych przez NKWD. Zostaną one opublikowane w języku rosyjskim oraz językach różnych narodów ZSRR. Powstaną na podstawie tych tekstów sztuki teatralne i scenariusze filmowe, co przyniesie Autorce nowe dochody. Będzie miała willę z ogrodem, samochód, piękne meble i stroje, a także rosyjską maszynę do pisania z łacińskimi czcionkami.
Kłamał też więzień, który do pewnych faktów i swych dotychczasowych kontaktów nie chciał się przyznać. Usiłował pomniejszyć swój udział w pewnych działaniach, zbagatelizować czy nawet je całkowicie pominąć. Starał się wprowadzić enkawudystów na fałszywy trop. Nie zawsze to się udawało. Funkcjonariusze odkrywali te krętactwa i krzyczeli wówczas z wściekłością: „Wriosz!” (Kłamiesz!).
Wiąże się z tym stwierdzenie, że kłamstwo zawsze stanowiło jedną z podstaw sowieckiego systemu państwowego i przejawiało się zarazem w postepowaniu wielu zwykłych obywateli, w ich indywidualnych relacjach. W toku różnych przesłuchań śledczy utrzymywali, jak wielka jest troska państwa sowieckiego o wszystkich jego mieszkańców, o ludzi chorych i słabych. Przekonywali zarazem, jak wielka dobroć, ofiarność i solidarność charakteryzuje związki między zwykłymi ludźmi.
Tak się złożyło, że już po zwolnieniu z łagru Naglerowa znalazła się przejściowo w Jangi-Jul na południu ZSRR. Miała wkrótce wraz z oddziałami Armii Polskiej opuścić na zawsze terytorium tego państwa.
Do Jangi-Jul przybywały transporty mieszkańców ZSRR ewakuowanych ze względu na postępy nowej ofensywy niemieckiej zimą i wiosną 1942 r. Wtedy właśnie Pisarka stała się świadkiem katastrofy kolejowej. Dwa zderzające się ze sobą wagony zmiażdżyły nogi jakiejś dziewczyny, obywatelki ZSRR. Obie nogi amputowano. Wkrótce wyrzucono dziewczynę ze szpitala i posadzono na ławce przed dworcem kolejowym. Nikt jej nie udzielił pomocy: ani instytucje, ani przechodnie. Jej rodacy, zwykli obywatele ZSRR, przechodzili obok i udawali, że jej nie widzą. Niektórzy, na wszelki wypadek, by nie narazić się władzom, zdążali drugą stroną ulicy.
Dziewczyna słabła wskutek pragnienia i głodu. Cierpiała na oczach tysięcy przechodzących obok ludzi. Wkrótce zmarła. Jej ciało zsunęło się z ławki na ziemię. Przechodnie nadal starali się je z dala ominąć. Po jakimś czasie władze usunęły te kłopotliwe zwłoki.
Pisarka w niedługim czasie wraz z Armią Polską opuściła ZSRR – państwo przemocy i wszechwładnego kłamstwa.
Opowiadanie „Ratunek” zamyka cały omawiany tu cykl – „Przekroczone granice”. Pisarka znów powróciła do swych rodzinnych Zalisek. Akcja rozgrywa się na przełomie XIX i XX wieku. Wstępują tu dwie postacie – nauczyciele z pobliskich szkół – pan Sozański i pan Medyński.
Pan Sozański był gorącym patriotą polskim. Starał się zaznajomić dokładnie uczniów z arcydziełami literatury polskiej. Wymagał, by pewnych fragmentów nauczyli się na pamięć i umieli je poprawnie recytować. Martwił się zarazem, iż dzieci polskie bawiąc się z dziećmi ukraińskimi, częściej używają ich języka niż polskiego.
Pan Medyński był Ukraińcem – moskalofilem. Uważał, że Rusini (Ukraińcy) są odgałęzieniem wielkiego narodu rosyjskiego, a język ukraiński (tzw. małoruski) stanowi jedną z zachodnich gwar języka rosyjskiego.
Obaj spotykali się często w dworze pana Fischa. Wiedli swe spory, który starał łagodzić gospodarz – ojciec Herminii. Ich przeciwstawne stanowiska narodowe nigdy nie doprowadziły do nienawiści.
Pan Sozański jako nauczyciel wywarł stały wpływ na całe życie przyszłej Pisarki. Fragmenty opanowane pamięciowo, zwłaszcza z III części „Dziadów” i „Pana Tadeusza”, stały się dla niej duchowym ratunkiem w najtrudniejszych chwilach życia – zwłaszcza w sowieckim więzieniu czy łagrze. Wspierały ją nie tylko wyjątki zawierające bezpośrednie wypowiedzi patriotyczne. Ważne się stały opisy przyrody, obrazy humorystycznych sporów i sceny z życia obyczajowego ówczesnej szlachty. Choćby ten fragment z „XII Księgi Pana Tadeusza”:
„Poloneza czas zacząć. Podkomorzy rusza
I z lekka zarzuciwszy wyloty kontusza
I wąsa podkręcając, podał rękę Zosi
I skłoniwszy się grzecznie, w pierwszą parę prosi.
Za Podkomorzym szereg w pary się gromadzi –
Dano hasło, zaczęto taniec – on prowadzi”.
Wielkość dawnej literatury polskiej to niezawodne wsparcie w tak trudnej walce z przemocą, kłamstwem i barbarzyństwem.
Wydawcy dołączyli do tej książki jako jej część III anonimową „Notę o Autorce”. Jej autorem był prawdopodobnie Tymon Terlecki. Zawarte w niej informacje zostały już wykorzystane w toku poprzednich rozważań.
Oskar Stanisław Czarnik
Tekst ukazał się w nr 3 (487), 13 – 26 lutego 2026
