W pierwszych dniach grudnia wolontariusze Fundacji „Serce dla Lwowa” wyruszyli z Polski, by dotrzeć z pomocą do najbardziej potrzebujących Polaków mieszkających we Lwowie i okolicach. W trudnych, wojennych realiach przekazali paczki z żywnością i artykułami pierwszej potrzeby, ale przede wszystkim ofiarowali coś, czego nie da się zapakować do kartonu – obecność, rozmowę i poczucie, że o rodakach na Kresach wciąż się pamięta.
Choć Fundacja „Serce dla Lwowa” jest nową organizacją, to kontynuuje idee i działania realizowane nieprzerwanie od ponad 30 lat. Zmieniła się nazwa i struktura, ale misja pozostała ta sama – niesienie pomocy Polakom na dawnych Kresach.
Przedsięwzięcie skierowane jest do Polaków zamieszkałych w dawnych polskich województwach: lwowskim, tarnopolskim i stanisławowskim. Obejmuje dzieci, młodzież oraz najuboższe polskie rodziny, a w szczególności osoby starsze – często chore i samotne. Ich sytuacja materialna uległa znacznemu pogorszeniu w trudnych realiach trwającej wojny. Wiele z tych osób mieszka samotnie, ponieważ dzieci i wnuki zostały wcielone do przymusowej służby wojskowej lub wyjechały do Polski. Dla wielu oznacza to kolejne święta spędzone w samotności.
Podczas jednego ze spotkań starsza pani opowiadała wolontariuszom o tragicznej stracie dwóch synów. Jej historią przejęli się darczyńcy z Poznania, którzy co roku pamiętają o niej, przywożąc paczkę z żywnością oraz kartkę z życzeniami od dzieci – na którą, jak sama mówi, czeka najbardziej.
W dniach od 1 do 7 grudnia do Lwowa udała się kilkuosobowa delegacja fundacji. W jej skład weszli: prezes fundacji Stanisław Łukaszewski, sympatyk fundacji Jacek Kołodziej, Jerzy Mierzyński – brat prezesa, wiceprezeska Bogna Kalinowska oraz dziennikarka Angelika Sarna. Podjęcie decyzji o wyjeździe do kraju ogarniętego wojną nie było łatwe, jednak potrzeba wsparcia rodaków okazała się silniejsza.
Wolontariusze rozdali przygotowane dary podopiecznym, których, niestety z roku na rok jest coraz mniej. Szczególnym dniem pobytu był 6 grudnia, kiedy zorganizowano spotkanie najmłodszych ze św. Mikołajem. Dzieci otrzymały paczki ze słodyczami oraz zabawki, a na ich twarzach pojawił się uśmiech, który na długo pozostanie w pamięci uczestników akcji. Tym bardziej, że podczas nocy poprzedzającej Mikołajki był ostrzał Ukrainy, a wiele dzieci noc spędziło w schronie.
Paczki przygotowywane są według imiennej listy, sporządzanej przez polskie organizacje działające we Lwowie oraz siostry zakonne opiekujące się osobami starszymi i chorymi. Zawierają one artykuły świąteczne zakupione z wcześniej zebranych środków, aby osoby potrzebujące mogły, choć na chwilę poczuć atmosferę nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia. Oprócz tego przekazywane są trwałe produkty żywnościowe, słodycze, artykuły higieniczno-sanitarne, środki opatrunkowe, artykuły szkolne, zabawki, książki oraz bajki.
Jak można się przekonać podczas takich wyjazdów, najcenniejsze dla rodaków są bezpośrednie spotkania z wolontariuszami, a szczególnie rozmowa, obecność drugiego człowieka i możliwość podzielenia się swoim niepokojem. Te rozmowy są równie ważnym doświadczeniem dla przyjeżdżających. Wolontariusze na własne oczy widzą, jak bardzo pogorszyła się sytuacja życiowa wielu Polaków. m.in. ceny drastycznie wzrosły, szczególnie koszty ogrzewania. Mieszkańcy muszą mierzyć się z wojenną rzeczywistością, brakiem schronienia podczas alarmów rakietowych oraz częstymi przerwami w dostawie prądu spowodowanymi ostrzałami infrastruktury energetycznej.
Akcja po raz kolejny pokazała, jak ogromne znaczenie mają zbiórki i wyjazdy do rodaków pozostających w Ukrainie. Poza niezbędnym wsparciem materialnym pozostają one w pamięci uczestników jako spotkania pełne wdzięczności, wzruszeń i tęsknoty, potwierdzające potrzebę dalszych działań. Dzięki zaangażowaniu wielu darczyńców, środowisk i bezimiennych osób – poznaniaków, harcerzy i ludzi dobrej woli – po raz kolejny udało się sprawić radość i dać nadzieję Polakom oraz mieszkańcom Ukrainy.
Angelika Sarna
Tekst ukazał się w nr 23-24 (483-484), 19 grudnia 2025 – 15 stycznia 2026
