Rok 2025 został ogłoszony przez Sejmik Województwa Podkarpackiego Rokiem Włodzimierza hrabiego Dzieduszyckiego – wybitnego przyrodnika, muzealnika, etnografa, mecenasa sztuki i społecznika, którego życie i działalność na trwałe wpisały się nie tylko w historię dawnych Kresów, ale także Lwowa. To postać niezwykła. Był człowiekiem, który potrafił łączyć ludzi ponad podziałami narodowymi i wyznaniowymi, a jego idee ochrony przyrody i kultury wyprzedzały swoją epokę.
O dziedzictwie hrabiego, jego pasjach i wpływie, który trwa do dziś, Anna Gordijewska rozmawia z Melanią Dzieduszycką, sekretarzem Związku Rodowego Dzieduszyckich herbu Sas i Mateuszem Dzieduszyckim, przewodniczącym tego Związku.

Anna Gordijewska: Sejmik Województwa Podkarpackiego ogłosił rok 2025 Rokiem hrabiego Włodzimierza Dzieduszyckiego. To czas pełen wydarzeń, wystaw i spotkań poświęconych tej niezwykłej postaci zarówno w Polsce, jak i we Lwowie. To doskonały moment, by przypomnieć, kim był ten wybitny przyrodnik, muzealnik, etnograf i społecznik, a także jak żyje jego dziedzictwo dziś. Panie Mateuszu, proszę przybliżyć nam sylwetkę Włodzimierza hr. Dzieduszyckiego.
Mateusz Dzieduszycki: W 20 minut to się nie da. Możemy spróbować ewentualnie zaznaczyć jakieś podstawowe kierunki. Od pięciu lat z Melanią przymierzamy się do obchodów tego roku jubileuszowego. Z każdym miesiącem boli nas głowa, jak tego człowieka ogarnąć. On był przyrodnikiem, muzealnikiem, etnografem, społecznikiem, politykiem. I przy tym jeszcze, w co trudno uwierzyć, ale bardzo skromną, a nawet – powiedziałbym – momentami wycofaną osobą. Uniósł na sobie ciężar tych wszystkich zobowiązań, ale też i pasji, pomimo licznych ograniczeń, które posiadał po prostu jako człowiek. Wydaje mi się, że gdyby trzeba go w jednym zdaniu określić, można by powiedzieć, że to był człowiek, który przełamywał bariery.
A.G.: Ale oprócz tego jeszcze był marszałkiem Sejmu Galicyjskiego.
Mt.D.: Jako polityk służył Galicji, którą wówczas nazywano krajem. Były to czasy, kiedy ani Polska, ani Ukraina nie miały niepodległości. Były pod zaborami, Galicja pod zaborem austriackim. I właściwie działalność polityczna musiała się sprowadzać do tego, żeby w ramach tej ograniczonej suwerenności, w tych warunkach, które były stworzone przez Cesarza Franciszka, działać, jak można, dla dobra kraju – czyli miejsca, o którym Włodzimierz mówił, że wszyscyśmy się tu urodzili. Jak myślimy o Włodzimierzu, to pierwsze, co przychodzi do głowy, że to był człowiek, który łączył ludzi. To był człowiek, który budował mosty między ludźmi różnych narodowości, kultur, religii i wyznań. Traktował wszystkich bez wyjątku tak samo godnie – jako ludzi po prostu. I potrafił znajdować w tych ludziach niesamowite dobro i to dobro powiększać.
A.G.: Pani Melanio, jak Pani uważa, jakie miejsce Lwów zajmował w życiu Włodzimierza Dzieduszyckiego?
Melania Dzieduszycka: W którymś momencie Włodzimierz wraz z rodziną postanowił przeprowadzić się do Lwowa, ponieważ był właścicielem ogromnego majątku. Nie pamiętam liczby tych hektarów, którymi zarządzał…
Mt.D.: 600 tysięcy hektarów ponoć.
M.D.: Lwów znajdował się pośrodku tego terytorium. Jemu najzwyczajniej w świecie było wygodnie mieszkać we Lwowie ze względów jakby strategicznych – jeżeli chodzi o zarządzanie tym majątkiem. Natomiast jestem przekonana, że jak już zamieszkał w pałacu przy ulicy Kurkowej, to miasto stało się jego ulubionym miejscem do zycia. Oczywiście była Poturzyca, ukochane miejsce, do którego jeździł na przykład polować i Pieniaki, i inne miejsca. Natomiast w tym Lwowie był najintensywniejszy okres jego działalności. We Lwowie chciał założyć muzeum przyrodnicze i kupił kamienicę przy ulicy Teatralnej 15. W tej kamienicy założył muzeum. Oczywiście to wymagało ogromnego wysiłku, to nie był budynek przeznaczony do celów muzealnych, o czym on pisał w swoim przewodniku, opisując jakiego rodzaju prace musieli tam wykonać, żeby to muzeum było odpowiednio przygotowane. Powstało muzeum, jest dzisiaj przy tej samej ulicy o tej samej nazwie, chociaż już teraz nosi nazwę Państwowe Przyrodnicze Muzeum Narodowej Akademii Nauk Ukrainy we Lwowie.
A.G.: A kiedyś to było Muzeum imienia Dzieduszyckich. Panie Mateuszu, skąd takie zamiłowanie do przyrody, bo na pewno dlatego postanowił założyć to muzeum i skąd były eksponaty?
Mt.D.: Włodzimierz odziedziczył pasję do przyrody po rodzicach. Ale bez wątpienia miał też własną skłonność w swojej osobowości do tego, żeby przyrodę bardzo cenić, żeby otaczać się licznymi eksponatami zdobytymi podczas własnych wypraw, ale też od innych ludzi. Eksponatami, które dokumentowały przyrodę Galicji. On już jako młody chłopiec był wprowadzany w ten świat przyrody przez swoją mamę i przez swojego tatę, więc można powiedzieć, że to było jedno z jego dziedzicznych „obciążeń”, które właśnie zawdzięczał swoim rodzicom. Włodzimierz tę pasję potem rozbudował do takich rozmiarów, że stworzył pierwsze, być może nawet w Europie, na pewno na ziemiach polskich, a na pewno w Galicji, Muzeum Przyrodnicze. Stworzył pierwszy rezerwat przyrody – „Pamiątkę Pieniacką”. Niestety już nie istnieje ten las pierwotny, który chciał chronić w tym miejscu, ale zachowała się pamięć o tym, i ludzie, którzy tam mieszkają, kultywują właśnie pamięć o Włodzimierzu, o tej „Pamiątce Pieniackiej” i chronią przyrodę odwołując się do tych wartości, które po Włodzimierzu odziedziczyli.

A.G.: Przyjeżdżają Państwo w tym roku bardzo często do Lwowa i jest dużo wydarzeń związanych z dwustuleciem hrabiego Włodzimierza Dzieduszyckiego. Również są wystawy i między innymi jedna z wystaw jest w tym roku w Muzeum Przyrodniczym.
M.D.: Przyjeżdżając do Lwowa wiele razy słyszeliśmy o tym muzeum, że na nim wychowały się pokolenia dzieci. Każdy, kto był dzieckiem, musiał obowiązkowo przyjść do Muzeum Dzieduszyckich i zobaczyć te zwierzęta. Te eksponaty znajdują na pierwszym piętrze tego muzeum i to piętro na co dzień jest niedostępne dla zwiedzających. Z okazji dwusetnej rocznicy urodzin założyciela pracownicy muzeum podjęli ogromny trud przywrócenia, otwarcia tych magazynów z eksponatami. Przygotowania tych oryginalnych XIX-wiecznych szaf i eksponatów. Przygotowany został również gabinet Włodzimierza z meblami odrestaurowanymi dzięki wsparciu Instytutu Polonika. Eksponowane są też książki z Biblioteki Poturzyckiej. Od kilku lat są poddawane renowacji. I jest bardzo ważne, by podkreślić, że jest to zbiór oryginalny tej części Biblioteki, która była poświęcona przyrodzie, i do dzisiaj znajduje się w oryginalnych pomieszczeniach w tym muzeum. Można zobaczyć również dokumenty i zdjęcia. Co jest bardzo ciekawe – lwowskie Muzeum Etnograficzne oraz muzeum z Kołomyi udostępniły swoje zbiory etnograficzne, odnalezione jako eksponaty, które kiedyś znajdowały się w tym Muzeum Przyrodniczym. Muzeum Przyrodnicze Włodzimierza zawierało nie tylko eksponaty przyrodnicze. W nim również był ogromny dział etnograficzny, ponieważ Włodzimierz był pasjonatem etnografii. Tam również znajdowały się niezwykłe zbiory archeologiczne i część tych zbiorów dzięki współpracy z Muzeum Historycznym Miasta Lwowa są pokazane na tej wystawie.

A.G.: Tak jak wspomniała Pani Melania, jeszcze bardzo ważnym w działalności hrabiego Włodzimierza Dzieduszyckiego było założenie wspaniałej Biblioteki Poturzyckiej.
Mt.D.: Biblioteka powstała pod koniec XVIII wieku, została rozwinięta przez ojca Włodzimierza, czyli Józefa Dzieduszyckiego, do rangi ośrodka bibliofilskiego. Jednak to Włodzimierz nadał mu zupełnie nowy wymiar, mianowicie udostępnił ją publicznie. Każdy mógł z niej skorzystać. Włodzimierz rozbudował ją do pięćdziesięciu tysięcy tomów. To była jedna z większych bibliotek na terytoriach niegdysiejszej Rzeczypospolitej, wówczas pod zaborami, i korzystali z niej naukowcy, studenci, literaci, artyści. Były tam książki z XV wieku. Były tam pierwsze egzemplarze inkunabułów, wydrukowane w języku polskim. Te książki gdzieś krążą po świecie, bo niestety te które przetrwały, zostały rozproszone. Nie przetrwała znaczna część tej kolekcji, ponieważ spłonęła w piecach zapewniając właściwą temperaturę Armii Czerwonej. Żołnierze sowieccy w czasie II wojny światowej grzali się po prostu przy kominku paląc te książki. Natomiast w tej chwili Biblioteka Stefanyka gromadzi te zbiory, które ocalały. Właśnie można powiedzieć, że największa część tych zbiorów, czyli kolekcja przyrodnicza została zachowana w Muzeum Przyrodniczym, bo tuż przed wojną zostały te zbiory ze względu na swój rozmiar podzielone i przyrodnicze przetrwały, a te pozostałe były materiałem opałowym dla sowietów, a część gdzieś rozeszła się po świecie.
Natomiast w tej chwili to dziedzictwo Włodzimierza właśnie w dwusetną rocznicę jego urodzin jest przywracane. Tak jak przywracana jest pamięć o tym człowieku, pamięć nie pomnikowa, tylko pamięć inspirująca. Warto powiedzieć, że to jest chyba coś, co nam przynosi największą satysfakcję. Są organizowane konkursy przyrodnicze, historyczne, konkursy wiedzy imienia Włodzimierza. Dzieci ze Lwowa, z Podkarpacia przysłały kilkaset prac na konkurs prac plastycznych, prac literackich, fotografii. Dzieci inspirują się tą myślą Włodzimierza, można powiedzieć, że wyprzedzającą epokę o kilkadziesiąt, o ile nie sto kilkadziesiąt lat, bo Włodzimierz bardzo pięknie traktował przyrodę – jako coś, czym człowiek powinien się opiekować. Nie przeciwstawiał przyrody człowiekowi. W tym też wyrażała się, myślę, jego postawa chrześcijańska, że my nie jesteśmy wrogami stworzenia, my jesteśmy opiekunami co najwyżej tego, co nam Pan Bóg przekazał. Myślę, że Włodzimierz miał bardzo głęboką świadomość tego i choć o tym jakoś nie rozprawiał, nie pisał na ten temat, ale właśnie temu zawdzięczamy jego troskę o przyrodę wyrażającą się na bardzo wiele sposobów.
Był też założycielem Galicyjskiego Towarzystwa Łowieckiego, inspiratorem „Łowca Polskiego” i fundatorem także jego działalności. Włodzimierz dbał o przyrodę na bardzo wiele sposobów. Jednym z nich było to, że rozpowszechniał kulturę myśliwską. (13:21) Dzisiaj to ciężko sobie wyobrazić, bo mamy taki troszkę wypaczony obraz myśliwych i polowań, że to jest coś co niszczy przyrodę. Oczywiście można dyskutować czy w jakiś inny sposób moglibyśmy ją chronić, czy myśliwi są konieczni do tego, żeby regulować naturę. Natomiast w czasach Włodzimierza było tak, że zanim ta kultura łowiecka się rozpowszechniła, polowania były wówczas popularne. Włodzimierz kulturę myśliwską traktował jako sposób na ochronę natury. Dzisiaj może nam się to wydawać paradoksalne. Ale on wprowadzał w swoich majątkach okresy ochronne. Chronił niektóre gatunki, nie pozwalał na to, żeby zostały wyniszczone i lektura „Łowca Polskiego” jest też bardzo przyjemnym przeżyciem estetycznym, bo tam publikowali sławni autorzy, tam były piękne rysunki również wielkich artystów i to była część tej misji Włodzimierza właśnie nastawionej na ochronę przyrody.
A.G.: Włodzimierz Dzieduszycki był również mecenasem artystów.
M.D.: W „Łowcu Polskim” możemy zobaczyć rysunki na przykład Juliusza Kossaka, albo bardzo zabawne rysunki Lobcia Leopolda Starzeńskiego, który w tamtych czasach we Lwowie był bardzo popularny. Ci sami artyści, tacy jak właśnie Juliusz Kossak, Artur Grottger, albo właśnie wspomniany Lobcio Starzeński, również błogosławiony brat Albert Chmielowski, oni wszyscy byli można powiedzieć stypendystami Włodzimierza Dzieduszyckiego, on wspierał artystów i był hojnym mecenasem. Zebrał tych dzieł tak wiele, że po jego śmierci jego żona Alfonsyna Dzieduszycka mogła założyć bardzo znaną Galerię Miączyńskich-Dzieduszyckich. Te zbiory znajdują się dzisiaj we Lwowskiej Galerii Sztuki, a Lwowska Galeria Sztuki prezentuje z okazji dwustulecia urodzin Włodzimierza piękną wystawę w Pałacu Potockich. Z magazynów zostały wydobyte niezwykłe obrazy Rodakowskiego, Tepy, Kossaka, Grottgera. We Lwowskiej Galerii Obrazów możemy zobaczyć portrety rodziców Włodzimierza – Józefa i Pauliny, ale również przepiękny portret Alfonsyny, żony Włodzimierza, pędzla Rodakowskiego. Rodakowski namalował również portret Włodzimierza i ten portret znajduje się w Sukiennicach w Krakowie.

Mt.D.: Warto wspomnieć, że to małżeństwo zaowocowało nie tylko Galerią Sztuki, ale czterema wspaniałymi córkami, przez które nasza rodzina spokrewniła się z rodami m.in. Czartoryskich i Cieńskich. To były takie małżeństwa, które również dały Polsce wielu sławnych ludzi, dały też kapłanów, dały siostry zakonne, więc to była część wychowania, pewnego modelu wychowania, w którym wyrósł Włodzimierz. A potem przez dzieci właśnie jego i Alfonsyny też w jakimś stopniu może dotarło do nas i zwracamy po prostu tym pokoleniom naszych przodków to, co od nich otrzymaliśmy. Cieszymy się, że w tym roku dwusetnej rocznicy urodzin Włodzimierza możemy, choć w tak skromny sposób, odwdzięczyć się właśnie za to, co od tych pokoleń nam przekazano.
A.G.: A w tym roku po obu stronach granicy odbywają się obchody dwustulecia Włodzimierza Dzieduszyckiego.
M.D.: Na Podkarpaciu od początku roku organizowane są liczne konferencje i wystawy. Związek Rodowy Dzieduszyckich przygotował również konferencję poświęconą Włodzimierzowi. Była to konferencja podsumowująca pięcioletnie przygotowania i opowiadania o Włodzimierzu, bo na kolejnych spotkaniach naukowych omawialiśmy jego działalność przyrodniczą, etnograficzną, kolekcjonerską, a w tym roku chcieliśmy opowiedzieć o Włodzimierzu jako budowniczym mostów – człowieku, który łączył Polskę i Ukrainę i potrafił dogadywać się z ludźmi, z kulturami, z narodami. Na tej wspomnianej ulicy Kurkowej gościli skonfliktowani ludzie, specjalnie przychodzili tam po to, żeby zawrzeć jakieś porozumienie. Chcieliśmy też opowiedzieć o nim jako wielkim społeczniku i przyjacielu ludzi. 22 czerwca, dokładnie w dniu urodzin Włodzimierza Dzieduszyckiego, w Zarzeczu na Podkarpaciu został odsłonięty przepiękny mural, naprzeciwko pałacu, w którym jako dziecko wychowywał się, przebywał z rodzicami.

Mt.D.: Pomysł, żeby naprzeciwko wejścia do pałacu wymalować na blokach mural poświęcony Włodzimierzowi, osobiście bardzo mi się podobał. To taki, powiedziałbym, ironiczny nawet sposób przypomnienia o Włodzimierzu, jeżeli chodzi o bieg historii.
M.D.: To naprawdę jest piękne dzieło, ludziom się podoba. Wyjście z taką postacią historyczną na ściany jest dosyć modne teraz. Wizerunki wielu postaci historycznych, artystów, malarzy znajdują się na ścianach. Dzięki tym dziełom możemy sobie zapamiętać taką postać. Może ktoś poszuka, może się dopyta, może wejdzie do tego muzeum. To jest bardzo ciekawe. Bardzo się wzruszyłam, kiedy szłam ulicą Kopernika i zobaczyłam na płocie Pałacu Potockich ogromny plakat z Włodzimierzem. Akurat ten portret był autorstwa Pochwalskiego, nie Rodakowskiego. Plakat, który anonsuje tę piękną wystawę w Pałacu Potockich. A tuż za rogiem, jak pójdziemy, jest Biblioteka Stefanyka i w bibliotece na parterze znajduje się przepiękna wystawa dokumentów, map, książek, zdjęć, których nie można zobaczyć w internecie. To jest bardzo ciekawe. W zasobach biblioteki znajduje się wiele przepięknych, bardzo ciekawych dokumentów.
A.G.: Myślę, że wszystkie te wystawy do końca roku można obejrzeć we Lwowie, a ja serdecznie Państwu dziękuję za rozmowę.
Mt.D.: Pięknie dziękujemy za zaproszenie i za rozmowę.
Rozmawiała Anna Gordijewska
Tekst ukazał się w nr 20 (480), 31 października – 13 listopada 2025
W hołdzie Włodzimierzowi Dzieduszyckiemu – jubileuszowa wystawa we Lwowie
