Czortków: cztery wieki nad Seretem

Czortków: cztery wieki nad Seretem

Miasteczko otacza wspaniała przyroda, posiada ono dziesiątki świątyń, cieknie przez nie spokojna rzeka Seret. Splotła się tu historia i przepełniona lokalnym nacjonalizmem współczesność. Lokalną polityką interesują się tu chyba nawet dzieci.

Czasami wszystko określa się tu według tego czy jesteś miejscowy, „deportowany” czy jesteś przyjezdnym. Ukraińców deportowanych tu z terenów Polski nie brakuje. Są przyjaźni, uparci, chętni do polityki i biznesu. Tym różnią się od spokojnych miejscowych mieszkańców. Mieszkańcy Czortkowa podkreślają swą gościnność, ale jakimś szóstym zmysłem wyczuwa się, że przyjezdnych tu nie lubią.

Polacy założyli, Polacy rozbudowali
Polskie ślady w Czortkowie widoczne są na każdym kroku. „Pierwsza pisemna wzmianka z 1522 roku świadczy, że wtedy osada była własnością Jerzego Czortkowskiego. Król Zygmunt III Waza nadał osadzie Czortkowice prawo magdeburskie. Na początku XVII wieku właścicielami Czortkowa byli Golscy, którzy wybudowali tu zamek z wieżami w narożnikach i potężną bramą wjazdową.

Z czasem miasteczko przeszło w ręce Potockich, a pod koniec XVIII wieku – Sadowskich. Ostatnim właścicielem miasta był Hieronim Sadowski” – opowiada dziennikarce Kuriera Galicyjskiego dyrektor muzeum krajoznawczego Jaromir Czorpita.

Miasto przetrzymało najazdy turecko-tatarskie, wojny kozackie. 16 stycznia 1699 roku według umowy karłowickiej miasto wróciło do Rzeczypospolitej. Z latami władza się zmieniała: austriacka, rosyjska, sowiecka. Miasteczko rozbudowywało się. Była tu cegielnia, tłocznia oleju, młyn, fabryka narzędzi rolniczych, rumu i likierów. Przez Czortków przebiegała linia kolejowa Tarnopol-Stanisławów.

„Najbardziej zasłużonym budowniczym miasta jest jeden z jego burmistrzów, Ludwig Noss, – opowiada pracownik muzeum Olga Czorpita. – W czasie jego kadencji rozbudowano Czortków. Dziś na jego cześć nazwano jedną z ulic”. Jego zasługą jest powstały w latach 1908-12 ze składek Polaków budynek „Sokoła”. Odbywały się tu zajęcia gimnastyczne dla uczniów polskiego i ukraińskiego gimnazjum, w których nie było własnych sal gimnastycznych.

Odbywały się uroczystości, narady, imprezy okolicznościowe, przedstawienia teatralne lokalnych amatorów. Na występy gościnne przyjeżdżali artyści ze Lwowa, Lublina, Stanisławowa, Tarnopola, Drohobycza, Przemyśla. Mieściła się tu biblioteka z czytelnią, księgarnia, klub Towarzystwa Kasynowego, gdzie grano w szachy, bilard, domino. Założono tu też i powiatowy oddział Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego. Dziś mieści się tu Budynek Kultury im. Katry Rubczakowej.

Jakby kamienie mogły mówić

U podnóża Wygnańskiej Góry zachowały się resztki dawnych murów – niegdyś potężnego zamku Czortkowskich. „Wybudował go na przełomie XIV-XV wieków Jerzy Czortkowski, – opowiada zastępca czortowskiej rady rejonowej Lubomir Chrystawka. – Na kamienny przebudował go Stanisław Golski. Wnętrza pałacu były bogato dekorowane freskami, a dziedziniec obudowano pomieszczeniami z arkadowymi galeriami”.

Wieża ratuszowa ze starym szwajcarskim zegarem (Fot. Sabina Różycka)Mijały lata i właściciele zamku Sadowscy dzierżawili go pod magazyny wojskowe i handlowe kupcom żydowskim. W 1863 roku było tu więzienie, gdzie trzymano polskich powstańców. Ostatni z rodu Sadowskich – Hieronim, przekazał swój majątek i zamek klasztorowi sióstr karmelitanek. Jedynym warunkiem było stworzenie tam muzeum. Zakonnice nadal dzierżawiły zamek kupcom żydowskim na magazyny.

Ludzie wspominali, że Hieronim był niskiego wzrostu i garbaty, a jedna z jego sióstr (osoba niezamężna) była wysokiego wzrostu. Hieronim wraz z siostrą często jeździli do kościoła karetą, wywołując zdziwienie mieszkańców.

Zakonnice wykonały jeden z punktów testamentu Sadowskiego – otworzyły sierociniec. O tym opowiedziała panu Jaromirowi Czorpicie jego matka Emilia Chołowińska – uczyła się w szkole razem z dziećmi z sierocińca.

Z czasem siostry-karmelitanki zaczęły opiekować się starcami i kalekami. W latach 30. Towarzystwo Krajoznawcze, którego przewodniczącym był profesor gimnazjum Józef Opacki, starało się odnowić zamek.

Rząd polski obiecywał na ten cel pieniądze, ale do wojny nic z tego nie wyszło. W czasach władzy sowieckiej na zamku był magazyn gazu. Obecnie mury czortkowskiego zamku są na liście narodowego rezerwatu „Zamki ziemi tarnopolskiej”. W ciągu siedmiu lat Jaromir Czorpita obija progi różnych instytucji, żeby jakoś ten status wykorzystać. Fundusze, wydzielane przez państwo na zabytek, są mizerne. Na terenie zamku znajduje się wiele niebezpiecznych podziemi i lochów. Turystów jednak nie brakuje, szczególnie z Polski.

Czas na wieży – czas wieczności
W centrum miasta wpada w oko jeszcze jedna oryginalna budowla: ratusz miejski z czworokątną wieżą, zakończoną ostrym dachem. Na wieży jest zegar. Wieżę zbudowano w latach 1905-08 z inicjatywy burmistrza Ludwika Nossa. Budowa została zakończona w latach 1922-24.

„Ciekawa jest historia zegara, – mówi pan Chrystawka. – Wykonano go w Szwajcarii w firmie „Aoasta” według projektu inżyniera Frankela Gottenschaftena. Burmistrz Noss zamówił go w Bernie. Wieża jest na tyle oryginalna, że przyciągnęła filmowców z Odessy, którzy robili tu zdjęcia do kilku filmów o dawnych czasach.

Kościół św. Stanisława

Potężnego czortkowskiego kościoła św. Stanisława, który ustępuje jedynie lwowskiej katedrze, trudno nie zauważyć. Jednak, idąc do świątyni, goście miasta ryzykują by nie trafić pod koła samochodów miejscowych kierowców, którzy, wbrew wszelkim przepisom, jeżdżą po chodnikach. Dopiero, gdy podejdziemy do frontonu kościoła, ozdobionego wysoką wieżą, która, wydawało by się, podpiera gwiazdy na niebie i dwoma mniejszymi okrągłymi wieżami, zapomina się o całym bałaganie w Czortkowie.

 

„Ten szary kamień i czerwony dach widziały wiele, – mówi pan Czorpita. – Świątynię zbudowano na miejscu starego kościoła w 1610 roku. Sfinansował budowę Stanisław Golski. Po śmierci został złożony w krypcie kościoła. Spoczywa tam do dziś. Mówią, że chroni swe dzieło. Dawne zabudowania świątyni były otoczone potężnym murem ze strzelnicami i miejscowa ludność mogła tam się schronić w razie najazdu Tatarów”.

Obok kościoła był klasztor dominikanów. W czasie budowy nowego kościoła został przeniesiony do miasta z miejscowości Szmańkowce.

W kościele bywał król Jan Kazimierz, który w 1663 roku odwiedził zamek w Czortkowie, klasztor i był na nabożeństwie w kościele. A w 1673 roku świątynię odwiedził król Jan III Sobieski, który wracał z wyprawy na Kamieniec.

Na przełomie XIX-XX wieków, gdy ludność Czortkowa znacznie wzrosła, potężna budowla zaczęła przeszkadzać. Parafianie, przeorowie obu klasztorów zdecydowali budowę nowej świątyni. Wspaniałą starą budowlę i część murów rozebrano.

Nowy kościół w gotycko-nadwiślańskim stylu został zbudowany według projektu architekta Jana Sas-Zubrzyckiego. Autorami figur świętych byli rzeźbiarze Czesław Stowp i Damian Stankiewicz. Dolna część murów zbudowana jest z kamienia z wygnańskich i siniakowskich kamieniołomów, górna z czerwonej cegły. Budowlę ukończono w 1918 roku.

„Po tym okresie rozpoczęła się krwawa historia, – kontynuuje pan Jaromir. – Jeszcze na początku I wojny światowej Austriacy zdjęli dzwony z jednej z wież, z zamiarem przetopienia ich na armaty. Była to wówczas normalna praktyka. Szczęśliwie ten zamiar nie powiódł się. Udało się to jednak Rosjanom w 1916 roku. Zdjęli wszystkie pozostałe dzwony, oprócz największego, który trudno było zdjąć, i wywieźli. Jednak i on się nie ostał. Po roku został rozbity na wieży, w kawałkach spuszczony i zabrany. Ale w 1919 roku czortowskie dzwony wróciły z Rosji i zabrzmiały znów”.

Tragedia kościoła nastąpiła w czasach sowieckiej okupacji. Wojska sowieckie, uciekające z Czortkowa na początku lipca 1941 roku, podpaliły kościół i klasztor. Mieszkańcy miasta ze łzami w oczach i determinacją w sercu ugasili płomienie. Jednak kościoła nie udało się uratować. Po wojnie kościół zamknięto i zamieniono na magazyn nawozów sztucznych, a wspaniałe drezdeńskie organy zostały rozebrane i zniszczone.

Później do rady miasta nadeszła korespondencja z Drezdna, w której władze miasta deklarowały chęć wykupienia instrumentu. Ale już nie było co sprzedawać. Świątynia była w okropnym stanie, gdy zwrócono ją dominikanom w 1989 roku. Pierwszym powojennym proboszczem był dawny mieszkaniec Czortkowa o. Reginald Wiśniewski. W chwili obecnej kościół znany jest w całej Europie. Nie ma dnia, żeby go nie odwiedzali turyści, szczególnie z Polski. Czortkowską świątynię w szczególny sposób ukochali sobie harcerze. Dziś w świątyni panuje cisza i porządek, odwiedzają ją setki turystów i wiernych.

Pobłogosław nam, Matko Boska Różańcowa!

Ozdobą kościoła jest słynący cudami obraz MB Różańcowej. Tysiące rodziców z Europy Wschodniej i wszystkich zakątków Ukrainy przyjeżdżają do czortowskiej świątyni, aby w modlitwie prosić o zdrowie swoich dzieci i ich szczęśliwy los. Oryginał obrazu znajduje się w Warszawie w kościele św. Jacka.

Autorka przed głównym ołtarzem kościoła w Czortków

„Interesujące jest to, – mówi nauczyciel języka polskiego w miejscowej szkole Witalij Zatylny, – że to właśnie czortowska kopia, a nie warszawski oryginał, została ukoronowana koronami papieskimi przez Ojca Świętego Jana Pawła II. Korony zostały poświęcone jeszcze w 2002 roku, a koronacji dokonał dopiero abp Mieczysław Mokrzycki 29 sierpnia 2009 roku.

Obraz chroni nasze miasto już ponad 300 lat. Jego historia zaczyna się w Ostrowni pod Witebskiem pod koniec XV wieku. Tam obraz znany był jako ostrowiecki i rycerze brali go ze sobą na wojny, bo wierzyli, że przyniesie im zwycięstwo”.

W 1654 roku, w czasie podboju ziem białoruskich przez Rosjan, dominikanie potajemnie wywieźli ikonę do Lwowa i umieścili w kościele św. Marii Magdaleny. Tam, według zapisków archiwalnych, wsławiła się 86 cudami.

Do Czortkowa obraz przywiózł Jan Kazimierz, który szedł z wojskiem przez Podole i zostawił go miejscowym dominikanom. Na darze była inskrypcja – napis po łacinie: „Jan Kazimierz, król Polski, był w Czortkowie z cudownym obrazem z Ostrowni”. Według tradycji obraz był dekorowany srebrnymi koronami i szatami. Obraz zakrywała ruchoma zasłona, malowana olejnymi farbami.

Mijały stulecia i mieszkańcy byli dumni ze swej świątyni, a na początku XX wieku parafię kościoła św. Stanisława oddano pod opiekę Matki Boskiej Różańca Świętego. Przez wiele lat, szczególnie w czasie wojen i zmagań wyzwoleńczych, a i w czasie pokoju, ludzie różnych konfesji zwracają się do Matki Boskiej. Ale nie uratowali życia bracia-dominikanie.

Justyna Spyrłaka, Jacka Misiutę, Anatola Znamirowskiego i Andrzeja Bojakowskiego NKWD rozstrzelało w Czerwonym Brzegu, opodal Czortkowa. W ścianach klasztoru zamęczeni zostali oo. Hieronim Longawa, Reginald Czerwonka, Metody Iwanyszczów i Józef Wincentowicz. Zostali pochowani w grobowcu na cmentarzu. Umierając pod kulami złoczyńców, bracia modlili się o koronowanie obrazu ich opiekunki. Tak się stało. Minęło ponad pół wieku i czortowska Matka Boska została koronowana.

Oryginał obrazu na szczęście udało się wywieźć i ocalić od zniszczenia. Obraz MB Różańcowej przewieziono do Krakowa. W 1983 roku obraz został poddany renowacji i wystawiony w kaplicy Kotowskich kościoła św. Jacka Odrowążą w Warszawie.

Do tego kościoła, w pierwszą niedzielę września, zjeżdżają się pielgrzymi, dawni mieszkańcy Czortkowa i okolic, ich potomkowie, żeby połączyć swe modlitwy przed cudownym obrazem. Dzisiejszy obraz z Czortkowa jest dokładną kopią ostrowieckiego oryginału. Z modlitwami o wstawiennictwo Matki Boskiej do Czortkowa rok rocznie przyjeżdżają setki pielgrzymów.

Polacy z Czortkowa
W Czortkowie działa ukraińsko-polskie kulturalno-oświatowe Towarzystwo im. Adama Mickiewicza. Liczy około 50 członków. „Opiekujemy się mogiłami na cmentarzu. Jest tu około 30 mogił polskich żołnierzy i oficerów, którzy zginęli w walkach o Polskę w latach 1919-1922.

Kolejną dobrą inicjatywą członków Towarzystwa jest polska szkoła sobotnia, gdzie uczęszcza około 100 uczniów w wieku od 10 lat i wzwyż, jak również osoby dorosłe. Mamy pięć klas i siedem grup. Nauka odbywa się już pięć lat. Uczniowie dobrze mówią po polsku, piszą poprawnie, znają historię, literaturę i kulturę Polski. U nas uczą się dzieci i z innych miasteczek – Borszczowa, Buczacza, bo tam nie ma polskich szkół.

Co roku uczniowie jeżdżą na odpoczynek w Bieszczady i na Podkarpacie. Po tych wyjazdach dzieci jeszcze lepiej opanowują język, nawiązują przyjaźnie z rówieśnikami zza granicy. Mamy wymianę z młodzieżą z Istebnej, przyjeżdżają do nas harcerze z Opola. W czasie ostatniej wizyty przywieźli wiele prezentów” – opowiada Witalij Zatyły.

Z błogosławieństwem Matki Boskiej Różańcowej, nowymi wiadomościami i znajomymi, wyjeżdżamy z Czortkowa, aby kolejny raz powrócić do tego miasteczka, gdzie wspaniała przyroda, dziesiątki świątyń i cieknie spokojna rzeka Seret.

Sabina Różycka
Tekst ukazał się w nr 5 (153), 16 marca – 29 marca 2012

X