Zmowa oligarchów? Część III i ostatnia

Brudne tańce

Z upływem czasu wiele momentów Rewolucji Godności i wydarzeń na Majdanie odchodzi w niepamięć, zacierają się, wypierane z pamięci przez inne wydarzenia. Wiadomo, ludzka psychika stara się odsunąć jak najprędzej przeżycia dramatyczne – śmierć ludzi, ich kalectwa, rany. W pamięci pozostają wydarzenia wielkie – dziesiątki, a nawet setki tysięcy ludzi, wspólnie śpiewających hymn Ukrainy, płonący Majdan, melodia saksofonu i postać na kolumnie, majestatycznie zastygła na tle płomieni.

Kto obronił Majdan?
Nic więc dziwnego, że prawie zatarła się w pamięci działalność liderów partii opozycyjnych, którzy bezsensownie deptali w kółko po scenie Majdanu, wygłaszając od czasu do czasu wzbudzające śmiech sentencje lub nieudolnie starając się przejąć władzę nad tłumem. W odpowiedzi sypały się na nich niewybredne epitety, obrzucano ich przezwiskami i przyklejano obraźliwe etykiety. Żadna partia polityczna, jak też żaden z rozpoznawalnych polityków nie zaproponował zebranemu ludzkiemu morzu jakiegokolwiek, w miarę sensownego programu działań. Nie lepiej reprezentowali się funkcjonariusze z partii władzy. Chociaż niektórym trzeba oddać sprawiedliwość – rozumiejąc, że protestów nie da się powstrzymać, ani też stanąć na ich czele, starali się w różny sposób zminimalizować ich zasięg. Podjęto próby przekształcenia studenckich protestów w dyskotekę, a także próby niedopuszczenia połączenia się „studenckiego” Majdanu z „politycznym”.

W pewnych momentach wydawało się, że protest traci sens, że nikt już nie wie jakie może być wyjście z zaistniałej sytuacji. Ludzkie „morze” nie tylko zmęczyło się trwać w oczekiwaniu czegoś nieokreślonego; ludzie nie chcieli kolejnej porażki, zdawali sobie bowiem sprawę, że następnego razu już nie będzie. Wyrwać Majdan ze stanu stagnacji mogła jedynie jakaś siła spoza systemu. Wtedy, jak by to paradoksalnie nie zabrzmiało, rolę rewolucyjnego fermentu odegrali kibice piłkarscy. Jedynie oni posiadali doświadczenie ulicznych starć, jedynie oni odczuwali satysfakcję idąc na ścianę kordonu milicji. Tak naprawdę, trudno przecenić rolę kibiców i członków innych nieformalnych formacji w tych najbardziej krytycznych momentach nowej ukraińskiej historii.

Bez wątpienia, nie wszystkim porządnym obywatelom podobał się ruch kiboli z ich brutalnością i wewnętrznym podziałem na „antifę” i „nazi”. A już fascynacja ultraprawicową lub lewacką symboliką i częste „hajlowanie” podczas rozgrywek piłkarskich, całkowicie pozbawiało ich sympatii zwykłych Ukraińców. Ale to właśnie ten radykalny element środowiska młodzieżowego stanął w awangardzie fizycznego sprzeciwu „majdanowców” przeciwko ówczesnej władzy. Gdy w wielkich miastach wschodu i południa Ukrainy zaczęła podnosić głowę zorganizowana „piąta kolumna”, a miejscowe władze całymi szeregami przechodziły na stronę wroga, jedynie kibole znaleźli w sobie siły i odwagę by przeciwstawić się przewrotowi.

Przypomnijmy z jakim zadowoleniem i nadzieją ludzie przywierali do ekranów telewizorów, gdy na place wychodzili kibice aby rozpędzić separatystyczne mityngi przed siedzibami władz w Dniepropietrowsku, Charkowie czy Odessie. To oni przywrócili nadzieję, że nie wszystko jest jeszcze stracone i pokazali, że władza i separatyści też się boją. Od tego rozpoczął się rzeczywisty atak na System i sprzeciw przeciwko planom demontażu państwa ukraińskiego.

Królestwo mimikry i partyjnej grabieży
Wśród tych, kto gotów był przelać swą krew za Ukrainę, znalazło się całkiem niewielu patriotów ze środowisk tradycyjnych partii politycznych. Większość patentowanych polityków zadowalała się nieskończoną grą w kotka i myszkę, a właściwie – we władzę i opozycję, kiedy to przy korycie władzy przedstawicieli jednego klanu zmieniali niedawni oponenci z przeciwnego. Taka „polityka” trwała od 1991 roku.

Szczególną jej cechą jest to, że wszystko wokół jest nieprawdziwe i sztuczne. Nie jest to władza, a mimikra na wskroś skorumpowanego systemu. Nie ma opozycji, a jest tylko na jakiś czas odsunięta od budżetowego koryta partyjna elita. Nad tym wszystkim panuje wszechobecna, wszechwładna i przenikająca wszystko Jej Wysokość Korupcja. Wydawało by się, że tego zaklętego kręgu nigdy nie uda się rozerwać. Jednak znalazła się siła, która rzuciła wyzwanie Systemowi. Siłą tą okazało się młode, niedoskonałe ukraińskie społeczeństwo obywatelskie, które przez ostatnie półtora roku zmężniało i zahartowało się. To właśnie ono, a nie opozycyjne partie, pokonało reżym Janukowycza. Zwyciężyło go swoją organizacją, nieformalnymi grupami, które po prostu nie poddawały się kontroli ani ze strony rządzących, ani opozycyjnych polityków.

Chociaż i tu były pewne niuanse. Społeczeństwo obywatelskie jest pojęciem bardzo rozmytym i w rzeczy samej, niestrukturalnym. Zwyciężyło ono w Rewolucji Godności nie dzięki, a działając przeciw partiom i politykom. Zwyciężyło, ale nie miało dość siły, aby obronić osiągnięcia Rewolucji. Aktywiści społeczni i nowi rewolucjoniści nawet nie obejrzeli się, jak z każdej szpary powyłazili partyjni rabusie, którzy dzięki zasadzie uzgodnionych między sobą „kwot” partyjnych stworzyli nowy rząd i zaczęli dzielić pomiędzy sobą kontrolę nad przestępczymi schematami z okresu Janukowycza.

Społeczeństwo obywatelskie jest dość amorficzną substancją, by mogło szybko orientować się i przeciwdziałać regeneracji Systemu. Praktycznie nie istniał organ, który by koordynował ruchy społeczne i ich inicjatywy. Nie było instytucji, które zdolne byłyby przejąć w imieniu narodu kontrolę nad pozornie nową władzą. Doświadczeni działacze partyjni z lekkością owinęli sobie wokół palca „majdanową” publikę, organizując kilka politycznych przedstawień. Zaczęli rozdzierać pomiędzy siebie to, co dostali w spadku po przestępczym reżimie. Wystarczy przypomnieć sobie „show” z zatwierdzeniem przez Majdan nowego rządu, gdy na scenę wyprowadzono wszystkich ministrów przeznaczonych według kwot partyjnych i ogółem nadano im rewolucyjne mandaty, zapominając po co i dlaczego rozpoczynała się rewolucja. Dla uspokojenia mas, do władz włączono kilku nowych aktywistów, przykrywając się nimi, niby listkiem figowym, na wypadek niezadowolenia społeczeństwa.

Gwoli sprawiedliwości, należy zaznaczyć, że wtedy, w okresie wyborów prezydenta i wyborów do Rady Najwyższej Arsenij Jaceniuk wyglądał zupełnie inaczej – mówił dokładnie, do rzeczy, a jego wypowiedzi za granicą dawały nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Nie było wtedy wyścigu szczurów pomiędzy premierem a prezydentem. Chociaż już wtedy nadchodziły pewne sygnały o właśnie takim przebiegu wydarzeń.

Początkowo niezrozumienie, a z czasem oburzenie zaczęła wywoływać działalność p.o. prokuratora generalnego Olega Machnickiego i jego towarzyszy ze Swobody w przynależnych im trzech ministerstwach. Wówczas, gdy jeszcze bolesne były wspomnienia o bohaterach Niebiańskiej Sotni, nikomu nie wpadło na myśl, że znajdą się tacy cynicy, którzy nie tylko będą kontynuować rozkradanie państwa, ale że będą się wzbogacać osłaniając złoczyńców, na rękach których nie zaschła jeszcze krew bohaterów Majdanu.

Wymuszona miłość z niekochanym
Brak ludzi z doświadczeniem w nowej sytuacji i brak przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego w starej Radzie Najwyższej doprowadziły do tego, że deputowani wirtuozersko zapisali w nowych ustawach możliwość zakonserwowania starej politycznej elity. Prawo wybierania deputowanych do parlamentu poddano tak mistrzowsko przemyślanej korekcie, że do parlamentu mogły trafić jedynie dwie partie, w których przeważali nowi politycy.

Jeżeli dokładniej przyjrzeć się listom wybranych parlamentarzystów i oddzielić od nich aktywistów społecznych i dowódców walczących oddziałów, to na przykład, skład frakcji Bloku Petra Poroszenki i Frontu Ludowego Arsenija Jaceniuka mało czym różni się od resztek Partii Regionów skupionych w Opozycyjnym Bloku, Woli Narodu Igora Jeremiejewa i grupy Odrodzenie Witalija Chomutynnyka. Stąd właśnie wynika skłonność obu wiodących sił politycznych koalicji – BPP i FL – do tych ostatnich. Mają wspólne interesy, wspólne doświadczenia i wspólne cele. Tym właśnie można wytłumaczyć coraz częstsze ostatnio jednomyślne głosowanie „koalicjantów” i „opozycjonistów”. Tym również można wytłumaczyć częste zasadnicze rozbieżności pomiędzy koalicją a dwiema mniejszymi frakcjami – Radykalną Partią Olega Laszki i polityczną partią Zjednoczenie „Samopomoc”.

Swoją drogą, obecności tych dwóch pozasystemowych frakcji w parlamencie trudno przecenić. Dziwne, ale to nie Opozycyjny Blok, a właśnie te dwie frakcje pełnią dziś rolę siły opozycyjnej w parlamencie. To właśnie one nie dają zgody na głosowania na stronników Systemu, których często proponuje prezydent Poroszenko na najbardziej odpowiedzialne stanowiska. Ile warta jest tylko historia z nominacją prokuratora Wiktora Szczokina! Deputowani właśnie tych frakcji opierają się przeciwko próbom prezydenta skoncentrowania w swych rękach jak największej władzy. Przy czym z natury te dwie frakcje są różne. Jeśli „radykałów” cechuje skrajny populizm, to „Samopomoc” stara się uzgadniać swe działania i apeluje każdorazowo do instytucji społeczeństwa obywatelskiego – znanych aktywistów, blogerów i grup w sieciach społecznościowych.

Obecność tych dwóch frakcji nie zezwala Systemowi na ostateczne utrwalenie pozycji starej politycznej elity i poddanie się naciskom ze strony „polityków z doświadczeniem”. Właśnie to „doświadczenie” stanowi największe niebezpieczeństwo dla przyszłości Ukrainy. Władze nadal będą bowiem starać się odwracać uwagę obywateli od zadań koniecznych do realizacji, a to przełączając ich uwagę na problemy z Prawym Sektorem, a to podsuwając jakiś nowy projekt typu formacji „Obywatelska Kontrola”.

Trzeciego Majdanu nie będzie
Mając świadomość, że największym zagrożeniem dla Systemu są ruchy społeczne, inicjatywy oddolne, środowiska nieformalne, dziennikarze z zasadami i nowi niezależni deputowani wyłonieni nie z list partyjnych, władze nadal będą podsuwać sterowanych przez nią „kontrolerów”. Niedawno powstała partia „Obywatelska Kontrola”, podobnie jak wiele innych, nie była inicjatywą oddolną. Została stworzona jako dziennikarski projekt specjalny, który używając terminologii sportowej, pragnie nie tylko przeskoczyć do wyższej ligi, ale i podporządkować sobie całą gałąź sportu.

Partie, jak wiadomo, powstają po to, aby ich członkowie mogli dojść do władzy. Partia polityczna obierając nazwę „Obywatelska Kontrola” już na wstępie zaświadcza o swych zamiarach manipulacji zasadami społeczeństwa obywatelskiego. Społeczeństwo obywatelskie jest bowiem silne swoją kontrolą władzy i nie pragnie zostać władzą. W tym przypadku mamy polityczny nonsens – polityczna partia, aby stać się władzą, stara się nadać sobie prawo kontroli nad władzą w imieniu narodu. W tej sytuacji chciałoby się odesłać nowych ideologów tego partyjnego projektu do lektury wiekopomnego dzieła Włodzimierza Lenina: „Jak mamy zreorganizować Inspekcję Robotniczą?”. W dziele tym Lenin opisuje do jakiego absurdu może dojść kontrolowanie robotniczo-chłopskiej kontroli. Skądinąd termin „kontrola obywatelska” pochodzi wprost z leksykonu sowieckiego. W dalszej kolejności z pewnością pójdą „drużyny obywatelskie”, a wszystko zakończy się absurdalnym „znakiem jakości” drukowanym na wszystkich bublach.

Ze względu na potencjał społeczeństwa obywatelskiego, pojawiać się będzie coraz więcej chętnych do jego zawłaszczenia. Obywatele Ukrainy, wierząc święcie w dobre intencje „starych” polityków już kiedyś zagłosowali na dziwny nowotwór pod nazwą „Front Ludowy”. I co teraz? Deputowani FL, mając olbrzymie doświadczenie polityczno-biznesowe, szybko wrócili na przetarte szlaki i wspólnie z kolegami z BPP, naginają pod siebie ukraiński parlamentaryzm.

Mają bowiem świadomość, że jeżeli uda się im zachować starą strukturę i kulturę polityczną to na zawsze pozostaną u władzy. Będą mogli dziesiątki razy się przemalowywać, zmieniać nazwy partii i frakcji i żadna siła ich nie powstrzyma. Zdaje im się, że bez końca będą mogli „obtańcowywać” ukraińskie społeczeństwo. Mylą się jednak, dziś bowiem mają do czynienia nie z amorficznym tworem, ale ze sformowanym społeczeństwem obywatelskim, które będzie ciągle wzmacniać kontrolę nad władzą.

Społeczeństwo będzie się zmieniać od jednych wyborów do następnych. Powstanie nowa klasa polityczna. Niestety droga do oczyszczenia będzie długa. Potrzebne są głębokie zmiany w systemie, które nie następują za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Nie warto tu liczyć na kolejnego Mesjasza (czytaj: Saakaszwili), spodziewać się „sprawiedliwego” samosądu ze strony Prawego Sektora lub dawno oczekiwanej zemsty na władzy ze strony demobilizowanych żołnierzy ATO. Trzeciego Majdanu nie będzie. Bo jeżeli się zdarzy, będzie oznaczał koniec państwa ukraińskiego, wojnę domową, chaos polityczny i podział Ukrainy. Wyjście na razie jeszcze jest. Kryje się ono w nieprzejednanej pozycji każdego obywatela w walce przeciwko Systemowi.

Wciąż jest nadzieja, bowiem potencjał ukraińskiego społeczeństwa obywatelskiego jest tak potężny, że zdołał obalić reżim Janukowycza, odrodzić dzięki wolontariuszom Siły Zbrojne Ukrainy i obronić państwo w walce z uzbrojonym po zęby wrogiem. Wystarczy mu sił aby zlikwidować na wskroś skorumpowany, klanowo-oligarchiczny system.

Ukraińska wersja artykułu ukazała się na stronie zaxid.net 26.07.2015.
wersja polska autoryzowana
przez autora

Wasyl Rasewycz
Tekst ukazał się w nr 16 (236) 28 sierpnia – 14 września 2015

X