Zagrożony klasztor Ostrogskich

Zagrożony klasztor Ostrogskich

Zabytki południowego Wołynia niszczeją za sprawą prawosławnych mnichów, którzy nie zważając na protesty lokalnych społeczności przebudowują je wedle własnego uznania.

Ławra Poczajowska utraciła już swój historyczny wygląd, zniekształcony przez budowę nowej monstrualnej świątyni w nieokreślonym stylu. Do otwartej listy bezmyślnego zagospodarowywania obiektów doszedł też klasztor w Międzyrzeczu (Межиріччi) koło Ostroga.

Dawny konwent franciszkanów leży dwa kilometry od miasta nad rzeczką Świteńką, w wiosce Międzyrzecz, która w czasach przedkomunistycznych miała nazwę Międzyrzecz Ostrogski. Pierwotnie istniał tu drewniany zamek Fiodora Ostrogskiego, po którym pozostały wysokie wały ziemne, otaczające klasztor od południa i wschodu. W połowie XV wieku wśród tych fortyfikacji Iwan Ostrogski wybudował murowaną cerkiew św. Trójcy, która łączyła gotyk ze stylem bizantyjskim. Na początku XVII wieku ostatni przedstawiciel książęcego rodu – Janusz Ostrogski – przekazał świątynię i klasztor franciszkanom. Książę zapoczątkował tu prace, po ukończeniu których powstał potężny klasztor obronny. Od południa i północy do kościoła przybudowano piętrowe zabudowania klasztorne z czterema dwupiętrowymi basztami w rogach i strzelnicami. Podobne strzelnice zrobione zostały też w samym kościele. Drzwi i okna klasztoru ozdobiły renesansowe portale i ramy. Dekoracyjny fryz w technice sgraffito z ornamentyką geometryczną otoczył obydwa skrzydła klasztoru.

Cerkiew św. Trójcy (Fot. Dmytro Antoniuk)

Wewnątrz na parterze umieszczono bibliotekę i refektarz ze sklepieniami krzyżowymi, ozdobiony wewnętrznymi portalami. Na piętrach były cele mnichów. Pomieszczenia łączyły kryte galerie. Sanitariaty umieszczone w galeriach miały kanalizację we wschodnim łączniku. Klasztor został otoczony murami obronnymi z dekoracyjnymi krenelażami w kształcie jaskółczego ogona. Mury nie były przeznaczone do bezpośredniej obrony – brakowało tam pomostu dla żołnierzy. Takie wyposażenie miały jedynie cztery wieże obronne, z których pole obstrzału wynosiło 250°. Całość zamykała nadbramna dzwonnica położona od frontu przed wejściem do świątyni. Niektórzy historycy przypuszczają, że jest to zmodernizowana w XVIII wieku piąta wieża obronna. Historyk sztuki Jarosława Bondarczuk jest zdania, że budowniczym klasztoru obronnego mógł być lwowski architekt Paweł Grodzicki. Wiadomo, że prace zakończono w 1612 roku i od tego czasu klasztor nie zmieniał swego wyglądu, co czyniło go obiektem wyjątkowym.

Najcenniejszą relikwią klasztoru była i dotychczas pozostaje cudowna ikona Matki Boskiej Hodegetrii, powstała w XIV wieku, a przywieziona z Konstantynopola przez jednego z przedstawicieli rodu Ostrogskich. Pierwotnie przechowywano ją w rodzinie, towarzyszyła kolejnym książętom w wyprawach wojennych. Pierwszy cud za sprawą wizerunku miał miejsce w 1522 roku, kiedy to książę Konstanty Ostrogski wyruszył na odsiecz do oblężonego przez Tatarów Słucka na Białorusi (wówczas teren Wielkiego Księstwa Litewskiego – red.). Nie nadążał na czas, więc pomodlił się przed ikoną i zobaczył, jak ta uniosła się do nieba i uleciała do Słucka. Przerażeni tym widokiem ordyńcy przerwali oblężenie i nadchodzące wojska księcia zdołały ich rozgromić. Obroną miasta dowodziła Aleksandra Słucka, wkrótce druga żona Ostrogskiego. Urodziła mu syna Iwana-Konstantego, który jeszcze bardziej rozsławił ten ród.

Kolejny z książąt, Janusz Ostrogski, ukończywszy budowę klasztoru franciszkanów, przekazał zakonnikom cudowną ikonę, którą ukoronowano w 1779 roku koronami nadanymi przez papieża Benedykta XIV. O tym wydarzeniu przypomina zabytkowa kolumna stojąca w polu pod Międzyrzeczem na drodze do Kamionki. Malarz Jan Mokrzewski namalował wtedy kopię obrazu, która do dziś zachowała się w refektarzu. Srebrne szaty wykonali w 1613 roku lwowscy rzemieślnicy Franciszek Klubczyk i Paweł Pochyły. Początkowo na piersi Matki Boskiej widniało namalowane serce, ale później zostało usunięte, bo motyw nie był zgodny ze wschodnią tradycją ikonograficzną. Gdy w 1866 roku klasztor przekazano prawosławnym, rosyjska cesarzowa Maria ofiarowała ikonie srebrny naszyjnik, do którego załączono dwanaście szmaragdów i koronę. Wykonał je nie mniej ceniony od Fabergé’a jubiler Iwan Sazikow. W czasie I wojny światowej ikonę wywieziono do Charkowa, skąd powróciła w 1920 roku, ale już bez kosztownych szat. Według niektórych źródeł obecne szaty są jednak oryginalne. Tylna strona ikony pokryta jest srebrnymi wotami (jest ich ponad 60). Pochodzą one jeszcze z okresu, kiedy obraz był w posiadaniu franciszkanów, niektóre wota mają wartość historyczną i artystyczną.

Cudowny obraz Matki Bożej (Fot. Dmytro Antoniuk)Za cudowny w klasztorze uważany był ponadto wizerunek św. Antoniego Wielkiego, który prawdopodobnie pochodzi z czasów, kiedy franciszkanie byli gospodarzami klasztoru. Ozdobą świątyni są nadzwyczaj cenne ołtarze boczne. Misternie wyrzeźbione w drewnie, stanowią pamiątkę z okresu katolickiego. Według Jarosławy Bondarczuk ich wykonanie opłaciła Katarzyna II, co nie bardzo jest zrozumiałe, bowiem w tym okresie klasztor należał jeszcze do franciszkanów.

Ołtarzy pierwotnie było 11, pozostało ich zaledwie 4. Z reszty w XIX wieku wykonano prawosławne ikonostasy w centralnej i bocznych nawach. Na szczęście zachował się ołtarz główny wraz z ołtarzem znajdującym się na prawo od niego. Na nim zachowały się postacie aniołów. Przed kilkoma laty w lewej nawie był jeszcze jeden ołtarz, ale dziś już go nie ma. Prawdopodobnie jest w renowacji, przy mnie demontowano i numerowano detale jednego z kiwotów (kiwot lub kiot – drewniana przeszklona szafka do przechowywania ikon w cerkwi albo w domu – red.).

Niestety widok ołtarzy przesłaniają obecnie ikonostasy. Ściany świątyni pokrywają freski z 1900 roku artysty Jermakowa. Są to kopie malowideł ściennych z soboru św. Włodzimierza w Kijowie. Pod nimi prawdopodobnie zachowały się oryginalne freski jeszcze z okresu przedfranciszkańskiego. Stan fresków na początku XX wieku zapewne nie kwalifikował ich do renowacji i zostały zamalowane. Jedynie niewielki fragment jest widoczny w części ołtarzowej. Na tablicy z roku 1608, która zachowała się w części ołtarzowej, widoczny jest tekst łaciński: „Na chwałę i sławę Boga Wszechmogącego w Trójcy św. jedynego, na sławę Panny Marii, co porodziła Pana; świętym Stanisławowi, Wojciechowi, Wawrzyńcowi, Franciszkowi, Marii Magdalenie klasztor utrzymywany jest przez księcia Janusza Ostrogskiego, kasztelana krakowskiego”. Na ścianach północnej i południowej świątyni zachowały się 4 marmurowe tablice informujące o zwycięstwach Janusza Ostrogskiego nad Tatarami pod Dubnem, Ostrogiem, na rzece Sib i nad kozakami Kosińskiego pod Piątką.

W czasie wojen z Chmielnickim klasztor w Międzyrzeczu ucierpiał dwa razy. Po raz pierwszy w sierpniu 1648 roku zdobyły go wojska kozackie i tatarskie. Wtedy to Dominik Zasławski, ówczesny właściciel Międzyrzecza, wysłał 7 oddziałów pod panem Sokołem przeciwko nim. Polacy przegrali. Po roku kozacy po raz kolejny splądrowali klasztor. Zniszczone zabudowania prawdopodobnie pozostawały do początku XVIII wieku.

Wnętrze cerkwi z ołtarzami pofranciszkańskimi (Fot. Dmytro Antoniuk)

Jesienią 1854 roku w miasteczku wybuchł wielki pożar: z dachów domów w dzielnicy żydowskiej ogień przerzucił się na dach klasztoru i zajął zabudowania. Wdarł się do wnętrza świątyni, ale mieszkańcy Międzyrzecza zdążyli uratować kościół. Klasztor zaznał znacznych szkód. Rozebrano gotycką konstrukcję dachu klasztoru i zamieniono na zwykłą namiotową. Zmniejszyło to wartość zabytkową obiektu. Ledwo braciszkowie otrząsnęli się po pożarze, jak w 1866 roku wypędzono ich z konwiktu na mocy carskiego rozkazu. Kościół został przekazany cerkwi prawosławnej. Hrabina Antonina Błudowa, założycielka Bractwa Cyryla i Metodego przy byłym klasztorze kapucynów w Ostrogu, ufundowała doń 100 pudowy (około 1600 kilogramów) dzwon.

Kolejnych zniszczeń zabytek zaznał pod koniec I wojny światowej – spore archiwum klasztorne zostało zniszczone przez żołnierzy niemieckich, którzy stacjonowali przez pewien czas w Międzyrzeczu. Władze II Rzeczypospolitej starały się przekazać klasztor katolikom, ale nie udało się tego dokonać, bo przegrano proces sądowy. W czasie procesu ówczesny proboszcz cerkwi o. Stefan Rychlicki udowodnił, że klasztor należał do prawosławnych jeszcze przed okresem franciszkańskim. Jak widać, w tamtych czasach trzymano się litery prawa, władza carska i bolszewicy byli mniej pedantyczni – po prostu odbierali świątynie nie tłumacząc się.

Przed rokiem 1940 proboszczem był o. Fedor Czorny, gdy został aresztowany przez NKWD, funkcję proboszcza ponownie pełnił o. Rychlicki. Musiał jednak opuścić miejscowość, uciekał wraz z wojskami niemieckimi i węgierskimi (ci ostatni stacjonowali w klasztorze) w czasie ofensywy Armii Czerwonej. „Zawinił” tym, że wykupił z niewoli niemieckiej swego syna, żołnierza Armii Czerwonej. Takich rzeczy NKWD nie wybaczało. Odeszli okupanci z zachodu, nadeszli ci ze wschodu. W styczniu 1944 roku ostrzelali klasztor pod pretekstem, że chronią się w nim banderowcy. Świadczą o tym zniszczenia w części ołtarzowej. Ostrzał wstrzymano dopiero po tym, jak wyszli do nich mieszkańcy wsi z białą flagą.

Tej wieży już nie ma (Fot. Dmytro Antoniuk)

Świątynia św. Trójcy zachowała się i funkcjonowała przez cały okres sowiecki dzięki o. Wołodymyrowi Borowickiemu. W latach 1967-71 specjaliści ze Lwowa otynkowali na nowo mury obronne, odnowili krenelaże, piec Janusza Ostrogskiego i bramę Zasławskiego. Poddano renowacji część wnętrz świątyni. W 1991 roku klasztor objęli mnisi prawosławni. Zabytek z jednej strony jest odnawiany: ściany otynkowano, a na wieże założono nowe kopuły; stare pomieszczenia kuchenne ponownie służą jako gospodarcze. Z drugiej strony zabytek jest nadal niszczony. Zbudowana nad wschodnią ścianą kaplica naruszyła całość architektoniczną. W czerwcu, gdy byłem tu po raz ostatni, rozbierano górne piętro nadbramnej dzwonnicy nie zważając na protesty urzędników od ochrony zabytków. Ludzie powiadają, że braciszkowie chcą tu wznieść replikę dzwonnicy z Ławry Peczerskiej w Kijowie. W listopadzie rozebrano piętro, a dolne przebudowano nie do poznania.

Zabytek architektury, który od XVIII wieku uchował się bez zasadniczych zmian, niszczony jest na naszych oczach przy całkowitym braku reakcji ze strony urzędników. Warto tu przyjechać czym prędzej, dopóki samowolni popi nie zniszczą reszty klasztoru, jak zrobili to z gotyckimi sklepieniami w refektarzu i bibliotece. Przyszłość zabytku jest zagrożona!

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 22 (194) za 29 listopada–16 grudnia 2013

X