Z sentymentem o Podolu

Z sentymentem o Podolu Ukraińskie sanktuarium w Zarwanicy

Na początku czerwca 2009 z inicjatywy wójta Gminy Oława, Dolny Śląsk, Ryszarda Wojciechowskiego 217 osób odbyło wycieczkę-pielgrzymkę na Podole i do Lwowa.

Wycieczce-pielgrzymce towarzyszyła Telewizja Wrocław, na antenie której emitowane jest „Studio Wschód”. Audycje te przybliżają mieszkańcom Dolnego Śląska problemy, historię i teraźniejszość Kresów Południowo-Wschodnich II Rzeczypospolitej. Patronat medialny objął także „Goniec Kresowy” TVP1 Warszawa oraz program „Wesoła lwowska fala” z Polskiego Radia Katowice.

Do uczestnictwa w tej sentymentalnej podróży wspomnień w coraz bardziej odległe lata dzieciństwa i młodości zaproszeni zostali ci, którzy przez wzgląd na bolesne przeżycia osobiste przez przeszło 6 dziesięcioleci nie chcieli ani myśleć , ani słyszeć choćby o krótkim powrocie do miejsc tragicznych zdarzeń. Adresatami zaproszenia byli przede wszystkim mieszkańcy miasta i powiatu Podhajce – miasta położonego kilkadziesiąt kilometrów na południowy zachód od Tarnopola i Zbaraża, który jest miejscowością leżącą na Wołyniu.

Mile widziani byli także dawni mieszkańcy i ich potomkowie z Brzeżan, Trembowli i okolic a mieszkający obecnie w Polsce i poza jej granicami. Najstarszy uczestnik liczył sobie 94 wiosny, był też z nami obecny mieszkaniec Kanady z córką.

Po ostatniej wojnie z Tarnopolszczyzny zmuszono do wyjazdu 250 tys. Polaków. Dziś oni i ich potomkowie rozsiani są po całej Polsce. Mieszkają tam, gdzie zawiózł ich transport kolejowy. Nikt nie wyjeżdżał dobrowolnie. O opuszczeniu ojcowizny zdecydowali za nas inni. Były to tragiczne i bolesne wydarzenia. Była to jedna z kilku, na przestrzeni ostatnich wieków, tak duża wędrówka ludów.

Jest taka żołnierska polska piosenka „Szli na zachód osadnicy, szlakiem Wielkiej Niedźwiedzicy”. Szli także na wschód. Bo na opuszczone przez Polaków zagrody, domostwa, wsie i miasta przesiedlano – nie z własnej woli – Ukraińców, Łemków i Bojków.

Z wybitnych naszych rodaków swój ślad na Podolu pozostawili wybitni dowódcy wojskowi – hetmani koronni: Marcin Kamieniecki – pogromca Tatarów, Jan Tarnowski – założyciel Tarnopola, Stanisław Rewera Potocki – zasłużony w wojnach z Moskwą, Jan Sobieski – pogromca Turków.

Dziś możemy o Nich powiedzieć, że walczyli „za wolność waszą i naszą”.

W Brzeżanach urodził się marszałek Edward Rydz-Śmigły, w Tarnopolu gen. Franciszek Kleeberg, dowódcą brygady KOP „Podole” był płk Stefan Rowecki – „Grot”, a w Chorobrowie urodził się jego późniejszy następca gen. Tadeusz Komorowski – „Bór”. W Zbarażu urodził się wybitny polski polityk socjalistyczny Ignacy Daszyński.

Wśród pisarzy i poetów tam urodzonych i tworzących wymienić należy Kornela Ujejskiego, Wincentego Pola, Jerzego Janickiego. Tam także bywał Henryk Sienkiewicz szukający natchnienia do „Ogniem i mieczem”.

Dlatego nietrudno było zagrać rolę płk Michała Jerzego Wołodyjowskiego urodzonemu w Podhajcach Tadeuszowi Łomnickiemu, którego dom rodzinny stoi do dziś.

Tam także żyli wybitni twórcy kultury ukraińskiej i żydowskiej.

Krocząc po ziemi kresowej, która przez kilka wieków była polska, co krok widać ślady polskości tych ziem, mimo systematycznej, usilnej woli i chęci ich zatarcia. Szczególnie metodycznie robiła to władza sowiecka!

Ogromnej presji poddawano religię. Pozostały nieliczne polskie kościoły, w których gromadzą się wierni. Większość z nich spełniała rolę magazynów, sal gimnastycznych, domów kultury, bądź uległy całkowitej dewastacji.

Tak jest z kościołem w Podhajcach. Kościół p.w. Świętej Trójcy obecnie zrujnowany ale dzięki ofiarności byłych mieszkańców – aczkolwiek bardzo wolno – jednak dźwiga się z ruin. Podobnie w Brzeżanach.

Ponieważ była to nie tylko wycieczka – sentymentalna podróż – ale i pielgrzymka, każdy z jej uczestników wpłacił na odbudowę jednego z kościołów kwotę – ofiarę 100 zł., którą przekazano tamtejszym proboszczom.

Słów kilka o religii Ukraińców tam mieszkających zaobserwowanych przez przybysza z Polski.

Starsi – mimo długiej laicyzacji – pozdrawiają się na ulicy, w środkach komunikacji – po chrześcijańsku. Na poboczach dróg w miejscowościach większych i mniejszych jest więcej niż u nas kapliczek – świątków i krzyży. Wiele z nich stało tam jeszcze w okresie II Rzeczypospolitej, o czym świadczą istniejące na nich polskie napisy.

Polskie cmentarze nie są dewastowane, ale porośnięte chaszczami, krzakami i chwastami. Na niektórych grobach można odczytać polskie nazwiska osób w nich spoczywających.

Następstwem tych obserwacji był udział dolnośląskiej młodzieży i dorosłych w porządkowaniu cmentarzy podczas minionego lata a także zbiórki zniczy i zapalenie ich na uroczystość Dnia Zadusznych.

Uroczyste są „służby boże” – msze św. w cerkwiach prawosławnych, zwłaszcza śpiewy wiernych brzmiące wielogłosowo bez akompaniamentu organów. Ich czas trwania jest dwukrotnie dłuższy od naszych.

Będąc w Zarwanicy – ukraińskiej Częstochowie – najświętszym miejscem kultowym ukraińskiego grekokatolicyzmu i sanktuarium maryjnym, można podziwiać podniesione z ruin budowle zespołu sakralnego. Liczne rzesze wiernych świadczą o przywiązaniu do religii i Boga.

W dobrym stanie utrzymane są twierdze w Kamieńcu Podolskim i Chocimiu. Z rozrzewnieniem chodzi się po Lwowie – mieście pełnym zabytków.

W pamięci na długo pozostanie wszystko to, co w ciągu kilku dni widziały oczy – kraj lat dziecinnych. Myślę, że nie była to ostatnia tak sentymentalna podróż. Być może będą następne. Oby!

Zbigniew Maliński
Tekst ukazał się w nr 1 (101) 15-28 stycznia 2010

X