Wystawa Zakładu Ossolińskich we Wrocławiu

Bogactwo unikatowego muzeum

W dniach 24 października – 9 grudnia 2007 roku we Wrocławiu została wystawiona ekspozycja, poświęconą 190-leciu Zakładu Narodowego im. Ossolińskich pod tytułem „Początki muzeum Lubomirskich. Dary Józefa Maksymiliana Ossolińskiego i Henryka Lubomirskiego”.

Wystawa ta zamyka jubileuszowy rok w dziejach Ossolineum. 4 czerwca 1817 roku cesarz austriacki Franciszek I podpisał decyzję o utworzeniu zakładu, o który przez wiele lat starał się hrabia Józef Maksymilian Ossoliński. Hrabia Ossoliński dobrze rozumiał, że sama biblioteka, którą postanowił zorganizować we Lwowie ze swoich własnych zbiorów, jest trochę za mała dla zakładu na ogólnopolskim horyzoncie. Szukał możliwości zorganizowania w ramach swojej fundacji Muzeum Pamiątek Narodowych. Nastąpiło to po podpisaniu umowy z księciem Lubomirskim z Przeworska 25 grudnia 1823 roku.

Organizatorzy obecnej wystawy we Wrocławiu postarali się zrobić wszystko, żeby zgromadzić w pierwszej kolejności właśnie te dzieła, które kiedyś hrabia Ossoliński i książę Lubomirski przekazali fundacji, a które były początkiem zakładu we Lwowie. Wystawa byłaby niemożliwa bez udziału warszawskich, wrocławskich muzeów i Zakładu Ossolińskich we Wrocławiu, jak też lwowskich muzeów oraz Biblioteki im. Stefanyka. Lwowska Galeria Sztuki przekazała na tę wystawę 17 obrazów, Lwowskie Muzeum Historyczne – 11 obrazów, Lwowskie Muzeum Historii Religii – 2 obrazy, z Biblioteki Narodowej im. W. Stefanyka pochodzą 3 pokazane na wystawie rzeźby, a z Muzeum Etnografii i Rzemiosła Artystycznego – zespół 30 porcelanowych figurek.

Dyrektor Muzeum Etnografii i Rzemiosła Artystycznego dr Roman Czmełyk podczas otwarcia wystawy powiedział: „Blisko 200 lat temu podobnymi wskazaniami kierowali się Józef Maksymilian Ossoliński i Henryk Lubomirski, ustanawiając bibliotekę i muzeum, tworząc zarazem Zakład Narodowy. Świętowanie 190. rocznicy zakładu ma swoją specyfikę, przede wszystkim – nie jest ono możliwe bez udziału lwowskich instytucji naukowych i kulturalnych. Po drugie, koncepcja wspólnej wystawy polega na ukazaniu początków tej instytucji we Lwowie oraz początków narodowego odrodzenia Polski po trzecim rozbiorze. Po trzecie – w kształtowaniu naukowo-kulturalnego środowiska Lwowa i Wrocławia początku XIX, tak i XXI wieku był ważny i pozostaje nadal czynnik kulturowego pogranicza. Udział głównych instytucji naukowo-kulturalnych współczesnego ukraińskiego Lwowa, w projekcie, zainicjowanym przez Zakład Narodowy we Wrocławiu świadczy o ich otwartości i gotowości do konstruktywnego ukraińsko-polskiego dialogu, dotyczącego pamięci historycznej i wspólnej odpowiedzialności za ochronę i wykorzystanie dziedzictwa kulturowego pogranicza”.

Uzyskanie przez Zakład Narodowy im. Ossolińskich we Wrocławiu dofinansowania ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej umożliwiło konserwację wystawionych dzieł sztuki, przywiezionych z muzeów lwowskich.

Na wystawie we Wrocławiu udało się, niejako, zorganizować dawne, przedwojenne Lwowskie Muzeum Lubomirskich w miniaturze, które stanowiło integralną cześć Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. Naukowcy starali się zgromadzić tylko te dzieła sztuki, które kiedyś stanowiły trzon, początki tego muzeum, a zrobić to było niezwykle trudno, gdyż jak wiadomo ani we Wrocławiu, ani we Lwowie to muzeum nie istnieje, bo zbiory zostały rozproszone w różnych muzeach lwowskich po likwidacji części muzealnej przy Zakładzie Ossolińskich we Lwowie. Wystawa ta jest jak najbardziej na miejscu, jest nie tylko cenna, ale również interesująca. Dzięki niej można zrozumieć ducha muzeum, które kiedyś istniało we Lwowie.

Z blisko trzydziestu obrazów, które zostały przywiezione w 1828 roku do Lwowa z siedziby Ossolińskiego w Wiedniu i Zagórsku, na wystawie we Wrocławiu przestawiono dziewięć. Najciekawsze jest płótno Bernarda Bellotta „Wjazd Jerzego Ossolińskiego do Rzymu”, przedstawiające obrosłe legendą poselstwo polskie do papieża Urbana VIII – szczytowy moment w dziejach rodu Ossolińskich. Pozostałe – to portrety rodziny Ossolińskich.

Drugi z ofiarodawców, kurator książę Henryk Lubomirski, przekazał do muzeum około 90 obrazów, z czego wystawiono na obecnej wystawie 29. Wśród nich wyróżnia się zespół konterfektów sarmackich z XVI-XVII wieku, w tym portrety kasztelana lubelskiego Andrzeja Firleja, królewicza Władysława Wazy, wojewody podolskiego Stefana Humickiego i hetmana polnego litewskiego Romana Sanguszki. Do ciekawszych należą również dwa inne dzieła szkoły polskiej: portret prymasa Michała Poniatowskiego pędzla Marcelego Bacciarellego oraz „Sądny dzień w bożnicy” Józefa Brodowskiego, przedstawiający wnętrze synagogi w Łańcucie podczas obchodów Nowego Roku.

Znaczną wartość historyczną i artystyczną posiadają darowane przez Ossolińskiego i Lubomirskiego polskie medale królewskie i prywatne z XVI-XIX wieku. Obie kolekcje doskonale się uzupełniają, obie też zawierają dzieła wybitnych artystów europejskich. Spośród wystawionych wyróżniają się medale Jana Jakuba Caraglia z portretem Zygmunta Starego (1538 r.) oraz Rudolfa Lehmanna z parą królewską – z Zygmuntem III Wazą i Anną Austriaczką.

Kolekcja monet antycznych Henryka Lubomirskiego już na początku XIX wieku należała do większych i bogatszych wśród zgromadzonych przez polskie rody arystokratyczne. To właśnie one do dziś w Ossolineum pozostają trzonem i najcenniejszą częścią zbiorów greckich, rzymskich, bizantyjskich oraz celtyckich.

W przypadku prezentowanych na wystawie monet z okresu cesarstwa rzymskiego zwraca uwagę upodobanie do kolekcjonowania monet z wizerunkami kobiet z rodziny cesarskiej. Poza obrazami, medalami i numizmatami w darach Henryka Lubomirskiego znajdowały się również rzeźby, przedmioty rzemiosła artystycznego, pamiątkowo-historyczne. Z tego typu obiektów udało się odnaleźć jedynie marmurową rękę kobiecą trzymającą kwiat, grupę satyr i nimfa oraz głowę Wespazjana. Wszystko to znajduje się teraz we Lwowskiej Bibliotece im. Stefanyka.

Interesujący jest fakt, iż na wystawie przedstawiony jest cały zbiór portretów Lubomirskich z różnych muzeów lwowskich. Piękna wystawa „Portrety Lubomirskich”, o których pisała nasza gazeta, została zorganizowana staraniem kustosza Lwowskiego Muzeum Historycznego Siergieja Bogdanowa i była wystawiona najpierw we Lwowskim Muzeum Historycznym, później – w muzeum w Stalowej Woli. Następnie mogli ten zbiór zobaczyć mieszkańcy Wrocławia.

Do jubileuszu 190-lecia Zakładu Ossolińskich oraz do prezentowanej wystawy zostało wydanych kilka interesujących, kolorowych, pięknie zdobionych folderów autorstwa znanych osób, jak na przykład dyrektora Zakładu Ossolińskich we Wrocławiu Adolfa Juzwenki, czy znowuż historia, choć krótka, ale dość dokładna „Ossolineum we Wrocławiu” autorstwa tegoż Adolfa Juzwenki, a również Leny Kaletowej i Macieja Matwijowa – autorów znanych również naszym czytelnikom.

Bardzo szkoda, że wystawa ta nie przyjedzie do Lwowa i nie możemy obejrzeć jej w prastarych murach Ossolineum Lwowskiego przy ul. Ossolińskich, czy nawet we Lwowskiej Galerii Sztuki. Trzeba też powiedzieć, że od początku istnienia Ossolineum aż do 1945 roku do Muzeum Lubomirskich napłynęła ogromna ilość darów od różnych osób, przedstawicieli nie tylko arystokracji, ale i mieszczaństwa, inteligencji lwowskiej. Katalogi drukowane każdego roku wykazywały co raz nowe dostarczone najróżniejsze dary. Wiele rodzin lwowskich w trudnych warunkach drugiej wojny światowej posiadały cenne przedmioty artystyczne i historyczne. Przekazywano je w depozyt Muzeum Lubomirskich i Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. Wszystko to pozostało w tych zbiorach do dnia dzisiejszego, zarówno we Lwowie, jak i we Wrocławiu.

Bardzo miło, że w planach organizatorów tej wystawy i dyrekcji Zakładu Narodowego im. Ossolińskich jest wydanie kolorowego obszernego katalogu o wszystkich zabytkach, dziełach sztuki, zbiorach numizmatycznych, pamiątkach, które kiedyś znajdowały się w Muzeum Lubomirskich. Katalog ten jakby na nowo pokaże bogactwo tego muzeum i pokaże również całą unikalność Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, który powstał w naszym mieście. Szkoda tylko, że jedynie mała grupa współczesnych lwowian ma możliwość pojechać do Wrocławia, zobaczyć tę wystawę i też absolutnie nie każdy z nas będzie miał możliwość kupienia tego wspaniałego katalogu.

Jurij Smirnow
Tekst ukazał się w nr 8 (50) 30 listopada 2007

X