Wystawa Mikołaja Małachowskiego

Wystawa Mikołaja Małachowskiego

W Lwowskim Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych przy ul. Rylejewa odbyła się kolejna wystawa, zorganizowana przez szkołę plastyczną „Wrzos”. Swój dorobek z ostatnich kilku lat przedstawił Mikołaj Małachowski.

Na sali zebrała się spora grupa członków szkoły „Wrzos”, parafian kościoła św. Marii Magdaleny z o. Pawłem Tomysem na czele, przedstawicieli polskich organizacji ze Lwowa. W miłej i przyjaznej atmosferze zebrani oglądali prace Mikołaja Małachowskiego. Jego prace są pogodne, tak widzi świat artysta – człowiek wielkiego serca i subtelnej duszy. Włada pędzlem całkiem zawodowo, ma swój styl i swoje widzenie świata. Wieloletnia kierowniczka szkoły prof. Irena Strilciw opowiadała, że kiedy przyszedł do szkoły sześć lat temu, tworzył już jak dojrzały malarz. Jego obrazy powstawały w domu, w ciszy i przytulnej atmosferze domowej kuchni, w której lubi pracować. Uwielbia przyrodę, wiejskie pejzaże, kwiaty. Większość jego obrazów poświęcona jest właśnie tym tematom. Małe chaty wiejskie, ścieżki w polu lub w lesie, kury, kwitnąca wiśnia czy jabłoń, mała rzeczka, malwy przed domkiem. Najczęściej maluje wiosnę i lato, ale ma też w dorobku bardzo interesujące pejzaże zimowe.

Autor przedstawił około 30 prac. Większość – to obrazy olejne, wystawił też sześć obrazów malowanych na kaflach i później wypalanych. Jest to dość trudna technika, wymagająca nie tylko talentu artystycznego, ale też znajomości procesów technologicznych, które autor doskonale opanował.

(Fot. Jurij Smirnow)

Prace zachwycają kolorystyką, kompozycją i serdecznym ciepłem. Mały okolicznościowy folder autor opatrzył dwoma cytatami, które też wiele mówią o jego świecie wewnętrznym. Pierwszy to cytat z Juliana Tuwima: „Kochany dom rodzicielski. Przytułek cichy snom młodości sielskiej-anielskiej”. Drugi – z Adama Czartoryskiego: „Za dużo wspomnień we mnie jest, za dużo wspomnień się przeplata”.

Mówi Mikołaj Małachowski: „W dzieciństwie chciałem być artystą. Chodziłem po linie z parasolem, ale wykryła to mama i zabawa szybko się skończyła. Mój starszy brat był dyrektorem domu kultury w Komarnie. Trochę malował. Ja również uczyłem się od niego. W wieku 11 lat namalowałem Lenina na szubienicy. Obrazek powiesiłem w klubie. Zauważył to sekretarz organizacji partyjnej Kardaszewski i był z tego wielki skandal.

Brat opowiedział mi, że w sąsiedniej wsi Tuligłowy urodził się wybitny polski malarz Julian Fałat. Chciałem go naśladować, malować przyrodę. Zawsze lubiłem przyrodę, kwiaty, las. Niedaleko była też posiadłość Stanisława Bala. Gościł u niego często Jacek Malczewski. Jego duch jeszcze teraz snuje się w zakamarkach pałacu w Tuligłowach. Na mój rozwój zawodowy jako artysty-malarza miał też wpływ Jarosław Pstrak. Maluję wtedy, gdy nikogo obok mnie nie ma. Nie mogę malować, gdy ktoś stoi za plecami. Do „Wrzosu” należę już od sześciu lat. Atmosfera, która tu panuje, to zasługa pani Ireny Strilciw – umie rozpoznać w człowieku talent i umie wskazać kierunek rozwoju. Teraz mamy nową nauczycielkę – Martę Łabę”.

Jurij Smirnow
Tekst ukazał się w nr 8 (204) za 29 kwietnia – 15 maja 2014

X