Wybrzeże Szkieletów

Wybrzeże Szkieletów

Historia statku, który wpadł na Wybrzeże Szkieletów
Wszyscy zawsze starali się trzymać od fatalnego wybrzeża jak najdalej. Los jednak jest przewrotny. Oto historia statku, który świadomie wpadł na Wybrzeże Szkieletów. Prawdę mówiąc nie miał innego wyjścia. Akcja ratunkowa, jaka po tym nastąpiła pokazuje, jak trudno jest uratować kogoś z tej pułapki.

Model płaskiej ziemi (Fot. geekweek.pl)Na początku listopada 1942 roku z Liverpool w Anglii wypłynął statek Dunedin Star. Udawał się do Kapsztadu w Republice Południowej Afryki. Wiózł amunicję i zaopatrzenie wojskowe dla stacjonujących tam wojsk brytyjskich. Dodatkowo przewoził też 21 pasażerów, kobiet i dzieci, wysłanych z bombardowanego Londynu do spokojnej kolonii afrykańskiej. Załoga statku wraz z kapitanem liczyła 86 marynarzy. Statek szedł niedaleko wybrzeża Afryki, aby choć trochę zabezpieczyć się przed atakami niemieckich okrętów podwodnych. Późno w nocy, 29 listopada 1942 roku, statek znalazł się w pobliżu osławionego Wybrzeża Szkieletów. Sądząc z mapy, kurs statku prowadził po bezpiecznych wodach, zostawiając mielizny i rafy Wybrzeża po swej lewej stronie i to w odległości kilku kilometrów od statku. Dlatego statek szedł pełną siłą maszyn. Nagle statkiem targnął silny wstrząs, a jeszcze później kilka mniejszych wstrząsów. Śpiący pasażerowie pospadali z koi. Ludzie budzili się przerażeni. Matki ubierały dzieci i szukały kamizelek ratunkowych. Kapitanowi zameldowano, że woda wdziera się do pomieszczenia maszynowni. Zamknięcie drzwi wodoszczelnych niewiele pomogło, bo źle wykonane, puszczały wodę przez swoje zawiasy. Kapitan rozkazał wysłać sygnał S.O.S. Na ten sygnał odezwała się radiostacja w Walvis Bay, kwitując jego odebranie. Nabierający wody statek nie był już samotny w swym nieszczęściu. Wciąż nie wiedziano z czym zderzył się statek. Albo mapa kłamała, albo statek zderzył się z niemieckim U-bootem, który tu gdzieś grasował od pewnego czasu. Statek nie mógł dostać torpedy, bo przecież nie było żadnego wybuchu. Do dzisiaj nie wyjaśniono tej sprawy.

Wrak Bohlena zasypywany piaskiem (Fot. ferrebeekeeper.wordpress.com)Włączono wszystkie elektryczne pompy, ale pomimo tego, wody przybywało. Kapitan, chcąc ratować ludzi i ładunek, postanowił wejść na brzeg. Statek skręcił w stronę lądu i wreszcie stanął na mieliźnie około 500 metrów od plaży. Fale były bardzo silne i zachodziła obawa, że statek może się przełamać. Zarządzono ewakuację na brzeg, używając do tego łodzi motorowej. Pomimo wściekłego falowania, motorówka w trzech kursach przewiozła na brzeg 63 osoby, w tym wszystkie kobiety i dzieci, po czym silnik motorówki zepsuł się. Na stojącym na mieliźnie Dunedin Star pozostało jeszcze 43 marynarzy i kapitan. Sztorm rozszalał się na całego. Tymczasem ruszyła akcja ratunkowa. Na miejsce katastrofy wysłano dwa statki – trałowiec Nerine i holownik Sir Charles Elliot. Z morza szły na ratunek rozbitkom brytyjski parowiec Manchester i norweski motorowiec Temeriane. 31 listopada Manchester i Temeriane podeszły do wraka Dunedin Star i zebrały z niego oczekujących na ratunek marynarzy. Nie dało się podejść do brzegu i udzielić pomocy osobom przewiezionym na brzeg. 2 grudnia Nerine i Sir Charles Elliot osiągnęły miejsce katastrofy. Usiłowały zabrać ludzi z plaży, ale z powodu sztormu akcja nie powiodła się, zaś podczas powrotu Sir Charles Elliot sam wszedł na mieliznę. Targany falami, ufiksowany w piasku holownik zaczął się przełamywać i jego załoga ratowała się ucieczką na brzeg. Podczas tej przeprawy utonęło dwóch marynarzy. Ludzi na plaży przybywało, a przecież oni nie mieli tam niczego, ani wody, ani jedzenia, spać musieli na gołym piasku, a w zimne noce nie było się nawet czym okryć. W niezbędne do przetrwania rzeczy zaczęły ich zaopatrywać brytyjskie bombowce, zrzucając zaopatrzenie na spadochronach. Podczas tej akcji jeden z bombowców wpadł do morza, ale załoga uratowała się i… dołączyła do oczekujących na plaży. Jeden z pilotów zdecydował się na lądowanie na wyschniętym basenie solankowym pokrytym gładką taflą soli. Miał zamiar zabrać z plaży choćby tylko dzieci. Nawet wylądował, ale załadowany dziećmi i kobietami nie mógł wystartować. Warstwa soli załamała się pod przeciążonym samolotem.

Na ratunek rozbitkom wysłano też konwój ciężarówek, które miały dotrzeć do wybrzeża poprzez pustynię. To one w końcu zabrały rozbitków, tyle, że przybyły na wybrzeże dopiero 12 grudnia. W powrotnej „drodze przez mękę” kolumna utraciła trzy ciężarówki, ale na Boże Narodzenie dotarła do miasta Windhoek. Stamtąd samolotami zabrano rozbitków do Kapsztadu. Wrak Dunedin Star został kompletnie rozkawałkowany przez morskie fale. Na miejscu, gdzie utonęli marynarze z Sir Charles Elliot, ktoś postawił upamiętniający ich pomniczek. Akcja ratunkowa, choć trwała denerwująco długo, zakończyła się jednak sukcesem. Ale ile było katastrof kończących się śmiercią wszystkich rozbitków? W roku 1976 rozbił się tu Suiderkus, trawler rybacki z RPA. Było to jego pierwsze wyjście w morze. Szkielety rybaków znaleziono dopiero po wielu latach. Powiadają, że duchy rybaków nadal pokazują się koło swojego statku, zamienionego już teraz w zardzewiałą kupę złomu.

Ślady jakiejś potwornej tragedii znaleziono w roku 1943. Piaski odsłoniły 12 szkieletów pozbawionych głów. Leżały szeregiem, równo ułożone. Koło szkieletów stał zawalony szałas, a w nim na posłaniu, wyschnięty szkielet dziecka. Obok niego znaleziono tabliczkę z napisem: „Wyruszam w stronę rzeki położonej o 60 mil na północ. Jeśli ktoś to znajdzie i pójdzie za mną, niech Bóg mu pomoże”. Kto to napisał? Kim były zeszkieletowane ofiary? Kiedy zginęli? Kto im poobcinał głowy i dlaczego? Pytania, pytania, pytania i żadnej odpowiedzi. Koło „miejscowości” Möwe Bay (trzy chałupiny na krzyż), urządzono teraz posterunek policji. Policjanci z nudów zaczęli zbierać na plaży kości ludzkie i zwierzęce oraz pozostałości po rozbitych statkach. Z czasem powstało ciekawe muzeum. Samych ludzkich czaszek mają tam kilkanaście…

Wrak statku Eduard Bohlen (Fot. www.8thingstodo.com)W roku 1908 robotnik Zacharias Lewala z plemienia Owambo znalazł nadzwyczaj piękny kryształ. Był to pierwszy diament znaleziony na pustyni Namib. Pod piachami pustyni znajdują się bowiem najbogatsze na świecie złoża diamentów. Dość łatwo można je znaleźć na plaży, gdzie morze wyrzuca je na brzeg, jak nasz Bałtyk wyrzuca bursztyny. Szuka się ich też w wysuszonych od tysiącleci ujściach ogromnych kiedyś rzek. Obok szkieletów marynarzy i rybaków Wybrzeże usiane jest kośćmi poszukiwaczy diamentów. Nie każdemu udało się zdobyć fortunę. Częściej ginęli. Ale to już zupełnie inna opowieść.

Wybrzeże Szkieletów jest usłane szkieletami rozbitych statków i martwych ludzi. Statki najczęściej zabłądziły tu w gęstej mgle i zderzyły się z podwodnymi rafami lub weszły na mieliznę. Inne zostały zepchnięte przez morski prąd po awarii i unieruchomieniu okrętowych maszyn.

Portugalczycy nazywali wybrzeże Bramą Piekieł albo Piachy z Piekła. A wśród marynarzy istniał wręcz zabobonny strach przed tym wybrzeżem, gdzie za dnia kona się z upału, a nocą dygoce z zimna, gdzie jedyną wodę można uzyskać zlizując z kamieni skroploną mgłę. W tych warunkach nie da się przeżyć nawet kilku dni.

Szymon Kazimierski
Tekst ukazał się w nr 3 (199) za 14-27 lutego 2014

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X