Wioska na kolędę darowana

Wioska na kolędę darowana

Deszcz, ruiny, zapomniany cmentarz, zamknięty, niegdyś wspaniały, pałac… Tak powitał nas Rajgródek. Tak ta miejscowość nazywała się do 1786 roku.

Dziś pozostały resztki wielkiego szlacheckiego majątku. Stare legendy i zapisy kronikarskie świadczą, że tędy w XII wieku przebiegał szlak z Halicza na Kijów. Wtedy osada otoczona była częstokołem i wałami ziemnymi. Stąd wywodzi się jedna z wersji nazwy miejscowości: Kolędziany – od kołów, pali fortyfikacji. Wioska leży na prawym, wyższym brzegu rzeki Niczławy.

W okolicy znajdowały się jeszcze dwa grody: Wały Wielkie i Wały Małe. Rodzina Strażmieńskich pod koniec XVII wieku uzyskała przywilej przemianowania tej miejscowości na Rajgródek. Z czasem ta miejscowość staje się rodową miejscowością Wołodyjowskich. Legenda głosi, że pod koniec XVIII wieku na Boże Narodzenie Wołodyjowscy podarowali wioskę dominikanom. Stąd druga wersja nazwy – Kolędziany, od kolędy. Jest też wersja zapisu nazwy jako Kolendziany.

„Pierwsza wzmianka historyczna o miejscowości pochodzi z 1661 roku,” – opowiada czytelnikom Kuriera Antonina Dowgań, nauczycielka języka francuskiego i kierownik sekcji krajoznawczej w lokalnej szkole. Spotkałyśmy się w siedzibie miejscowego sołectwa. W rękach trzymała miotłę i śmietniczkę. Zmieszana mówi, że przyszła z cmentarza. Sprzątała tam stare nagrobki.

Opowieść o historii miejscowości rozpoczyna od połowy XIX wieku, kiedy to miejscowość była własnością rodziny Albinowskich, herbu Jastrzębiec. Kolejno majątek przechodził w spadku do Horodyskich, herbu Korczak i był rodową siedzibą Kornela Horodyskiego i Leonii Harnysz, herbu Poraj. Rodzina Horodyskich pochodziła z Wołynia i miała wielkie majątki na różnych terenach. W 1805 roku Kornel Horodyski zbudował we wsi gorzelnię i młyn parowy. Po jego śmierci w 1898 roku jego majątek podzielono. Kolędziany przypadły najmłodszemu synowi Ludwikowi, który był ostatnim właścicielem tych dóbr.

Zamek, po którym chodziła szlachta, w którym uczyły się dzieci i jeździły… kombajny
Razem z panią Antoniną idziemy kilkadziesiąt metrów do na wpół zrujnowanego zamku. Wokół wiele starych traktorów, kombajnów i różnego żelastwa. Są to pozostałości po rolniczej szkole zawodowej, która kiedyś była w jego murach. Młodzież uczyła się tu obsługi sprzętu rolniczego.

Teraz zamek jest w posiadaniu miejscowego biznesmena, który kupił go za 200 tys. hrywien. Za te pieniądze we wsi wyremontowano przychodnię. Biznesmen przywiózł do pałacu jakieś rzeczy i ma zamiar otworzyć tu muzeum oraz sklep. Już drugi rok zamek stoi zamknięty. Nie ma tu żadnej ochrony i wiejskie dzieci bawią się w dawnych komnatach.

„Początkowo był tu zamek obronny, – mówi pani Antonina. – Zmurszałe mury pamiętały tureckich janczarów, polską konnicę i kozaków. Jak wyglądał początkowo zamek, wybudowany przez Wołodyjowskich, nie wiadomo. Do naszych dni nie zachowały się żadne ryciny. Na początku XIX wieku konieczność obrony terenów odpadła i Horodyscy przebudowali w 1840 roku zamek na rezydencję – późnorenesansowy pałac. Z pozostałych wież zamkowych wybudowano dwa boczne pawilony”.

Z ruin do nieba. Dawny kościół w Koledzianach

Pałac po ukończeniu przedstawiał się imponująco. Składał się z głównego, piętrowego budynku, bocznych skrzydeł i przylegających do nich dwu sześciobocznych dawnych zamkowych wież, którym nadano gotycki wygląd. W pałacu mieściły się komnaty ustawione w amfiladzie, korytarze, pokoje gościnne i zaplecze gospodarcze. Ściany były bogato dekorowane. Nad kwadratowymi oknami biegł arkadowy fryz. Sale balowe były na piętrze, obok nich jadalnia z czterema oknami i podłogą z kilku rodzajów drewna. Do 1914 roku na ścianach wisiały obrazy szkoły holenderskiej.

Na piętrze był duży taras widokowy. Obecnie pozostały po nim tylko wsporniki. W komnatach były kaflowe piece, a w salonach – kominki. Pomieszczenia oświetlały żyrandole. Na teren pałacu prowadziła brama, prawdopodobnie dawna brama zamkowa. Na tyłach pałacu, na stokach opadających ku Niczławie, był ogród pałacowy.

W czasie I wojny światowej pałac został praktycznie zrujnowany. Ludwik Horodyski rozpoczął jego odbudowę, ale nie starczyło mu funduszy i wyremontowane mury przekazał na cele społeczne. Umieszczono tu przedszkole dla dzieci pracowników majątku.

Dziwnym trafem pałac przetrwał II wojnę światową. W okresie sowieckim, do 1977 roku działała w nim szkoła średnia, a potem szkoła zawodowa. Obecnie jest w rękach prywatnych i co z nim zrobi miejscowy nuworysz – nie wiadomo.

Milczą mogiły i płacze stary kościół
„We wsi mieszkało wielu Polaków, – z żalem, ocierając łzę, mówi nauczycielka. – Ale wszystkich wywieźli. Gdzieś w 1920 latach mieliśmy polską szkołę początkową. Kilkoro dzieci ukończyło gimnazjum nauczycielskie w Czortkowie. Teraz nie ma tu Polaków. Chcę pokazać pani kościół. Jest strasznie zaniedbany, aż wstyd: ściany rozwalone, wewnątrz bez tynku.

Świątynię zbudowano w 1772 roku. Dziś jej wnętrza zdobią pamiątkowe napisy na ścianach – jedne na marmurowych tablicach, inne to graffiti na ścianie, ryte gwoździem. W kryptach zachowały się stare pochówki, które systematycznie są dewastowane przez współczesnych poszukiwaczy skarbów. Na szczęście w Polsce znalazła się osoba, gotowa odnowić świątynię. Ale mamy tak niedoskonałe ustawodawstwo, że zaczęto wymagać od niej jakichś papierów i dokumentów, że teraz nie jest rada, że złożyła taką propozycję. Dopóki sponsor w Polsce myśli co począć – kościół rujnuje się. Cmentarz też niszczeje, chociaż staramy się porządkować nagrobki”.

Dziś mieszkańcy wioski czekają na życzliwych ludzi, być może dawnych mieszkańców Kolędzian, żeby pomogli im uporządkować ruiny.

Sabina Różycka
Tekst ukazał się w nr 7 (155) 13–26 kwietnia 2012

Odpowiedzią na powyższy tekst był bardzo interesujący komentarz naszej Czytelniczki, która uprzejmie przesłała nam również archiwalne zdjęcia Kolędzian.

Jolanta Walkowiak: „Jest w Polsce grupa ludzi zainteresowanych odnowieniem kaplicy i utrzymaniem cmentarza, są to potomkowie byłych mieszkańców Kolędzian, zmuszonych opuścić wieś w 1945 roku. Znam tych ludzi, zdobyli wszelkie potrzebne dokumenty i pozwolenia na odnowienie kaplicy… ale jest jeden problem, problem finansowy. Tę garstkę osób nie stać na sfinansowanie tego przedsięwzięcia. Ale jeśli jest sponsor, to może trzeba połączyć siły? Ja również jestem zainteresowana tym tematem, na cmentarzu w Kolędzian spoczywa mój dziadek”.

 

X