W poszukiwaniu kozackiej romantyki

W poszukiwaniu kozackiej romantyki

Takich jak ten niewysoki, śniady mężczyzna pozostało chyba już niewielu. Jan Rząsa z Rzeszowa jest romantykiem. Dla niego słowa honor, przygoda i przyjaźń nie są pustymi słowami, a sensem życia.

O sobie mówi niewiele, bo jak twierdzi, najlepiej opowiedzą o nim jego przyjaciele i konkretne działania. Ojciec zmarł, gdy Jan miał trzy lata. Życie toczyło się różnie, ale dziękuje Bogu za każdy przeżyty dzień, za każdego kogo spotkał w swym życiu. W Polsce Jan Rząsa pozostawił córkę, zięcia, wnuka i syna. Oni teraz prowadzą firmę ojca – niewielką cegielnię. Na Ukrainę przyjechał z żoną Zofią i najmłodszym synem, czteroletnim Samuelem.

„Rzuciła mnie tu przygoda, – opowiada pan Jan. – Dawno już kryję dachy trzciną. Nigdy nie spodziewałem się, że będę robił takie rzeczy. Ale, gdy tylko spojrzałem na takie dachy, które w Europie są popularne już od kilkuset lat, zrozumiałem – to moje. Te dachy wyglądały jak z ilustracji do bajek. Od razu chciałem zrobić taki sam. A chcieć – znaczy móc. W ten sposób nauczyłem się tej sztuki”. Rząsa krył dachy w Holandii i Anglii. Nieźle zarabiał. Ale pewnego dnia poproszono pana Jana o wykonanie kilku dachów na Ukrainie. Tak znalazł się on na Przykarpaciu w Werblowcach niedaleko Rohatyna. I znowu – pewnego dnia przyszli do niego miejscowi, dla których wykonał unikatową w całym województwie budowlę – kozacki kureń. Miała to być zwykła przydrożna stylizowana kawiarnia. Ale sprawa przybrała inny obrót. Przy pomocy pana Jana i przyjaciól z Polski powstało międzynarodowe kozackie centrum.

W ciągu kilku miesięcy na niewielkim terenie powstało kilka zabudowań. „Wzięliśmy 200-letnią chatę księdza, która już waliła się – opowiada przyjaciel Jana Rząsy Sergiej Rusyniak. – Odnowiliśmy ją i przykryliśmy trzciną, zbudowaliśmy klapliczkę, roższerzyli podwórze. Teraz możemy gościć turystów. Planujemy by zorganizować konne i rzeczne trasy po terenach Zachodniej Ukrainy. Podobne osady – kurenie powstały już w województwach: lwowskim i tarnopolskim”.

„Dach z trzciny jest w pełni ekologiczny. Zimą trzyma ciepło, a w lecie chłód, jest dźwiękoszczelny, – opowiada o zaletach tego typu pokryć dachowych Jan Rząsa. – Trzcina jest odporna na warunki pogodowe, nie wymaga dodatkowej izolacji. Nie używane są żadne preparaty chemiczne, a pokrycie ma gwarancję… 80 lat. Trzcina chroni budynek od niepogody. Źdźbła tej rośliny wytrzymują silne wiatry, jest tak odporna na mróz, że nawet przy silnych mrozach jest elastyczna i nie łamie się. Nie wsiąka w nią woda, tylko po niej ścieka. Te same walory ma i dach z trzciny. Może przemoknąć maksymalnie na trzy centymetry, a grubość pokrycia to około 30 cm. Specjalny sposób układania trzciny na dachu zapewni jej trwałość nawet przy silnym wietrze. Między innymi – konstrukcja takiego dachu nie wymaga zastosowania rynien”.

Na Ukrainie rosną trzy rodzaje trzciny. Najlepsza jest ta, rosnąca na południu w województwach: odeskim, mikołajewskim, chersońskim i na Krymie. Dobrego gatunku też jest trzcina z Rumunii i Turcji. Trzcina, którą można zdobyć na Zachodniej Ukrainie też nadaje się na dachy, chociaż jest gorszej jakości. Pan Jan porównuje trzcinę do owoców – im bardziej na południe – tym są bardziej soczyste i słodkie. Najlepsze na dachy są cieńkie źdźbła, o średnicy 3-6 mm. Wiązki trzciny mocowane są do drewnianych łat od dołu ku górze. Wiązki pokrywają się wzajemnie, dlatego grubość dachu dochodzi do 30-40 cm.

Jan Rząsa mówi, że teraz brakuje na Ukrainie specjalistów od krycia tego rodzaju dachów. Ale ukraińska trzcina jest eksportowana do Danii, Niemiec, Holandii, Belgii. Pan Jan z chęcią dzieli się tajnikami swego rzemiosła, nieprostego, ale przynoszącego niezłe dochody. „Życie człowieka musi być ciekawe, ktoś przez dziesięciolecia może nie ruszać się z miejsca – i dobrze mu z tym, – filozoficznie zauważa Rząsa. – Dla mnie życie – to wędrówka, to życie na szlaku. W różnych państwach poznałem wielu dobrych ludzi. Nie wyobrażam sobie jak mógłbym żyć bez tych znajomości, przyjaźni, nie przekazując nikomu swych wiadomości”.

Sabina Różycka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X