W morzach coś jest!

W morzach coś jest!

My, ludzie mieszkający przez wiele tysięcy lat na planecie Ziemia, nabraliśmy głębokiego przekonania, że tę planetę stworzono tylko po to, żebyśmy mogli na niej mieszkać. Prawo własności miał nam dać stworzyciel wszechświata – Bóg – nazywany zresztą bardzo różnie przez różnych ludzi.

 

Obecnie modne jest przekonanie, że wszechświata nie stworzył Bóg, Jehowa, Kukulkan czy Stary Benamuki, że wszechświata nikt nie stworzył, a wszechświat stworzył się sam na skutek Wielkiego Wybuchu, podczas którego zebrane w ogromne jajo pierwotne składniki wszechświata rozpierzchły się we wszystkie strony. I tak pędząc, wpadając na siebie i potrząsając się wzajemnie, utworzyły z czasem cały wszechświat, a w tym i naszą Ziemię. My, jako ludzie, mielibyśmy powstać jako końcowy produkt kontynuacji tego potrząsania.

Obszary dla nas niedostępne
Nikt jakoś nam nie mówi, skąd się wzięły te pierwiastki i jak to się stało, że zgromadziły się w jednym miejscu, najwyraźniej w oczekiwaniu na wielki wybuch. Nie bądźmy bezczelni i nie denerwujmy trudnymi pytaniami naszych drogich naukowców. Oni i bez tego mają dużo problemów. Słyszałem, że ostatnio chłopcom od Wielkiego Wybuchu zaczyna wychodzić, że jednak żadnego wybuchu nie było. Wytrząsarkę trzeba chyba będzie odesłać do lamusa.

Czy to był Bóg, czy wytrząsarka – w budowę Ziemi zainwestowano wystarczająco dużo, żeby pozwalać sobie na nonszalanckie rozdawnictwo dobrych planet jednemu tylko gatunkowi. Skutki działania tej doktryny widoczne są gołym okiem, tylko nie bardzo to do nas dochodzi, bo już tacy jesteśmy, że nawet kiedy spleśnieje nam źle przechowywana żywność nie traktujemy tego jako działalności życia innego niż nasze, ale jako objaw naszego własnego gapiostwa.

Jestem przekonany, że przy okazji tworzenia Ziemi, nawtykano nam tutaj całą masę innych istot potrzebujących do egzystencji podobnego środowiska, ale dobranych też i pod kątem wzajemnej zależności, aby w sumie uzyskać energetyczną samowystarczalność przedsięwzięcia. Chodziło o to, żeby stworzyć tak zwany samograj, układ samonapędzający się, nie wymagający ciągłego dodawania energii. Ten samograj gra nam właśnie przed oczami, każdy zjada każdego, a powstałą z najedzenia się siłę życiową przeznacza na rozradzanie się i zjadanie osobników, którzy rozradzają się i rosną tylko po to, by inni mieli co jeść.

Korzystajmy z pobytu na Ziemi, ale musimy pamiętać, że korzystamy tylko w pewnym, przydzielonym nam zakresie. Widzimy w określonym zakresie długości fal świetlnych, słyszymy również w określonym zakresie fal dźwiękowych. Możemy egzystować w określonym zakresie temperatur, poniżej których nasza przemiana materii zatrzyma się lub buchniemy żywym ogniem podgrzani nadmiernie. W tym naszym zakresie obserwacji znajduje się cała masa innych istot żywych, mających swój zakres obserwacji, nakładający się na nasz zakres obserwacji i dlatego widzimy się wzajemnie, słyszymy, możliwe są miedzy nami jakieś stosunki i układy. Poza zakresem naszych obserwacji nic już nie widzimy, nie słyszymy, dla nas niczego już tam nie ma. – A tam jest! Tylko trzeba mieć poszerzony zakres postrzegania! Wciąż pamiętajmy kto nas stworzył. To ten sam, co stworzył wszechświat, który tylko w zakresie naszych obserwacji możemy badać na dystansie 92 miliardów lat świetlnych! Inni określają ten dystans na 1,6 kwadrylionów kilometrów! Ale to przecież nie jest koniec, dalej tylko nie sięgają nasze pomiary i nikt nie ma pojęcia, co tam dalej jest. Jeśli więc komuś przyjdzie do głowy, że poza zakresem naszego postrzeganie niczego nie ma, niech odda tę swoją wspaniałą głowę do pozłoty.

Poza naszym limitem poznawania niczego nie zaobserwujemy, jak tylko chwilowe, migawkowe obrazy, które dotrą do nas chyba dzięki niedomaganiom systemu i to naprawdę zdarza się, choć niezmiernie rzadko. Ale i w naszym zakresie nie wszystko będziemy mogli zaobserwować, bo istnieją na ziemi obszary dla nas kompletnie niedostępne, jak choćby głębiny mórz i oceanów, których skutecznie broni przed naszą penetracją potworne, nieludzkie wprost ciśnienie. A właśnie tam, zdaje się, czeka na nas niejedna sensacja i tajemnica. Okazjonalnie zdarzają się bowiem obserwacje przekonujące, że w głębinach wód zamieszkuje jakaś obca, niczym z nami nie związana cywilizacja, która nie wiadomo co u nas robi i której powodów działania nie sposób się domyślić.

Żyjemy tak obok siebie chyba od samego początku świata, a sąsiedzi nie wykazują najmniejszej ochoty do nawiązania z nami kontaktu. Prawdę mówiąc nie jesteśmy dla nich żadnymi partnerami. Woda nie jest naszym środowiskiem i choć potrafimy po niej pływać, a nawet tu i ówdzie trochę nurkować, to morza i oceany nadal pozostają dla nas tą częścią naszej planety, której nie znamy i wątpię, czy kiedykolwiek poznamy. Jest to, średnio licząc 361,4 miliona kilometrów kwadratowych powierzchni wody o średniej głębokości 3,7 kilometra. 71% powierzchni planety pokryte jest taką wodą. Kto to spenetruje i kiedy?

Kontakty zdarzają się, ale takich incydentów nie jest dużo i polegają najczęściej na przypadkowym spotkaniu sąsiadów wynurzających się z wody lub zanurzających się pod wodę. Są to więc incydenty trwające po kilka, kilkanaście sekund. Świadkowie takich spotkań są stosunkowo nieliczni, ich relacje nie są brane zbyt serio, a zdarza się, że są one po prostu wyśmiewane. Wiadomo skąd bierze się taki lekceważący stosunek. Oficjalna władza i oficjalna nauka nie życzy sobie publikowania takich wiadomości, choć sama takie informacje chętnie gromadzi. Jeśli jednak jakaś informacja trafi już do przekazu publicznego, zaraz się ją neutralizuje poprzez jej ośmieszanie…

X