Urodziny bez Solenizanta

Urodziny bez Solenizanta

Odjechali zaczarowaną dorożką…

Wspomnienie o Walerym Bortiakowie
20 lipca w Domu Nauczyciela, na sali, gdzie zwykliśmy oglądać przedstawienia Polskiego Teatru Ludowego, nie było spektaklu. Aktorzy Teatru i publiczność zebrali się, by z racji rocznicy Urodzin wspomnieć śp. Walerego Bortiakowa – wieloletniego aktora, scenografa i reżysera tegoż Teatru, a także plastyka i miłośnika sztuki i kultury polskiej…

Spotkania z Poezją
Na początku spotkania zebranych przywitał reżyser Polskiego Teatru Ludowego Zbigniew Chrzanowski: „Witam państwa na 66. Urodzinach – nietypowych, bo urodzinach bez Solenizanta, ale z pamięcią o Nim. Z tym, co się zachowało i co chcieliśmy zachować. Obrazy, które są na ścianach, świadczą o jego niebywałym talencie malarskim. To, co jest na scenie, świadczy o jego talencie scenograficznym i teatralnym. To, co zachowała taśma filmowa, będzie świadczyło o Jego niebywałym talencie aktorskim. Chcemy, aby ten Dzień Urodzin naszego Kolegi został spędzony wśród Jego przyjaciół i kolegów, i wśród fragmentów poezji, którą on bardzo kochał. Kochał wielu poetów, ale niektórych – bardzo szczególnie. Dwu z nich należy do grona najwybitniejszych poetów polskich. To ks. Jan Twardowski i Konstanty Ildefons Gałczyński. To, zdaje się, poeci nieprzymierzalni do siebie, ale jednak – o wspólnym niepowtarzalnym duchu poetyckim”.

Zbigniew Chrzanowski zaprezentował kilka wierszy ks. Jana Twardowskiego oraz utwór Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego „Zaczarowana dorożka”. Jeden z wierszy ks. Jana szczególnie oddawał atmosferę spotkania:

Śpieszmy się
Annie Kamieńskiej
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko to co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego

Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
kochamy wciąż za mało i stale za późno

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
A będziesz tak jak delfin łagodny i mocny

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
I ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
I nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
Czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą

Pan Zbigniew wspominał, że, jak przesiadywali ze śp. Walerym bardzo długo w nocy – pracując nad dekoracjami – ten prosił, by pan Zbigniew grał na fortepianie albo recytował wiersze – i właśnie Gałczyńskiego. – Teraz Walery spotkał zaczarowanego dorożkarza, który gdzieś Go ze sobą zawiózł. A my bardzo chcemy pamiętać o Nim. Całe szczęście, że pozostają ślady – w naszej myśli, wdzięcznej pamięci ludzkiej, ale także ślady materialne – nawet jeżeli to są szczątki dekoracji, nawet szkice, które przez wiele lat mówią o Jego dojrzewaniu artystycznym – zaznaczył Z. Chrzanowski.

Spotkania z Dobrymi Ludźmi
Na swej drodze artystycznej Polski Teatr Ludowy, z którym związany był śp. Walery Bortiakow, spotkał kilka osób, które chciały utrwalić działalność teatru. Pierwszą osobą, która zechciała pełnić tę, można powiedzieć, szczytną funkcję, był redaktor Telewizji Wrocław Stanisław Pater. Towarzyszył Polskiemu Teatrowi Ludowemu w Teatrze Skarbka podczas obchodów jego 40-lecia (1998). Wcześniej bywał we Lwowie. Nagrał wiele wywiadów, również ze śp. Walerym Bortiakowym.

Kolejną Osobą, która darzyła Polski Teatr Ludowy we Lwowie ogromną sympatią i miłością, był nieodżałowany Jerzy Janicki. Chciał i potrafił zorganizować ekipę telewizyjną, która przyjechała do Lwowa. Nie wyobrażał sobie, że nie zrobi filmu z okazji 45-lecia Teatru (2003). – W przyszłym roku będziemy obchodzili 50-lecie Teatru, niestety, bez Walerego Bortiakowa i bez śp. Joli Martynowicz, która w tym filmie też występuje – powiedział pan Zbigniew. – Miało być więcej filmów, ale weźmiemy jeden fragment, w którym spotkacie się państwo z Walerym, z Jolą Martynowicz, z przepiękną lwowską architekturą, z cudowną niepowtarzalną architekturą kolegiaty w Żółkwi, która tu została umiejscowiona z powodu „Odprawy posłów greckich”.

Spotkanie z Janem Kochanowskim
W filmie odtworzono fragmenty dwu przedstawień autorskich śp. Walerego Bortiakowa, w których wystąpił jako pomysłodawca, scenograf, jako reżyser, jako aktor. Tymi dwiema przedstawieniami autorskimi śp. Walerego Bortiakowa są oczywiście „Odprawa posłów greckich” Jana Kochanowskiego i „Zemsta” Aleksandra Fredry. Śp. Jolanta Martynowicz tak mówiła o zagranym w Żółkwi przedstawieniu: „Tutaj, w tej pięknej scenerii graliśmy „Odprawę posłów greckich” Jana Kochanowskiego. Publiczność siedziała na dole, biła godzina dwudziesta na Ratuszu miejskim. Aktorzy wychodzili z drzwi na pierwszym piętrze, przebrani, schodami w dół. Jeszcze było jasno, jeszcze ostatnie promienie słońca padały na arkady, oświecały je. Jest taki tekst Kasandry, która mówi: „O wdzięczna ojczyzno moja! O mury, nieśmiertelnych ręku roboto! Jaki koniec was czeka?”. Kiedy mówiłam te słowa, popatrzyłam się w górę. Nade mną było przepiękne granatowe, gwiaździste niebo. Pomyślałam sobie, że te mury pamiętają takie wspaniałe czasy Pierwszej Rzeczypospolitej, pamiętają Jana Sobieskiego, a teraz my tutaj, na dole, gramy, walczymy nie wiadomo o co, a one wiedzą. One wiedzą, że one pozostaną, a my odejdziemy. Odegraliśmy wspaniałą scenerię tej chwili, publiczność była oczarowana, wieczór był piękny… Kochanowski chyba byłby też zadowolony, że w takiej scenerii padały, już w XXI wieku, jego słowa…”. Tak, na pewno byłby zadowolony, że jego sztuka została tak zagrana przez Wspaniałe Osoby!

Jest w filmie też komentarz śp. Jerzego Janickiego. Zbigniew Chrzanowski zaznaczył, że ten komentarz jest niepowtarzalny i nie potrafi go tak dokładnie odtworzyć żaden aktor ani spiker.

Zawsze mówię, że jestem narodowości lwowskiej
W filmie „Bardzo wielki mały teatr” śp. Walery Bortiakow opowiadał o sobie: „Urodziłem się w Krasnojarsku na Syberii. Praktycznie tej Syberii nie oglądałem, bo jako dziecko wyjechałem z rodzicami na Wołyń, do Kowla. Na Ukrainie się wychowałem. Potem na szczęście trafiłem do Lwowa. Dlaczego na szczęście? Myślę, że znalazłem to miejsce na ziemi, w którym Pan Bóg sprawił, że jestem szczęśliwy. Zawsze mówię, że jestem narodowości lwowskiej”.

– Dziękuję moim kolegom, zwłaszcza Krystynie Grzegockiej, która zaopiekowała się całością, aranżacją sceny, wydobywaniem dekoracji z przepastnych magazynów. Dziękuję Alfredowi Klimczakowi i Andrzejowi Bowszykowi, Anatolemu Lewakowi, oczywiście Mieczysławowi Maławskiemu, prezesowi Polskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych, który udostępnił prace śp. Walerego na czas wieczoru. W zamiarze Towarzystwa jest urządzenie dużej autorskiej wystawy prac Walerego w siedzibie Stowarzyszenia „Własna Strzecha”, która mieści się niedaleko teatru, przy ul. Rylejewa 9 we Lwowie – powiedział na zakończenie spotkania Zbigniew Chrzanowski.

Po spotkaniu można było indywidualnie obejrzeć prace śp. Walerego Bortiakowa. Odjechał On zaczarowaną dorożką, by stanąć przed Panem Bogiem. Na pewno, jak pisał o Nim Mieczysław Maławski, miał przy tym ręce pełne pomnożonych talentów i dobrych uczynków. Mamy nadzieję, że i TAM będzie ciągle tworzył, a kiedyś się spotkamy… Niech spoczywa w pokoju i oby wielu z nas u kresu swego życia mogło powiedzieć, jak śp. Walery: „Jestem szczęśliwy…”

Nigdy nie wróci do Lwowa. Wspomnienie o Jerzym Janickim
Powyższy tekst to miał być koniec, jednak zaledwie parę dni później, 11 sierpnia, Lwów znów stał się miejscem obchodów następnych smutnych i refleksyjnych „Urodzin bez Solenizanta”. Tym razem wspominaliśmy Urodziny śp. Jerzego Janickiego – reżysera, scenarzysty, publicysty, pisarza… Przyjechała Małżonka, córki, zięciowie, wnuki… Spotkanie rozpoczęto od wspólnego wysłuchania i śpiewania piosenki „Towarzystwo weteranów…”. W refleksyjny nastrój wprowadził publiczność Zbigniew Chrzanowski, Stanisław Kosiedowski, redaktor strony www.lwow.home.pl. A potem oglądaliśmy to, co stworzył śp. Jerzy Janicki – dwa piękne, wzruszające filmy z cyklu „Zamki kresowe Rzeczypospolitej” – o Buczaczu i Jazłowcu, o ich dawnej świetności i dzisiejszym powstawaniu z gruzów… Była to prawdziwa uczta dla osób, które nie mają możliwości oglądania tych filmów w TV Polonia. Oczywiście, nie mogło zabraknąć choćby fragmentu prozy śp. Jerzego – Jadwiga Pechaty z właściwym sobie artyzmem przedstawiła fragment „Czkawki”. Na koniec pokazano film, składający się z fragmentów, będących opowieściami o Bieszczadach. Śp. Jerzy pokochał je całym sercem. W filmie tym, zmontowanym przez jego córkę, Agnieszkę, śp. Jerzy pojawia się na planie, snując opowieści o tej pięknej górskiej krainie. Zakończenie filmu jest bardzo wzruszające – to kilkanaście „milczących” ujęć śp. Jerzego, przedstawionego w różnych sytuacjach życiowych. Tak, jakby chciał za chwilę wyjść z ekranu do nas…

Na zakończenie spotkania były wielkie brawa i… łzy. Wzruszona Rodzina dziękowała publiczności za przybycie, natomiast publiczność dziękowała za wieczór, pełen wspomnień… Mamy nadzieję, że zarówno śp. Jerzy, jak i śp. Walery, którego scenografia znów ozdobiła scenę, przyglądali się temu z krainy, gdzie panuje wiekuisty spokój i szczęście…

Irena Masalska
Tekst ukazał się w nr 1 (43) 15 sierpnia 2007

X