Ukraina jak Izrael?

Ukraina jak Izrael?

Ostatnie wydarzenia na Wschodzie skłaniają do myśli, że jesteśmy coraz bliżej powtórki z historii, która w 1948 roku była udziałem Izraela – zaraz po ogłoszeniu jego niepodległości rozpoczęła się wojna ze światem arabskim. Po obaleniu Janukowycza otrzymaliśmy również rzeczywistą niepodległość państwa. I w tej chwili, gdy Ukraina jest jeszcze bardzo słaba, stara się ją dobić wrogo nastawiony sąsiad. Pytanie podstawowe brzmi: czy Ukraińcy przeżyją w takich warunkach, jakie stały się udziałem dzielnych Żydów?

Pytanie o istnienie Ukrainy nie jest całkowicie bezpodstawne. Jeżeli odrzucimy Krym (chociaż de iure pozostaje on częścią naszego państwa), to co widzimy? Codzienne wiadomości są coraz bardziej groźne: „separatyści przetrzymują jako zakładników inspektorów misji OBWE”, „terroryści przejęli centrum telewizyjne w Doniecku”, „bandyci szturmowali siedzibę SBU w Ługańsku” itd. Całe trzy obwody – doniecki, ługański i charkowski są sterroryzowane przez bandytów. Przy tym, nie widać żadnych sukcesów operacji antyterrorystycznej (ATO), która trwa już od kilku tygodni. Kierownik niezależnej grupy informacyjnej „Informacyjny Sprzeciw”, były zawodowy żołnierz Dmytro Tymczuk, który wyświetla wydarzenia na Wschodzie, pisze wprost: „ATO zmienia się w farsę. Po osiągnięciu taktycznych sukcesów z niejasnych powodów dostają rozkaz wycofania się (…). Niektórzy przedstawiciele dowództwa operacji już od kilku dni są poza jej terenem”.

Jesteśmy świadkami bezsilności władz. Nie są w stanie uporać się z tym, że Ukraina jest pozbawiana wschodnich obwodów, z sabotażem najwyższych czynników państwowych, powołanych do obrony kraju wszelkimi dostępnymi środkami. Przy tym Zachód wielokrotnie i otwarcie wypowiadał się, że władze Ukrainy mają prawo do maksymalnie twardego działania. A jednak zdecydowanych kroków brakuje.

Z drugiej strony panuje zdanie, że znaleźliśmy się w sytuacji patowej. Niektórzy eksperci uważają, że MSW i SBU nie mają na Wschodzie wiernych Ukrainie kadry w takiej ilości, żeby móc zdecydowanie przeciwdziałać agresji Putina.

Czy potrzebny jest nam Wschód?
W obecnych warunkach coraz częściej wypowiadane są myśli o oddzieleniu się tych obwodów od Ukrainy. Myśli takie, trzeba tu powiedzieć otwarcie, nie są pozbawione sensu. Zwolennicy tej idei uważają, że w przypadku pozostawienia obwodów w granicach Ukrainy, zbuntowany Donbas i Charków będą nadal ciągnąć kraj w kierunku postsowieckiego bagna, jak było dotychczas. Czy nie lepiej byłoby, utraciwszy część terytorium – w tym przypadku Wschód – zachować resztę Ukrainy? Przecież obwody zaporoski, chersoński, mikołajowski, a szczególnie dniepropietrowski demonstrują swoje oddanie idei ukraińskiej państwowości i o żadnej „federalizacji” czy referendum nie wspominają. Jednak niepewną pozostaje sytuacja w obwodzie odesskim, gdzie nastroje prorosyjskie są dość silne. Ze względu na bliskość Przydniestrowia te tereny stają się kluczowe dla Południa Ukrainy. Pomimo pojawienia się w Moskwie „prezydentów Noworosyjskiej republiki”, którzy nawet nie pojawiają się w Odessie, napływają stamtąd wiadomości, że aktywiści Majdanu i Antymajdanu jednoczą się przeciwko napływowi rosyjskich dywersantów. Napawa to pewnością, że Odessa w razie czego obroni się sama.

Pozbycie się postsowieckiego wschodu, który jak kotwica ciągnie Ukrainę na dno, nie pozwalając na przyłączenie się do wspólnoty europejskiej, w perspektywie państwowości może stać się kluczowym elementem jej przyszłości. W tej sytuacji pojawia się kwestia losu setek tysięcy czy nawet milionów Ukraińców na wschodzie, którzy nie chcą żyć w Rosji, czy jej marionetkowym dodatku. Najodważniejsi ludzie wychodzą na pokojowe akcje protestu i stają się ofiarami bandytów z kijami bejsbolowymi, bronią palną, ozdobionych wstążkami św. Jerzego. Tak dzieje się w Charkowie, gdzie biją Ukraińców, którzy ośmielają się wychodzić na wiece pod żółto-błękitnymi flagami, to samo dzieje się w Doniecku, gdzie zwolenników państwowości ukraińskiej pędzi się ulicami niby na polowaniu. Nie wspomnę tu o Słowiańsku, gdzie terroryści po prostu polują na tych, kto rozmawia po ukraińsku. Najbardziej oburzające jest to, że obywatele są kaleczeni przy całkowitej bezczynności milicji, a czasami wręcz przy jej wsparciu!

Struktury siłowe, które powinne chronić prawo i życie obywateli, cynicznie głoszą, że wszystko jest „w granicach normy”, że z sukcesem „przeciwdziałają i chronią porządek publiczny”. W tym samym czasie na ich oczach leje się krew bezbronnych ludzi. Zatrzymanych bandytów, przeciwko którym są wszystkie dowody, wypuszcza się z aresztu na drugi dzień! W tych warunkach mieszkańcy Wschodu, którzy chcą zachować swoje tereny w granicach Ukrainy, powinni wyjść całymi miastami i własnymi siłami zmieść bandytów, jak to było w Kijowie i innych miastach. Teoretycznie za nich powinno to zrobić wojsko i oddziały antyterrorystyczne. Ale nie ma ani jednego, ani drugiego! Nic dziwnego, że w tych warunkach coraz więcej jest głosów, aby oddzielić się od tego „zainfekowanego” Donbasu, nawet za cenę tysięcy uchodźców.

Place z pomnikami Lenina w Charkowie i Doniecku są zarzewiem separatystów (Fot. Dmytro Antoniuk)We wrogim otoczeniu
Powracając do porównania z Izraelem pozwolę sobie na uwagę, że jak w przypadku z jego geopolityką, Ukraina prawie jest otoczona przez całkowicie nieprzyjaznych sąsiadów. Na wschodzie i południu graniczymy z putinowską Rosją, na południowym zachodzie z zagrażającym Przydniestrowiem, a na północy – z postsowiecką Białorusią. Sytuacja zbliżona do arabskiej blokady młodego izraelskiego państwa. Jeżeli państwa zachodnie pomagały Izraelowi uzbrojeniem, to Ukrainę powinny na razie „zadowolić” sankcje przeciwko FR, którymi, wydaje się, Kreml nie za bardzo się przejmuje. Izrael w czasie wojny zwiększył swoje tereny i stworzył jedną z najbardziej walecznych armii na świecie – Cahal. Kijów, natomiast, jedynie traci tereny, nie demonstrując przy tym jakiś znacznych osiągnięć w walce z terrorystami. Jasne jest, że w tak krótkim czasie trudno jest reanimować armię, ale wróg nie ma zamiaru dawać nam na to czas.

Jest w tym pewien element pozytywny. Przed rosyjską inwazją patriotyczne nastroje w państwie znacznie wzrosły, nie zważając na antyukraińską propagandę w rządowych mediach rosyjskich, które bardzo dała się we znaki. Dobrze widoczne jest to na terenach, które tradycyjnie głosowały za Partią Regionów – obwody zaporoski, odesski, chersoński, mikołajowski, dniepropietrowski. Tym ostatnim bardzo efektywnie kieruje nowy gubernator Igor Kołomojski, który jest jednocześnie przewodniczącym Wschodnioeuropejskiej Rady Żydów. I to jest jeszcze jedna zbieżność z Izraelem.

Mieszkańcy tych regionów nadal protestują przeciwko kijowskiemu Majdanowi, ale razem z tym gotowi są walczyć do końca z bronią w ręku przeciwko obcej regularnej armii. Powtórek scenariusza ze Słowiańska, Kramatorska czy Doniecka nie będzie tam ze względu na zdecydowaną postawę mieszkańców. Moim zdaniem, to są właśnie narodziny prawdziwej niezależności państwa ukraińskiego. Być może Ukraina będzie o wiele mniejsza, niż przed Majdanem, ale duchowo znacznie wzmocniona, ukierunkowana na odnowę we własnym domu i, na reszcie, pozbędzie się zagrożenia rozpadu.

Podobnie jak mieszkańcy Izraela będziemy musieli przyzwyczaić się do stałego zagrożenia ze strony naszych sąsiadów –dopóki w Moskwie jest Putin, na Białorusi Łukaszenka, a w Mołdowie istnieje Przydniestrowie. Jeżeli to nas nie zniszczy, to bezwarunkowo wyjdziemy z tego wzmocnieni.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 9 (205) za 16-29 maja 2014

X