Święto juszki naddniestrzańskiej

Na podkarpackiej wsi Nezwisko w ramach festiwalu „Rura dniestrzańska” odbyły się warsztaty z przyrządzania juszki rybackiej według starej receptury Naddniestrza.

Mają one się stać stałą atrakcją dla podróżujących Kanionem Dniestrzańskim, wypoczynek przy którym jest obecnie aktywnie propagowany przez mieszkańców Przykarpacia. Przecież oprócz gór Ziemia Stanisławowska jest bogata również w malownicze doliny, pagórki i bajeczne przełęcze skalne obok znanej rzeki. Mieszkańcy wsi naddniestrzańskich mają zaś czym się pochwalić i podzielić – nie gorzej Hucułów.

…Zapada wieczór. Lekka mgła oraz odurzający zapach dymu zasłaniają rzekę. Z daleka dolatują okrzyki pastuchów, śpiewy miejskich amatorów jazdy na motorze oraz szybko upijających się mieszkańców naddniestrza. Gdzieś przekrzykują się i rozsypują krysztaliki śmiechu dziewczyny. Nie zważając na padający od dłuższego czasu deszcz na niewysokim pagórku zgromadziła się cała wieś…

– Nieczęsto można u nas spotkać takie widowiska – opowiada Jurij Jakiwczyk, przewodniczący miejscowej rady wiejskiej. – Bardzo jednak chcemy, żeby w naszej miejscowości rozwijała się turystyka. Mamy do tego cudowną przyrodę, pełnowodny Dniestr, na którym można spędzać zarówno weekendy rodzinne, jak i odbywać wyprawy wyczynowe dla sportowców. Jednak naszymi największymi zaletami są dobroć i szczerość ludzi, którzy przez wieki zachowali wiedzę pradziadów o Dniestrze i jego bogactwach. Jedna z atrakcji – to nasze potrawy rybne. Kto naszej juszki spróbował raz, tego przez trzy dni od niej za uszy nie odciągniemy.

Tak żartując, dochodzimy z panem wójtem do brzegu Dniestru, gdzie niesamowite zapachy koperku, pietruszki, marchewki oraz ryby przypominają o tym, że dawno pora „coś za drabinę wrzucić” (tak mówi się tu o kolacji – Aut.). Przy kilku saganach i wiaderkach z karasiami i leszczami zgromadził się dość spory tłum gości z Rosji, Kijowa, Lwowa, Dniepropietrowska, Stanisławowa. Wszyscy w zachwycie spoglądają, jak dzielnie uwija się koło tego wesoły mężczyzna – Serhij Didycz, kierownik klubu podróżników „Złote Runo” w Horodence, a obok niego – dwie niewysokie młode gospodynie. Śmiejąc się i żartując, pan Didycz proponuje wszystkim chętnym sprawić ryby, obrać ziemniaki, cebulę, drobno pokroić koperek, pietruszkę i marchewkę, aby każdy „miał swoją juszkę”. Tymczasem miejscowi opowiadają, że w Nezwisku można naliczyć kilkadziesiąt miejscowych potraw rybnych. Są poszczególne potrawy na Wielki Post, na Wigilię i Boże Narodzenie, na Wielkanoc, na odpusty parafialne i święta rodzinne. Każda gospodyni ma dla drogich gości własne danie firmowe. Jednak żadna kobieta nie będzie opowiadała o szczegółach przyrządzania potraw, a uśmiechnie się lekko i powie, że „przepis jej Dniestr naszeptał”.

– Żeby ryba w juszce się nie rozgotowała, trzeba zawinąć ją w gazę, wcześniej posypawszy solą z roztartym czosnkiem. Potem trochę potrzymać nad dymem z drew z wiśni, żeby był zapach, po czym wrzucić do wrzącej wody, w której gotują się już ziemniaki, cebula w całości, ryż albo kasza jaglana. Warto dodać pół litra białego wina, sól, pieprz, kminek, liść laurowy. Po dwu-trzech minutach można się częstować – poucza pan Didycz turystów, chcących nauczyć się przyrządzania juszki dniestrzańskiej. Aby lepiej smakowała, radzi spożywać ją z chlebem żytnim, podsmażonym na oleju i posypanym czosnkiem.

I oto potrawa została rozlana do talerzy i paruje, łaskocząc nozdrza ostrym zapachem, a kołem toczą się czarka i życzenia, aby Nezwisko jak najszybciej zostało pełnowartościowym regionem turystycznym. Większość turystów mówi, że we wsi koniecznie trzeba otworzyć restaurację rybną, która bez wątpienia „przeskoczy” zakłady stołeczne. Potrawy naddniestrzańskie można serwować najdostojniejszym gościom, a chętni mogą nawet złowić rybę na „swoją” juszkę.

Halina Pługator
Tekst ukazał się w nr 2 (44) 31 sierpnia 2007

X