Strefa strachu

Obecnie Krym jest strefą strachu.

Tatarzy Krymscy, a także przedstawiciele innych narodów tego półwyspu, boją się rozmawiać o polityce. Można bardzo szybko stracić wolność, gdy powie się coś złego o aktualnych rosyjskich władzach okupacyjnych. O sytuacji na Krymie opowiada Riza Asanow, prezes fundacji Krym.

Spotykamy się w kilka dni po 71. rocznicy deportacji Tatarów Krymskich. Jak wygląda obecnie sytuacja Tatarów na Krymie?
Władze rosyjskie na okupowanym Krymie obawiały się tego, że pomimo zakazów młodzi Tatarzy będą robili wiece i demonstracje. Każdy rząd boi się studentów, bo każda rewolucja zaczyna się od nich, od młodych ludzi. Nasza młodzież otrzymała pozwolenie udania się w góry i tam obchodzili tę rocznicę. Same demonstracje były zakazane. Wyszli wiec na górę Czatyr-Dah i tam odbyły się uroczystości. A w wioskach i małych miasteczkach sami Tatarzy robili u siebie skromne uroczystości.

W zeszłym roku, podczas obchodów 70. rocznicy deportacji, uroczystości odbywały się bardziej otwarcie, ale wtedy nad głowami ludzi latały helikoptery i gdy do słowa dochodzili członkowie Medżlisu, to helikoptery zniżały się tak, aby zagłuszać te przemówienia. Nasza młodzież po uroczystościach w meczecie z flagami tatarskimi na autach pojechała do Bachczysaraju. Zakazane są demonstracje, ale nie było nigdzie powiedziane, że nie można jechać autami. Zgodnie z rozporządzeniem władz – nie więcej jak pięć samochodów. Tak też to zorganizowali. Zatrzymano ich po wyjeździe z Symferopola. Było tam około 70 młodych ludzi, aresztowano 29 z nich, po czym ukarano mandatami i wczoraj zostali wypuszczeni. Wśród Tatarów nawet krąży taki kawał, że ekonomika Krymu opiera się na pieniądzach tatarskich. Nie ma chyba rodziny tatarskiej, która by nie zapłaciła kary od 10 do 50 tys. rubli za byle co.

Z tymi aresztami to też sprawa jest niejasna. W rosyjskiej administracji Krymu są takie osoby jak np. Smirnow i Belbek. Nie mają oni żadnego poparcia wśród Tatarów, nawet nie są Tatarami. Są zdrajcami i pojawiając się na miejscach różnych wydarzeń oraz biorąc udział w takich akcjach, udają się potem do więzienia i tam działają wśród aresztowanych, zdobywając ich zaufanie.

Władza specjalnie dodatkowo upokarza Tatarów. Przed 18 maja na ścianach budynków użytku publicznego pojawiają się tablice, upamiętniające Stalina, wystawia się jego pomniki.
Obecnie Krym jest strefą strachu. Ludzie, nie tylko Tatarzy, boją się rozmawiać o polityce. Można od razu trafić do aresztu, gdy powie się coś złego o Rosji. Prowadzona jest specjalna polityka. Ściągani są Tatarzy z Kazania, którzy występują w telewizji. Widać, że nie są to Rosjanie. Ale my wiemy, że nie są oni także Tatarami Krymskimi. Nawet nie znają naszego języka. Jest to dla mnie nienormalne, żeby nie znać języka swego narodu.

Ci Tatarzy kazańscy pokazywani w telewizji mają wyglądać na krymskich, ale tak naprawdę Tatarzy z Krymu reprezentują rożne typy antropologiczne.
Nie wszyscy Tatarzy na Krymie są jednakowi, etnicznie jesteśmy narodem bardzo zróżnicowanym. Ci, którzy mieszkają na wybrzeżu i w górach – tak zwani Tatowie (nie można ich mylić jednak z Tatami pochodzącymi z Kaukazu), bardzo podobni są do Turków, Greków. Mają kręcone włosy i charakterystyczne nosy. Tatarzy średni, którzy mieszkają w centralnej części Krymu są potomkami Gotów – blondyni, często z niebieskimi tęczówkami. Na północy Krymu przy kontynencie mieszkają Tatarzy wywodzący się ze Złotej Ordy i spokrewnieni z Nogajami – zachowali przez to dużo cech mongoloidalnych. Tatarzy Krymscy byli początkowo wyznawcami różnych religii, ale gdy Chanat Krymski dostał się w orbitę polityczną Imperium Osmańskiego to wszyscy stali się muzułmanami. Z tego korzystają władze Rosji.

Jak wygląda ekonomiczna sytuacja Tatarów?
Całkowicie zniszczono tatarski biznes na Krymie. Przed okupacją nie byliśmy biednym narodem. Byliśmy nastawieni na turystykę. Ale przez nakładane kary i brak turystów, praktycznie nie ma pracy. Putin zaprasza wszystkich na Krym, żeby stworzyć wizerunek ogólnej pomyślności przy nowej władzy. Obecnie w Rosji dają bezpłatne skierowania do krymskich sanatoriów, ale ludzie i tych skierowań także nie chcą. Gdy trzeba tkwić w porcie, czekając na prom, 48 godzin bez wyżywienia i toalet – to kto by chciał jechać? W zeszłym roku urzędnikom państwowym nakazywano wręcz wyjazdy na Krym. Mieli przywieźć stamtąd zdjęcia, dokumenty pobytu w hotelu i inne świadectwa. Zaczął się na tym biznes. Przesyłano zaświadczenia wcześniej edytowane w Photoshopie, robiono fotomontaże i inne cuda. Pełny „pakiet” takich dokumentów kosztował 30 tys. rubli i był to bardzo dobry biznes. W taki sposób pokazano wspaniałą statystykę, że oto olbrzymie ilości Rosjan odpoczywały ma Krymie. Faktycznie nie było tu nikogo, bo woleli Cypr czy Hiszpanię. Tak naprawdę na Krymie nie ma kultury turystycznej. Dotychczas głównym celem było wyciąganie pieniędzy od turysty. Na wybrzeżu ceny są 10-krotnie wyższe niż w Symferopolu. Władze Rosji nie będą wspierały tatarskiego biznesu, bo po co im bogaty naród. Potrzebny jest im naród biedny, najlepiej gdyby dodatkowo był spity. Ale z Tatarami mają trudniej, bo Tatarzy nie piją. Chociaż nie są ortodoksyjnymi muzułmanami jednak zasad przestrzegają.

Dwie miejscowości podczas tzw. referendum miały tatarskich burmistrzów. Co z nimi dzieje się teraz?
Obydwaj kategorycznie odmówili współpracy z nowymi władzami i zrzekli się swoich posad. Teraz Albert Kangijew i Elmi Umerow przestali być osobami publicznymi i siedzą w domu. Odeszli od polityki. Tatarzy nigdy nie zdradzają swego narodu. Przez 23 lata Ukraina nie zrobiła nic dobrego ani nic złego dla Tatarów na Krymie. Jednak pozostali wobec niej lojalni i nie szkalują Ukrainy jak inni. Najlepszym przykładem lojalności jest historia Tatarów w Polsce. Jestem dumny ze swego narodu. Nikt nie chce wyjechać. Wyjeżdżają jedynie ci, którzy muszą, bo są prześladowani.

Chcieliśmy tu w Polsce, stworzyć podstawy nowego rządu na uchodźstwie. Chcieliśmy tu kształcić młodzież. Ale pani minister oświaty i szkolnictwa wyższego nas nie słyszy. Mieliśmy propozycje od Niemiec, Anglii, żeby tam wychowywać przyszłe kadry. Omawialiśmy ze starymi Tatarami w Medżlisie tę sprawę. Dlaczego Polska? Jesteśmy z tym krajem ponad 600 lat. Przeszedł on walkę z korupcją. Ma olbrzymie doświadczenia przemiany ustrojowej. Dlatego chcemy tu wychować nasze dzieci. Mieliśmy też propozycję od Ukrainy. Ale my wiemy jaka tam jest korupcja i nie chcemy, żeby nasza młodzież wychowywała się w takich warunkach, żeby to ją kusiło. Chcemy dla naszego przyszłego Krymu młodzieży wykształconej w warunkach europejskich. Te kontakty, które wyniosą z okresu nauki w Polsce, będą im pomocne w przyszłości. Na tym oprze się nasza współpraca z Polską i z Europą.

Jeszcze przed okupacją Krymu był pomysł stworzenia wspólnej platformy tatarskiej diaspory?
Idea ta powstała wśród Tatarów w Polsce. Nasi Tatarzy rozrzuceni są i na Litwie, i w Polsce, i w Rumunii. Niestety nawet pośród Tatarów z różnych miejsc Polski nie ma zbyt dobrych stosunków. Zaproponowaliśmy stworzenia coś w rodzaju parlamentu Tatarów – Kurułtaju, dla tych Tatarów na obczyźnie. Delegaci musieliby mieć poparcie swojego otoczenia. Na razie to się odkłada do września, żeby można było przeprowadzić wybory delegatów zgodnie z naszymi tradycjami. Tu wynika jeszcze jedna sprawa: większość Tatarów to są muzułmanie, ale w Polsce są Tatarzy-chrześcijanie. A trzeba zjednoczyć nas wszystkich, bo wszyscy mamy wspólne korzenie. Powstaniem takiego organu zainteresowane są rządy Polski, Litwy i Parlament Europejski.

W Polsce mieszka obecnie ponad 600 Tatarów, ale coraz częściej asymilują się z Polakami. Chodzi nam też o to, żeby wszyscy oni poczuli się jednak Tatarami. Dlatego musi być taki organ, który by ich wszystkich zjednoczył, żeby konflikty były rozwiązywane przy stole, żeby każdy mógł przedstawić swoje problemy. I wtedy znikną.

Czym zajmuje się „Fundacja Krym”?
Fundacja działa od września 2014 roku. Powstała jako odpowiedź na okupację Krymu. Fundacja zorganizowała przyjazd około 300 dzieci z Ukrainy do Polski. Udział w tym wzięły tylko 23 osoby pochodzenia tatarskiego. Dzięki szeregowi samorządów Legionowa, Otwocka, Nowego Miasta Lubawskiego mogły tu spędzić wakacje. Były to dzieci ze strefy okupowanej, dzieci naszych żołnierzy. Dzieci, które zapomniały, co to jest czyste niebo, jak to jest, gdy nie strzelają, jest cisza i spokój.

Dzięki nagrodzie Mustafy Dżemilewa przywieźliśmy do Polski przyszłych studentów – 30 Tatarów Krymskich, aby zapoznali się z polskimi uczelniami. Wystaraliśmy się o stypendia z Polski dla Tatarów na Ukrainie. Wydzielono 395 stypendiów dla studentów, dodatkowo także stypendia doktoranckie. Podania złożyło 32 Tatarów, ale problemy z korupcją w ministerstwie na Ukrainie sprawiły, że nikt z nich stypendium nie dostał. Ministerstwo w Polsce nie może dać tych pieniędzy fundacji lub przydzielić je uczelni. Przekazuje je do odpowiedniego ministerstwa w Ukrainie, a ono już samo kombinuje komu te pieniądze dać. Mówiłem o tym w parlamencie: że to jest korupcja i nikt z Tatarów nie dostał. Tatarzy łapówek nie dają, bo nie pozwala im na to honor. Ukraina w sprawie pomocy Tatarom Krymskim tylko reklamuje swoje działania, a tak na prawdę nic się nie dzieje.

Jaki był przebieg deportacji Tatarów przez Stalina?
W ciągu 48 godzin prawie 200 tys. ludzi zostało wysiedlonych i wywiezionych w głąb Rosji. Z tego około 47% zginęło po drodze. Trzy wioski tatarskie na Strzałce Arabackiej zostały pominięte – NKWD zapomniało o nich. Ludność z tych wiosek załadowano więc na statki i zatopiono w morzu. Stalinowi relacjonowano, że Tatarów na Krymie już nie ma, aż tu raptem aż trzy wioski zostały. Nikt nie chciał ryzykować i domagać się kolejnych pociągów na ich transport. Prościej było ich wymordować.

Teraz też stosowane są różne metody, zastraszanie, aby wystraszyć naród. W latach 2014-15 porywano młodych chłopców, mordowano ich, torturowano, żeby tylko rodzina wyjechała z Krymu. Znam wiele takich przykładów.

Jest wiele takich ludzi jak ja, którzy wyjechali, żeby walczyć. Moim zadaniem jest mówienie prawdy o Krymie tu, w Polsce. Chodzi o to, żeby ludzie wiedzieli o tym, co się tam dzieje. Jak będą słuchali tylko propagandy rosyjskiej, to nic nie będą wiedzieli: na Krymie nie wszystko jest tak dobre i tak piękne jak to pokazują Rosjanie.

Jak na to reagują Rosjanie na Krymie? Mieliście przecież znajomych, przyjaciół wśród nich?
Sam byłem zdziwiony. Miałem sąsiadów, którzy byli mili i serdeczni, ale po referendum przestali być tacy, przestali się nawet ze mną witać. Rosjanie zaczęli znaczyć nasze domy. W odpowiedzi na to, Tatarzy powiesili na swoich domach flagi tatarskie, nie kryjąc się z tym, kim są. Wszystko to jest taką wojną psychologiczną.

Czy uważa pan, że Ukraina zrobiła wszystko, żeby zachować Krym?
Ukraina nie zrobiła nic. Żołnierze byli gotowi do walki, ale nie dostali rozkazu. Były jednostki specjalne, które mogły doprowadzić do ładu w ciągu paru dni, jednakże w tych jednostkach służyli jedynie mieszkańcy Krymu, bo oddziały te były przygotowane przede wszystkim do walki z Tatarami. Z Rosjanami walczyć nie chcieli.

Skąd u Pana taka dobra znajomość polskiego?
Tatarzy mają takie powiedzenie – ile znasz języków, tyle razy jesteś człowiekiem. Każdy Tatar od dziecka zna co najmniej cztery języki. Mój polski poznałem dzięki kierowcom. Miałem w swojej firmie kilku kierowców Polaków i musiałem się z nimi jakoś dogadać.

Czy istnieje jakaś forma blokady Krymu?
Nie ma żadnej blokady. Przy wjeździe na Krym jest wioska Wojkowo. Zbudowano tam potężne magazyny, ukraińskie samochody tam wjeżdżają. Stamtąd towary idą do Krasnodaru, do Moskwy, do innych punktów. Ukraina prosi o sankcje i blokady, a sama w tym czasie handluje.

Tatarzy proszą o blokadę. Tatarzy nie rozumieją, dlaczego na Krymie jest prąd i woda? Poroszenko mówi o tym, że jest tam nasz naród. Ale tu chodzi nie o naród, a o biznes. Tatarzy dadzą sobie radę w każdych warunkach. Mieszkamy przeważnie w wioskach i każdy ma jakieś zapasy. Elektryczność i wodę z Ukrainy wykorzystują głównie Symferopol i Sewastopol.

Jaki jest obecnie status Medżlisu i jego działaczy?
Sytuacja jest bardzo trudna. Władze rosyjskie starały się zebrać 150 osób, żeby powołać nowy Kurułtaj i stworzyć nowy Medżlis, który byłby im podporządkowany. Nie udało im się to. W obecnej sytuacji Medżlis ma wielkie poparcie wśród Tatarów. W tych trudnych czasach Tatarzy skupili się razem. Około 70% członków Medżlisu obecnie jest poza Krymem. Mają zakazy wjazdu, deportacje itd. Nie jestem członkiem Medżlisu, bo zdecydowałem, że chcąc walczyć nie mogę być związany z jakąś oficjalną organizacją.

Najbardziej szanowanym wśród nas jest Mustafa Dżemilew. Dla każdego Tatara to najwyższy autorytet, jest jak ojciec, czy dziadek. Mustafa zdobył niepodważalną pozycję wśród wszystkich Tatarów i jest naszym liderem.

Ile osób ma zakaz wjazdu na Krym?
O, dużo. Na granicy służby graniczne mają gotowe blankiety podpisane przez prokuratora. Gdy ktoś im się nie podoba, to wpisują nazwisko i gotowy nakaz deportacji i zakaz wjazdu. Proste? Nawet nie dają ci tego do ręki, żeby nie było podstawy do procesu sądowego. Decyzję przekazują ustnie. Nie ma odwołania.

To, co robi na Krymie Rosja, to teatr, żeby nie powiedzieć – cyrk. Ich działania są jednym wielkim kłamstwem. Prawda jest taka, że obecnie bez rosyjskiego obywatelstwa nie załatwi się nic: ani pracy, ani szpitala, ani studiów. Obywatelstwo rosyjskie można dostać od 14 roku życia. Wiele naszych dzieci nie chce mieć obywatelstwa Rosji i z tego powodu mają kłopoty. Ale część zaczyna brać. Dobrze się stało, że wyszła ukraińska ustawa o terenach okupowanych, gdzie nie uznaje się działań prawnych pod przymusem nowej władzy. W każdych warunkach trzeba jakoś żyć. Nie wszystko jest takie proste.

***
Riza Asanow jest prezesem działającej w Polsce Fundacji Krym.
Wymieniony w wywiadzie Albert Kangijew był merem Biełogorska (po tatarsku Karasubazar). Ogłosił, że nie będzie brał udziału w organizowaniu tzw. referendum. Elmi Umerow był szefem administracji rejonowej w Bachczysaraju.

Wojciech Jankowski
Tekst ukazał się w nr 10 (230) 29 maja – 15 czerwca 2015

X