Starosta Kratter W 1820 roku zakładano drogę przez Karpaty. Jeden z głazów nazwano „Kamieniem Krattera” – upamiętniając pomysłodawcę budowy (z kolekcji Zenowija Żerebeckiego i Walerija Kowtuna)

Starosta Kratter

W okresie austriackim okręgiem stanisławowskim rządziło ponad dwudziestu starostów, ale mieszkańcy miasta zapamiętali najbardziej właśnie pana Franciszka Krattera. Dlaczego?

Redaktor naczelny
Data urodzin naszego bohatera nieznana, zaś początkowy okres jego biografii jest otulony mgłą. Niektórzy historycy mylą stanisławowskiego starostę z lwowskim pisarzem i dramaturgiem, też Franciszkiem Kratterem (ok. 1758-1830). Ktoś uważa ich za ojca i syna, ktoś inny – za braci. Oprócz tego we Lwowie mieszkało jeszcze dwóch braci Kratterów – Ignacy i Johann, właściciele winiarni. Jakie są, i czy są, między nimi powiązania rodzinne na razie nie wiadomo. Ale nie jest to istotne.

Otrzymawszy wykształcenie prawnicze młody Kratter rozpoczął karierę austriackiego urzędnika. W 1807 roku zostaje „praktykantem konceptowego” w Gubernatorstwie galicyjskim. Po dwóch latach osiąga kolejny stopień kariery – konceptysty gubernialnego. Na tym jego kariera urzędnicza mogłaby się zakończyć, bowiem wówczas (jak zresztą teraz) bez wpływowych kontaktów było dość ciężko. By zostać zauważonym, trzeba było jakoś wyróżnić się z szarej masy urzędniczej. I Kratter tego dokonał!

Wówczas istniały we Lwowie jedynie niemieckie czasopisma, które szybko bankrutowały i znikały. Główną przyczyną tego stanu rzeczy było to, że większość mieszkańców stolicy guberni było Polakami, którzy nie umieli i nie chcieli czytać po niemiecku. Ze względu na to, Kratter w 1810 roku podaje gubernatorowi Galicji hrabiemu Goesowi projekt wydawania gazety po polsku. Gubernator zainteresował się tą propozycją i 2 kwietnia 1811 roku ukazuje się pierwszy numer „Gazety Lwowskiej”, zaś redaktorem tejże zostaje on sam – Franciszek Kratter. Była to pierwsza gazeta w imperium Habsburgów wydawana nie po niemiecku i finansowana przez rząd. Pismo szybko zdobyło szeroki krąg czytelników i nawet po przerwaniu państwowego finansowania utrzymywało się samodzielnie, a potem, dzięki prenumeracie, zaczęło przynosić dochody. Działo się to, oczywiście, dzięki wytężonej pracy naczelnego redaktora Franciszka Krattera. „Gazeta Lwowska” utrzymała się do 1939 roku, wznowiona została w 1990.

W Gazecie zjawiały się czasem artykuły samego gubernatora, nikogo więc nie zdziwiło, że w 1816 roku jej redaktor otrzymał tytuł gubernialnego sekretarza. Po wprowadzeniu dodatku ilustrowanego, zatytułowanego „Rozmaitości”, „Gazeta Lwowska” nie miała już konkurentów.

We Wiedniu zauważono działalność naczelnego i uznano, że zasługuje na więcej. W lipcu 1823 Franciszek Kratter zostaje radcą gubernialnym. Jednocześnie zostaje wyznaczony na stanisławowskiego krajshauptmanna, czyli starostę okręgu stanisławowskiego.

Ogrodnik
Zgodnie z reformą administracyjną w Austrii 1782-1786 roku Galicja zostaje podzielona na 18 okręgów (obwodów, cyrkułów), którymi zarządzali starostowie, wyznaczeni przez Wiedeń. Stanisławów był stolicą takiego okręgu. Chociaż miasto miało swego burmistrza, jego władza do roku 1867 była formalną – faktycznie o wszystkim decydował starosta.

Poprzednikiem Krattera był sobie niejaki pan Henig. Razem ze starostwem przekazał swemu następcy również miasto Stanisławów. Nazwać miasto „kwitnącym” nie odważyłby się wówczas nikt. W 1802 roku podróżnik Jozef Roher zanotował, że w Stanisławowie nie ma nic interesującego, urzędnicy zaś miejscy prowadzą wiejski tryb życia. Po dwudziestu latach niewiele uległo zmianie. Niebrukowane ulice po deszczach zmieniały się w trudne do pokonania błota. Wieczorem nie płonęła ani jedna latarnia i z zapadnięciem zmroku niebezpiecznie było wychylać nos na ulicę. Większość budynków, tulących się do siebie, była drewniana, co sprzyjało pożarom. Brak szpitala i dostatecznej ilości lekarzy tłumaczyły wysoką śmiertelność wśród mieszkańców miasta. Niespokojnie było też w oświacie – jedyne w mieście gimnazjum nie mogło normalnie funkcjonować z powodu częstych buntów uczniowskich.

Ale to wszystko nie zraziło nowego starostę. Z wrodzoną niemiecką pedanterią zaczął zmieniać Stanisławów w prawdziwie europejskie miasto, a starostwo – w sielankę.

Przede wszystkim powołał do służby wojskowej wszystkich gimnazjalistów-wichrzycieli. W gimnazjum od razu zapanował spokój. Między innymi, z powodu braku odpowiedniej kadry profesorskiej, Kratter objął posadę dyrektora gimnazjum równocześnie w Stanisławowie i w Buczaczu.

Kolejnym krokiem nowego starosty był wielki program oświetlenia miasta. Już wkrótce na centralnych ulicach pojawiły się latarnie olejowe, co wraz ze zwiększoną liczbą policji znacznie poprawiło bezpieczeństwo w mieście.

Starosta nie zapominał też o usługach komunalnych: rozpoczęło się brukowanie ulic i placów, budowa kanalizacji deszczowej i ścieków. Interesujące jest to, że obecnie przy pracach budowlanych robotnicy stale natykają się na stare „austriackie” kolektory, gdyż dokładnej mapy tych systemów nie zna dziś żaden fachowiec.

Zwrócono również uwagę na bezpieczeństwo pożarowe. Miejską straż pożarną wyposażono w nowy sprzęt. Uniknąć jednak nieszczęścia mimo wszystko się nie udało. W 1826 roku ogień zniszczył wojskową kordegardę. Stanisławów był dużym miastem z licznym garnizonem i łamiący dyscyplinę wojskowi musieli gdzieś odbywać karę, wiec po roku stanęła nowa kordegarda. Zachowała się do dziś przy ul. Halickiej 7. Dziś mieści się tu biblioteka Uniwersytetu Medycznego.

Ale starosta Kratter zapadł w pamięci mieszkańców szczególnie z innego jeszcze powodu. Mianowicie, przed jego przybyciem do Stanisławowa w mieście nie było ani jednego miejsca na wspólny wypoczynek mieszkańców. Mieszczanie nie mieli gdzie pospacerować w wolne dni i stąd większość czasu spędzali w domach lub żydowskich szynkach. Starosta postanowił z tym walczyć i założył skwer miejski. Od Ormian, braci Agopsowiczów, odkupił działkę (w miejscu dzisiejszego głównego urzędu pocztowego) i tu specjalnie sprowadzeni robotnicy zasadzili drzewa. Wiosną 1827 roku miejski skwer przyjął pierwszych spacerowiczów i natychmiast zdobył szaloną popularność, gdyż w niedziele grała tam orkiestra wojskowa. Teraz elegancko ubrani mieszkańcy najpierw spacerowali w skwerze, słuchali muzyki, a dopiero później upijali się w szynkach. I rzecz jasna, ten skwer od razu nazwano „Kratterówką”.

W walce z epidemiami
Działalność pana starosty nie ograniczała się Stanisławowem. Za jego kadencji rozpoczęto budowę drogi na Węgry przez Jaremcze i Mikuliczyn. Ożywiło to handel w kraju i Stanisławów z prowincjonalnej przysłowiowej „dziury” stał się ważnym węzłem tranzytowym. Gdy w drugiej połowie XIX wieku zakładano tory kolejowe, przekładano je wzdłuż starej austriackiej drogi. Żeby utrwalić w historii imię Franciszka Krattera, jeden z malowniczych głazów w pobliżu Jaremcza nazwano „Kamieniem Krattera”. Niebawem ten kamień stał się jedną z lokalnych atrakcji. Uwieczniano go na pocztówkach i nawet dziś przyciąga turystów.

Najjaśniejszy, miłościwie panujący cesarz Franciszek Józef I ocenił należycie działalność starosty Krattera. W 1833 roku jego godność podniesiono do stopnia „rzeczywistego radcy dworu”. Jednocześnie zostaje on skierowany do bardziej prestiżowego bukowińskiego starostwa. W Czerniowcach zostaje dyrektorem gimnazjum i umiejętnie przeprowadza reformę podatków.

Prawdziwym wyzwaniem dla ówczesnych władz były epidemie. Z zasady nadciągały one z południa (od strony Turcji) lub ze wschodu (z Rosji). Granica pomiędzy imperiami przebiegała wzdłuż Zbrucza. Gdy w 1837 roku w guberni Podolskiej wybuchła epidemia cholery, władze austriackie zdecydowały zamknąć granicę. Gubernialnym komisarzem wyznaczono Krattera – do jego obowiązków należała organizacja kordonów sanitarnych. Pan Franciszek wszystko robił dokładnie i sumiennie. Nie pozostało wyjątkiem również to wyzwanie. Osobiście sprawdzał organizację prac na miejscu, wnikał we wszystkie szczegóły. Skończyło się tym, że Kratter zaraził się cholerą i zmarł w Brodach 9 stycznia 1838 roku.

Pozostawił wdowę Marię i dwie córki. Jedna z nich, Franciszka, wyszła za mąż za barona Handla i tym sposobem weszła do kół arystokratycznych imperium austriackiego. Jej portret zachował się we Lwowskiej Galerii Sztuki. Spoglądając nań można stwierdzić, że staremu Kratterowi udawały się nie tylko ulice i skwery…

Iwan Bondarew
Tekst ukazał się w nr 4 (296) 28 lutego – 12 marca 2018

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X