Stare Sioło – zapomniana forteca

Stare Sioło – zapomniana forteca

Najkrótsza droga ze Lwowa do dawnej stolicy tych terenów Halicza prowadzi ul. Zieloną, dalej przez Bóbrkę i Rohatyn.

Jadąc współczesną szosą, kilka kilometrów za Lwowem możemy podziwiać wspaniałe widoki: po lewej rozległą aż po horyzont na równinę upstrzoną osadami, a po prawej teren pofałdowany, zalesiony – Podkarpacie. W dawnych czasach droga, a właściwie Trakt Wołoski prowadził dolinką rzek Czerepinki i Dawidówki, o kilometr w prawo od obecnej trasy. To w tej dolince leży Stare Sioło, bo to o tej miejscowości będzie mowa. Dojazd tam jest fatalny. Zgrzytają zębami kierowcy, a i auto zgrzyta karoserią o wyboje na drodze.

Nazwa ta w starych encyklopediach (Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich) figuruje pisana jako jedno słowo – Staresioło, ale chodzi o tę samą miejscowość. Próżno by szukać tej nazwy w starszych kronikach, z X czy XI wieku. Za to, znajdziemy tam miejscowość Czerepin, obecnie przysiółek Starego Sioła.

Na początku XV wieku, Czerepin i przyległe ziemie król Władysław Jagiełło przekazał Zawiszy Czarnemu z Garbowa. Rycerz Zawisza był wzorem cnót rycerskich i obywatelskich i niejednokrotnie służył królowi licznymi misjami dyplomatycznymi i zbrojnym ramieniem na polu walki. Król mógł polegać na nim, jak na sobie samym. Do dziś mamy powiedzenie: „Polegać, jak na Zawiszy”. Za swą postawę Zawisza otrzymał te ziemie.

Ale Garbowo było daleko i Zawisza nie kwapił się do objęcia nowego majątku. Wysłał tu swego syna Jana, który wschodnią część Czerepina nazwał Garbowem. Nie wiadomo dlaczego, ta nazwa się nie przyjęła, a do osady przylgnęła nazwa Stare Sioło. Miejscowość, leżąca na trakcie, należało bronić, bo nie tylko kupcy przez nie wędrowali.

W połowie XV wieku Jan Zawisza buduje tu pierwszą fortyfikację. Nie wiemy jak ten obronny zamek wyglądał, ale dawał schronienie kolejnym potomkom znakomitego rodu i skutecznie opierał się najazdom tatarskim, dążącym w głąb Rzeczypospolitej Szlakiem Wołoskim.

W XVI wieku wnuczka Jana wnosi zamek w posagu hetmanowi koronnemu Janowi Tarnowskiemu, a pod koniec XVI wieku, przez koligacje rodzinne zamek przypada Władysławowi Dominikowi Zasławskiemu-Ostrogskiemu. Tarnowski i Zasławski stawiają potężną fortecę – największą terytorialnie spośród zamków w okolicach Lwowa. Jego obecny dziedziniec ma ponad 2 hektary powierzchni. Projektował tę fortecę prawdopodobnie Ambroży Przychylny. Zamek budowano według ówczesnych tradycji, dodając do zaprawy jajka, dlatego jego mury, choć zrujnowane, trzymają się do dziś.

I tu mamy pierwszą legendę tych terenów. Pewien szlachcic z okolic przewinił na tyle, że sąd skazał go na śmierć. Ale postawiono mu warunek: darują mu karę, jeżeli przywiezie na budowę zamku wóz jajek, ale nie może rozbić żadnego. Szlachcic wpadł na pomysł i… przywiózł wóz gotowanych jajek. Został stracony, chociaż warunek sądu wypełnił. Teraz tłucze się jako duch w ruinach.

W roku 1642 (lub 1654 według innych źródeł) stanął potężny zamek o wysokich na 8 metrów i grubych na 2 metry murach i 14 metrowych wieżach. Zamek był otoczony fosą, wypełnioną wodami przepływających rzeczek. Dodatkowo błotniste rozlewiska broniły fortecy. Dlaczego dwie daty? Prawdopodobnie jeszcze nie ukończone fortyfikacje były zniszczone przez kozaków Chmielnickiego w 1648 roku i dokończono ich odbudowę w 1654 roku. Po raz drugi nie został zdobyty przez wojska Chmielnickiego, nie dali mu też rady Tatarzy w 1672 roku.

Kolejna legenda głosi, że w czasie tureckiego oblężenie zamku, obrońcom udało się strzałem z zamku trafić i zabić dowódcę oblegających oddziałów. Turcy w miejscu jego śmierci zasadzili dwie lipy. Gdy budowano kolej i stację kolejową w XIX wieku, te wiekowe drzewa wycięto, bo przeszkadzały.

Wiek XVII był złotym wiekiem dla Starego Sioła. Zamek był wspaniale wyposażony we wszystko, co dla dostatniego życia magnatów było potrzebne. Silnie uzbrojony, posiadał 8 armat, 13 moździerzy i całą masę lżejszej broni palnej i obronnej. Miał też silną, dobrze wyszkoloną załogę. Potem już było tylko gorzej. O dawnej świetności fundatorów świadczą słabo widoczne na najpotężniejszej wieży herby Ogończyk i Leliwa oraz litery WDXOYZWSLS, które oznaczają: Władysław Dominik Xiąże Ostrogski y Zasławski Wojewoda Sandomierski Łucki Starosta.

Kolejnymi właścicielami zamku, którzy starali się przynajmniej utrzymać ten obiekt w stanie nienaruszonym byli kolejno: Adam Mikołaj Sieniawski i Czartoryscy. Ale z czasem i im nie starczało funduszy, a oprócz tego mieli inne problemy. Izabella Czartoryska w 1809 roku przekazuje zamek Potockim. Są to już inne czasy i realia. Nie ma najazdów i napadów na te tereny, rozwija sie przemysł, rolnictwo. Potoccy postanawiają w murach zamkowych umieścić gorzelnię. Na te potrzeby wewnętrzne zabudowania pałacu są częściowo rozebrane, przebudowane, zmodernizowane. Pod koniec XIX wieku Potoccy zmieniają działalność i przerabiają gorzelnię na browar (przynosi lepsze dochody). Ostatnim właścicielem zamku w 1939 roku był ordynat łańcucki Alfred Potocki.

Jeszcze w latach 70. XX wieku na dziedzińcu zamkowym było obejście gospodarskie, pasły się krowy i kury. Dziś ta olbrzymia forteca stoi pusta, niszczeje, rozsypuje się, a drgania od przebiegających opodal torów też robią swoje. Obecnie, gdy jest „moda” na pałace i zamki, gdy obiekty historyczne są wykupywane, brane w dzierżawę, los zamku w Starym Siole nie przedstawia się najlepiej. W pierwszej kolejności „sprywatyzują” obiekty w lepszym stanie, a ten olbrzym, pośród cichej wioski będzie nadal spoglądał smutnymi, pustymi oczodołami strzelnic na mijające go pociągi, powoli niszczał i rozsypywał się.

Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 1 (101) 15-28 stycznia 2010

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X