Stadion we Lwowie otwarty

Stadion we Lwowie otwarty

Od chwili uzyskania prawa do organizacji rozgrywek Euro 2012 przez Polskę i Ukrainę, mieszkańcy Lwowa czekali na otwarcie nowego stadionu. Liczni sceptycy nie wierzyli, że stadion na 35 tys. widzów zostanie ukończony w terminie, że nie porzuci się prac w pół drogi. Jednak udało się! I dowód temu dało feeryczne otwarcie Areny Lwów 29 października 2011 r.

Polska i ukraińska piłka nożna sięgają korzeniami Lwowa, gdzie w 1894 roku miejscowa drużyna zagrała mecz z gośćmi ze Lwowa. Od tej pory zaczęły się sukcesy Czarnych, Pogoni, Karpat. Myślę, że Arena Lwów jednocześnie jest pomnikiem dawnych zwycięstw lwowskiego i halickiego futbolu i nadzieją na świetlaną przyszłość.

Choć Arena Lwów nie jest rekordzistką pod względem ilości miejsc, jednak jej zalety – nie w ilości, a w jakości. Myślę o jakości oglądania. Boisko rzeczywiście, jak na dłoni, nawet z „martwych” bocznych sektorów widok jest całkiem dobry. Trybuny widzów zaprojektowano w taki sposób, aby stworzyć wrażenie obecności na boisku. Wygodne krzesła z odchylanymi siedzeniami, szeroka promenada z licznymi stoiskami, liczne ekrany telewizyjne, szerokie schody, półprzeźroczysty dach, chroniący widzów od deszczu i słońca, przestronne toalety – wszystko świadczy, że standardów udało się dotrzymać.

 

Podstawowym problemem pozostaje rozwój infrastruktury wokół stadionu. Brak dogodnych podjazdów odczuli wszyscy, którzy chcieli zabawić się na otwarciu. Straszne korki tak zablokowały przylegające ulice – Stryjską i obwodnicę, że niewielki odcinek, który w zwykły dzień można przejść w ciągu 10 minut, auta pokonywały w godzinę. Niektórzy nie wytrzymywali nerwowo: porzucali samochody i szli na piechotę po bezdrożu. Pod nogami – plac budowy, piasek, żwir, kurz. Szczególnie ucierpiały kobiety, które na imprezę założyły szpilki. Ale wszystkie niedogodności i pierwsze wrażenia zrekompensowało widowisko otwarcia.

 

Ceremonia rozpoczęła się o 19:30 i trwała dwie godziny. Większość widzów otrzymała zaproszenia gratis. Rozdawano je w związkach zawodowych i na uczelniach. Ci, którzy nie otrzymali upragnionej przepustki, płacili po 350-400 UAH za bilet, lub wykupywali zaproszenia po 100-200 UAH. Stadion był wypełniony w 75%.

 

Na rozgrzewkę publiczności wystąpiła Rusłana. Przedstawiła nową piosenkę – krzyczałkę „Dawaj, graj!”. Piosenkarka spodziewa się, że jej „krzyczałka” zdobędzie popularność i doprowadzi do niejednokrotnej wygranej ukraińskich piłkarzy. Sama Rusłana miała mniej szczęścia – poślizgnęła się na scenie, potem poszła w stronę przeciwną do kierunku ruchu i została przypadkowo potrącona przez jednego z aktorów. Ten wypadek zauważyli nieliczni, bo widzowie zachwycali się w tym momencie laserowym show, demonstrowanym przez 60 potężnych reflektorów.

Tymczasem odbyła się akcja plenerowa w wykonaniu ponad 1000 uczestników w strojach ziem galicyjskich. Przedstawiono kilka scen z historii miasta – jego założenia, zniszczenia przez najeźdźców (podobnych do Tataro-Mongołów, czy psigłowych wojów Iwana Groźnego), po wyzwolenie przez księcia, który wjechał w otoczeniu rycerzy. Sceny miały bardziej symboliczny niż historyczny charakter, ale widowiskowości nie brakowało.

Następnie, na trzech dużych monitorach nad trybunami, pokazano historię lwowskiego futbolu. Juszczenko i Tymoszenko nie udało się wykończyć stadionu, ale Wiktor Janukowycz… Gdy pojawiły się pierwsze osoby na ekranie, na stadionie rozległy się głośne gwizdy i jednostajne „Fuuu!”.

 

Ceremonia otwarcia minęła jednak spokojnie, bez długich przemówień oficjeli, nawet bez hymnu Ukrainy i flagi państwowej. Na otwarcie zaproszono lwowskich sportowców, zwycięzców licznych zawodów. To ich witało głośne, serdeczne „Hura!” i to oni ogłosili otwarcie Areny Lwów.

 

Francuski cyrk zadziwił widzów olbrzymimi nadmuchiwanymi figurami stworów, które płynnie unosiły się w powietrzu. Symbolicznie widowisko przedstawiało wypełnienie stadionu wodą, w której pływały figury. Ta część trochę przedłużała się i widzowie czekali z niecierpliwością występu Anastacii – gwiazdy popu o światowej sławie. Przez 17 minut publiczność skandowała nazwę lwowskiej drużyny piłkarskiej Karpaty. Wreszcie nadjechał biały bus pop divy.

 

Śpiewaczka ubrana była w dżinsy i ciepły haftowany kubraczek, który miał symbolizować huculską kamizelkę. Z pewnością Anastacia szykowała się do przyjazdu do Galicji, strój miała jednak niedopracowany. Dziękując widzom za owacje, głośno krzyknęła: „Spasibo!”. Szybko okazało się jednak, że amerykańska wokalistka umie znaleźć kontakt z publicznością. A gdy doszła do takich hitów jak: Left Outside Alone, I’m Outta Love, One Day In Your Life, stadion zmienił się w olbrzymią dyskotekę. Na zakończenie imprezy odbył się pokaz sztucznych ogni.

 

Po dwóch dniach stadion zamknięto na dalsze prace. Niedługo odbędzie się na nim pierwszy mecz pomiędzy reprezentacją Ukrainy i Austrii. Przed tym Arena zostanie poświęcona.

 

Co będzie z Areną Lwów po Euro 2012? Czy nie lepiej było zmodernizować istniejący stadion Ukraina? Pytania są trudne. Możliwie, czasem trzeba odejść od racjonalności, poddać się emocjom, marzeniom i wierzyć, że się spełnią. Jedno z wielu już się spełniło – Lwów stał się prawdziwą stolicą galicyjskiego futbolu. W 2012 roku odbędą się tu trzy mecze europejskich rozgrywek. Ale to nie koniec – po modernizacji, w niedalekim 2022 roku, może spotkamy się tu podczas Zimowej Olimpiady? Trudno w to uwierzyć? A czy w 2007 roku ktoś się spodziewał, że Euro 2012 zdobędzie Polska i Ukraina, po¬zostawiając w tyle takich potężnych konkurentów jak Włochy i Turcja?

 

Wito Nadaszkiewicz

Tekst ukazał się w nr 21 (145), 18 – 28 listopada, 2011

X