Sąsiadów połączył Dniestr

Sąsiadów połączył Dniestr

W Horodence na Przykarpaciu odbył się festyn, który połączył naddniestrzańskie rejony czerniowieckiego, tarnopolskiego i iwanofrankiwskiego województw. Udział w imprezie wzięła delegacja z polskiego Brzegu. Etnografowie podkreślają zbieżność kulturową, tradycji i twórczości ludowej mieszkańców rejonów zaleszczyckiego, zastawnickiego i horodeńskiego. To w Zastawnej w 1993 roku odbył się pierwszy festiwal sąsiadów „Dniestrowe świty”.

Czym chata bogata…
Na centralnej ulicy Horodenki gra orkiestra dęta. Tłum mieni się od kolorowych haftowanych koszul i oryginalnych strojów ludowych. Dziewczęta z Zastawnej w letnim upale stoją w długich futrzanych kubrakach, w których chodziły chyba jeszcze ich babcie. Ale stroje zachowane są wspaniale. „W takich strojach chodzimy zapraszać na wesele o każdej porze roku – wyjaśnia Oksana z Bukowiny. – Jeżeli zdejmie się kubrak – to tak, jakby się wyrzec swego rodu. Dlatego przechowujemy nasze stroje całe stulecia”.

 

Goście z Polski w kolumnie świątecznej (Fot. Sabina Różycka)Głowy dziewcząt dekorują nietradycyjne na Przykarpaciu wianki. Wyglądają jak wielkie bukiety – każdy inny. Trudno sobie wyobrazić, że takie rzeczy zachowały się do dziś. Tarnopolanie prezentują swoje koszule z lnu i konopi, marszczone spódnice, stare buty z cholewami. A  swoje melodie wygrywają na tarach – deskach, używanych kiedyś do prania.

– Proszę spojrzeć, jakie mamy bogactwo – mówi etnograf i krajoznawca z Horodenki Jarosław Łewkun. – Było by przestępstwem, gdybyśmy utracili zwyczaje, a stroje trzymali w muzealnych szafach i prezentowali tylko podczas występów zespołów folklorystycznych. Dlatego też grupa entuzjastów z trzech województw w 1993 roku zainicjowała festiwal „Dniestrowe świty”. Nikt się nie spodziewał, że impreza dla sąsiadów przetrwa 20 lat. Z zasady takie imprezy kończą się po kilku latach.

Mieszkańcy mówią, że Dniestr od zawsze łączył ludzi. „Ta rzeka dawała naszym przodkom pożywienie, po niej pływali, docierali na Podole i Bukowinę  – mówi Maryna Lewanina, przewodnicząca rady rejonowej z Zastawnej na Bukowinie. – Dlatego zwyczaje, choć różnią się, mają wiele wspólnych cech. Melodie i tematy pieśni, podobne elementy naszych strojów ludowych, potrawy z ryb i grzybów”.

Horodenka: smacznie i ładnie
Festiwal co roku odbywa się w innych rejonie i za każdym razem w ciągu 20 lat nie przestaje zadziwiać wytworami sztuki ludowej, piosenkami i potrawami. Na stołach Horodenki tysiące przedmiotów przygotowanych przez miejscowych artystów: lusterka w drewnianych oprawach, rzeźbione szkatułki, setki haftów, skórzanych torebek z pokuckim ornamentem. Lokalne artystki nawet z kawałka styropianu mogą stworzyć dzieło sztuki. 22-letnia Olga Jaszman pokazuje niewielkie styropianowe figurki do dekoracji ogródków.

– Tego nauczył mnie tato, – opowiada dziewczyna. – Takie figurki można ustawiać w przedszkolach i szkołach. Dzieci lubią bohaterów z bajek i kreskówek, tym bardziej jeżeli same będą mogły pokolorować je farbami olejnymi. Do zabawy raczej się nie nadają – są kruche.

 

Figurki z styropianu Olgi Jaszan (Fot. Sabina Różycka)Setki gości zachwycają się zegarkami Hanny i Oresta Jurijczuków z Kołomyi. Ich wyroby mają formę pisanek. „Przed dwoma laty wymyśliliśmy taki zegar, – dzieli się Orest. – W jego podstawie jest najprostszy mechanizm, jego tło – to haft pokucki lub znane zabytki Kołomyi. Każda godzina oznaczona jest inną pisanką. Pisanki są z drewna. To takie połączenie kultury kołomyjskiej z tradycją regionalną. Zegar umieszczamy pod szkło. Potrzebna jest jeszcze bateria – i już odmierza czas. Taki pisankowy zegar z Kołomyi jest nawet w Watykanie.

A ile potraw było na festynie! Każda wioska z okolic Horodenki przedstawiała własne potrawy i napoje regionalne: różne rodzaje zup grzybowych, dania ze smażonej fasoli, pączki z nadzieniem, placki ziemniaczane, faszerowane pieczarki, dania z ryb. „Jedzcie, goście kochani, sąsiedzi i krewni – zapraszały do spróbowania potraw gospodynie.

Przez doświadczenie Brzegu do Europy
Festiwal „Dniestrowe świty” przypadł akurat na piątą rocznicę współpracy Horodenki i miasta Brzeg w woj. opolskim. „Ta współpraca odbywa się na różnych płaszczyznach – opowiada przewodniczący Rady rejonowej Bogdan Kobylański. – Przede wszystkim jest to wymiana naszych dzieci. Takie wymiany są bardzo popularne, chcemy, żeby nasze dzieci widziały jak wygląda życie w państwie europejskim, gdzie mentalność mieszkańców jest bliska naszej. Polacy są naszymi przyjaciółmi, a można powiedzieć, że braćmi, bo od wieków mieszkaliśmy razem na tej ziemi”.

Dzieci z Horodenki podróżowały do Polski do nowych przyjaciół, dzieci z Brzegu przyjeżdżały do Horodenki. Byli to głównie uczniowie liceów przemysłowego i budowlanego. – Oprócz wyjazdów naszych dzieci, ważną dziedziną współpracy jest rolnictwo – uzupełnia wypowiedź swego ukraińskiego kolegi Maciej Stefański, starosta powiatu brzeskiego. Mamy zakład produkujący maszyny rolnicze i chcemy je pokazać naszym przyjaciołom. Prawdopodobnie te maszyny przydałyby się w ich pracy, bo tereny Horodenki to wspaniałe czarnoziemy.

Według słów Bogdana Kobylańskiego, współpraca z Brzegiem jest cenna jeszcze pod innymi względami – po przejęciu doświadczeń polskiej i niemieckiej gospodarki, można by  dać pracę rolnikom. Mogliby hodować jagody, maliny czy ziemniaki – bo ziemię tu mają wspaniałą.

Sabina Różycka
Tekst ukazał się w nr 12 (184) 28 czerwca – 15 lipca 2013

X